Bóg jest naszym zbawieniem

Nasz YouTube - Biblia w formacie wideo i inne materiały.

Strona chrześcijańska

Kanał aktualizacji witryny

Biblioteka multimediów Blagovestnik.Org

w Telegramie -

t.me/BlagovestnikOrg

Biblia wideo online

Rosyjska Biblia Audio online

Pismo(recenzje)

Kroniki ostatnich czasów

Ukraińska Biblia Audio

Ukraińska Biblia Audio

ukraiński

Audio-Biblia

Książki wideo

Musical

albumy wideo

Książki(A-G)

Książki(D-L)

Książki(M-O)

Książki(P-R)

Książki(SS)

Książki(T-Ya)

Nowe książki(A-Z)

Fonogramy-aranżacje

(*.mid i *.mp3),

Karaoke

(*.kar i *.divx)

Młodzież Jezusa

PiosenkaEwangelista

stara sekcja

Bezpłatne pobieranie mp3

Archiwum muzyczne

Moduły

dla „Cytatów”

Broszurydla tych, którzy szukają Boga

Szkoła niedzielna,

przybory

dla dzieci,

rozrywkowyprzybory

Lista zasobów

Usługi Blagovestnik.Org

Archiwa:

Biuletyny(1)

Biuletyny(2)

Kazania(1)

Kazania(2)

Spurgeon(1)

Spurgeon(2)

Spurgeon(3)

Spurgeon(4)

Mapa witryny:

Odczyty

Interpretacja

Literatura

Wiersze

Pobierz mp3

Wideo online

Archiwa

Wszystko inne

Dane kontaktowe

Wesprzyj witrynę

Często zadawane pytania

Nasz główny kanał w serwisie Telegram.
Nasza grupa VK: „Chrześcijańska Biblioteka Mediów”.
Nasze aktualności znajdziesz w naszej grupie WhatsApp.

Oswald I. Smith

BÓG JEST NASZYM ZBAWIENIEM

Spis treści

JEDYNA DROGA

Religia

Morał

Fabryka

Święcenia

Chrystus jest jedynym Zbawicielem

Co musisz zrobić

Teraz nadszedł czas…

„Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło”.

1. Wszyscy ludzie zbłądzili na drodze zagłady, ponieważ w oczach Boga wszyscy ludzie są grzesznikami.

2. Wszyscy ludzie są przeznaczeni na śmierć, ale po śmierci nastąpi sąd, przed którym nikt nie będzie mógł uciec.

3. Nikt nie może być zbawiony dzięki własnym uczynkom, sprawiedliwości i przynależności do Kościoła.

4. Zbawienie jest darem od Boga i człowiek może je otrzymać tylko przez wiarę w Chrystusa.

PYTANIE, KTÓRE DECYDUJE O LOSIE

Piłat

Tylko dwa wyjścia

Odrzucenie Chrystusa jest podstawą sądu Bożego

Dlaczego ludzie umierają?

Twój wróg

Bez Chrystusa

Dwie indyjskie matki

Twoja decyzja

CO ZNACZY WIERZYĆ?

Trzy kroki

Słuchać

Uważać

Zaufanie lub poleganie

Wysiłek jest wykluczony

Zaufanie to dawanie

Potrzebne są działania

DROGA ZBAWIENIA

Wielka Powódź

Łańcuch dziesięcioogniwowy

Największy grzech

Pytanie nie dotyczy wielkości grzechu

Nieporozumienie dotyczące zbawienia

Ludzka idea zbawienia

Służba i zasługi

Człowiek nic nie może zrobić

Faryzeusz i celnik

Żaden uczynek nie jest zbawieniem.

Boży plan zbawienia

Nieporozumienie co do Boga

FAŁSZYWE I PRAWDZIWE FUNDAMENTY

FAŁSZYWE FUNDAMENTY

1. Religia chrześcijańska

2. Kościół i członkostwo

3. Asceza

4. Chrzest

5. Mediacja

6. Spełnianie przykazań

7. Modlitwy za zmarłych

8. Wysiłki

PRAWDZIWY FUNDAMENT

1. Istota dzieła Chrystusa

2. Wystarczalność dzieła Chrystusa

3. Kochał tak bardzo, że dał

4. Bezgraniczność miłości Chrystusa

NAJCENNIEJSZY DAR

Żywe trupy

Odrodzenie decyduje o losie człowieka

Narodziny i śmierć

Radykalna zmiana

Od śmierci do życia

Nowy człowiek

Zbawienie jest możliwe już dziś

Chwilowe doświadczenie

Ten, kto zwraca się do Boga, wie, że jest zbawiony.

Zbawienie jest niezmienne.

Moim wsparciem jest Słowo Boże

CZAS ŻNIW PRZEMINIE

1. Czas żniw jest zawsze

2. Bez Boga nie ma żniw

3. Zbiór plonów odbywa się, gdy dojrzeją.

4. Żniwa zawsze się kończą

PIĘĆ WAŻNYCH FAKTÓW

Fakt pierwszy: Nie wszyscy zostaną zbawieni.

Fakt drugi: Większość umrze.

Fakt trzeci: Nieodrodzeni nie zostaną zbawieni

Fakt czwarty: Po śmierci nie ma zbawienia.

Fakt piąty: To może być twoja ostatnia szansa.

Po pierwsze: życie jest niepewne i zmienne

Po drugie: Chrystus powróci ponownie

Po trzecie: Duch Boży nie będzie wzywał wiecznie

Późno!

NAJWIĘKSZE OPOWIADANIE HISTORII NA ŚWIECIE

Po pierwsze: „Tak bowiem Bóg umiłował świat”

Po drugie: „Że dał swego jednorodzonego Syna”

Po trzecie: „Każdy, kto w Niego wierzy”

Po czwarte: „On nie zginął, ale miał życie wieczne”.

JEDYNA DROGA

Dwóch przyjaciół siedziało naprzeciwko siebie przy stole. Jeden z nich, pochylony do przodu, rozmawiał z drugim bardzo poważnie, gdy nagle niewierzący mu przerwał:

- Śmieszne! Absurdalne! Głupie!

„Ale dlaczego?” zapytał poważnie wierzący przyjaciel.

„Ty, myślący człowieku, pytasz mnie dlaczego? Próbujesz mi wmówić, że śmierć Jezusa Chrystusa na krzyżu za mnie może zadowolić Boga? Precz z takimi teoriami! Jeśli chcę być zbawiony, muszę to zrobić własnymi siłami!”

„Teraz widzę i wiem, z czym się zmagasz” – powiedział wierzący przyjaciel. „Myślisz, że masz prawo wytyczyć własną drogę, a więc odrzucasz Boży plan zbawienia”.

„Co masz na myśli?” zapytał niedowiarczyk ze zdziwieniem.

„Słuchaj! Wyobraź sobie, że ktoś przychodzi do ciebie i mówi: »Jestem w wielkiej potrzebie i chciałbym cię prosić o pożyczkę pieniędzy«. Powiedz mi, kto ma prawo w tym przypadku decydować o warunkach pożyczki: ty, ten z pieniędzmi, czy ten, który ich potrzebuje?”

„Oczywiście, że tak! I musiałby się zgodzić na moje warunki, zanim dostałby ode mnie pieniądze” – odpowiedział niedowiarczyk.

„Dokładnie! Właśnie w takiej sytuacji się znajdujesz. Jesteś biednym, bezradnym grzesznikiem, zagubionym i zagubionym, a Bóg jest Posiadaczem niezliczonych skarbów całego wszechświata. Przychodzisz do Niego po miłosierdzie i prośbę. Powiedz mi, proszę, kto ma prawo stawiać ci warunki, na jakich możesz otrzymać zbawienie?”

„Nigdy wcześniej nie rozumiałem tego w ten sposób” – powiedział niedowiarkowi z wielkim zaskoczeniem w głosie. „Oczywiście, nie mam prawa dyktować swoich warunków. Bóg ma takie prawo i tylko On”.

„A jednak tworzyłeś własne plany i schematy, zapominając, że biedni nie mogą dyktować, mogą jedynie akceptować. A przez cały ten czas Bóg oferował ci swoje zbawienie zgodnie ze swoim planem. Czy jesteś teraz gotowy porzucić swój własny plan i przyjąć Boży? Czy jesteś gotowy spotkać Boga na Jego warunkach?”

Gdy nowe światło przeniknęło duszę niewierzącego, ten, upokorzony, powiedział: „Oby Bóg mi pomógł, jestem gotowy...”

Przyjacielu, jak się masz? Masz już jakieś plany? Wielu tak.

Religia

Wielu ludzi myśli, że religia ich zbawi. „Pani, jak się miewa pani dusza?” – zapytał pewien angielski pan madame Chertkovą z Rosji. „Proszę pana” – odpowiedziała oburzona hrabina – „to sprawa między moim spowiednikiem a Bogiem”.

Czyż nie była członkinią Kościoła Prawosławnego? Czyż nie przekazywała dużych sum pieniędzy na jego utrzymanie? Czyż nie wierzyła we wszystkie doktryny Kościoła i nie praktykowała ich w swoim życiu? Czyż nie była wierna w swoim uczestnictwie w nabożeństwach? O co jeszcze ma się martwić? Nie ma się o co martwić; wszystko teraz zależy od Kościoła. Tak, mój przyjacielu, ty też możesz mieć nadzieję na członkostwo w swoim kościele, ale muszę ci powiedzieć, że religia nie zbawia. Żadna religia, czy to protestancka, katolicka, żydowska, prawosławna, koptyjska, muzułmańska, buddyjska, konfucjańska czy jakakolwiek inna, nie zbawi twojej duszy. Możesz dołączyć do tylu kościołów, ile chcesz, a i tak będziesz zgubiony. Kościół nie zbawia. Możesz być luteraninem, prezbiterianinem, metodystą, baptystą, episkopalianinem lub kimkolwiek innym, a i tak będziesz zgubiony. Nie ma zbawienia w Kościele. Zbawienie jest tylko w Chrystusie.

Nikodem był religijny, ale nie został zbawiony. Dlatego Jezus powiedział mu: „Musisz się na nowo narodzić” (J 3,7). Faryzeusz był religijny, ale nie został zbawiony (Łk 7,36-50). Korneliusz był głęboko religijny, ale nie został zbawiony (Dz 10,22).

Od dzieciństwa apostoł Paweł był prawdopodobnie najbardziej religijnym człowiekiem swoich czasów. Opisywał siebie jako gorliwego sługę Bożego. Był obrzezany i ściśle przestrzegał prawa. Ale on również był grzesznikiem i w oczach Boga był zgubiony, choć nie zdawał sobie z tego sprawy. On również musiał przyjąć zbawienie, ponieważ brakowało mu Bożej sprawiedliwości. Był grzesznikiem religijnym, o tak, grzesznikiem religijnym! Nazywał siebie największym z grzeszników.

Widzisz, mój przyjacielu, jeśli religia nie mogła zbawić Nikodema, faryzeusza, Korneliusza i apostoła Pawła, jak może zbawić ciebie? Czy słyszałeś kiedyś o bardziej religijnym człowieku niż John Wesley, założyciel metodyzmu? Był pastorem kościoła w Anglii, a mimo to sam twierdzi, że nie został nawrócony. Uważał się za chrześcijanina, ponieważ był religijny, czytał Biblię, chodził do kościoła i modlił się. Mówi, że codziennie przeznaczał godzinę na rekreację religijną. Przyjmował komunię i modlił się o wewnętrzną świętość. Pościł w środy i piątki. Został misjonarzem wśród Indian i głosił Ewangelię, ale John Wesley nie był człowiekiem zbawionym. „Kto mnie nawróci?” – pytał. Och, cóż za wyznanie! Jego głównym motywem wyboru służby misyjnej było, jak sam to ujął, „pragnienie zbawienia własnej duszy”. Cóż za tragedia! Pastor-biskup, człowiek głęboko religijny, a jednak nie zbawiony. Może i ty polegasz na swojej religijności, aby osiągnąć zbawienie? Jeśli tak, to trzymałeś się fałszywej nadziei. Nie znasz jeszcze Chrystusa. Skoro religia może zbawić, to dlaczego Chrystus umarł? Golgota byłaby zbędna, gdyby religia mogła zbawić. Nie, mój przyjacielu, jest tylko jeden Zbawiciel i nie jest Nim religia, lecz Chrystus.

Morał

Wiele osób uważa się za zbawionych, ponieważ prowadzi moralne życie.

Przyjacielu, zapewniam cię, że łatwiej byłoby ci podnieść się o własnych siłach, niż zbawić duszę moralnym życiem. Skoro moralne życie może zbawić, to dlaczego Chrystus umarł? Jaką wartość ma Jego śmierć? Skoro możesz zbawić siebie, to Go nie potrzebujesz!

Gdybyś mógł dotrzeć do nieba dzięki własnym wysiłkom, mógłbyś wykrzyknąć: „Spójrz na mnie, dotarłem tu dzięki mojemu moralnemu życiu. Byłem tak dobry, moralny i prawy, że Bóg mnie do tego wpuścił i nie potrzebowałem Zbawiciela. Zaniedbałem Chrystusa i zbawiłem się sam”. Niestety, mój przyjacielu, to tak nie działa. Nie, po tysiąckroć nie. Nikt nigdy nie może powiedzieć, że jest tak dobry, by zaspokoić Bożą sprawiedliwość.

„Wszystkie nasze sprawiedliwe czyny są jak szmata splugawiona” – mówi Bóg (Izajasz 64:6).

„Nie ma ani jednego sprawiedliwego…” (Rz 3,10). „…Wszyscy zgrzeszyli…” (Rz 3,23), a zatem każdy potrzebuje Zbawiciela. W każdym razie, jeśli jesteś sprawiedliwy lub samouwielbiający, to Chrystus nie przyszedł po ciebie. „Nie przyszedłem wzywać do nawrócenia sprawiedliwych, lecz grzeszników” – powiedział Chrystus (Mt 9,13). Czy jesteś sprawiedliwy? W takim razie, mój przyjacielu, nie potrzebujesz Chrystusa.

„Nie jestem rozbójnikiem, niesprawiedliwym ani cudzołożnikiem” – powiedział o sobie faryzeusz. „Nie jestem grzesznikiem jak ten celnik, jestem sprawiedliwy”. „Celnik zaś, stojąc z daleka, nie śmiał nawet oczu podnieść ku niebu, lecz bił się w pierś, mówiąc: «Boże, bądź miłosierny dla mnie, grzesznika!»” Jezus usprawiedliwił celnika i potępił faryzeusza (Łk 18,10-14).

Wiesz, że jesteś nieprawy. Nie chciałbyś, żeby twoi przyjaciele potrafili czytać w twoich myślach. Czy naprawdę myślisz, że mógłbyś stanąć w obecności świętego Boga?

Powiesz mi, że w tym pokoju nie ma kurzu, ale spójrz na to, gdy promień słońca oświetla pokój. Żadnego kurzu? Miliony i miliony drobinek kurzu wszędzie! Mówisz, że jesteś sprawiedliwy? Zaczekaj chwilę i pozwól światłu Boskiej świętości przeniknąć twoją duszę, a co znajdziesz? Zepsucie, brud, brud. Jednym słowem: GRZECH. Szymon Piotr zawołał: „Panie! ... Jestem człowiek grzeszny” (Łk 5,8). Hiob powiedział: „... Jestem nic niewart” (Hi 39,34). Ci ludzie byli najbardziej moralni i sprawiedliwi swoich czasów, ale kiedy ujrzeli Pana, zobaczyli swoją grzeszność.

Oto świadectwo kata ludu: „Zawsze byłem człowiekiem bogobojnym, prowadziłem uczciwe, moralne życie i przestrzegałem »Złotej Zasady«. Starałem się być dobrym ojcem i mężem, a jeśli nie zawsze mi się to udawało, to nie dlatego, że nie podejmowałem wystarczających, najszczerszych starań”.

Brzmi dobrze, prawda? Ale to wszystko jest nie tak, bo kręci się wokół „ja”. Kat mówi o swojej uczciwości i moralności, o staraniach, by żyć zgodnie ze „Złotą Zasadą”, ale gdzie jest Chrystus? Nie ma o nim ani słowa!

Ten człowiek uważa się za religijnego, bogobojnego, ale niezbawionego. Nie ma ani słowa o nowym narodzeniu ani o przyjęciu Chrystusa. Próbuje być swoim własnym zbawicielem, pokładając nadzieję w osobistej moralności. Cóż za fałszywy fundament! Niestety, miliony ludzi budują zbawienie swoich dusz na tym samym chwiejnym fundamencie.

Czy ty też myślisz, że możesz polegać na swojej własnej sprawiedliwości? Drogi przyjacielu, wiesz, że jesteś niesprawiedliwy. W porównaniu z innymi możesz nie wydawać się taki zły, ale w porównaniu ze sprawiedliwością Boga, jak bardzo odbiegasz od Jego standardu czystości i świętości! Bóg wymaga absolutnej świętości, a tylko Jeden ją posiada: Jezus Chrystus. Przyodziewając się w Jego sprawiedliwość, możesz zostać przyjęty przez Boga; bez niej będziesz przez Niego potępiony na zawsze. Twoja sprawiedliwość jest bezwartościowa; nigdy nie wystarczy. Twoje najbardziej wytężone wysiłki nie wytrzymają próby Boga. I czy naprawdę dajesz z siebie wszystko? Wiesz, że nie starałeś się wystarczająco mocno. Wielokrotnie widziałeś, że możesz być lepszy, a jeśli ci się to przydarzyło, oznacza to, że nie dałeś z siebie wszystkiego.

Nikt nie może osiągnąć doskonałości sam. Przyznaj szczerze, że nie zrobiłeś wszystkiego, co w twojej mocy, by zadowolić Boga, bo wiesz o tym.

Potrzebujesz więc Chrystusa, mój przyjacielu, i tylko w Jego szacie weselnej możesz wejść do nieba. Jak syn marnotrawny, musisz zrzucić swoje łachmany i pozwolić Bogu okryć cię Jego czystymi szatami. Ufaj nie swoim zasługom, ale Jego.

Fabryka

Wielu ludzi myśli, że dobre uczynki zbawią ich. Praktykują pokutę i wyrzeczenia, dają jałmużnę i modlą się. Odwiedzają chorych i więźniów, odbywają długie pielgrzymki i wyczerpują swoje ciała, mając nadzieję na niebo jako nagrodę za to wszystko.

Pracują dla zbawienia, podczas gdy Bóg mówi, że zbawienie musi być przyjęte i ukazane w czynach i stylu życia. Zanim człowiek podejmie pracę, musi przejść proces nauki. Najpierw musi przyjąć Chrystusa i Jego zbawienie, a następnie żyć życiem osoby zbawionej. Co zrobił łotr na krzyżu dla swojego zbawienia? Nie mógł pracować, ponieważ jego ręce były przybite do krzyża. Nic nie zrobił, ale Chrystus go zbawił. Ludzki plan zbawienia opiera się na słowie „czynić”. Boży plan zbawienia mówi: „Stało się”. Człowiek nalega na uczynki, na płacenie za zbawienie; chce na nie zasłużyć. Bóg jednak mówi, że wszystko zostało zrobione, nie ma nic więcej do zrobienia; Jezus Chrystus dokonał wszystkiego.

Zbawienie, mój przyjacielu, jest darem. „…Darem łaski Bożej jest życie wieczne…” (Rz 6,23). Jak możesz zasłużyć na ten dar? Jeśli za niego zapłacisz, przestaje być darem.

Jeśli na to zasłużysz, nie będzie to darmowe, ale będzie prawnie twoją własnością.

Dar ten jest nam dany za darmo, za darmo, i w ten sposób zbawienie jest nam dane.

Ile zapłacił syn marnotrawny? Jeśli powiesz mi, ile zapłacił, powiem ci, ile musisz zapłacić. Ale wiesz, że nic nie zapłacił, bo nic nie miał. Stał się biedny, tak jak ty jesteś biedny. Zbawienie, mój przyjacielu, jest darmowe, nie ma ceny i nie można go kupić.

W Indiach widziałem człowieka, który zasługiwał na zbawienie. „Dlaczego leżysz na łożu z ostrych gwoździ?” – mógłbym go zapytać. „Aby zbawić moją duszę” – brzmiałaby odpowiedź. Ale dlaczego mieliby czynić to, co Chrystus już uczynił? Czyż nie cierpiał, nie krwawił i nie umarł za nich? Czyż nie odpokutował za ich grzechy? Czyż Bóg nie jest zadowolony z ofiary swojego Syna? Dlaczego oni, lub ty, mielibyście dodawać cokolwiek więcej do skończonego dzieła Bożego? Posłuchaj Słowa Bożego. Jak jasno, jak przekonująco ono mówi! „Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił” (Ef 2,8-9). „Nie z uczynków sprawiedliwości zbawił nas…” (Tt 3,5). „Lecz temu, kto nie pracuje, ale wierzy w Tego, który usprawiedliwia bezbożnego, wiarę jego poczytuje się za sprawiedliwość. ... Bóg poczytuje sprawiedliwość niezależnie od uczynków” (Rz 4,5-6). „Temu, kto nie pracuje” i „nie z uczynków” – cóż może być jaśniejsze? Jakże jednoznaczne i precyzyjne! Żadne uczynki ani zasługi nie są potrzebne, aby podobać się Bogu. Chrystus, tylko Chrystus, zbawia. O, gdybyś tylko przyszedł do Niego i zaufał Jego skończonemu dziełu, dokonanemu na Golgocie, i ufając Mu, mógłbyś zostać zbawiony w tej samej chwili!

Święcenia

Niektórzy ludzie uważają się za zbawionych, ponieważ przestrzegają przykazań.

Jezus Chrystus powiedział: „Nikt z was nie przestrzega Prawa”, a ja jestem bardziej skłonny Mu uwierzyć niż ty. Nie przestrzegałeś przykazań, mój przyjacielu, i co więcej, wiesz o tym. W pewnym momencie swojego życia złamałeś jakieś przykazanie. Bóg mówi: „Ktokolwiek przestrzega całego Prawa, a uchybi choć w jednym, staje się winnym wszystkich” (List św. Jakuba 2:10). Jeden punkt, jeden grzech, jedno złamane przykazanie – i całe prawo jest złamane. Złamałeś prawo i jesteś winny. Co teraz zrobisz? „Och”, mówisz, „przewrócę stronę i zacznę od nowa, ale tym razem postaram się nie złamać ani jednego przykazania”. Naprawdę? Nie bądź taki samozadowolony.

Szczerze przyznaję, że ci nie ufam. Ale nawet gdybyś mógł to zrobić, co stałoby się z twoją przeszłością, z tymi przykazaniami, które dawno temu złamałeś? Czy Bóg po prostu je zignoruje? Można śmiało powiedzieć, że nie. Będziesz musiał odpowiedzieć za każdy grzech, który popełniłeś, chyba że pozwolisz Chrystusowi odpowiedzieć za siebie. On naprawdę nie złamał ani jednego przykazania i nie miał grzechu. Wypełnił prawo doskonale, ale ponieważ ty nie wypełniłeś prawa, dokonano za ciebie przebłagania i złożono za ciebie ofiarę. Teraz On – Baranek Boży – stał się moją ofiarą. Dlaczego nie miałby być również twoją? Nowe, czyste karty są dobre, a święte życie jest idealne, ale pamiętaj, że nadal musisz odpowiedzieć za stare, zmatowiałe karty; Bóg ich nie pominie. Muszą zostać oczyszczone, każdy dług musi zostać spłacony.

Załóżmy, że masz dług w sklepie spożywczym, ale pewnego dnia postanawiasz zacząć płacić za zakupy. Czy Twój dług zostanie umorzony? Oczywiście, że nie! Dług pozostanie, dopóki nie zostanie w pełni spłacony. Możesz zacząć nowe życie i przewracać strony, ile tylko zechcesz. Możesz zacząć wypełniać przykazania, jeśli ci się uda, ale co stanie się z dawnymi naruszeniami?

Załóżmy jednak, że ktoś przyszedł i spłacił twój dług. Co teraz? Och, teraz możesz zacząć nowe życie, możesz spłacić wszystko od dziś i wszystko będzie dobrze. Przyjacielu, Chrystus spłacił twój dług. Odkupił każde przykazanie, które złamałeś, każdy grzech, który popełniłeś. Uwierz w to, podziękuj i bądź wolny.

Mówienie o wypełnianiu prawa dla zbawienia jest tak samo bezużyteczne, jak wręczanie pacjentowi w sanatorium księgi przepisów zdrowotnych. Ma raka i potrzebuje leczenia. Ty też jesteś chory; masz grzesznego raka i potrzebujesz kogoś, kto weźmie twoją chorobę i da ci zdrowie, a nie księgi prawa.

Przyjacielu, Chrystus to dla ciebie zrobił. Wziął twój grzech, poniósł go w swoim ciele na krzyżu i ofiaruje ci swoje życie – życie wieczne!

Apostoł Paweł toczył niekończącą się walkę z ówczesnymi Żydami o Prawo. Nazywał je „religią Żydów” i odwrócił się od niego, zwracając się ku Chrystusowi. Posłuchajmy, co mówi: „…Albowiem z uczynków Prawa żaden człowiek nie będzie usprawiedliwiony przed Nim, gdyż przez Prawo jest poznanie grzechu” (Rz 3,20-28). „Jeśli usprawiedliwienie dokonuje się przez Prawo, tedy Chrystus umarł na próżno” (Gal 2,21).

Chrystus jest jedynym Zbawicielem

Mój przyjacielu, do tej pory zajmowaliśmy się ludzkimi sposobami zbawienia poprzez religię, moralność, uczynki, przykazania, i odkryliśmy, że wszystkie one są fałszywe.

Pozwólcie mi teraz zwrócić się ku Bożej drodze zbawienia. Jest tylko Jedna Osoba, która może zbawić, a tą Osobą jest zmartwychwstały, żyjący Chrystus.

„Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przyszedł do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” (J 14,6). Jezus Chrystus jest Zbawicielem świata i nie ma innego. Ani religia, ani moralność, ani dobre uczynki, ale Chrystus, Syn Boży, jest jedynym Zbawicielem. On jest Drogą, a nie przewodnikiem. Nikt nie może przyjść do Boga inaczej jak tylko przez Niego. Nie przez Mojżesza, ani przez Buddę, Mahometa czy Konfucjusza, ale tylko przez Chrystusa. Czy w końcu pozwolisz Mu cię zbawić? „Albowiem nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4,12). Cóż za tekst! Nie ma jaśniejszego stwierdzenia w całej Biblii. Nie ma zbawienia w nikim innym, ani w innym kościele, ani w innej osobie.

Czy możesz w to uwierzyć? Nie ma innego imienia: rzymskokatolickiego, prawosławnego, koptyjskiego, protestanckiego, luterańskiego, prezbiteriańskiego, metodystycznego, anglikańskiego, baptystycznego, buddyjskiego, muzułmańskiego, konfucjańskiego. „…I nadasz Mu imię Jezus, bo On zbawi swój lud od jego grzechów” (Mt 1,21). Czy możesz odwrócić się od wszystkich i zaufać tylko Jemu? Tylko On może cię zbawić. „Ale czy On mnie zbawi?” – pytasz. „…Tego, który przychodzi do Mnie, nie wyrzucę” – mówi Chrystus (J 6,37). Tylko On może cię albo wyrzucić, albo przyjąć. Powiedział, że cię nie wyrzuci, więc zostało tylko jedno. Co teraz zrobisz? On cię przyjmie. Dzięki Bogu za takiego Zbawiciela!

Co musisz zrobić

Możesz myśleć, że skoro Bóg zapewnił ci zbawienie, nie pozostało ci już nic do zrobienia. Cóż za błędny wniosek! Czy nie rozumiesz, że musisz przyjąć to, co Bóg oferuje? „Wybierz, weź, przyjmij”. Zbawienie jest przygotowane, ale musisz je przyjąć. Mogę ci zaproponować szklankę wody, ale musisz ją przyjąć. Lekarz może przepisać ci lekarstwo, ale co ci to da, jeśli go nie weźmiesz? Jeśli chcesz być zbawiony, musisz przyjąć Chrystusa.

O, mój przyjacielu, przyjmij Chrystusa! „Wszystkim tym jednak, którzy Go przyjęli, dał prawo stać się dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego…” (J 1,12). Tylko ci, którzy Go przyjęli, mogą być Jego synami i córkami. Nikt nie zostaje wyrzucony na brzeg przez przypadek czy zrządzenie losu. W rzeczywistości nie możesz niczego otrzymać bez podjęcia decyzji, w tym zbawienia. Musisz działać. Wybór jest konieczny. Przyjmij Chrystusa i zrób to już dziś.

Pamiętaj, istnieje różnica między wiarą w umyśle a wiarą w sercu. Wierzysz, że winda zawiezie cię w dół, ale nie dotrzesz tam, dopóki nie uaktywnisz wiary i nie wejdziesz do windy. Wierzysz, że pociąg zawiezie cię do celu, ale nie dotrzesz tam, dopóki do niego nie wsiądziesz. Wierzysz, że Chrystus może cię zbawić, ale nie zostaniesz zbawiony, dopóki nie wcielisz swojej wiary w czyn i nie zaufasz Chrystusowi.

Teraz nadszedł czas…

Całkiem możliwe, że pragniesz zbawienia, ale odkładasz to na później. Bóg mówi inaczej: „Oto teraz czas łaski, oto teraz dzień zbawienia” (2 Kor 6,2). Boży czas jest „teraz”. Przyjacielu, nadeszła godzina; nadszedł czas na decyzję. Jutro może być za późno. „Nie przechwalaj się jutrem, bo nie wiesz, co dzień ci przyniesie” (Prz 27,1). Nie odkładaj tego pod żadnym pozorem. Przyjmij Chrystusa teraz. „Szukajcie Pana, póki można Go znaleźć, wzywajcie Go, póki blisko jest” (Iz 55,6). Nadejdzie czas, kiedy nie będzie Go już można znaleźć, więc przyjmij Jezusa Chrystusa jako swojego osobistego Zbawiciela TERAZ!

„Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło”.

Chciałbym, abyście rozważyli następujące prawdy:

1. Wszyscy ludzie są zgubieni na drodze zagłady,

ponieważ w oczach Boga wszyscy ludzie są grzesznikami

Ludzkość pędzi w dół, ku własnej zagładzie. Bóg mówi: „Wszyscyśmy zbłądzili jak owce, każdy z nas obrócił się ku własnej drodze” (Izajasz 53:6).

Chrystus przyszedł, aby zbawić ludzkość, ponieważ była zgubiona. Biblia mówi: „Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło” (Łk 19,10).

Ludzie zbłądzili, ponieważ zgrzeszyli przeciwko Bogu. Ja zgrzeszyłem, ty zgrzeszyłeś, cała ludzkość zgrzeszyła. Nikt nie żył bezgrzesznym życiem. Biblia mówi: „Wszyscy zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej” (Rz 3,23). „Nie ma sprawiedliwego, nawet ani jednego” (Rz 3,10). Oznacza to, że w oczach Boga każdy jest grzeszny.

Nie jesteście grzesznikami, ponieważ grzeszycie, ale grzeszycie, ponieważ jesteście grzesznikami. Wasza natura jest grzeszna; urodziliście się w grzechu. Jabłoń nie jest jabłonią, ponieważ rodzi jabłka, ale rodzi jabłka, ponieważ jest jabłonią. Grzeszycie, ponieważ już jesteście grzesznikami. Zaczęliście zbaczać z drogi, gdy tylko osiągnęliście wiek rozumu i od tamtej pory nie przestajecie błądzić.

Na co skazany jest grzesznik? „Niegodziwy jest zachowany na dzień zagłady”.

„Rozgniewałeś się na narody, wytraciłeś bezbożnych, wymazałeś ich imię na wieki wieków”. „Niech bezbożni pójdą do piekła, wszystkie narody, które zapominają o Bogu” (Psalm 9:6, 18). W Psalmie 37 czytamy: „Bezbożni zginą, a wrogowie Pana zginą jak tłuszcz baranków, z dymem się rozwieją” (w. 20).

W czwartym rozdziale Księgi Malachiasza czytamy: „Wtedy wszyscy pyszni i ci, którzy czynią zło, będą jak słoma, a nadchodzący dzień spali ich, mówi Pan Zastępów, tak że nie pozostawi po nich ani korzenia, ani gałązki”. Apostoł Paweł pisze: „…poniosą karę wiecznej zagłady…” (2 Tes 1,9). Wreszcie w Apokalipsie 20,15 czytamy: „I ktokolwiek nie był zapisany w księdze życia, został wrzucony do jeziora ognia”.

Zatem nie ma nadziei dla tych, którzy są poza Chrystusem. Niegodziwi zginą. Imiona wszystkich, którzy nie są zapisani w Księdze Życia, zostaną na zawsze wymazane. Zgrzeszyli przeciwko Bogu i teraz są skazani na zatracenie.

Przyjacielu, czy będziesz tam? Czy będziesz zaliczony do zatraconych? W takim razie nie ma dla ciebie nadziei; zbłądziłeś na drodze do zagłady. Możesz w to teraz nie wierzyć, ale przekonasz się o tym po śmierci. Dlatego nie bądź nieostrożny. Czeka cię zagłada. Jeśli będziesz postępował tak jak dotychczas, nie ma dla ciebie nadziei; jesteś zgubiony na zawsze. Teraz jesteś zagubioną duszą, zmierzającą ku zagładzie, ponieważ zgrzeszyłeś przeciwko Bogu Wszechmogącemu. Jezioro ognia czeka na ciebie; druga śmierć będzie twoją wiecznością. Skończysz w piekle wraz ze wszystkimi narodami, które nie pamiętają Boga.

Powiesz mi, że nie jesteś wielkim grzesznikiem, ale co za różnica? Jeśli zgrzeszyłeś, to zgrzeszyłeś i żaden grzech nie wejdzie do nieba. Jedno przewinienie cię tam nie wpuści. Prawda jest taka, że ​​nie masz wymówki. Złamałeś prawa Boże, złamałeś Jego przykazania, zgrzeszyłeś przeciwko swojemu sumieniu. Doskonale wiesz, że nie jesteś godzien stanąć przed obliczem świętego Boga.

Jeśli jeszcze nie przyjąłeś Jezusa Chrystusa jako swojego osobistego Zbawiciela, popełniłeś poważny grzech odrzucenia Bożej miłości i miłosierdzia. Odrzuciłeś Jego przebaczenie: zignorowałeś Jego Syna, odwracając się od Jezusa Chrystusa. Dlatego, mój przyjacielu, nie ma dla ciebie nadziei. Jesteś zgubiony i zmierzasz ku zagładzie, bo jesteś grzesznikiem w oczach Boga.

2. Wszyscy ludzie są przeznaczeni na śmierć,

ale po śmierci nastąpi sąd,

od którego nikt nie może uciec

Biblia mówi: „Zapłatą za grzech jest śmierć…” (Rz 6,23). „Dusza, która grzeszy, ta umrze” (Ez 18,4). Zatem śmierć jest konsekwencją grzechu. Śmierć jest karą. Kiedy mówię o śmierci, nie mam na myśli śmierci ciała, ale śmierć duszy. Nie mówię o pierwszej śmierci, ale o drugiej. Jeśli ty, mój przyjacielu, urodziłeś się tylko raz, będziesz musiał umrzeć dwa razy. Tylko ci, którzy urodzili się dwa razy, umrą raz. Co może być gorszego niż wieczna śmierć? Czy jesteś gotów się z nią zmierzyć? Czy się nie boisz?

Czy sama myśl o tym cię nie przeraża? Czy nie chciałbyś tego uniknąć, jeśli to możliwe? Pomyśl tylko: śmierć to twój wieczny los.

Biblia mówi: „Postanowione jest ludziom raz umrzeć, a potem sąd…” (Hbr 9,27). Najstraszniejsze w śmierci fizycznej jest to, że następuje po niej sąd, przed którym nie ma ucieczki. Nadejdzie dzień, w którym wszyscy, którzy są poza Chrystusem, będą musieli stanąć przed Bogiem. Sąd jest nieunikniony. Wcześniej czy później nadejdzie sąd, na którym sam Jezus Chrystus będzie Sędzią. Teraz jest przedstawiany jako Zbawiciel, ale ludzie nie zechcą Go przyjąć jako Zbawiciela i zostaną zmuszeni stanąć przed Nim jako Sędzią. Bóg przekazał cały sąd swojemu Synowi Jezusowi. Ten, który stał się człowiekiem, będzie sądził ludzi (J 5,22). Źle jest stanąć przed ziemskim sądem i sędzią, ale o wiele gorzej będzie stanąć przed Sędzią ludzkości, wiedząc, że Jego werdykt będzie ostateczny. Nie będzie odwołania do wyższej instancji, ponieważ Jego sąd jest najwyższy. Co więcej, Jego sąd będzie sprawiedliwy, ponieważ zna myśli ludzkich serc. Będzie bezstronny. Nic nie będzie przed Nim ukryte. On wie wszystko, co powiedzieliśmy lub zrobiliśmy, a nawet wszystko, co myśleliśmy. Zna wszystkie nasze motywy.

Wszyscy, którzy nie znają Chrystusa, zostaną postawieni przed Jego sądem. „Straszna to rzecz wpaść w ręce Boga żywego!” (Hbr 10,31). Sama myśl o tym powinna wprawiać w drżenie. Nasze serca powinny być przepełnione lękiem i niepokojem. Wyobraź sobie, że wszystkie twoje myśli zostaną obnażone nie tylko przed twoimi przyjaciółmi, ale przed całym wszechświatem. Pomyśl, że nie będziesz miał żadnej odpowiedzi, żadnej wymówki. Czy jesteś gotowy stawić temu czoła? Czy możesz stanąć przed Bogiem w stanie niezbawienia? Czy chcesz, aby On był twoim Sędzią?

3. Nikt nie może być zbawiony przez własne uczynki,

sprawiedliwość i przynależność do kościoła

Pozwól, że ci wyjaśnię, przyjacielu, że nie możesz być zbawiony przez własne uczynki i sprawiedliwość. Pamiętasz, że Apostoł Paweł porzucił prawe życie, które prowadził, gdy zdał sobie sprawę, że ono go nie zbawi. Jego słowa brzmiały: „...łaską jesteście zbawieni przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił” (Ef 2,7-8). Słyszałeś to? „Nie z uczynków!” „...nie z uczynków sprawiedliwości, które spełniliśmy…” (Tt 3,5). Nie to, co my uczyniliśmy, ale to, co uczynił Bóg. Uczynki nigdy nie zbawią. Gdyby mogły, miałbyś się czym chwalić. Ale cała chwała należy się Bogu. „Zbawienie należy do Pana” (Psalm 3,9). Nie możesz zrobić nic, aby zbawić siebie, tak jak nie możesz podnieść się na własnych rzemieniach. Człowiek nigdy nie może być swoim własnym zbawicielem. Żyj tak sprawiedliwie, jak chcesz, czyń tyle dobrych uczynków, ile chcesz, przestrzegaj Złotej Zasady, jeśli chcesz, wypełniaj wszystkie Dziesięć Przykazań z całą pilnością, rób wszystko, co w twojej mocy – wszystko to będzie daremne. Życie nie zmienia się wraz z dobrymi uczynkami.

Żadne zasługi, pielgrzymki, modlitwy, jałmużna ani nic, co robisz, nie doprowadzi cię do niczego. Nie możesz kupić zbawienia. Twoje własne uczynki nigdy cię nie zbawią.

Nawet kościół nie może cię uwolnić od potępienia. Żaden kościół nigdy tego nie zrobił i nigdy tego nie zrobi. Religia nie może cię zbawić.

Nie obchodzi mnie, czy to katolicyzm rzymski, protestantyzm, buddyzm, szintoizm, konfucjanizm, hinduizm, czy jakakolwiek inna religia – nie ma religii, która mogłaby cię zbawić. Nie ma kościoła, który mógłby cię zbawić. Więc nie ma znaczenia, do którego kościoła należysz. Żaden kościół nie może cię zbawić.

Możesz być Żydem, ale judaizm cię nie uratuje. Możesz być katolikiem, ale katolicyzm cię nie uratuje. Możesz być protestantem, ale protestantyzm cię nie uratuje. Nie ma religii, która by to potrafiła.

Człowiek nie jest zbawiony przez religię, tak jak nie może być zbawiony przez dobre uczynki. Apostoł Paweł był człowiekiem prawym, ale nie został zbawiony przez życie religijne.

Nikodem był prawdopodobnie najbardziej religijnym Żydem swoich czasów, ale judaizm go nie zbawił. Korneliusz przestrzegał prawa co do joty, ale prawo nie mogło go zbawić.

Widzisz, mój przyjacielu, jesteś chory; masz grzesznego raka, który wymaga leczenia. Wręczenie ci księgi praw, zasad i przepisów i kazanie ci jej przeczytać nie wystarczy. To cię nie wyleczy. Zmiana stylu życia nic by nie zmieniła, a rak nadal by istniał. Możesz być najbardziej religijną osobą na świecie, ale rak grzechu pozostałby nieuleczalny. Jak widzisz, trzeba coś zrobić. Sam nic nie możesz zrobić. Twoja prawość i przekonania religijne nie będą miały żadnego wpływu na raka. Ponieważ jesteś grzesznikiem w oczach Boga, musisz znaleźć lekarstwo, ale nie możesz być swoim własnym lekarzem ani uzdrowicielem.

Dlatego nie zmuszam ludzi do wstępowania do kościoła. Nie chcę dawać im fałszywego poczucia bezpieczeństwa. Zbyt wielu ludzi pokłada nadzieję w kościele, jeśli chodzi o zbawienie. Wiem na pewno, że kościół nie może zbawić, dlatego nie zachęcam grzeszników, aby wystąpili, przyjęli chrzest i stali się członkami kościoła. Oszukiwałbym ich w ten sposób. Wmawiałbym im fałszywe przekonanie, że mogą zostać zbawieni, przystępując do kościoła. To, mój przyjacielu, jest absolutnie niemożliwe. Przynależność do kościoła nie ma nic wspólnego ze zbawieniem. Możesz być członkiem każdego kościoła na świecie i nadal być na zawsze zgubionym.

4. Zbawienie jest darem od Boga

a człowiek może ją otrzymać tylko przez wiarę w Chrystusa

Zbawienie Boże jest darem. Ponieważ jest darem, nie można na nie zasłużyć. Nie można na nie zasłużyć. Można je jedynie przyjąć. Musisz przyjąć zbawienie Boże tak, jak przyjąłbyś prezent gwiazdkowy. Wystarczy je przyjąć i podziękować. Cena już została zapłacona i była kolosalna. Bóg dał swojego jednorodzonego Syna, aby zapłacił za grzechy całego świata! Jezus przelał swoją krew na krzyżu na Golgocie. Jezus poniósł karę za grzech. Oddał swoje życie i umarł na krzyżu na Golgocie. Dokonał całkowitego, ostatecznego zadośćuczynienia, dostarczając okup, który w pełni zaspokoił Bożą sprawiedliwość i zaspokoił pilną potrzebę człowieka. Jezus zapłacił cenę w całości. „Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć, lecz darem łaski Bożej jest życie wieczne w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rz 6,23). „Bóg dał nam życie wieczne, a to życie jest w Jego Synu. Kto ma Syna, ma życie; kto nie ma Syna Bożego, nie ma życia” (1 J 5,11-12). Dlatego jeśli przyjmiesz Boży dar zbawienia w Chrystusie Jezusie, zostaniesz zbawiony. Widzisz, wciąż jest dla ciebie nadzieja. Nie musisz ginąć. Chociaż jesteś skazany na śmierć, nadal możesz jej uniknąć, jeśli przyjmiesz miłosierdzie Boga, które On ofiaruje w osobie swojego Syna, Jezusa Chrystusa.

Załóżmy, że jestem winien dużą sumę pieniędzy i nie mogę jej spłacić. Jeśli ktoś inny nie spłaci długu za mnie, będę musiał ponieść wszelkie konsekwencje niewywiązania się z długu. W takiej sytuacji znajduje się człowiek przed Bogiem. Miałeś dług, którego nie byłeś w stanie spłacić, ale Jezus wstawił się za nim i go spłacił. Jeśli człowiek przyjmie to, co Chrystus dla niego uczynił, może być wolny od długu wobec Boga. Biblia mówi: „Pan włożył na Niego winę nas wszystkich”. „Sprawiedliwy sługa mój przez swoją wiedzę usprawiedliwi wielu, a ich nieprawości On sam poniesie” (Izajasz 53:6-11). Chrystus stał się zastępcą człowieka. Dokonał odkupienia, a zatem Bóg oferuje teraz zbawienie bez żadnych kosztów.

Pozwól, że ci wyjaśnię, że możesz przyjąć Chrystusa tylko przez wiarę. Bóg raz po raz oferuje ci zbawienie w Chrystusie. Nie potrzeba wiary intelektualnej, ale wiary serca. Najlepiej wyraża to słowo „zaufanie”. Cała intelektualna wiara świata nie może cię zbawić. Musisz zaufać Chrystusowi, tak jak ufasz windzie czy pociągowi. Twoja wiara musi być aktywna. Musisz całkowicie polegać na Chrystusie teraz i na zawsze. Innymi słowy, musisz Go przyjąć. Biblia mówi: „Tym zaś, którzy Go przyjęli, dał prawo stać się dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego” (J 1,12). „Uwierz w Pana Jezusa Chrystusa, a będziesz zbawiony” (Dz 16,31).

Twój umysł nie ma nic wspólnego z tymi wersetami Pisma Świętego. Nie ma znaczenia, co myślisz i w co wierzysz; liczy się to, czy przyjąłeś Chrystusa jako swojego Zbawiciela, czy Mu zaufałeś, czy pokładasz całą swoją nadzieję w Synu Bożym i czy stałeś się Jego dzieckiem?

Jesteś zbawiony przez Osobę. Kiedy ktoś tonie, ktoś musi wskoczyć do wody i go wyciągnąć. Giniesz, a przynależność do kościoła cię nie zbawi. Musisz być zbawiony przez Osobę, którą jest Jezus Chrystus. Jeśli Chrystus cię nie zbawił, to nie jesteś zbawiony, ponieważ nikt inny nie może cię zbawić. On jest twoim jedynym Zbawicielem. Dlatego Bóg mówi: „Kto ma Syna (Bożego), ma życie; kto nie ma Syna Bożego, nie ma życia”. Życie wieczne jest w Chrystusie, co oznacza, że ​​musi On stać się twoim Zbawicielem. W Księdze Objawienia czytamy: „Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli ktoś usłyszy mój głos i otworzy drzwi, wejdę do niego” (Ap 3,20). Widzisz, Chrystus stoi za drzwiami twojego serca. Klamką – On jej nie wyważa z twojej strony; musisz sam otworzyć drzwi i wpuścić Go. Gdy tylko to zrobisz, On wejdzie i będziesz zbawiony. Chrystus pragnie przyjść do twojego serca, do twojego życia.

Kiedy to nastąpi, narodzisz się na nowo z Ducha. Przejdziesz ze śmierci do życia. Przyjmując Jezusa Chrystusa jako swojego osobistego Zbawiciela i pokładając w Nim całą swoją ufność, zostaniesz zbawiony na zawsze. Apostoł Piotr jasno stwierdza: „I nie ma w nikim innym zbawienia; albowiem nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, w którym moglibyśmy być zbawieni” (Dzieje Apostolskie 4:11-12). To wyklucza wszystkich tak zwanych zbawicieli, wszystkie świątynie i bożki, wszystkie inne imiona i wszystkie religie: buddyzm, szintoizm, islam, konfucjanizm, hinduizm. Musisz to wszystko odrzucić, ponieważ nic z tego cię nie zbawi. Musisz z tym zerwać zdecydowanie i bezkompromisowo. Wszystkie religie stworzone przez człowieka muszą zostać ostatecznie odrzucone. Założyciele i przywódcy tych religii nie żyją. Jak mogą zbawić? Ale nasz Zbawiciel Chrystus żyje wiecznie. „…On, ponieważ trwa na wieki, ma też niezmienne kapłaństwo. Dlatego też może zbawić na zawsze tych, którzy przez Niego przystępują do Boga, bo zawsze żyje, aby się za nimi wstawiać” (Hbr 7,25). Martwy Chrystus nie mógłby zbawić. Jezus umarł, ale zmartwychwstał i żyje dzisiaj. Zmartwychwstały Chrystus zbawia.

Jezus powiedział: „Ja jestem drogą… nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” (J 14,6). Nie ma innej drogi. Nie wszystkie drogi prowadzą do Boga, lecz tylko jedna, a Chrystus powiedział, że On jest tą Drogą. Nie Mahomet, Konfucjusz, Budda, papież ani cesarz, lecz Chrystus. On jest jedyną Drogą. Nie ma innej drogi. Nie religia, nie kościół, nie bierzmowanie ani chrzest, nie dobre uczynki ani pobożne życie, lecz sam Jezus Chrystus.

Nie ma innej drogi do Boga poza Chrystusem. Nie judaizm, protestantyzm, luteranizm, episkopalianizm, katolicyzm ani żadna inna religia, tylko Chrystus. „Ja jestem Drogą”.

O mój przyjacielu, zaufaj Chrystusowi, żyjącemu, zmartwychwstałemu Jezusowi, Jednorodzonemu Synowi Bożemu. Przyjmij Go, wierz w Niego. Odwróć się od wszystkiego innego i polegaj na Nim, bo tylko On może zbawić. Wyjaśniłem ci to. Czy jesteś zbawiony, czy zgubiony? Czy jesteś na drodze do zagłady, czy też masz Boże lekarstwo na wieczną śmierć? Jeśli zbłądziłeś, przyjmij teraz Jezusa Chrystusa, który jest Bożym lekarstwem na zagładę człowieka.

Przyjmij Go jako swojego osobistego Zbawiciela. „Uwierz w Pana Jezusa Chrystusa, a będziesz zbawiony”. Czy chcesz to zrobić? Zrób to teraz, a nigdy tego nie pożałujesz.

PYTANIE, KTÓRE DECYDUJE O LOSIE

Młody mężczyzna nigdy nie zrobił nic złego, ale pewnego dnia podczas gry w karty stracił panowanie nad sobą. Chwycił rewolwer i zastrzelił swojego partnera, zabijając go na miejscu. Został aresztowany, osądzony i ostatecznie skazany na powieszenie. Z uwagi na jego nieskazitelną przeszłość, rodzina i przyjaciele złożyli do niego petycję.

Mieszkańcy innych miast i wsi dowiedzieli się o tym i również chcieli podpisać petycję. W końcu została ona dostarczona gubernatorowi, który był człowiekiem religijnym. Łzy napłynęły mu do oczu, gdy patrzył na ogromną liczbę petycji, i postanowił ułaskawić młodego człowieka. Po napisaniu ułaskawienia schował je do kieszeni i przebrany za duchownego udał się do więzienia. Gdy zbliżył się do celi śmierci, młody mężczyzna zerwał się na równe nogi i, chwytając się krat, krzyknął: „Wynoś się! Nie chcę cię widzieć! Było tu już siedmiu takich jak ty! Poza tym, dość już widziałem religijnych ludzi w domu!”. „Ale zaczekaj chwilę, młodzieńcze” – powiedział gubernator – „mam coś dla ciebie. Pozwól, że z tobą porozmawiam”. „Słuchaj” – krzyknął ponownie młody mężczyzna – „jeśli natychmiast nie wyjdziesz, wezwę strażników, a oni cię wyprowadzą”. „Ale, młodzieńcze” – nalegał gubernator – „mam dla ciebie dobrą nowinę. Czy nie pozwolisz mi jej ci przekazać?”. „Słyszałeś, co powiedziałem” – odpowiedział młody mężczyzna. „Jeśli natychmiast nie wyjdziesz, zawołam strażnika”. „No, dobrze” – powiedział gubernator i ze smutnym wyrazem twarzy odwrócił się i odszedł.

Kilka minut później podszedł strażnik więzienny. „No cóż, młodzieńcze, widzę, że odwiedził cię gubernator”. „Co?” – wykrzyknął młody więzień. „Czy ten człowiek w stroju duchownego to był gubernator?” „Tak, to on” – odpowiedział strażnik – „i miał twoje ułaskawienie w kieszeni, ale ty nawet nie chciałeś go usłyszeć”.

„Dajcie mi pióro, atrament i papier!” – krzyknął młody człowiek. Siadając przy stole, zaczął pisać: „Szanowny Panie Gubernatorze, skrzywdziłem Pana i muszę prosić o wybaczenie. Żałuję, jak Pana potraktowałem…” i tak dalej. Gubernator otrzymał list i napisał na odwrocie: „Ta sprawa mnie już nie interesuje”.

Nadszedł dzień, w którym młody człowiek miał umrzeć. „Czy miałeś coś do powiedzenia przed śmiercią?” – zapytano go. „Tak” – odpowiedział – „powiedz młodym Amerykanom, że nie umieram za to, że jestem mordercą, bo gubernator mnie ułaskawił i mogłem żyć, ale umieram, bo odmówiłem przyjęcia jego propozycji ułaskawienia”.

Przyjacielu, jeśli zginiesz, to nie dlatego, że jesteś grzeszny, ale dlatego, że nie przyjąłeś miłosierdzia, które Bóg ofiarowuje ci przez swojego Syna. Jeśli odrzucisz Chrystusa, odrzucisz swoją jedyną nadzieję zbawienia.

W 1892 roku Wilson i Porter zostali skazani na powieszenie za napad na Pocztę Stanów Zjednoczonych. Porter został stracony, ale Wilson został ułaskawiony. Odmówił ułaskawienia, a Sędzia Sądu Najwyższego John Marshall orzekł: „Ułaskawienie to orzeczenie, którego ważność wymaga doręczenia. Doręczenie jest niepełne bez przyjęcia. Orzeczenie może zostać odrzucone przez adresata, w takim przypadku, jak stwierdziliśmy, Sąd Najwyższy nie może nikogo zmusić do jego przyjęcia”.

Jak widzisz, odpowiedzialność spoczywa na tobie. Jeśli nie chcesz przyjąć Bożego miłosierdzia, On cię do niego nie zmusi. „Jakże my ujdziemy cało, jeśli zaniedbamy tak wielkie zbawienie?” (Hbr 2,3)

Piłat

Piłat ujął to w ten sposób: „Cóż więc mam uczynić z Jezusem, zwanym Chrystusem?” (Mt 27,22). To pytanie przypieczętowało los Piłata. Wielokrotnie próbował ratować Jezusa, ale bezskutecznie. Wtedy, zrozpaczony, wyprowadził Barabasza i stawiając go obok Jezusa, zwrócił się do tłumu: „Kogo chcecie, żebym wam uwolnił: Barabasza czy Jezusa, zwanego Chrystusem?”

Podburzeni przez kapłanów, odpowiedzieli: „Barabasza! Barabasza!”

Wtedy Piłat zapytał: „Co mam zrobić z Jezusem? Wybrałeś Barabasza, ale Jezus jest nadal w moich rękach. Muszę coś z Nim zrobić. Muszę coś zrobić… Co mam zrobić?”

Pamiętacie, że Piłat próbował uwolnić się od odpowiedzialności, najpierw prosząc Żydów o aresztowanie i osądzenie Chrystusa, na co odpowiedzieli: „Nam nie wolno nikogo uśmiercić, lecz ten człowiek jest winien śmierci”. Następnie, dowiedziawszy się, że podlega On jurysdykcji Heroda, Piłat wysłał do Niego Jezusa, lecz Herod pospiesznie odesłał Chrystusa. Zrozpaczony Piłat poprosił o wodę i umył ręce przed tłumem, jakby chciał powiedzieć: „Nie jestem już odpowiedzialny za śmierć Chrystusa i umywam ręce”.

Istnieje legenda o Piłacie. W głębi piekła obmywa ręce wodą. Od czasu do czasu podnosi je i patrzy, ale są pokryte krwią. Piłat zanurza ręce z powrotem w wodzie i starannie je obmywa, ale plamy krwi nie schodzą i pozostają purpurowoczerwone. Wtedy, z rozpaczą, krzyczy: „Czy kiedykolwiek będą czyste? Czy kiedykolwiek będą czyste?”. Nie, Piłacie, twoje ręce nigdy nie będą czyste, bo są splamione Krwią Syna Bożego.

Przypuśćmy, że mógłbym teraz wezwać Piłata i kazać mu stanąć obok mnie. Ciekawe, co by powiedział? On żyje, czyż nie zapomniałeś? Piłat żyje od dziewiętnastu wieków i przez cały ten czas rozmyśla o tym, co zrobił, gdy Jezus stanął przed nim. Nigdy nie będzie mógł zapomnieć, że uwolnił Barabasza i „wydał Jezusa na ukrzyżowanie” (Mt 27,26). Będzie pamiętał na zawsze. Jego mózg wciąż funkcjonuje. Pytam: co by powiedział? Tak, ale dla Piłata jest już za późno i bez względu na to, co teraz powie, nie może już być zbawiony. Podjął już swoją wieczną decyzję. Ty wciąż masz czas, bo wciąż jesteś w ciele. Nadal możesz zdecydować, co zrobić z Jezusem, a twoje wieczne przeznaczenie zależy od tej decyzji.

Tylko dwa wyjścia

Są tylko dwie możliwości. Możesz albo przyjąć Chrystusa, albo Go odrzucić. „Ale” – mówisz – „mogę być neutralny. Nie muszę opowiadać się po żadnej ze stron. Nie przyjmę Chrystusa, ale jednocześnie też Go nie odrzucę”.

Słuchaj, mam dla ciebie prezent w kieszeni, ale nic ci o nim nie powiem. Możesz pozostać obojętny, dopóki go nie wyjmę i ci go nie podaruję. Wtedy będziesz musiał zdecydować. Nie możesz pozostać neutralny.

Zanim usłyszałeś o Jezusie Chrystusie, mogłeś być neutralny, ale kiedy On ci się objawił, musiałeś podjąć decyzję. Od tamtej pory nie mogłeś pozostać neutralny i nigdy nie będziesz.

Za każdym razem, gdy słyszysz zaproszenie, by oddać swoje serce Jezusowi Chrystusowi, musisz podjąć decyzję. Jeśli dziś nie przyjmiesz Jezusa Chrystusa, to znaczy, że Go odrzuciłeś. Możesz pozostać tam, gdzie jesteś, ale czyniąc to, udowodnisz, że przynajmniej dzisiaj odrzuciłeś Chrystusa. Co teraz zrobisz? Odrzucisz Go ponownie, czy przyjmiesz Go jako swojego Zbawiciela? Decyzja należy do ciebie.

Odrzucenie Chrystusa jest podstawą sądu Bożego

Pozwólcie, że zwrócę uwagę, że Bóg będzie was sądził za waszą ostateczną decyzję. Załóżmy, że w sercu postanowiliście przyjąć Chrystusa nie dziś, ale w przyszłą niedzielę. Załóżmy, że umarliście przed następną niedzielą. Czy myślicie, że Bóg nie będzie was sądził za wasze niespełnione postanowienie? Będzie musiał was osądzić na podstawie tego, co zrobiliście w życiu. Decydującą kwestią na sądzie nie będzie wasz grzech, ale wasza postawa wobec Syna Bożego. „Co zrobiliście z Moim Synem?” – zapyta Bóg. „Widzisz, Panie, zawsze byłem człowiekiem religijnym, chodziłem do kościoła”. „Chwileczkę” – przerwie Bóg. „Nie pytam was o waszą religijność. Zadaję wam proste pytanie: Co zrobiliście z Moim Synem?” – „Widzicie, Panie” – będziecie kontynuować – „zawsze starałem się żyć nienagannie, nie zrobiłem nic złego, ja…” – „Chwileczkę” – powie Bóg ponownie – „nie pytam o wasz sposób życia, ale zadaję proste pytanie: Co zrobiliście z Moim Synem?” – „Widzisz, Panie, zawsze uważałem Twojego Syna za dobrego człowieka, powiedziałbym nawet, że jest najlepszym z ludzi”. – „Nie pytam, co myślisz o Moim Synu, pytam: co zrobiłeś z Moim Synem? Powiedz mi, czy Go przyjąłeś, czy odrzuciłeś? Co z Nim zrobiłeś?”

Bez odpowiedzi będziesz milczał, bo nic nie zrobiłeś. Po prostu ominąłeś Jezusa Chrystusa. Zginiesz nie za to, co zrobiłeś, ale za to, czego nie zrobiłeś.

Dlaczego ludzie umierają?

Jeśli ludzie nie umierają z powodu swoich grzechów, to za co mieliby umierać?

Młoda kobieta, członkini Kościoła, ciężko zachorowała. Straciwszy przytomność, zobaczyła siebie martwą i stojącą przed Archaniołem Gabrielem u wejścia do nieba. Przewracając strony Księgi Życia, powiedział ze smutkiem: „Twojego imienia nie ma w Księdze”. „Co?” krzyknęła. „Mojego imienia tam nie ma? Musi tam być! Spójrz jeszcze raz”. Gabriel sprawdził Księgę i powtórzył: „Twojego imienia tam nie ma”. „Ale dlaczego?” krzyknęła. „Co ja zrobiłam, co ja zrobiłam? Dlaczego mojego imienia tu nie ma?” Archanioł spojrzał na nią ze smutkiem i powiedział: „Pani, twojego imienia nie ma w Księdze Życia, nie dlatego, że cokolwiek zrobiłaś, ale dlatego, że zaniedbałaś wielkie zbawienie”.

W tym momencie obudziła się i pomimo choroby wstała z łóżka, uklękła przy łóżku i po raz pierwszy w życiu otworzyła swoje serce Jezusowi Chrystusowi, przyjmując Go jako swojego osobistego Zbawiciela.

Dlaczego ludzie będą ginąć? Niech Bóg ci odpowie. Spójrz na to, co jest napisane w Ewangelii Jana 3,18: „Kto w Niego wierzy, nie będzie potępiony; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego”. Dlaczego? Bo nie przyłączyli się do Kościoła? Bo zgrzeszyli? Czy tak mówi Biblia? Nie, tutaj jest napisane: „Kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył…”. I to, mój przyjacielu, jest jedyny powód ludzkiego zguby.

Nie zginiesz, bo jesteś mordercą. Bóg może przebaczyć mordercy. Nie zginiesz, bo jesteś pijakiem czy rabusiem, ale jest jeden grzech, którego Bóg nie może przebaczyć, a tym grzechem jest ostateczne odrzucenie Jego Syna. Jeśli odmawiasz przyjęcia Jezusa Chrystusa jako swojego Zbawiciela, nie ma dla ciebie nadziei, bo Bóg nie ma innego Zbawiciela.

Twój wróg

Czy nadal uważasz, że Bóg jest niesprawiedliwy? Czy uważasz, że nie ma prawa cię potępiać tylko dlatego, że odmawiasz przyjęcia Jezusa Chrystusa jako swojego Zbawiciela?

Słuchaj! Masz wroga. Wyrządził ci już tyle zła, ile mógł. Nienawidzi cię i przeklina ziemię, po której stąpasz. Przez niego twoje życie rodzinne legło w gruzach, a w domu nie ma spokoju. Nagle jest tak głodny, że dosłownie umiera z głodu. Dowiadujesz się o tym i z litości go szukasz, zapraszasz do domu, stawiasz przed nim obficie jedzenie i ofiarowujesz mu. Siedząc przy stole zastawionym przysmakami, umierający nie podnosi ręki, by zaspokoić głód. W końcu spada z krzesła i wydaje ostatnie tchnienie u twoich stóp.

Powiedz mi, dlaczego umarł? Co innego można było zrobić? Umarł, bo nie chciał żyć. Życie było blisko, ale wybrał śmierć. Co więcej, błagali go, żeby jadł, ale odmówił. Dlatego umarł. I nie mogło być inaczej.

Bez Chrystusa

Pozwólcie, że nieco zmienię pytanie Piłata. Powiedzmy to tak: „Co zrobię BEZ Jezusa?”. Co zrobisz bez Jezusa, gdy nadejdzie godzina twojej śmierci?

Czy jesteś gotowy stawić czoła swojemu ostatecznemu wrogowi sam? Nie chciałbym wszystkich bogactw świata, ale przejść przez dolinę śmierci bez Chrystusa. Co zrobisz bez Jezusa Chrystusa w dniu sądu? Czy staniesz przed Bogiem sam? Za wszystkie miliony ludzi na świecie nie stałbym przed Bogiem bez adwokata. Chcę kogoś u boku, kto będzie bronił mojej sprawy. Co zrobisz bez Jezusa w wieczności? Za tysiąc lat będziesz gdzieś. Tak, ale gdzie? A to będzie dopiero początek. Czy jesteś gotowy stawić czoła nieskończonej wieczności bez Chrystusa? Co zrobisz bez Chrystusa w dniu ucisku? Być może jesteś młody i nigdy nie cierpiałeś. Bądź pewien, że za kilka lat w twoim życiu wydarzy się jakaś tragedia. Czy myślisz, że możesz znieść smutek sam?

Dwie indyjskie matki

Kiedy miałem dziewiętnaście lat, byłem misjonarzem wśród Indian i mieszkałem samotnie w indiańskiej osadzie niedaleko Alaski. Pewnego dnia indiańskie dziecko zmarło i zostało pochowane na brzegu Oceanu Spokojnego pod wysokimi drzewami. Jego matka, patrząc, jak grób zasypują ziemią, nagle zaczęła wyrywać jej z głowy kępki włosów. Robiła to, aż jej głowa zamieniła się w krwawą miazgę. Wracając do wioski, płakała tak głośno, że słychać ją było z odległości pół mili.

Jakiś czas później zmarło kolejne indiańskie dziecko. Wziąłem jego maleńkie ciało w ramiona i poszedłem przed konduktem pogrzebowym przez las do brzegu oceanu. Indianie poszli za mną. Wykopaliśmy grób w kamienistej ziemi i położyliśmy w nim dziecko. Kiedy zasypywali grób ziemią, młoda matka nie szlochała głośno ani nie wyrywała sobie włosów, lecz po prostu cicho płakała. Kiedy wszystko się skończyło, wróciła do swojej skromnej chaty pogrążona w głębokim smutku. Skąd taka różnica w żalu tych dwóch matek? Obie matki straciły dzieci. Obie kochały swoje dzieci tak, jak ty prawdopodobnie kochasz swoje, ale jedna mogła znieść swój żal, a druga nie. Dlaczego, pytam, jest taka różnica w ich żalu?

Pierwsza była poganką i nie znała Jezusa Chrystusa. Patrząc w twarz swojego zmarłego dziecka, krzyknęła z rozpaczą: „Nigdy cię już nie zobaczę!”. Nic dziwnego, że szlochała tak głośno, wyrywając sobie włosy z głowy. Druga matka była chrześcijanką i znała Jezusa Chrystusa. Radosna nadzieja zmartwychwstania pulsowała w jej piersi. „On nie przyjdzie do mnie” – pomyślała – „ale ja pójdę do niego”. Wiedziała, że ​​wielki Pasterz owiec wziął jej małą owieczkę w ramiona i będzie ją trzymał, dopóki jej matka nie wróci do nieba.

Zawsze tak jest. Za każdym razem, gdy prowadzę nabożeństwo pogrzebowe, widzę, że ci, którzy znają Jezusa Chrystusa, potrafią znieść swój smutek, ponieważ mają nadzieję na spotkanie z Nim. Ci, którzy Go nie znają, nie potrafią znieść swojego smutku. Prawie oszaleli z żalu. Nie wiem, jak można stawić czoła swojemu smutkowi bez Chrystusa.

Twoja decyzja

„Cóż więc mam uczynić z Jezusem, którego zowią Chrystusem?” Nie, mój przyjacielu, to nie jest pytanie, ale raczej: „Co Jezus mi uczyni?”. Pytanie brzmi teraz: „Co mam uczynić z Jezusem?”. To, co Jezus uczyni ci później, zależy od tego, co ty uczynisz Mu teraz. Co muszę zrobić? Musisz coś zrobić. Musisz podjąć decyzję. Nikt nie może decydować za ciebie. Musisz podjąć decyzję sam. Co mam uczynić z Jezusem? Nie ma znaczenia, do którego kościoła chodzisz, ani czy zostałeś ochrzczony. Ważne jest twoje nastawienie do Jezusa Chrystusa. Co z NIM czynisz? Co mam uczynić? Nie w co mam wierzyć, ale co mam czynić? To pytanie nie jest skierowane do twojego umysłu, lecz do twojego serca, do twojej woli. Nie ma znaczenia, w co wierzysz, liczy się to, co zamierzasz uczynić. Czy zamierzasz przyjąć, czy odrzucić Chrystusa? Twoje wieczne przeznaczenie zależy od twojej decyzji. Dlatego błagam cię, abyś podjął tę decyzję natychmiast i nie odkładał jej na jutro. Zdecyduj już dziś. Jutro może być za późno. „Oto teraz czas łaski, oto teraz dzień zbawienia” (2 Kor. 6:2).

Jaka jest twoja odpowiedź? Jeśli Go przyjmiesz, będziesz zbawiony; jeśli Go odrzucisz, zginiesz na zawsze. O, przyjmij Go i zrób to TERAZ.

CO ZNACZY WIERZYĆ?

Był czas, kiedy nie wiedziałem, czy jestem zbawiony, czy zgubiony. Dzień po dniu zadawałem sobie tylko jedno pytanie: „Czy jestem zbawiony, czy zgubiony? Jeśli jestem zgubiony, Panie, daj mi to wiedzieć, abym mógł zostać zbawiony; a jeśli jestem zbawiony, daj mi to wiedzieć, abym mógł radować się z Twojego zbawienia”.

Widzisz, w tamtym czasie związałem się z grupą, która oceniała zbawienie na podstawie uczuć i doświadczeń, a nie wiary. Noc w noc stawałem przed ich namiotem, gdzie gromadzili się wokół mnie, modląc się do Pana o zbawienie. Każdej nocy kładłem się ze strachu, bojąc się, że obudzę się potępiony. Dzień i noc wołałem: „Dokąd idę: do nieba czy do piekła?”. Miałem wtedy zaledwie szesnaście lat.

Pewnego dnia poszedłem do kościoła prezbiteriańskiego i modliłem się, aby kaznodzieja mówił o zbawczej wierze i w ten sposób pomógł mi rozwiązać mój problem. W końcu dr McPherson wszedł na ambonę i rozpoczęło się nabożeństwo. Tego wieczoru rzeczywiście mówił o wierze. Słuchałem z zapartym tchem, ale po nabożeństwie wyszedłem w mrok nocy wraz z setkami innych słuchaczy, wciąż niepewny swojego zbawienia.

Dlaczego nie? Czy kaznodzieja nie głosił prawdy? Głosił Ewangelię i wołał raz po raz: „Uwierz w Pana Jezusa Chrystusa, a będziesz zbawiony”. Co się stało? Powiem wam, że ani razu w swoim kazaniu nie powiedział nam, co miał na myśli, mówiąc „wierzyć”, i to właśnie stanowiło dla mnie trudność. Wiedziałem, że muszę wierzyć i zawsze wierzyłem. Nigdy w życiu nie było takiego momentu, kiedy nie wierzyłem. Od najmłodszych lat wierzyłem, a jednak nie wiedziałem, czy jestem zbawiony, czy zgubiony, czy jestem chrześcijaninem, czy nie.

W naszym sąsiedztwie nie było ateistów, agnostyków ani sceptyków. Nigdy nie słyszałem o niewierzącym. Wszyscy wierzyli. Niektórzy byli pijakami, inni przeklinali i złorzeczyli na wszystko, wielu kłamało i kradło. Nie podawali się za chrześcijan, ale wierzyli. Nigdy nie spotkałem nikogo, kto wątpiłby w autentyczność Słowa Bożego.

Czyż nie ma milionów ludzi w podobnym stanie? Spotykałem ich wszędzie, gdziekolwiek byłem.

W Rosji, nie wspominając o Hiszpanii, Włoszech i wielu innych krajach europejskich, a także w Ameryce, żyją dosłownie miliony ludzi, którzy wierzą, lecz nie mają zbawienia.

Jeśli miliony wierzących w Chrystusa nie są chrześcijanami, co to znaczy wierzyć?

W końcu, pewnego dnia, natrafiłem na książkę, którą królowa Maria często czytała i wykorzystywała w życiu osobistym: „Bezpieczeństwo, pewność siebie i radość”. Po jej przeczytaniu wszelkie moje wątpliwości zniknęły. Byłem pewien zbawienia i od tego dnia nie miałem już żadnych wątpliwości.

Trzy kroki

Podobnie jak trzy szczeble drabiny, zbawcza wiara ma trzy stopnie. Pierwsze dwa nie zbawiają, tylko trzeci. Nie można jednak dotrzeć do trzeciego, nie wchodząc najpierw na dwa pierwsze.

Słuchać

Pierwszy krok definiuje proste słowo „słuchajcie”. „Jakże możemy wierzyć w Tego, o którym nie słyszeliśmy…” (Rz 10,14). Zanim uwierzymy w zbawienie, musimy Go poznać.

Dlatego wysyłamy misjonarzy do Chin, Afryki i Indii. Poganie muszą usłyszeć, zanim uwierzą. Nie sądzę, żeby było sens się nad tym rozwodzić, bo przecież wielokrotnie słyszeliście przesłanie o Bożym zbawieniu. Zatem pierwszy krok już zrobiliście. Już usłyszeliście.

Uważać

Drugi krok nazywam po prostu „wierzyć”. Co oznacza to słowo? Wierzyć oznacza „mentalnie zaakceptować prawdę”. Jeśli mentalnie zaakceptowałeś prawdę, uwierzyłeś. Osiągnąłeś drugi krok, ale jeszcze nie jesteś zbawiony. Kiedy tłumacze Biblii natrafili na hebrajskie słowo „wierzyć” w Starym Testamencie, zaczęli szukać odpowiadającego mu angielskiego słowa i znaleźli słowo „zaufać”. Słowo to pojawia się w Starym Testamencie sto pięćdziesiąt dwa razy!

Kiedy dotarli do Nowego Testamentu, ponownie natknęli się na to słowo, tym razem w języku greckim. I znów zaczęli szukać odpowiedniego słowa w języku angielskim. Z jakiegoś nieznanego powodu znaleźli zupełnie inne słowo: „wierzyć”. Gdyby trzymali się oryginalnego tłumaczenia, nie byłoby potrzeby naszego wyjaśnienia, ale wprowadzili nowe słowo, „wierzyć”, które często pojawia się w Nowym Testamencie, zwłaszcza w Ewangelii Jana i listach apostoła Pawła.

Słowo „wierzyć” oznacza mentalną zgodę na prawdę.

Możesz wierzyć, ile chcesz, we wszystko, co mówi się o Chrystusie, i nadal pozostać niezbawionym. Możesz wierzyć we wszystko, w co ja wierzę w Biblii, i być zgubionym na zawsze. Nawet demony, jak mówi Biblia, „wierzą i drżą” (List św. Jakuba 2:19). Byli jednymi z pierwszych, którzy uznali Chrystusa za Syna Bożego, ale nie poddali się Mu. Nigdy nie wątpią w Jego boskość ani na chwilę, ale ich wiara jest czysto intelektualna. Nie zmienia ona ich życia; ich los jest pewny i dlatego drżą.

Spotkałem kiedyś wierzących z pewnego wyznania i dowiedziałem się, że gdy przyjmowali nowych ludzi do kościoła, zadawali im tylko jedno pytanie, które składało się z dwóch części: „Czy wierzysz, że Bóg cię kocha i że Chrystus, Jego Syn, umarł za ciebie?”. Jeśli ktoś potrafił odpowiedzieć twierdząco na to pytanie, był przyjmowany.

Ale kto nie wierzy w miłość Boga? Wszyscy, którzy wierzą w Biblię, wierzą w miłość Boga. Kto nie wierzy, że Chrystus umarł za ludzkość? Biblia mówi, że tak, a jeśli wierzysz Biblii, wierzysz również, że Chrystus umarł za ciebie. To nie czyni cię chrześcijaninem. To nie zmienia twojego życia. To wszystko jest aktem twojego umysłu. Tysiące ludzi, którzy wierzą w miłość Boga i w to, że Chrystus umarł za grzechy świata, nie są chrześcijanami.

Drugi krok nikogo nie zbawia, ale na nim wielu ludzi się zatrzymuje. Dochodzą do drugiego kroku, ale nie do trzeciego, i dlatego nie są zbawieni.

Jakie pytania są zazwyczaj zadawane osobom pragnącym dołączyć do Kościoła? „Czy wierzysz w dziewicze narodzenie, śmierć, zmartwychwstanie i powtórne przyjście Chrystusa? Czy wierzysz, że Chrystus umarł za twoje grzechy?”. To są pytania doktrynalne. Nawet osoba niewierząca może na nie poprawnie odpowiedzieć. Jakie pytania ja ci zadaję: „Czy narodziłeś się na nowo? Czy jesteś zbawiony? Czy przyjąłeś Jezusa Chrystusa?”. To dociekliwe pytania i jeśli potrafisz na nie odpowiedzieć twierdząco, nie będę zawracał sobie głowy innymi pytaniami.

Zaufanie lub poleganie

Trzeci krok, jedyny, który zbawia, można zdefiniować słowem „zaufać”. Kiedy strażnik więzienny zapytał apostołów Pawła i Sylasa: „Co mam czynić, aby być zbawionym?”, odpowiedzieli: „Uwierz w Pana Jezusa Chrystusa, a będziesz zbawiony…”. W Nowym Przekładzie Biblii angielskiej słowo „wierzyć” zostało zastąpione słowem „zaufać” lub „zaufać”, a to jest ostatni krok: pokładanie całej ufności w Panu Jezusie Chrystusie. Zaufanie nie ma nic wspólnego z umysłem, lecz jest powiązane z wolą i wymaga decyzji. Wielu ludzi wierzy umysłem, ale nie ufa sercem.

W Starym Testamencie droga do zbawienia wyrażona jest w następujący sposób: „...zaufaj Panu” (Psalm 4,6). Nowy Testament mówi „zaufaj Panu”, ale starsze tłumaczenie jest bardziej trafne: „Zaufaj Panu, a będziesz zbawiony”. Co zatem oznacza słowo „zaufaj”?

Wysiłek jest wykluczony

Przede wszystkim, słowo „zaufanie” lub „pewność siebie” wyklucza jakikolwiek osobisty wysiłek. Czy kiedykolwiek uczono cię unosić się na wodzie? Czy pamiętasz, jak powiedziano ci, że woda może utrzymać twój ciężar, a wszystko, co musisz zrobić, to zaufać wodzie. Połóż się na plecach i unoś się na wodzie. Czy pamiętasz, jak położyłeś się na plecach i – tonąłeś? I znowu stałeś obok instruktora, który powiedział: „Napiąłeś mięśnie? Dlaczego wstrzymałeś oddech? Nie możesz zaufać wodzie? Unosi całe floty statków, nie możesz cię utrzymać?” I znowu próbowałeś unosić się na wodzie, ale najmniejsze napięcie mięśni, najmniejsze wstrzymanie oddechu – i poszedłeś na dno. Chciałbym, żeby ktoś dzisiaj unosił się na falach Bożego zbawienia. Odrzuć wszelki wysiłek i trud. Nie próbuj pomagać sobie uczynkami ani religią. Unoś się na wodzie. Zaufanie wyklucza wysiłek. Dopóki podejmujesz wysiłki, nie ufasz.

Zaufanie to dawanie

Po drugie, zaufanie oznacza dawanie. Najlepszym przykładem tego jest małżeństwo. Młody mężczyzna spotyka dziewczynę i zadaje jej najważniejsze pytanie, na które ona odpowiada „tak” i zaręczają się. Młody mężczyzna składa poważne obietnice, a dziewczyna wierzy jego słowom. Po pewnym czasie przychodzą jej przyjaciółki i pytają: „Słyszeliśmy, że obiecuje ci dom”. – „Tak” – odpowiada dziewczyna. – „Obiecał ci jedzenie i ubranie. Powiedz mi, czy już otrzymałaś dom?”. – „O nie, nadal mieszkam z rodzicami”. – „A co z jedzeniem? Czy on ci zapewnia jedzenie?”. – „Jeszcze nie” – odpowiada dziewczyna. – „A co z ubraniami? Dał ci jakieś ubrania?”. – „O nie, moi rodzice zapewniają mi ubrania”. – „I nadal ufasz temu mężczyźnie?” – pytają zaskoczone przyjaciółki. – „Oczywiście! Wierzę w każde jego słowo bez cienia wątpliwości”.

Widzisz, zrobiła drugi krok, ufając młodemu mężczyźnie. W końcu nadchodzi niezapomniany dzień, kiedy młody mężczyzna i jego narzeczona stają w kościele przed kaznodzieją, który ich poucza: „Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela” (Mt 19,6). Od tego dnia mąż jest odpowiedzialny za żonę i musi się nią opiekować.

Po pewnym czasie jej przyjaciele podchodzą do niej ponownie:

„No i co? Dał ci dom?” – „O tak!” – wykrzykuje – „mieszkamy teraz razem w naszym własnym domu”. – „A co z jedzeniem?” – „On się tym zajmuje”. – „No, a co z ubraniami?” – „Mój mąż też mi kupuje ubrania, ale nie tyle, ile chcę, ale tyle, ile potrzebuję. Naprawdę się o mnie troszczy”.

Kiedy żona otrzymała wszystko? Kiedy, stawiając pierwszy krok, uwierzyła mu, czy kiedy, stawiając ostatni, trzeci krok, zaufała mu i oddała się mu? Dopiero wtedy, gdy całkowicie zaufała i oddała się; wcześniej tylko wierzyła, ale nic nie otrzymała. Tak samo jest z naszym zbawieniem. Możesz wierzyć, ile chcesz, i nic nie otrzymać, ale gdy tylko oddasz się Jezusowi Chrystusowi, oddasz się w Jego ręce, zawierzysz Mu się i zaczniesz Mu całkowicie ufać, zostaniesz zbawiony. Dopiero wtedy, a nie wcześniej.

Zrobiłeś to? Widzisz, że zaufanie wymaga poddania się. Musisz coś tu zrobić. Jak ta dziewczyna, która musiała poślubić młodego mężczyznę w kościele i zobowiązać się do niego na całe życie, tak i ty musisz oddać się Jezusowi Chrystusowi teraz i na zawsze, jeśli chcesz być zbawiony.

Drugi krok cię nie uratuje, ale trzeci jest absolutnie konieczny. Musisz zaufać Chrystusowi. Czy chcesz zrobić to, co ta dziewczyna? Czy chcesz zrobić krok naprzód i oddać się Niebiańskiemu Oblubieńcowi, tak jak ona oddała się ziemskiemu? Czy chcesz oddać Mu swoją wierność? Jeśli jesteś na to gotowa, będziesz należeć do Niego na zawsze, a On będzie za ciebie odpowiedzialny.

Zmagający się z wodą pływak tonie. Walcząc rozpaczliwie, tonie, a na brzegu stoi mężczyzna z założonymi rękami, nawet nie próbując go ratować. Tonie po raz drugi, wciąż straszliwie się zmagając, ale mężczyzna na brzegu nie próbuje go ratować. Ręce pływaka opadają bezwładnie, a on słabym głosem woła: „Ratunku!”. W mgnieniu oka mężczyzna na brzegu rzuca się do wody i bez trudu ratuje tonącego.

Dlaczego nie zrobił tego wcześniej? Ponieważ tonący myślał, że sam się uratuje. Musiał czekać, aż tonący się podda. Gdy tylko był gotów zaufać swojemu wybawcy, został uratowany.

Kiedy ty, mój przyjacielu, zechcesz oddać się swojemu Zbawicielowi, zmartwychwstałemu, żyjącemu Chrystusowi, ty również będziesz zbawiony. Sama wiara w Niego cię nie zbawi. Musisz nie tylko wierzyć, ale i całkowicie Mu zaufać. Powtarzam słowa Starego Testamentu: „Połóż całą swoją nadzieję w Panu Chrystusie, a będziesz zbawiony”.

Potrzebne są działania

Zaufanie wymaga działania. Pozwól, że wyjaśnię, co mam na myśli.

Czerwiec 1858. Piękny poranek. Potężny Wodospad Niagara grzmiał na skałach, rozbijając o nie swe wody. Lina o długości 330 metrów rozpięta była nad wodospadem z jednego brzegu na drugi. Specjalne pociągi z Toronto i Buffalo przywoziły tłumy ludzi. Charles Blondin, najsłynniejszy linoskoczek na świecie, miał właśnie pokonać tę odległość.

Trzymając w rękach czterdziestokilogramowy drąg, kładzie stopę na linie, a hałas tłumu cichnie, dopóki nie postawi stopy na drugim końcu liny, a wtedy wiwaty i brawa zagłuszają ryk potężnego wodospadu.

Zwracając się do morza twarzy przed sobą, proponuje ponowne przejście przez wodospad z mężczyzną na ramionach. Kto się zgadza?

Ludzie zaczynają wymieniać spojrzenia. „Wierzysz, że mogę cię przenieść przez wodospad?” – pyta linoskoczek, zwracając się do młodego mężczyzny. „Oczywiście, że tak!” – odpowiada mężczyzna. „Pozwolisz mi cię przenieść?”. „Myślisz, że tak łatwo zaryzykowałbym życie?” – odparł mężczyzna i odsunął się na bok. „A co z tobą?” – zapytał linoskoczek swojego mistrza, Henry’ego Concorda. „Myślisz, że mogę cię przenieść?”. „Jestem tego pewien. Nie mam najmniejszych wątpliwości” – odparł Concord. „Ufasz mi?”. „Absolutnie!”.

Tłum obserwuje go z zapartym tchem. W rękach linoskoczka balansuje 18-kilogramowy drążek, lina napięta pod jego stopami, uginająca się pod ciężarem ich dwóch ciał. Krok po kroku, powoli, ale pewnie, bez wahania, idą naprzód. Co za pewność siebie!

Dotarli do centrum. Znajdują się teraz bezpośrednio nad wzburzoną, ryczącą wodą w dole. Skały wystające z wody złowieszczo wystają spod piany, jakby zawieszone w powietrzu.

Zbliżają się do kanadyjskiej strony. Tłum, skrajnie wzburzony, pogrąża się w ciszy. Ludzie boją się oddychać, napięcie jest wręcz nie do zniesienia.

Nagle nastąpiło zatrzymanie. Jakiś złodziej przeciął linę podtrzymującą linę i zaczęła się ona gwałtownie huśtać. Blondyn poradził Concordowi, żeby zsiadł z konia, stając tuż za nim i trzymając go jedną ręką za ramiona, co też uczynił. „Henry” – powiedział blondyn – „nie jesteś już Concordem, jesteś blondynem. Bądź częścią mnie. Jeśli się huśtam, huśtaj się razem ze mną, ale nie próbuj utrzymać równowagi, bo obaj zginiemy”.

Concord ponownie wspiął się na ramiona Blondina, a ten nie szedł, lecz biegł naprzód po straszliwie kołyszącej się linie. Nikt nie wiedział, jak utrzymał równowagę, ale dotarł na drugą stronę. Zrobił ostatni krok i razem stanęli na platformie przed tłumem, szalejąc z podniecenia. Napięcie minęło, a jego nerwy się uspokoiły.

Między czasem a wiecznością rozciąga się lina zbawienia. Ta lina nigdy nie została zerwana i tylko Jezus Chrystus może ją przekroczyć. Możesz Go znać i, jak pierwszy człowiek, wierzyć, że On może cię nieść, ale dopóki nie zrobisz ostatniego kroku i nie zaufasz Mu, nie dotrzesz na drugą stronę.

Możesz wierzyć, ale musisz też zaufać. O, przyjacielu, powiedz mi, czy Mu zaufałeś? Czy wierzysz tylko rozumem i nigdy nie zrobiłeś ostatniego, najważniejszego kroku?

Czy chcesz, zdecydowanym aktem swojej woli, pokładać całą swoją ufność w Jezusie Chrystusie? Jeśli tak, będziesz zbawiony. Czy chcesz to zrobić? Zrób to teraz.

DROGA ZBAWIENIA

Na świecie są tylko dwie kategorie ludzi: winni i niewinni, zbawieni i potępieni, grzesznicy i święci. Ty, mój przyjacielu, należysz do jednej z tych grup.

Jesteś chrześcijaninem albo nie jesteś. Są tylko dwie ścieżki: szeroka, która prowadzi do zagłady i śmierci, oraz wąska, która prowadzi do nieba i życia wiecznego. A ty, mój towarzyszu, jesteś na jednej z tych ścieżek – szerokiej lub wąskiej. Nie ma trzeciej ścieżki, nie ma drogi pośredniej, a zmierzasz albo do nieba, albo do piekła.

Są tylko dwaj panowie: Bóg i diabeł, a ty służysz jednemu albo drugiemu, bo nikt nie może służyć dwóm panom (Mt 6,24). Pozwól więc, że zapytam: „Do której grupy należysz? Dokąd zmierzasz? Komu służysz?”. Jedna grupa jest uznana za „winną”, druga za „niewinną” i nie ma znaczenia, kim byłeś w życiu – bardzo dobrym czy bardzo złym, wielkim czy małym grzesznikiem, czy jesteś winny, czy niewinny. Twoje nazwisko może widnieć na listach tysiąca kościołów, możesz być najbardziej aktywnym członkiem Kościoła, albo możesz spędzić większość życia w więzieniu za jakąś odrażającą zbrodnię. To w ogóle nie ma znaczenia. Jeśli nie jesteś zbawiony, jesteś winny i znajdujesz się na szerokiej drodze prowadzącej do zagłady.

Możesz być kulturalną i dobrze wychowaną osobą, która dokonała wielu dobrych uczynków, ale Bóg umieszcza cię w tej samej kategorii, co najbardziej znanych grzeszników i ogłasza werdykt: „Winny!”. Nie wszyscy ludzie w tej grupie są jednakowo grzeszni, ale wszyscy są jednakowo winni, ponieważ nie ma między nimi żadnej różnicy: „…wszyscy zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej…” (Rz 3,23).

Wielka Powódź

Jakże przerażający obraz przedstawia wielki potop, który zniszczył całą ludzkość z wyjątkiem rodziny Noego, która ocalała w arce. Grzesznicy, którzy wiedli moralne życie, zostali porwani przez wody potopu i przeniesieni w wieczność wraz z najbardziej nikczemnymi i zdeprawowanymi przestępcami.

Są tylko dwie kategorie, dwie grupy: ci w arce i ci na zewnątrz! Nie ma znaczenia, czy ich grzech był wielki, czy mały, czy ich życie było dobre, czy złe. Nie posłuchali Boga, zignorowali ostrzeżenie i odmówili wejścia do arki bezpieczeństwa, nie pozostawiając im wyboru. Arka albo śmierć!

Nieszczęśni ludzie wspinali się na wysokie góry, wypełniając wszechświat swoimi krzykami i lamentami, ale odkryli, że ich łzy i modlitwy poszły na marne i nie mogły im już pomóc. Nie było ucieczki! Wszyscy muszą zginąć. Zaniedbali Arkę. A ty zginiesz nie dlatego, że popełniłeś straszną zbrodnię i twoje ręce są splamione krwią, ale dlatego, że odrzuciłeś jedyną ofiarowaną ci nadzieję.

Czy zaniedbałeś niepodważalne pytanie: „Jakże ujdziemy cało (sprawiedliwej kary – przyp. autora), jeśli zaniedbamy tak wielkie zbawienie” (Hbr 2,3)? Posłuchaj: „Niech bezbożni wrócą do piekła i wszystkie narody, które zapominają o Bogu” (Psalm 9,18). Być może prowadziłeś pozornie pobożne życie i nigdy nie popełniłeś jawnego grzechu, ale odrzuciłeś Boże zbawienie i nie wszedłeś do arki bezpieczeństwa – Jezusa Chrystusa – i dlatego jesteś winny i zginiesz.

Łańcuch dziesięcioogniwowy

Wyobraź sobie, że wiszę na łańcuchu z dziesięciu ogniw. Nagle jedno z nich pęka i upadam. Sprawdzając łańcuch, odkrywam, że tylko jedno ogniwo jest zerwane, a pozostałe dziewięć jest nienaruszonych. Tak samo jest z grzechem. Jesteśmy zobowiązani prawem zwanym Dziesięcioma Przykazaniami i jeśli złamiemy choć jedno z nich, giniemy, ponieważ złamaliśmy prawo.

Czy wypełniłeś całe Prawo? Czy złamałeś choć jedno przykazanie, popełniając choć jeden grzech? Nie pytam, które przykazanie złamałeś, bo to nie ma znaczenia. Twoim grzechem może być morderstwo, kłamstwo, cudzołóstwo lub kradzież, ale jeśli popełniłeś jeden grzech, naruszyłeś tylko jeden punkt, złamałeś całe Prawo i jesteś uznany za „winnego”. Jesteś jednym z najbardziej znanych grzeszników na świecie. Gniew Wszechmogącego ciąży na tobie, ponieważ jesteś pod Jego przekleństwem.

Największy grzech

Mówisz, że jesteś niewinny. Nigdy nie zgrzeszyłeś? Ale ja ci mówię, że popełniłeś najcięższy grzech, jaki może popełnić człowiek. Odrzuciłeś Jezusa Chrystusa, podeptałeś Jego miłość, zignorowałeś Jego prośbę i odrzuciłeś Jego drogocenną krew. Odmówiłeś przyjęcia Bożego miłosierdzia i popełniłeś największy grzech ze wszystkich – niewiarę, o której mówi Biblia. To grzech niewdzięczności.

Bóg ofiarowuje ci swojego Syna jako dar, a ty, nędzny grzeszniku, odrzuciłeś Go. Kiedy przyjdzie Duch Święty, „On przekona świat o grzechu” – powiedział Jezus (J 16,8).

Nie przyszłoby ci do głowy, żeby obrazić przyjaciela, odmawiając mu daru, więc uważasz, że odrzucenie daru Bożego to oczywistość, mimo że od tego zależy twoje życie wieczne. Jeśli jeszcze nie jesteś zbawiony, to jesteś winny największego grzechu na świecie – niewiary.

Pytanie nie dotyczy wielkości grzechu

Pytanie nie brzmi, jak wielki jest twój grzech. Pytanie brzmi: Jak odnosisz się do Jezusa Chrystusa? Czy należy On do ciebie jako Zbawiciel? Nie ma ważniejszego pytania niż to zadane przez Piłata: „Co mam uczynić z Jezusem, którego nazywają Chrystusem?”. Twój stosunek do Chrystusa zadecyduje o twoim wiecznym losie. Czy chcesz teraz przyznać się do winy? Czy nie jesteś już skazany za grzech? Czy nie wiesz, że jeden grzech na zawsze uniemożliwi ci wejście do nieba? Powiesz, że to niesprawiedliwe, ale zapominasz, że niebo jest przygotowanym miejscem dla przygotowanych ludzi. Niesprawiedliwe byłoby ze strony Boga, gdyby wpuścił cię do nieba z twoim grzechem, bo byłbyś tam najnieszczęśliwszą osobą. Jak czujesz się w towarzystwie świętych? Czy cieszysz się ich towarzystwem? Czy nie wolałbyś przebywać w towarzystwie grzeszników takich jak ty? Musisz być przygotowany na niebo; musisz otrzymać nową naturę, nowe życie poprzez nowe narodzenie, aby twój pobyt w niebie z Bogiem mógł być radosny. Pamiętajcie, że nic nieczystego tam nie wejdzie i tylko ludzie czystego serca zobaczą Boga (Obj. 21:27; Mt. 5:8)

Nieporozumienie dotyczące zbawienia

Gdziekolwiek się udaję, spotykam ludzi, którzy żyją w oparciu o fałszywe doświadczenia, opierają się na fałszywym fundamencie, myśląc, że są zbawieni, podczas gdy w rzeczywistości są zgubieni. Tysiące członków Kościoła, setki deklarujących się chrześcijan, nie potrafią wyjaśnić, dlaczego mają nadzieję na życie w niebie. Myślą, że są w porządku, gotowi na spotkanie z Bogiem, ale kiedy zada się im kilka prostych pytań, okazuje się, że są równie nieświadomi zbawienia, jak poganie z Afryki.

Diabeł zaślepił ich oczy, zatkał uszy i przyćmił ich zrozumienie, aby uniemożliwić im zrozumienie i nawrócenie. Ich dusze spowija całkowita ciemność nocy, a szatan dba o to, by tak pozostało. Wielu z nich to aktywni pracownicy kościołów, wierni słudzy rad, stowarzyszeń i komitetów.

Są to dobrzy, moralni i pobożni ludzie, ale niestety niezbawieni. Wiem, że są ludzie, którzy giną w swojej własnej prawości. To zobowiązuje mnie do wyjaśnienia drogi i służenia jako środek do przebudzenia i zbawienia wielu, aby nie skończyli niezbawieni w wieczności.

Pomyśl tylko: wierzący chrześcijanin, członek Kościoła, który odszedł z tego świata z pełną wiarą w niebo, zastaje bramy wieczności zamknięte, a drzwi zaryglowane. Jakież to gorzkie, straszne rozczarowanie! O, mój przyjacielu, pozwól mi uwolnić się od poczucia winy za twoją zagładę, za twoją krew, pozwól mi wskazać ci drogę i zapytać: czy jesteś zbawiony, czy nie, aby cię nie zwiedziono (Ezechiela 3:18-19).

Ludzka idea zbawienia

Myśl, że muszą coś zrobić, aby zostać zbawionymi, zakorzeniła się w sercach wielu. W dalekich Indiach są ludzie, którzy, nieświadomi Bożej łaski ani tego, że życie wieczne jest darem od Boga, dążą do osiągnięcia zbawienia poprzez własne czyny, wysiłki i zasługi. Jeden leży w palącym słońcu na łożu z ostrych gwoździ, inny huśta się w hamaku nad wolnym ogniem, trzeci wziął na siebie posłuszeństwo milczenia lub trzyma rękę w górze, aż sztywnieje. Wielu pokonuje pieszo lub czołga się setki mil, podciągając się na brzuchu co dwa metry. Tysiące kąpie się w wodach Gangesu, próbując w ten sposób zasłużyć na zbawienie. Wiele religii to religie uczynków. Czyńcie! Czyńcie! Czyńcie! Och, jak straszliwa jest niewola religii stworzonej przez człowieka! Jak człowiek sam wszystko komplikuje! A jednak Bóg niestrudzenie powtarza, że ​​życie jest darem, którego nie można zdobyć dobrymi uczynkami. Trzeba je przyjąć jako dar, inaczej nigdy nie osiągniecie życia wiecznego.

Służba i zasługi

W Biblii wyraźnie napisano: „pracujcie nad swoim zbawieniem” (Flp 2:12), a nie: „zapracujcie na swoje zbawienie”.

Nie mogłeś nawet zacząć tego robić, dopóki Bóg ci tego nie dał. Nie ma tu słowa: „Spraw swoje własne odkupienie”, którego Chrystus dokonał prawie dwa tysiące lat temu. Nikt poza Bogiem-człowiekiem nie mógł tego dokonać.

Kiedy młody człowiek rozpoczyna studia, idzie do sekretariatu, uiszcza wymaganą opłatę i rejestruje się. „Teraz” – mówi do niego dziekan – „młody człowieku, zacznij studia”. Widzisz, nie mógłby studiować bez wcześniejszego zapisania się na uniwersytet. Teraz, przez następne cztery lub pięć lat, będzie dopełniał tego, co zaczął. A ty, mój przyjacielu, musisz najpierw zapisać się na studia, zanim zaczniesz cokolwiek robić. Będziesz mógł urzeczywistnić to, co Bóg ci dał, gdy oddasz się Jemu.

Człowiek nic nie może zrobić

Człowiek nie może nic uczynić dla własnego zbawienia. Świat religijny opiera się na krwi, którą człowiek przelewa dla Boga – to osobista zasługa. W chrześcijaństwie krew płynie od Boga do człowieka i tylko dla człowieka, i to jest łaska. Fałszywi pasterze, wilki w owczej skórze, mówili naszym żołnierzom, że ginąc na polu bitwy, zasłużyli na życie wieczne, a człowiek, który odda życie za ojczyznę, pójdzie do nieba. Dzięki Bogu wiemy, że to nieprawda. Posłuchaj, człowieku! Krew wszystkich ludzi we wszystkich bitwach historii ludzkości nie wystarczy, aby zmyć jeden grzech, ale krew Boga-człowieka, przelana na krzyżu Golgoty prawie dwa tysiące lat temu, może raz na zawsze zmyć wszystkie grzechy popełnione przez całą ludzkość na przestrzeni wieków. Człowiek nie może nic uczynić, aby zasłużyć na życie wieczne. „DOKONAŁO SIĘ!” – powiedział Chrystus na krzyżu Golgoty (J 19,30). Cóż może człowiek dodać do doskonałego, ukończonego dzieła? Gdyby ludzka moralność i prawość wystarczały, Chrystus nie musiałby umierać. „A jeśli usprawiedliwienie dokonuje się przez Prawo, to Chrystus umarł na próżno” (Gal. 2:21). Śmierć Chrystusa byłaby najstraszliwszą zbrodnią w historii ludzkości, gdyby człowiek mógł się zbawić. Bóg wiedział, że człowiek jest całkowicie bezradny i potrzebuje Zbawiciela. Moralność nigdy nikogo nie zbawiła i ciebie też nie zbawi, mój przyjacielu.

Faryzeusz i celnik

„Dwóch ludzi weszło do świątyni, aby się modlić: jeden faryzeusz, a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak się w sobie modlił: «Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie – zdziercy, oszuści, cudzołożnicy – ​​albo jak ten celnik. Poszczę dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co posiadam». Celnik zaś, stojąc z daleka, nie śmiał nawet oczu podnieść ku niebu, lecz bił się w piersi, mówiąc: «Boże, bądź miłosierny dla mnie, grzesznika!»” (Łk 18,10-14). Dla faryzeusza wszystko było „mną”. „Poszczę, daję, nie jestem taki, ja czynię”. To była religijność i samouwielbienie w skrajnej postaci. A teraz, jeśli zapytasz ludzi, na czym opiera się ich nadzieja na zbawienie, tysiące odpowiedzą: „Chodzę do kościoła, płacę dziesięcinę, uczę w szkółce niedzielnej, zostałem ochrzczony, jestem aktywnym działaczem kościelnym” i tak dalej. Wszystko sprowadza się do „ja, ja, ja!”. I nie ma tu w ogóle Chrystusa ani niczego, co Chrystus uczynił, poza tym, co „ja” uczyniłem. Jakże odmienne jest wyznanie apostoła Pawła – największego z grzeszników – od modlitwy faryzeusza: „Nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Gal. 2,20).

Zajmijmy miejsce grzeszników, bo grzech jest naszą wieczną cechą, i chlubmy się Chrystusem i tym, co dla nas uczynił. Pamiętajmy, że wszystkie nasze sprawiedliwe uczynki to tylko brudna szmata (Izajasz 64,6) i że Chrystus zapłacił za nie wszystkie (1 Koryntian 6,20).

Żaden uczynek nie jest zbawieniem.

Możesz być najbardziej aktywnym członkiem Kościoła i nadal nie być zbawionym, ponieważ aktywność nie zbawia. Doktryny, dogmaty, modlitwy, samozaparcie, dziesięciny, łzy i pokuta, choć dobre na swoim miejscu, nie mogą cię zbawić. Żaden człowiek, ani kaznodzieja, ani kapłan, nie może cię zbawić. „...I nie ma w nikim innym zbawienia; albowiem nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni” (Dzieje Apostolskie 4:11-12). Chrystus i tylko Chrystus może zbawić.

Nie ma pracy, moralnej ani religijnej, która w jakikolwiek sposób mogłaby zasłużyć na zbawienie. Nawet najbardziej moralne życie, ze wszystkimi jego doskonałymi dobrymi uczynkami, nie przybliża nas ani o krok do Boga. Bez względu na to, jak piękna jest moralność, jak cenna jest prawość, miłosierdzie, miłość do ludzkości i ofiarna służba bliźnim, nie mogą one zapewnić nam zbawienia ani Bożej łaski. Zacznijmy właściwie, bo zbawienie „nie jest z uczynków, aby się nikt nie chlubił” (Ef 2,9).

Więc, mój przyjacielu, jeśli polegasz na tym, kim jesteś i co robisz, jesteś zgubiony. Nie ma samozbawienia.

Boży plan zbawienia

Ludzkie plany zbawienia zawsze opierają się na zasługach. Boży plan zbawienia opiera się na łasce. Bóg mówi: „Łaską jesteście zbawieni…” (Ef 2,8).

Łaska jest przeciwieństwem zasługi. Jedno wyklucza drugie. Jeśli zbawienie jest z łaski, nie może być z zasługi, a jeśli jest z zasługi, nie może być z łaski. Łaska to jedno z najpiękniejszych słów w Biblii. „Ewangelia łaski Bożej” to dobra nowina, którą mamy głosić. Jedna z najlepszych definicji Bożego zbawienia znajduje się w Liście do Rzymian 3:24, gdzie czytamy: „Usprawiedliwieni darmo, z łaski Jego, przez odkupienie w Chrystusie Jezusie…”. Weźmy na przykład wielkie słowo „odkupienie”. Oznacza ono odkupienie.

Cała ludzkość została zaprzedana szatanowi, grzechowi i śmierci. Adam ją sprzedał. Jezus Chrystus przyszedł i zapłacił okup, biorąc na siebie grzech i jego karę, i w ten sposób dokonał zadośćuczynienia. Wykupił nas z targu niewolników szatana. Zapłacił swoją Krwią. Pod natchnieniem Ducha Świętego apostoł Piotr pisze: „Nie czymś znikomym, srebrem lub złotem, zostaliście wykupieni z waszego marnego postępowania, odziedziczonego po przodkach przez tradycję, ale drogocenną krwią Chrystusa, jako baranka niepokalanego i nieskalanego…” (1 P 1,18-19). Teraz, gdy cena została w pełni zapłacona, Bóg może dać zbawienie za darmo. Nie ma w nas niczego dobrego, co mogłoby zasłużyć na Jego przychylność. Usprawiedliwia nas jedynie na podstawie odkupieńczej ofiary Chrystusa. Dlatego łaska jest „niezasłużoną przychylnością”. Zbawienie z łaski jest dane za darmo ludziom, którzy na nie nie zasługują. Wszystko to pochodzi od Boga, a człowiek nie może w żaden sposób na nie zasłużyć ani je osiągnąć. Nie można na nie zasłużyć ani je kupić. Prawo może zostać zaspokojone tylko na dwa sposoby: poprzez jego całkowite wypełnienie lub poprzez zapłatę za jego naruszenie. Karą za jego naruszenie była śmierć. „Zapłatą za grzech jest śmierć…” (Rz 6,23). „Dusza, która grzeszy, umrze” (Ez 18,4). Prawo zawsze pociąga za sobą karę; nie można go złamać bez poniesienia kary.

Ale Bogu podoba się zbawić grzesznika, nie naruszając sprawiedliwości. „…aby On sam był sprawiedliwy i usprawiedliwiający tego, który wierzy w Jezusa” (Rz 3,26). Bóg dał Chrystusa „jako ofiarę przebłagalną przez wiarę we krew Jego, aby okazać sprawiedliwość swoją w cierpliwości Bożej, odpuszczając grzechy popełnione przedtem” (3,25-26). „On (Jezus – przyp. autora) jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy, i nie tylko za nasze, lecz również za grzechy całego świata” (1 J 2,2). Przyjąwszy na siebie karę za grzech, którą była śmierć, dał Bogu możliwość działania z ludźmi z łaski.

Nieporozumienie co do Boga

Ten, kto próbuje ratować samego siebie, fałszywie przedstawia Boga.

Pewnego dnia, rozdając ulotki, namawialiśmy wszystkich przechodniów, żeby je wzięli. Co pomyśleliby ludzie, gdyby ktoś zaczął czołgać się przed nami na czworakach, błagając o ulotki? Pewnie powiedzieliby: „Spójrzcie na tych niegodziwców! Ktoś prosi ich o ulotki, a oni odwracają się i idą dalej”. Ale my z radością rozdawaliśmy ulotki; każdy mógł wyciągnąć rękę i wziąć jedną.

Bóg nie odwrócił się od ludzkości. Ludzie nie muszą Go błagać, prosić ani przekonywać, aby ich zbawił. W tym celu oddał swojego Syna. Zwrócił twarz ku upadłej ludzkości, kłaniając się jej z miłością i współczuciem, wołając: „Przyjdź, weź, zaufaj, przyjmij!”. Człowiek jednak błaga i prosi, podczas gdy powinien przyjmować i dziękować. Na próżno człowiek myśli, że Bóg nie chce udzielić zbawienia i że trzeba go błagać. Niewdzięczna osoba odmawia przyjęcia Bożej oferty życia wiecznego.

Bóg błaga człowieka o przyjęcie, ale człowiek odmawia, przez co Bóg wydaje się mniejszy niż jest. Czy ludzie naprawdę proszą o prezenty świąteczne, które im się oferuje? Nie, jeśli znają ofiarodawcę, nie będą chcieli obrazić jego szczerości i nie poproszą o to, co zostało im ofiarowane z własnej woli. Po prostu przyjmą to i powiedzą: „Dziękuję”.

Nie zrozummy Boga źle, przyjmijmy Jego Dar i podziękujmy Mu za naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa.

To takie proste: przyjmij Chrystusa przez wiarę, a Duch Święty dokona reszty. Zastępcza śmierć Chrystusa jest fundamentem naszego zbawienia. Wiara jest łącznikiem między grzesznikiem a Chrystusem. Wiara opiera się na Bożej opiece. „Złóż całą swoją ufność w Panu Jezusie, a będziesz zbawiony”. Czy jesteś gotowy to zrobić? Zrób to już dziś!

FAŁSZYWE I PRAWDZIWE FUNDAMENTY

Ludzie robią wiele, żeby dostać się do nieba. Gdziekolwiek spojrzysz, widzisz fałszywe fundamenty. Czego oczekujemy? Dlaczego oczekujemy, że Bóg wpuści nas do raju? Na jakiej podstawie tego oczekujemy? To najważniejsze pytania i potrzebujemy na nie odpowiedzi. Porozmawiajmy najpierw o fałszywych fundamentach, a potem o prawdziwych fundamentach naszego zbawienia.

FAŁSZYWE FUNDAMENTY

1. Religia chrześcijańska

Pierwszym fałszywym fundamentem, o którym chciałbym wspomnieć, jest religia chrześcijańska.

Czym jest religia? To coś, co człowiek robi. Kiedy mówimy o osobie religijnej, mamy na myśli, że jest ochrzczona, uczęszcza do kościoła, przyjmuje komunię, płaci dziesięcinę itd. Taka osoba jest nazywana „uczęszczającą do kościoła” i „osobą religijną”.

Tak zwana „religia chrześcijańska” bez Chrystusa nie zbawia, podobnie jak islam czy buddyzm.

Czy wiesz, że można się nawrócić, ale nie odrodzić? Szczerze wierzę, że tysiące nawróconych, ale nieodrodzonych ludzi nigdy nie zobaczy nieba. Odwrócili się od pewnych form grzechu, od sceptycyzmu i obojętności, do jakiegoś wyznania, ale nie do Boga. Zwrócili się do Kościoła i stali się szanowani, ale nieodrodzeni. Pamiętaj, że „jeśli się ktoś nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć królestwa Bożego” (J 3,3).

Znana indyjska działaczka chrześcijańska, Pundita Ramabai, opowiada niezwykłą historię. Po nawróceniu z hinduizmu i innych fałszywych form religii, przyjęła chrzest i dołączyła do kościoła. Przez osiem lat wiodła bardzo satysfakcjonujące życie, ale nie była chrześcijanką. Sama mówi, że nie doświadczyła powtórnego narodzenia i nie poznała Chrystusa jako swojego osobistego Zbawiciela. Przyjęła chrześcijaństwo, ale nie Chrystusa. Nadszedł czas w jej życiu, kiedy uznała się za zagubioną grzesznicę potrzebującą Zbawiciela, a wtedy nastąpiła w niej wielka przemiana. Poznała Chrystusa w chrześcijaństwie. Narodziła się na nowo z Ducha Świętego, a nie tylko nawróciła. Oto jej świadectwo:

„Myślałem, że wyznanie grzechów i chęć uwolnienia się od nich to wszystko, czego potrzeba, aby otrzymać przebaczenie. Uważałem sakrament chrztu za środek odrodzenia. Kiedy zostałem ochrzczony w imię Chrystusa, myślałem, że moje grzechy zostały prawdziwie zmyte. Te i inne idee religijne związane z hinduizmem były we mnie głęboko zakorzenione. W ciągu ośmiu lat po chrzcie zrozumiałem, że przyjąłem religię chrześcijańską, ale nie Chrystusa, który jest życiem (esencją) tej religii. Potrzebowałem Chrystusa, a nie tylko religii”.

Przyjacielu, jak się masz? Może i ty dopiero co się nawróciłeś, ale jeszcze się nie odrodziłeś? Czy znasz Chrystusa jako swojego osobistego Zbawiciela? Jeśli nie, chcę cię ostrzec, że nigdy nie ujrzysz nieba: „Musisz się na nowo narodzić”.

2. Kościół i członkostwo

Drugim fałszywym fundamentem jest przynależność do kościoła. Czy wiesz, że nie możesz dołączyć do kościoła? Pozwól, że ci to wyjaśnię. Załóżmy, że zdecydujesz się dołączyć do rodziny królewskiej. Czy to naprawdę sprawi, że krew króla Anglii popłynie w twoich żyłach? Oczywiście, że nie! Jest tylko jeden sposób, aby to osiągnąć: musisz urodzić się w rodzinie królewskiej. Dokładnie tak samo jest z kościołem. Nie mówię o kościołach katolickich ani protestanckich, nie, nie mam na myśli żadnego konkretnego wyznania, ale mówię o jedynym prawdziwym Kościele, Ciele naszego Pana Jezusa Chrystusa. Bóg przedstawia Kościół jako rodzinę, wielką rodzinę Bożą, i nikt nie może do niej dołączyć. Można do niej wejść tylko przez narodzenie się na nowo. Tak jak krew królewska nie może płynąć w naszych żyłach tylko dlatego, że dołączamy do rodziny królewskiej, tak życie Boże nie zacznie w nas pulsować tylko dlatego, że dołączamy do kościoła. Przyjacielu, czy narodziłeś się z Ducha Bożego? Czy jesteś członkiem prawdziwego Kościoła? Czy narodziłeś się na nowo? A może po prostu pozwoliłeś, żeby twoje nazwisko zostało dodane do listy członków jakiegoś lokalnego kościoła? Przynależność do kościoła nigdy nie zbawia. Nie ma na świecie kościoła, który mógłby zbawić. Tylko Chrystus może zbawić!

Dlatego „jeśli się ktoś nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć królestwa niebieskiego” (J 3,3). W niebie nie będzie prezbiterian, metodystów, braci plymuckich, anglikanów, ewangelików, luteran, uczniów Chrystusa, katolików ani grekokatolików. Wszelkie etykiety stworzone przez człowieka zostaną porzucone, a do nieba wejdą tylko ci, którzy obmyli się we Krwi Chrystusa i otrzymali życie wieczne. Pytanie nie będzie brzmiało, czy jesteś członkiem Kościoła, czy nie, ale: „Czy jesteś grzesznikiem zbawionym z łaski?”.

3. Asceza

Kolejnym fałszywym fundamentem jest ascetyzm. Czując ciężar grzechu, człowiek decyduje się spędzić życie na ciągłym wyrzeczeniu i zadowalaniu Boga uczynkami, próbując zbawić się przez ascetyzm. Teoria ascetyzmu głosi, że w tak kuszonym świecie nie da się zbawić samego siebie. Dlatego, odsunąwszy się od świata, asceta żyje w jaskini lub klasztorze i znosi wszelkiego rodzaju cierpienia fizyczne, aby zasłużyć na zbawienie. Wielu pielgrzymuje do miejsc świętych. Czynił to wujek Włas, bohater słynnego poematu Niekrasowa i dawny wielki grzesznik. Wielu innych w dawnej Rosji czyniło to samo. Dniem i nocą pokutowali, gorzko płakali i dręczyli się na wszelkie możliwe sposoby, wyrzekając się świata, poszcząc i modląc się nieustannie. Pomimo wszelkich wysiłków, pozostawali niezadowoleni, bali się śmierci i często pragnęli powrotu do świata. Uważali, że samozbawienie jest niemożliwe. Biblia jasno i jednoznacznie naucza, że ​​Chrystus umarł za nasze grzechy i zapewnił nam pełne i doskonałe zbawienie. Apostoł Paweł napisał do tych, którzy dążą do doskonałości w swoich czynach: „Jeśli więc umarliście razem z Chrystusem dla żywiołów świata, dlaczego, jak gdybyście żyli w świecie, poddajecie się zakazom: »Nie dotykaj«, »Nie kosztuj«, »Nie dotykaj«, »Nie dotykaj«, »Nie dotykaj«…

4. Chrzest

Kolejnym fałszywym fundamentem jest chrzest. Wierzę w chrzest całym sercem, ale nie uważam, że jest on konieczny do zbawienia. Jeśli podzielasz ten pogląd, zapominasz, co powiedział apostoł Paweł: „Chrystus nie posłał mnie, abym chrzcił, lecz abym głosił Ewangelię” (1 Kor 1,17).

Czy naprawdę myślisz, że apostoł Paweł pozostawiłby swoje dzieło niedokończone i odszedł, wiedząc, że chrzest jest konieczny do zbawienia? Co by było, gdyby nowo nawrócony umarł, zanim mógł zostać ochrzczony? Pamiętaj, że łotr na krzyżu nie został ochrzczony. Jeden wyjątek wystarczy. Czy ktokolwiek ośmieliłby się powiedzieć, że ani zwolennicy Chrystusa, ani kwakrzy, ani członkowie Armii Zbawienia nie pójdą do nieba? Nie chrzczą ani nie łamią chleba, ale strzeż się, bo jeśli chrzest zbawia, to wszyscy pójdą do piekła. Zapytany o katechizm, pytasz: „Ale kto ci nadał to imię?”. Odpowiedź brzmi: „Moi opiekunowie przy chrzcie, przez który stałem się członkiem Chrystusa i dzieckiem Bożym – dziedzicem królestwa niebieskiego”. To prawda, ale czy wiesz, że cytujesz słowa omylnych ludzi, a nie Słowo Boże? To wszystko jest całkowitym kłamstwem. Możesz zostać ochrzczony i przyjąć bierzmowanie, a mimo to pozostać dzieckiem diabła, ponieważ sakramenty i ceremonie nie mają nic wspólnego ze zbawieniem.

„Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony” (Mk 16,16). Liczy się wiara w Ewangelię. Bez wiary chrzest jest bez znaczenia. Zwróćcie uwagę, że Chrystus nie powiedział: „Kto nie przyjmie chrztu, będzie potępiony”, ale: „Kto nie uwierzy”. Wiara jest absolutnie niezbędna do zbawienia. Chrzest nigdy nie poprzedza wiary, a jeśli tak, staje się chrztem niewierzącego. „Jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha…” (J 3,5). Woda w tym przypadku, podobnie jak w innych, mówiących o narodzeniu duchowym, odnosi się do Słowa Bożego (Ef 5,26; 1 P 1,23). Jest jeden fragment w Słowie Bożym, który raz na zawsze odpowie na kontrowersyjną kwestię chrztu w kontekście zbawienia. Tak było w przypadku nawrócenia Korneliusza i całego jego domu (Dz 10,43-48; 11,14-17). Duch Święty zstąpił na nich, mówili językami, uwierzyli i otrzymali od Boga upamiętanie ku życiu i zbawieniu. O tym mówią wszystkie te wersety, ale dopiero po tym wszystkim przyjęli chrzest. Załóżmy, że nadal grzeszysz po przyjęciu chrztu – czy nadal jesteś zbawiony? Czy zbawienie nie uwalnia cię od grzechu i nie czyni nowym stworzeniem? „...Nadasz Mu imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów” (Mt 1,21). Nie W grzechach, ale OD grzechów, a jeśli nie jesteś zbawiony od grzechów, to w ogóle nie jesteś zbawiony. Czy chrzest może to uczynić?

Wreszcie, i jest to niezaprzeczalny fakt: ci, którzy czynią chrzest warunkiem zbawienia, zaprzeczają całemu nauczaniu Apostoła Pawła o łasce Bożej. Nowy Testament wielokrotnie powtarza, że ​​wiara jest jedynym warunkiem zbawienia. Tysiące ludzi doświadczyło odrodzenia po tym, jak zwrócono ich uwagę na takie wersety Pisma Świętego, jak: J 1,12; 3,14-18; 5,24; 6,47; Dz 10,43; 13,39; 16,31; Rz 1,16; 3,22-26; 4,5; Ga 2,16; Ef 2,8-9; Flp 3,9 – Kiedy Duch Boży daje świadectwo naszemu duchowi, że narodziliśmy się z Boga, zanim zostaliśmy jeszcze ochrzczeni, cóż możemy powiedzieć?

Zbawienie nie może być z uczynków, lecz z łaski, ale nie z obu. Apostoł Paweł napisał o tym szczególnie jasno w swoich listach do Rzymian i Galatów: zbawienie może być tylko z łaski, a „nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił”. A to, co człowiek czyni, czy to przestrzegając Prawa, przyjmując chrzest, bierzmowanie, uczestnicząc w Wieczerzy Pańskiej, czy cokolwiek innego – wszystko to są uczynki, a już powiedzieliśmy, że to nie uczynki zbawiają. Uczynki! Uczynki! Uczynki! Człowiek Chrystus dokonał już wszystkiego na krzyżu. Przestań działać i zacznij wierzyć.

5. Mediacja

Pośrednictwo jest również fałszywą podstawą zbawienia. Mam na myśli kult Matki Boskiej i świętych, w których pośrednictwo wierzy wielu ludzi.

Tę nadzieję można wyrazić mniej więcej tak: „Jestem wielkim grzesznikiem i dlatego nigdy nie będę w stanie się zbawić, ale mam orędowników w niebie, których zasługi i wstawiennictwo mogą otworzyć dla mnie bramy Królestwa Niebieskiego. Będą się za mnie modlić, a ich modlitwy wpłyną na Chrystusa”.

Dlatego wielu grzeszników, nie chcąc rozstać się ze swoimi grzechami, ma nadzieję, że ktoś inny wstawi się za nimi przed Bogiem. Ani Najświętsza Maryja Panna, ani święci nie mogą pomóc grzesznikowi. Zbawienie nie dokonało się za sprawą Najświętszej Maryi Panny ani świętych; dokonał go Chrystus, a zatem tylko przez Niego mamy dostęp do Boga, bo „nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, w którym moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4,12). „Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek, Chrystus Jezus” (1 Tm 2,5). Zauważ, JEDEN, a nie dwóch, i tym JEDNYM nie jest Najświętsza Maryja Panna ani żaden święty, ale sam Pan Jezus Chrystus.

Kiedy renomowany prawnik podejmuje się obrony Twojej sprawy, nie musisz szukać słabszych, mniej znanych adwokatów. Naszym niebiańskim Orędownikiem, naszym jedynym Pośrednikiem, jak wyraźnie podkreśla Pismo Święte, jest sam Pan Jezus Chrystus. Jego zasługi są wystarczające, a sam Bóg tak mówi, więc dlaczego mielibyśmy szukać kogoś innego?

Przyjacielu, nie musisz się bać zwrócić się do Chrystusa ze swoim grzechem. On przyjmuje wszystkich, jest Przyjacielem grzeszników. Ale jeśli uparcie będziesz szukał innych pośredników, nie chcąc rozstać się ze swoimi grzechami, nic ci nie pomoże, bo tylko Chrystus jest prawdziwym Pośrednikiem.

6. Spełnianie przykazań

Powszechnie znaną fałszywą podstawą zbawienia jest przestrzeganie przykazań. Może to TWOJA nadzieja? Załóżmy, że udało ci się przestrzegać wszystkich przykazań, ale to fałszywa nadzieja, ponieważ zbawienie opiera się nie na „rób” lub „nie rób”, ale na słowie Chrystusa: „Wykonało się!”. Liczą się Jego zasługi, a nie twoje.

Załóżmy, że człowiekowi zostało tylko kilka minut życia. „Co mam zrobić, żeby być zbawionym?” – woła. „Przestrzegaj przykazań!” – odpowiadasz. „Przestrzegaj przykazań?” – jest przerażony. „Nie mam nawet czasu, żeby zacząć, umieram!”

To prawda, i to jak bardzo prawdziwa, że ​​na łożu śmierci nie ma czasu nawet na to, żeby zacząć wypełniać przykazania.

Jeśli przestrzeganie Prawa jest jedyną nadzieją człowieka, jest on skazany na porażkę, ponieważ Chrystus wyraźnie powiedział: „Nikt z was nie postępuje według Prawa” (J 7,19). Jeśli myślisz, że tak, przeczytaj uważnie Ewangelię Mateusza 5,27-28 i 22,34-40, a następnie przeczytaj Dziesięć Przykazań. Ale nawet jeśli przestrzegałeś przykazań, nie daje ci to prawa do życia wiecznego. Jeśli nie biorę imienia Bożego nadaremno, nie zabijam, nie kradnę, nie cudzołożę i wypełniam wszystkie przykazania, w tym przestrzegam szabatu zgodnie z żydowskim zwyczajem, mogę zaniedbać ofiarę przebłagalną Chrystusa. Bóg nie obiecał nam życia wiecznego za nieczynienie tego czy tamtego. Nie, mój przyjacielu, przestrzeganie przykazań nigdy nie da ci życia wiecznego. Posłuchaj: „Gdyby bowiem dane było Prawo, które mogłoby dać życie, zaiste sprawiedliwość byłaby z Prawa” (Gal 3,21).

7. Modlitwy za zmarłych

Kolejnym fałszywym założeniem są modlitwy za zmarłych. „Jeśli nie zostanę zbawiony za życia, nie wszystko stracone; wciąż mam nadzieję na zbawienie po śmierci”. W to przekonanie wierzy dziś wielu wyznających chrześcijaństwo. Jak mają nadzieję na zbawienie po śmierci? „Kościół będzie modlił się za nasze dusze” – mówią.

Taki fundament jest pozbawiony zdrowego rozsądku i przeczy Bożej sprawiedliwości. Z taką nadzieją grzesznik grzeszy swobodnie, mając nadzieję, że po śmierci Kościół wstawi się za jego duszą. Kiedy bogacz w piekle szukał ulgi w cierpieniu, powiedziano mu, że między nim a Łazarzem jest wielka przepaść, której ani Łazarz, ani bogacz nie mogliby pokonać. Dlatego ucieczka z piekła jest niemożliwa (Łk 16,26). Żaden Kościół nie wstawi się za grzesznikiem w piekle.

Bóg przyjmuje każdego skruszonego grzesznika i usprawiedliwia go na podstawie szczerej wiary w przelaną Krew Jezusa Chrystusa, dając mu życie wieczne. Zamiast trwać w grzechu, mając nadzieję, że po śmierci ktoś będzie się modlił o twoje uwolnienie z czyśćca, musisz pokutować teraz i przyjąć Jezusa Chrystusa jako swojego osobistego Zbawiciela, póki jest to jeszcze możliwe: „Oto teraz czas łaski, oto teraz dzień zbawienia” (2 Kor 6,2).

8. Wysiłki

Być może pokładasz nadzieję w próbowaniu i robieniu wszystkiego, co w twojej mocy. Pozwól, że zapytam: „Czy udało ci się zrobić wszystko?”. Musisz przyznać, że czasami mogłeś zrobić to lepiej.

Jeśli twoje zbawienie opiera się na wysiłku, zginiesz, bo sam wiesz, że nie zawsze ci się udawało. I nikt nigdy nie osiągnął doskonałości we wszystkim. Dlatego twój fundament jest kruchy i zawodny.

PRAWDZIWY FUNDAMENT

Zakończywszy dyskusję na temat fałszywych fundamentów, porozmawiajmy teraz o tych prawdziwych.

Około cztery tysiące lat temu w Palestynie, w jeden z tych pamiętnych dni, można było zobaczyć dwóch zmęczonych wędrowców powoli wspinających się na zbocze góry Moria. Byli to ojciec i syn: Abraham i Izaak. „Oto ogień i drewno, ale gdzie jest baranek na ofiarę całopalną?” – zapytał syn. „Bóg upatrzy sobie baranka na ofiarę całopalną, mój synu” – odpowiedział ojciec, natchniony Duchem (Rdz 22,7-8). I Izaak został złożony na przygotowanym ołtarzu. „Wtedy Abraham wyciągnął rękę i wziął nóż, aby zabić swego syna. Lecz Anioł Pański zawołał do niego z nieba: Abrahamie! Abrahamie! ... Nie podnoś ręki na chłopca... Wtedy Abraham podniósł oczy i spojrzał, a oto za nim baran, uwikłany rogami w zaroślach. Abraham poszedł, wziął barana i złożył go w ofierze całopalnej zamiast swego syna”.

„Zamiast swego syna”. Wiele wieków później. Sam Bóg przygotował Baranka – swego umiłowanego Syna – i dał Go na śmierć w miejsce grzesznej, winnej ludzkości. Kiedy Chrystus wisiał na krzyżu, z nieba nie dobiegł głos: „Nie podnoś ręki na swego jednorodzonego Syna”, ponieważ nikt inny nie mógł zastąpić Chrystusa na krzyżu; Syn Boży umarł za ciebie i za mnie. Dlatego On jest fundamentem naszego zbawienia. Dzieło dokonane przez Jezusa Chrystusa jest prawdziwym fundamentem, a wszystko inne to grząski piasek. Dlatego zbawienie „nie jest z uczynków”. Chrystus dokonał wszystkiego na krzyżu Golgoty prawie dwadzieścia wieków temu.

1. Istota dzieła Chrystusa

Golgota ukazuje jedynie zastąpienie i tylko w ten sposób możemy prosto i jednoznacznie wyjaśnić, dlaczego Abraham złożył w ofierze baranka, o którym Pismo Święte mówi, że złożył go w zamian za swojego syna Izaaka (Hbr 11,17). To właśnie miał na myśli Duch Święty, gdy natchnął proroka Izajasza, by napisał: „Pan włożył na Niego winę nas wszystkich” (Iz 53,6). Bóg wziął moje i twoje grzechy i złożył je na Swoim Synu, Jezusie Chrystusie, który je poniósł i umarł na krzyżu zamiast nas.

W wielki Dzień Przebłagania arcykapłan przyprowadzał kozła i stawiał go na środku wielkiego zgromadzenia. Następnie wyznawał grzechy ludu nad nim i wyprowadzał go z wyznaczonym człowiekiem na pustynię (Kpł 16,21).

Tak jak kozioł ofiarny poniósł grzechy Izraelitów, tak Baranek Boży stał się nosicielem naszych grzechów i naszych win, dlatego napisano o Nim: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata” (J 1,29).

W tej straszliwej godzinie, gdy ciemność ogarnęła Golgotę i gdy Pan Jezus Chrystus zawołał donośnym głosem i wypowiedział niezapomniane, przejmujące duszę słowa: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” – to była godzina, w której moje i twoje grzechy zostały złożone na Chrystusa. Cierpienia Chrystusa były tak straszne, że sam Bóg odwrócił od Niego swoje oblicze, a Jezus musiał je znosić sam.

2. Wystarczalność dzieła Chrystusa

Gdy Chrystus zbliżał się do wypełnienia swojej misji, z krzyża Golgoty rozległ się okrzyk: „Wykonało się!” (J 19,30). O, jakże chwalebny i zwycięski był ten okrzyk! Dzieło odkupienia ludzkości zostało dopełnione i w pełni zrealizowane! Nie pozostało nic więcej do zrobienia. Zbawienie ludzkości było zapewnione.

Czy Ojciec Niebieski był całkowicie usatysfakcjonowany? O tak! Jezus spełnił wszystkie wymagania Prawa: „On tego, który nie znał grzechu, za nas grzechem uczynił, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą” (2 Koryntian 5:21). Czy człowiek będzie oddawał chwałę Bogu, próbując dodać coś więcej do skończonego dzieła Chrystusa? Może jedynie przyjąć to, co już zostało dokonane, i polegać na skończonym dziele Chrystusa.

3. Kochał tak bardzo, że dał

Co motywowało Chrystusa do złożenia takiej ofiary? „Bóg okazuje nam swoją miłość przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami” (Rz 5,8). Czy miłość była przyczyną odkupienia, czy odkupienie było przyczyną miłości? Miłość była przyczyną odkupienia! Bezgraniczna miłość i współczucie Boga dla człowieka były tak głębokie, że dał On swojego jednorodzonego Syna, który dobrowolnie zgodził się umrzeć za upadłą ludzkość. Cóż za cudowna miłość! Kto może pojąć jej głębię? Wielki, wszechmogący Bóg tak „umiłował nas, że dał!”. Bóg kocha grzesznika, ale nienawidzi grzechu. Niektórzy rodzice nauczają, że Bóg kocha nas, gdy jesteśmy dobrzy, i nienawidzi, gdy jesteśmy źli. Tak jak ziemski ojciec kocha swoje dziecko, nawet gdy ma ospę, tak Bóg kocha nas zawsze i nienawidzi tylko grzechu, który nas od Niego oddziela.

Nie prosiłeś Boga, żeby cię kochał. On sam cię kochał; wziął na siebie tę troskę. Och, moi bracia i siostry, pomyślcie o tym. Bóg cię kocha! Nieważne, co zrobiłeś lub czego nie zrobiłeś, On nadal cię kocha! Możesz być najbardziej znanym grzesznikiem na świecie, najbardziej bezczelną osobą – Bóg nadal cię kocha! Jak możesz odrzucać tak niezrównaną miłość?

4. Bezgraniczność miłości Chrystusa

Miłość Chrystusa rozciąga się na cały świat. „Tego, kto przychodzi do Mnie, nie wyrzucę precz” – mówi Chrystus (J 6,37). Słowo „wszyscy” powtarza się wielokrotnie w Ewangelii, podkreślając powszechność dzieła Chrystusa. Słowo „wszyscy” obejmuje również ciebie. Za każdym razem, gdy czytasz Ewangelię i napotykasz słowo „wszyscy”, wiedz, że obejmuje ono również twoje imię. Niech słowa Ewangelii staną się dla ciebie osobiste; masz do tego prawo. Od najgorszego do najlepszego, nikt nie zaszedł za daleko, nikt nie upadł za nisko, by nie być godnym miłości Pana Jezusa Chrystusa, który jest gotów zbawić najbardziej upadłych. Nie jesteś największym grzesznikiem, dlatego Bóg może cię zbawić. Co więcej, Bóg zbawia tylko grzeszników. „Chrystus Jezus przyszedł na świat, aby zbawić grzeszników…” (1 Tm 1,15). „Nie przyszedłem wezwać do nawrócenia sprawiedliwych, ale grzeszników” (Mk 2,17). Jeśli upierasz się, że jesteś wystarczająco dobry i mówisz, że nie potrzebujesz Chrystusa – jesteś tym biednym, zagubionym, zagubionym grzesznikiem, pozbawionym własnej prawości – jesteś właśnie tym, po którego przyszedł Chrystus.

O, mój przyjacielu, pozwól, że w tej właśnie chwili nakłonię cię, abyś zajął należne ci miejsce przed Bogiem – miejsce zagubionego, winnego grzesznika – i zwrócił się do Zbawiciela grzeszników. Polegaj na tym, co On dla ciebie uczynił, a nie na tym, co ty uczyniłeś dla Niego. Przyznaj, że nie masz niczym, by odwdzięczyć się Chrystusowi za taką miłość, że nie masz żadnej własnej zasługi; polegaj na Jego zasługach na krzyżu Golgoty. Postaw mocno stopy na Skale łaski – Jezusie Chrystusie, bo Jego sprawiedliwość, Jego dzieło, muszą być fundamentem twojego zbawienia. Pokazałem ci fałszywy i prawdziwy fundament. „Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię, że kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierz życie, abyś żył ty i twoje potomstwo…” (Pwt 30,19). Wybierz – to mówi Bóg. Trzeba podjąć decyzję, trzeba dokonać wyboru. Nikt nie może tego zrobić za ciebie, dlatego – wybierz Chrystusa. „Połóż całą swoją nadzieję w Panu Jezusie Chrystusie, a będziesz zbawiony”.

Czy chcesz przyjąć Jezusa Chrystusa jako swojego osobistego Zbawiciela? Zrób to teraz.

NAJCENNIEJSZY DAR

Załóżmy, że stoimy przed bramami miasta Nain, gdzie niesiona jest trumna z ciałem młodego syna wdowy. Nagle jakiś mężczyzna zatrzymuje pochód. „Pozwólcie mi podejść do zmarłego, bo mogę go przywrócić do życia” – mówi.

Żałobny kondukt zatrzymuje się, a niosący trumnę ze zdziwieniem słuchają nieznajomego. „Temu człowiekowi wystarczy edukacja” – mówi i podchodząc do trumny, zaczyna nauczać zmarłego filozofii i innych nauk. Zmarły jednak nie daje oznak życia i jest nieczuły. Edukacja na nic mu się nie przydała. Narodziny i życie poprzedzają edukację; człowiek musi żyć, aby się uczyć.

Ale potem do konduktu podchodzi inny mężczyzna i twierdzi, że zna sekret życia. „Wszystko, czego potrzebuje zmarły, to najlepsze otoczenie, sprzyjające warunki życia” – twierdzi. „Ale jak można pomóc zmarłemu w tak niehigienicznych warunkach?” Wskazuje na śmieci i ziemię na ziemi i zaczyna je zamiatać. Ozdabia trumnę pięknymi kwiatami, ale zmarły nadal nie wykazuje oznak powrotu do życia i pozostaje martwym ciałem.

Nagle pojawia się trzeci mężczyzna i, odsuwając na bok pierwszych dwóch, zapewnia zmarłego, że go wskrzesi. „Teraz, młodzieńcze” – mówi – „przekonaj się, że będziesz żył. Zbierz całą siłę woli, weź się w garść, jeśli chcesz, możesz nawet zacząć chodzić” – namawia zmarłego. „Dosyć tego, młodzieńcze, zdrowiej, zdrowiej. Spójrz na swoją biedną, owdowiałą matkę. Dla jej dobra wróć do życia”.

Zmarły się nie rusza. „Wskrzesiciel”, tracąc nadzieję na wskrzeszenie, mówi z rozpaczą: „Podpisz tę obietnicę”. Wręcza zmarłemu małą kartkę z napisem: „Obiecuję nigdy więcej nie umrzeć”. Ale zmarły jest martwy, martwy, martwy! Reformacja mu nie pomogła.

Zapada cisza i przez kilka minut nikt nie podchodzi do trumny.

W końcu znany rabin, podchodząc do zmarłego, mówi: „Przyjaciele, czyż nie wiecie, że ten człowiek potrzebuje religii? Dzięki znajomości Pięcioksięgu i Talmudu powróci do życia”. Z tymi słowami rabin siada na skraju trumny i zaczyna objaśniać wszystkie 613 nakazów prawa, których wypełnienie z pewnością przywróci zmarłemu życie. „Ale jak zmarły może to wszystko wypełnić, skoro nawet nie słyszy?” – pyta jeden z obecnych. „Prawda, synu, jakoś w ogóle o tym nie pomyślałem”. I rabin odszedł zasmucony. Religia również nie pomogła zmarłemu.

Nagle Ktoś wyłania się z tłumu. Pewnym krokiem zbliża się do grobu. Wszyscy milkną. Czyż On również nie mógł wskrzesić umarłych? Czyż posiadł tajemnicę życia i śmierci? Zaczyna mówić, a Jego głos jest spokojny, ale autorytatywny: „Młodzieńcze, tobie mówię, wstań” (Łk 7,14). „Kto to jest?” – pyta z zapałem tłum. „Ja mówię!”. Jakaż moc kryje się za tym „ja”! Kim jest ten Człowiek? W odpowiedzi na ich pełne zakłopotania pytania, powieki zmarłego zaczynają się poruszać, na jego policzki pojawia się rumieniec. Serce młodzieńca zaczyna bić i wstaje. Co się stało? Jezus przywrócił mu życie! Syn Boży wiedział o tym i dał młodzieńcowi to, czego najbardziej potrzebował.

Żywe trupy

Nikt nie wejdzie do nieba, jeśli najpierw nie otrzyma prawa do życia wiecznego na ziemi. Tylko ci, którzy posiadają życie Boże, mogą tam żyć. Ci, którzy posiadają TO życie, wejdą do nieba, a ci, którzy go nie posiadają, nie wejdą.

Chrystus przyszedł na ziemię, „aby mieli życie i mieli je w obfitości” (J 10,10). Dlaczego życie wieczne jest konieczne? Ponieważ ludzie są umarli w grzechach i przewinieniach (Ef 2,1.5). Człowiek jest trójjedyny, składa się z ducha, duszy i ciała.

Kiedy Adam upadł, nie umarł fizycznie, chociaż Bóg oświadczył: „W dniu, w którym zjesz z niego, z pewnością umrzesz” (Rdz 2,17). Co umarło? Ciało Adama? Oczywiście, że nie! Przynajmniej nie tego dnia; pozostał on żywy fizycznie, tak jak wcześniej. Jego dusza, umysł i emocje z pewnością nie umarły. Adam mógł rozumować, planować i czuć. Zatem jego duch umarł, ponieważ do tego dnia jego więź z Bogiem nie ustała, ale po grzechu jego więź z Bogiem została zerwana. W konsekwencji duch Adama musi zostać przywrócony do życia.

Człowiek może sprawiać wrażenie żywego tylko dzięki temu, że jego ciało i dusza są aktywne.

Bóg dzieli ludzi na dwie kategorie: żywych i umarłych.

Patrzymy na mężczyznę idącego ulicą i mówimy: „Ten człowiek z pewnością żyje”. Co mamy na myśli? Nic innego, jak tylko to, że jego ciało żyje. Posiada życie fizyczne. Jego umysł jest aktywny, a zmysły reagują. Bóg jednak patrzy na niego i ocenia go zupełnie inaczej: „On umarł”. Widzicie, mówimy o życiu doczesnym, ale Bóg mówi o życiu wiecznym. Uczestniczymy w pogrzebie wierzącego i patrzymy na jego szczątki, i o ile nam wiadomo, ten człowiek jest martwy (mamy na myśli oczywiście jego ciało). Bóg jednak mówi: „On żyje, ponieważ został kiedyś ożywiony w duchu i otrzymał życie wieczne, narodził się na nowo, a zatem, chociaż jego dusza i ciało są martwe, on żyje!”.

Odrodzenie decyduje o losie człowieka

„Kto wierzy w Syna, ma życie wieczne; kto zaś nie wierzy Synowi, nie ujrzy życia, lecz gniew Boży ciąży na nim” (J 3,36). Z jednej strony jest życie, z drugiej śmierć i „gniew Boży”.

„Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto słucha słowa mego i wierzy w Tego, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie idzie na sąd, lecz przeszedł ze śmierci do życia” (J 5,24).

„Ja daję im życie wieczne i nie zginą na wieki, i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki” (J 10,28). Odrzucenie daru życia prowadzi do zagłady. Musisz dokonać wyboru. Wieczny los człowieka leży w jego rękach.

Czy masz życie wieczne, mój przyjacielu? Odpowiedź na to pytanie zadecyduje o twoim wiecznym szczęściu lub wiecznym smutku.

Narodziny i śmierć

Bez narodzin nie ma życia. Tak jak życie naturalne, czyli fizyczne, zaczyna się od narodzin, tak samo zaczyna się życie duchowe. „Musicie się na nowo narodzić” (J 3,7).

Chrystus musi wejść do twojego serca, a w chwili, gdy to zrobi, życie wieczne będzie twoje. O mój przyjacielu, chrześcijaństwo jest martwą, zimną, formalną wiarą. Tylko życie Boga w ludzkim sercu czyni chrześcijaństwo wyjątkowym. Nasi rodzice dali nam fizyczne narodziny, ale to nie wystarczy, bo kto się raz narodzi, umrze dwa razy, a kto się dwa razy narodzi, umrze raz. Nasze duchowe narodziny czynią Boga naszym Ojcem. „Wy jesteście z diabła, waszym ojcem…” (J 8,44), powiedział Jezus. Bóg jest twoim Stwórcą, ale nie twoim Ojcem. Nie ma uniwersalnego ojcostwa Boga, tak jak nie ma uniwersalnego braterstwa ludzi. Nie jesteś moim bratem, dopóki nie staniesz się członkiem mojej rodziny, rodziny Boga, i dopiero wtedy Bóg stanie się twoim Ojcem.

Radykalna zmiana

Podczas drugiego narodzenia w człowieku dokonuje się radykalna przemiana. „Jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe” (2 Kor 5,17). Bez tej przemiany nie ma życia. Kiedy Chrystus mieszka w sercu człowieka, wszystko staje się nowe; bez Niego następuje jedynie fałszywe nawrócenie. Po otrzymaniu odrodzenia, znienawidzisz wszystkie grzeszne rzeczy, które kiedyś kochałeś, i pokochasz święte rzeczy, których kiedyś nienawidziłeś.

Od śmierci do życia

Narodzić się na nowo oznacza przejść ze śmierci do życia. Kiedy nadchodzi śmierć, przechodzisz z jednego stanu do drugiego. Świat pozostaje taki sam. Podczas nawrócenia w człowieku zachodzi wielka zmiana. Wszyscy ludzie rodzą się naturalnie na tym świecie, ale sfera duchowa jest radykalnie różna od fizycznej. Wszelkie wysiłki, by się doskonalić, są daremne. Życie duchowe musi wniknąć do serca z zewnątrz, spoza tego, co naturalne, i przemienić cię z życia fizycznego w duchowe. Wchodzisz do Królestwa Bożego, wciąż żyjąc w ciele. W chwili śmierci przechodzisz jedynie do innej części tego Królestwa. Wszyscy ludzie żyjący w tej chwili znajdują się w tym czy innym świecie: w świecie Światła lub w świecie ciemności, w świecie Boga lub w świecie Szatana. W którym świecie jesteś ty?

Często myślę o żołędziu i diamencie. Żołądź jest bezbarwny i nieatrakcyjny, podczas gdy diament lśni pięknem. Wielu członków Kościoła, podobnie jak żołądź, jest nudnych i nieatrakcyjnych w swoim chrześcijańskim życiu, podczas gdy ludzie tego świata szczycą się swoją moralnością i wywyższają się ponad chrześcijan, uważając się za lepszych od nich. Przypominają diamenty, ale zasadźmy żołądź i diament w ziemi i wróćmy za siedemdziesiąt pięć lat. Co zobaczymy? W miejscu żołędzia rośnie potężny, luksusowy, smukły dąb, gotowy znieść burze i nawałnice. W miejscu diamentu — nic innego jak diament. Skąd taka różnica? Ponieważ żołądź miał życie, a diament nie.

Dokładnie tak samo jest z odrodzonymi i nieodrodzonymi. Jedni mają życie wieczne, drudzy nie. Osoba duchowa ma w sobie życie Boże i będzie ono w niej trwać przez całą wieczność, podczas gdy osoba moralna, choć na zewnątrz przyjemna, jest wewnętrznie martwa. Brakuje im tego, co najważniejsze – życia wiecznego.

Zatem moralność jest niewystarczająca, ponieważ brakuje jej życia. Nikodem był człowiekiem moralnym i religijnym, ale Jezus powiedział mu: „Musisz się na nowo narodzić”.

Przed nami dwa bukiety kwiatów, piękne z daleka. Lecz po bliższym przyjrzeniu się, ujawnia się kolosalna różnica. Jeden emanuje przyjemnym zapachem, a drugi nie emanuje niczym. Bukiet był sztuczny, podrobiony, imitacją prawdziwych kwiatów. Jeden bukiet jest żywy, drugi martwy. Jeden ma życie, drugi jest martwy. I tak jest z tobą, ani imitacja, ani spowiedź, ani zewnętrzny wygląd nie wystarczą. Bycie chrześcijaninem nie oznacza bycia chrześcijaninem. Spowiedź to jedno, a posiadanie życia wiecznego to zupełnie co innego. Sztuczne zbawienie to nie zbawienie. Wymalowany hipokryta, bez względu na to, jak autentyczny może się wydawać, nigdy nie ujdzie za prawdziwego chrześcijanina. Aby posiąść boską naturę, trzeba otrzymać życie od Boga. Chrześcijaństwo to nie tylko system etyczny czy kodeks moralny, ale wszczepienie nowego, boskiego życia w ludzkie serce poprzez działanie Ducha Świętego. Wypełnianie nakazów Kazania na Górze, wraz ze wszystkimi innymi naukami moralnymi Biblii, nie stworzy życia. „Kto ma Syna, ma życie; kto nie ma Syna, nie ma życia” (1 Jana 5:12).

Nowy człowiek

Nowe narodzenie rodzi nowy rodzaj ludzi. „To, co się z ciała narodziło, jest ciałem” (J 3,6). Nie można krzyżować różnych gatunków. Ludzie próbowali to zrobić, ale im się nie udało. Stworzyli odmiany, ale nie nowe gatunki, ponieważ jest to jedno z nienaruszalnych praw Boga. Zwierzę zawsze jest zwierzęciem. Ryba nigdy nie może stać się ptakiem. Ale to, co „narodziło się z Ducha, jest duchem”. To nowy gatunek i dopiero po narodzeniu się z Ducha Bożego możemy otrzymać nową naturę. Dlaczego postępujesz w określony sposób? Dlaczego grzeszysz? – Ponieważ jesteś tym, kim jesteś. Robisz to, co robisz, ponieważ jesteś tym, kim jesteś. Jeśli jesteś w Adamie, robisz to, co on. Jeśli jesteś w Chrystusie, będziesz robić to, co Chrystus. Moje nazwisko brzmi Smith, ponieważ urodziłem się w rodzinie o tym nazwisku i wyglądem i sposobem chodzenia przypominam mojego ojca. Nie dlatego, że próbuję go naśladować, ale po prostu dlatego, że ja również jestem Smithem i urodziłem się w tej rodzinie. Dlaczego psy szczekają, koguty pieją, a koty miauczą? Nigdy ich tego nie nauczono, nikt im nie dawał lekcji. Robią to naturalnie i prawdopodobnie nigdy nie słyszałeś miauczenia psa lub szczekania kota. Dlaczego? - Pies szczeka, ponieważ urodził się w rodzinie psów, kogut pieje z tego samego powodu, a koty miauczą, ponieważ są kotami. Należą do sławnych rodzin i zachowują się odpowiednio. Czy kiedykolwiek widziałeś, jak konie i krowy wstają? Jeśli byłeś na farmie, wiesz, że krowa zawsze najpierw staje na tylnych nogach. Ale nigdy nie zobaczysz konia wstającego najpierw na tylnych nogach. Konie wstają na przednich nogach. Skąd ta różnica? - Po prostu działają w swojej naturze.

Grzeszenie leży w naszej naturze i nie przestaniemy grzeszyć, dopóki nasza natura się nie zmieni. Nasza natura zawsze będzie się objawiać; nie może być inaczej. Nowe narodzenie oznacza nową naturę i nie możemy postępować inaczej, dopóki nie narodzimy się na nowo i nie otrzymamy nowej natury. Dlatego nowe narodzenie jest absolutnie konieczne. Czy wiesz, że w niebie może istnieć tylko życie boskie? Naturalne, fizyczne życie tam nie wejdzie. Życie dane rybie daje jej zdolność do życia w wodzie. Życie ptaka jest przystosowane do lotu w powietrzu. Życie od Boga jest jedynym życiem nadającym się do nieba. Dlatego Jezus nie powiedział niczego niemożliwego, kiedy powiedział: „Musicie się narodzić na nowo”. Po prostu ogłosił fakt, że aby człowiek mógł żyć w niebie, musi mieć niebiańską naturę.

Zbawienie jest możliwe już dziś

Przyjęcie nowej natury dokonuje się teraz. „Kto wierzy w Syna, MA życie wieczne” (J 3,36). „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto słucha słowa mojego i wierzy w Tego, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie idzie na sąd, lecz przeszedł ze śmierci do życia” (J 5,24). „Kto ma Syna, ma życie” (1 J 5,12). Dziękuj Bogu, że możesz być zbawiony już teraz.

Chwilowe doświadczenie

Nowe narodzenie następuje natychmiast. Jeśli przeanalizujesz wszystkie przypadki nawrócenia grzeszników, zauważysz, że w większości przypadków następowało ono natychmiast. W dniu Pięćdziesiątnicy trzy tysiące osób nawróciło się do Chrystusa. Apostoł Paweł na drodze do Damaszku, strażnik więzienny w Filippi — wszyscy nawrócili się natychmiast. Jak mogłoby być inaczej? Wyobraź sobie, że ofiarowuję ci dar. Nie miałeś go wcześniej, ale gdy tylko dar przeszedł z mojej ręki w twoją, natychmiast stałeś się jego posiadaczem. Życie wieczne jest również darem. Nie masz go przez pewien czas, ale kiedy pokutujesz przed Bogiem, otrzymujesz je. Musi nadejść moment, w którym je przyjmiesz, inaczej nie może być inaczej. Nie ma stopniowego nawrócenia. Życie zawsze otrzymuje się natychmiast.

Ten, kto zwraca się do Boga, wie, że jest zbawiony.

Nawrócony WIE, co się z nim stało. Wie, że został przebaczony i otrzymał życie wieczne. „To napisałem wam, którzy wierzycie w imię Syna Bożego, abyście wiedzieli, że macie życie wieczne” (1 J 5,13). Nie mieli nadziei ani zgadywania, ale WIEDZIELI.

Wiele lat temu, gdy byłem misjonarzem wśród Indian, pracownica znanego kościoła usłyszała, jak mówię, że jestem zbawiony. Uznała moje stwierdzenie za bezczelne.

„Nie wiesz, że jesteś zbawiona?” – zapytałem. „Oczywiście, że nie” – padła odpowiedź – „i nie da się tego wiedzieć przed Dniem Sądu”. Spojrzałem na nią ze zdziwieniem.

„A ty przyjechałeś tu, żeby pracować jako misjonarz wśród Indian? Przekonasz ich, że muszą zostać chrześcijanami, a sam nie wiesz, czy jesteś chrześcijaninem? Załóżmy, że zapytam cię: „Czy jesteś żonaty? Masz dzieci? Czy jadłeś dziś obiad?”, a twoja odpowiedź nie będzie ogólnikowa: „Myślę, myślę, mam nadzieję”. Odpowiesz: „Tak” lub „Nie”. Dlaczego więc jesteś tak niezdecydowany i niepewny w kwestii zbawienia swojej duszy?

Zbawienie jest niezmienne.

Nadejdzie dzień, kiedy dowiesz się, że Oswald Smith nie żyje. Nie wierz w to. W tym momencie będę bardziej żywy niż kiedykolwiek.

Mam życie wieczne. Człowiek, który ma życie wieczne, nie umrze, mówi Pan. „To jest chleb, który zstąpił z nieba: jeśli kto go spożywa, nie umrze. Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba: jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki” (J 6,50-51). „Kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki” (J 11,26), mówi Pan Chrystus. Biblia mówi o życiu wiecznym, o życiu wiecznym. Jezus „zniszczył śmierć” (2 Tm 1,10).

Ludzie mogą zniszczyć moje ciało, ale nie mogą mnie zabić. Mogą zniszczyć dom, w którym mieszkam, ale ja jestem nieśmiertelny. Odetnij mi nogi, a będę żył, a nawet jeśli odetniesz mi głowę, uszkodzisz tylko moje ciało, mój dom, ale mnie nie tkniesz. Uwolniłeś mnie z mojego „więzienia” i mogę teraz żyć w nowym świecie, życiu pełnym wolności i radości, jakiego nigdy wcześniej nie znałem. Otworzyłeś moją klatkę i uwolniłeś mnie, i nie muszę już nosić zmęczonego, słabego, chorego ciała. Jestem wolny!

Moim wsparciem jest Słowo Boże

„A to jest świadectwo, że Bóg dał nam życie wieczne, a to życie jest w Jego Synu. Kto ma Syna, ma życie; kto nie ma Syna Bożego, nie ma życia” (1 Jana 5:11-12).

„Bóg dał” Zbawienie jest darem. Nie możesz na nie zasłużyć ani na nie zapracować. Co więcej, nie możesz go otrzymać, dopóki nie przyjmiesz go jako daru. „Darem łaski Bożej jest życie wieczne w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rz 6,23).

Musisz przyjść jak żebrak i przyjąć ten dar tak, jak przyjąłbyś prezent gwiazdkowy.

Czy syn marnotrawny mógł odwdzięczyć się ojcu za dobroć? Czy zapłacił za buty, ubrania, pierścień i tuczone cielę? – Oczywiście, że nie!

W ten sposób życie wieczne jest nam dane. „Bóg dał nam życie wieczne”. Załóżmy, że ta kartka papieru symbolizuje życie wieczne. Posłuchaj: „Bóg dał nam życie wieczne, a to życie jest w Jego Synu”. Biorę tę kartkę papieru i wkładam ją do książki, i tak jak kartka papieru jest w książce, tak życie wieczne jest w Chrystusie Jezusie. Nie w kościele, nie w moralności, nie w religii, ale w Chrystusie Jezusie. Dopóki nie przyjdziesz do Chrystusa, nie otrzymasz go. Nie znajdziesz go nigdzie indziej ani w niczym innym.

Rozważ następujące stwierdzenie: „Kto ma Syna, ma życie”. Jeśli ta książka jest moja, to kartka papieru w środku jest moja. Jeśli potrzebuję tej kartki, muszę ją wyjąć z książki, ponieważ ona tam jest. Bóg umieścił życie wieczne w Swoim Synu i teraz mówi: „Kto ma Syna, ma życie”. Dlatego nie musisz się martwić o życie wieczne. Wystarczy, że zadajesz sobie jedno pytanie: „Czy Jezus Chrystus, Syn Boży, jest moim Zbawicielem?”. Jeśli mam Syna, mam życie wieczne.

I wreszcie ostatnie stwierdzenie: „Kto nie ma Syna Bożego, nie ma życia”.

Nie ma życia poza Chrystusem. Jeśli nie mam Chrystusa, nie mam życia; bez życia ginę. Dlaczego miałbyś ginąć? Jezus Chrystus odpowiada: „Lecz nie chcecie przyjść do Mnie, aby mieć życie” (J 5,40). Nie „nie możecie”, ale nie chcecie. Dlatego, jeśli pragniesz życia wiecznego, musisz przyjść do Jezusa. Musisz przyjąć Go jako swojego osobistego Zbawiciela. Czy chcesz to zrobić? Zrób to teraz!

CZAS ŻNIW PRZEMINIE

Wiele lat temu, gdy byłem jeszcze nastolatkiem, krótko po moim nawróceniu do Pana, uczęszczałem na zajęcia biblijne w kościele prezbiteriańskim w Toronto. Podczas zajęć usłyszałem ożywioną dyskusję wśród młodych ludzi, którzy z pasją opowiadali o nowym pastorze w kościele prezbiteriańskim przy King Street, który przyciągał tłumy swoimi kazaniami i działalnością ewangelizacyjną. Dowiedziałem się, że nazywa się Morrow. Natychmiast skupiłem całą uwagę na tym, co było mówione, i od razu postanowiłem pójść na spotkanie tego pastora. W niedzielny wieczór siedziałem w kościele św. Marka. Panowało silne podniecenie i pilna potrzeba. Czułem to w samej atmosferze, obserwując, jak szybko sala wypełnia się po brzegi. Pastor Morrow wystąpił naprzód i otworzył spotkanie. Miał uśmiech na twarzy, a kiedy na niego spojrzałem, uświadomiłem sobie, że widzę przed sobą przywódcę, który jest zdolny do czynienia wielkich rzeczy dla Boga. Śpiewano pieśni gospel. Sam pastor prowadził śpiew. Całe nabożeństwo było pełne życia, radości i bardzo angażujące. Moje młode serce odpowiedziało natychmiast, zwłaszcza na kazanie. Pastor Morrow mówił o wersecie z proroka Jeremiasza: „Żniwo minęło, lato się skończyło, a my nie jesteśmy zbawieni” (Jr 8,20). Błagającym tonem apelował do słuchaczy o przyjęcie Chrystusa. Nigdy nie zapomnę tej prośby, mimo że minęło wiele lat, wciąż rozbrzmiewa w moim sercu. Mój wzrok przez cały czas był skupiony na pastorze. Jego głos był łagodny, błagalny, a całe zgromadzenie siedziało w milczeniu, uważnie chłonąc każde słowo. Raz po raz powtarzał słowa z tekstu: „Żniwo minęło, lato się skończyło, a my nie jesteśmy zbawieni”. Nigdy nie zapomnę tej atmosfery. Mówił z całkowitą powagą i pewnością siebie w każdym słowie. Mówił jak umierający człowiek przemawia do umierających, jakby obnażał dusze swoich słuchaczy i błagał, nakłaniał, błagał ich. Pastor Morrow nie miał pojęcia, że ​​słuchający to osiemnastolatek, który będzie kontynuował jego dzieło. Jego słowa poruszyły moją duszę jak nikt inny. Zakochałam się w nim od razu. To on potrafił mnie poprowadzić drogą, którą pragnęłam, a jego kazania były głęboko inspirujące.

Minęło wiele lat od tamtej pory, ale słowa tego wersetu wciąż dźwięczą mi w uszach; wciąż słyszę błagalny ton pastora, który dawno już udał się tam, dokąd pragnął pójść i gdzie wzywał innych: „Żniwo minęło, lato się skończyło, a my nie jesteśmy zbawieni”.

Jest pieśń, którą słyszałem w młodości, lecz nie ma jej już w śpiewnikach:

Kiedy żniwa się skończą,

Kiedy lato minie,

Wtedy Jezus nie zadzwoni.

Ten hymn przyprowadził wielu do Chrystusa, ponieważ zarówno przypominał, jak i ostrzegał. Mówił o żniwach i dniu, który nadejdzie, gdy żniwa się skończą, a lato dobiegnie końca. Przypominał i przekonywał, że wieczność jest bliska, a zwłoka zbyt niebezpieczna.

Chciałbym omówić cztery kwestie dotyczące żniw, z których każda jest niezwykle ważna. Pozwólcie, że omówię je po kolei.

1. Zawsze jest czas żniw

Jako chłopiec trafiłem do Embro, gdzie widziałem pociągi załadowane kombajnami zmierzającymi do zachodnich prowincji Kanady. Działo się tak co roku między 1891 a 1929 rokiem i wywarło to na mnie ogromne wrażenie. Codziennie na naszej stacji zatrzymywały się specjalne pociągi, do których wsiadały grupy mężczyzn. Powiedziano mi, że jadą do Manitoby, Saskatchewan i Alberty, gdzie obfite plony pszenicy były gotowe do żniw i że jeśli się spóźnią, ziarno się zepsuje. Dlaczego tak się spieszyli? Dlaczego nie mogli wyjechać o innej porze? Dlaczego zawsze wyjeżdżali o tej samej porze roku? Po prostu dlatego, że jeśli nie pospieszyliby się ze zbiorem na czas, przepadłby on bezpowrotnie. Dlatego nie było czasu do stracenia; żniwa musiały zostać zebrane teraz albo nigdy!

Przyjaciele, dotyczy to również wielkiego duchowego żniwa. Ono również musi zostać zebrane we właściwym czasie. Są chwile, gdy Duch Święty, działając w danym miejscu, przekonuje ludzi o grzechu. Ewangelia jest głoszona, a dusze dostępują zbawienia. Są chwile szczególnych odwiedzin i duchowych rozmów, a przegapienie takiej okazji jest niebezpieczne, ponieważ ludzie ignorujący Słowo Boże ryzykują wieczną zagładę.

Takie chwile zdarzały się na przestrzeni wieków. Za czasów Noego Bóg nawiedził ludzi. Pamiętacie, że Noe głosił przez sto dwadzieścia lat, ostrzegając przed wielkim potopem i błagając o ocalenie przed nadchodzącym gniewem Bożym.

Ludzie ignorowali jego ostrzeżenia, aż zobaczyli deszcz, jakiego nigdy wcześniej nie widzieli i nie mogli sobie wyobrazić takiego wyroku. Śmiali się i drwili z Noego, ale on kontynuował nauczanie i budowę, podczas gdy tłum, w tym pomagający mu cieśle, ignorował jego ostrzeżenia i drwił z jego słów.

Ludzie żyli w grzechu; odwrócili się od Boga. Niemoralność, korupcja, przestępczość i okrucieństwo charakteryzowały ówczesną cywilizację. Wszystko to zawsze było odrażające dla Boga, a jednak pomimo tego wszystkiego dał On ludziom możliwość pokuty. Sąd przepowiedziany przez Noego nadszedł niespodziewanie i zaskoczył ich. Padał deszcz, a wody podnosiły się coraz wyżej. Nawet szczyty gór były zakryte, a Noe i jego rodzina byli bezpieczni w arce, której drzwi zostały szczelnie zamknięte przez Boga. Reszta ludzi znajdowała się na zewnątrz arki i utonęła w wodach potopu.

Nastał kolejny dzień nawiedzenia Judy i Izraela, do których przybywali prorocy za prorokami. Lud został ostrzeżony, miał wystarczająco dużo okazji do pokuty, więc sąd nie był zaskoczeniem. Były pokolenia, do których Bóg posyłał swoje sługi z ostrzeżeniami przed nadchodzącą niewolą, ale oni ignorowali słowa Boga i nadal pogrążali się w grzechu buntu przeciwko Bogu, lekceważąc ostrzeżenia proroków. W końcu nadszedł dzień rozliczenia. Samaria została zdobyta, następnie Jerozolima, a lud został uprowadzony do niewoli. Głód dziesiątkował miasta, ojcowie zjadali własne dzieci, krew lała się strumieniami – sąd Boży był straszliwy. Czas żniw minął.

Kiedy Jezus przebywał na ziemi, również ostrzegał przed sądem, ale ludzie byli głusi na Jego słowa. „Jerozolimo, Jerozolimo, która zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie zostali posłani, ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak kokosz zbiera pisklęta pod skrzydła, a nie chcieliście! Oto wasz dom zostanie wam pusty!” (Mt 23,37-38). W roku 70 n.e. to proroctwo się spełniło. Nadszedł straszliwy sąd. Ileż cierpienia przyniósł sercom. Krew ponownie płynęła ulicami miasta. Tysiące krzyży wzniesiono wzdłuż dróg, aż – jak opowiada Józef Flawiusz – utworzyły las, a na każdym krzyżu wisiała umierająca osoba. Miasto ogarnął kanibalizm, a następnie rozpoczął się masowy exodus, który trwa do dziś – wszystko dlatego, że ludzie nie chcieli słuchać Boga i porzucić swoich grzechów. Po raz kolejny żniwo się skończyło, lato dobiegło końca, a oni nie zostali zbawieni. Cóż za straszna katastrofa!

I mieliśmy swój dzień nawiedzenia. Nigdy w historii naszego kraju, a nawet świata, nie było tak rozległej ewangelizacji jak w naszych czasach. Pomyślmy o ewangelistach z ubiegłego wieku lub nieco wcześniej. Anglia stała na krawędzi zagłady, zmierzając ku rewolucji francuskiej, gdy Bóg posłał Jana Wesleya i dał mu George'a Whitefielda i Charlesa Wesleya jako pomocników. Razem głosili Ewangelię pokuty. To było największe nawiedzenie od czasów apostołów. Ewangeliści Wesleya podróżowali po świecie nie jako pastorzy, ale jako żarliwi asceci. Głosili Ewangelię i zdobywali dusze dla Chrystusa.

Bóg posłużył się również Finneyem i Moodym, by przekonywać i ostrzegać ludzi. Tysiące ludzi zostało zbawionych, ale nawet wtedy wielu odrzuciło Chrystusa i Boże miłosierdzie, nie rozpoznając dnia Jego nawiedzenia.

Później posłani zostali Spurgeon, Sunday, Torrey i Gypsy Smith. Oni również nawoływali ludzi do pokuty i wzywali tłumy do Chrystusa. To również był dzień nawiedzenia, ale nawet wtedy tysiące grzeszników odwróciło się od Boga, odrzucając Jego wezwanie. Bogu nigdy nie brakowało świadków. Przed każdym sądem posyłał ludzi, przez których ofiarowywał swoje miłosierdzie. Jedno z dwóch: sąd albo miłosierdzie. Jeśli ty, mój przyjacielu, nie przyjmiesz Bożego miłosierdzia, On musi cię potępić. Dzisiaj jest dzień twojego nawiedzenia.

2. Bez Boga nie ma żniw

Chcę, abyście zrozumieli, że człowiek nie ma władzy nad żniwem. Człowiek może sadzić i podlewać, ale Bóg daje wzrost (1 Koryntian 3:6). Są kaznodzieje, którzy nauczają, ostrzegają, napominają, błagają i proszą – robią wszystko, co w ich mocy, aby zaprosić ludzi do Boga. Kiedy człowiek uczyni wszystko, co w jego mocy, wzrost zależy od Boga, ponieważ tylko Bóg może zbawić ludzi. Czy pamiętacie słowa Pana Jezusa Chrystusa z Ewangelii Jana 6:44? Mówi On: „Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał”.

Mój przyjacielu, to jedno z najbardziej uroczystych stwierdzeń w Piśmie Świętym. Myślisz, że możesz być zbawiony, kiedy tylko zechcesz, ale mówię ci, że nie możesz tego zrobić. Musisz przyjąć Chrystusa w dniu Jego nawiedzenia, kiedy Duch Święty działa w twoim sercu. Pozwól, że zapytam cię: czy kiedykolwiek poczułeś pociąg Ducha Świętego? Czy kiedykolwiek poczułeś pociąg do Boga? Czy kiedykolwiek pragnąłeś przyjąć Pana Jezusa Chrystusa jako swojego osobistego Zbawiciela? Czy pamiętasz czas, kiedy pragnąłeś zbawienia, pragnąłeś narodzić się na nowo? Czy kiedykolwiek byłeś obciążony grzesznym stanem swojej duszy i pragnąłeś zbawienia? Czy wiesz cokolwiek o przekonującej mocy Ducha Świętego? Mój przyjacielu, jeśli doświadczyłeś tego wszystkiego, to usłyszałeś głos Boga. Sam Bóg przemówił do ciebie. Duch Święty powiedział ci, abyś się nawrócił i został zbawiony. Być może teraz twoje serce stało się zatwardziałe, zimne i wypełnione obojętnością i nie masz już pragnienia, by zwrócić się do Boga. Być może jest tak dlatego, że Duch Święty odszedł i już cię nie dręczy.

Nie odwrócił się od ciebie, bo chciał. Bóg nigdy nie opuszcza człowieka, chyba że on tego chce, ale jeśli uparcie odrzucasz zaproszenia Ducha Świętego i nadal odmawiasz pojednania z Bogiem, gasisz w sobie Boże pragnienie zbawienia. Za każdym razem, gdy odmawiasz przyjęcia Boga, trudniej ci będzie to zrobić później. Im częściej mówisz Bogu „nie”, tym trudniej będzie ci powiedzieć „tak”. Powtarzam: jest czas, kiedy Duch Święty cię nawiedza i słyszysz Jego wołanie. Bóg przyciąga cię do siebie i czujesz Jego przyciąganie. Tylko On może zbawić twoją duszę, a jeśli tego nie uczyni, twoja dusza nie będzie zbawiona, bo poza Bogiem nie ma żniwa. Dlatego: „Dziś, jeśli głos Jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych” (Hbr 4,7).

Jeśli ty, mój przyjacielu, zaniedbasz Jego nawiedzenie, możesz nagle odkryć, że nie jesteś w stanie przyjść do Boga. Dlatego błagam cię: zbadaj swoje serce, zapytaj siebie, czy Duch Święty teraz do ciebie mówi, i sprawdź, czy pragniesz zbawienia, czy martwisz się o los swojej duszy i czy Bóg przyciąga cię do siebie. Przypominam ci ponownie, że poza Bogiem nie ma żniwa: „Nikt nie może przyjść do Mnie, jeśli go Ojciec nie pociągnie…”

3. Zbiór plonów odbywa się, gdy dojrzeją.

Czy zauważyłeś, że bardzo niewielu ludzi zostaje zbawionych po trzydziestce? Większość zostaje zbawiona przed dwudziestym piątym rokiem życia. Za każdym razem, gdy pytałem o to moich słuchaczy, odkrywałem, że wielu zostało zbawionych jako nastolatki – to niezaprzeczalny fakt. Jeśli tylko nieliczni zostają zbawieni po trzydziestce, a większość w młodym wieku, to co z tobą? Czy masz ponad trzydzieści lat? Jeśli tak, twoje szanse na zbawienie są znacznie zmniejszone.

Żniwo zbiera się, gdy dojrzewa – w samym środku żniwa. Kiedy młodzi ludzie stają na progu życia, Duch Święty pociąga ich z całą swoją mocą. Jeśli wtedy zatwardzą się i zbuntują przeciwko Bogu, będzie im coraz trudniej podjąć ten najważniejszy krok w życiu. W starości i starości odkryją, że ich serca słabo lub wcale nie reagują na Boże wezwanie. Zatwardzą się w grzechu, nawyki, które tak łatwo było zerwać w młodości, zapuszczą głębokie korzenie. Nić wielokrotnie spleciona zawsze trudniej zerwać. Czy pamiętasz, jak się czułeś, gdy zgrzeszyłeś po raz pierwszy? I czy pamiętasz, co stało się potem? Przyzwyczaiłeś się do swoich grzechów, prawda? Na początku czułeś silne wyrzuty sumienia, ale szybko je stłumiłeś. Kontynuowałeś grzechy, aż sumienie przestało cię dręczyć. Wystarczy, że rano odmówisz budzika, a za kilka dni będziesz spał spokojnie, słuchając jego dźwięku.

Tak samo jest z grzechem. Opanowuje nas i zaczyna nad nami dominować. Kiedy już uda ci się uciszyć swój „budzik” – swoje sumienie – nie zadzwoni więcej, a przynajmniej go nie usłyszysz. Będziesz nadal żyć w grzechu, ignorując Ducha Świętego. Kiedy grzech się zakorzeni, niełatwo się go pozbyć – stajesz się jego niewolnikiem, a on twoim panem. Będziesz nadal żyć w swoim buncie i nie będziesz już w stanie się poprawić i przyjąć Chrystusa.

Przyjacielu? Jesteś w kwiecie wieku? Jesteś jeszcze młody, a może dopiero nastolatkiem? Czemu nie przyjąć Chrystusa teraz, zanim będzie na zawsze za późno? Może masz już ponad trzydzieści lat i wkrótce skończysz czterdzieści? Uważaj, twoje szanse na zbawienie maleją z każdym dniem. Nie bez powodu Bóg powiedział: „Oto teraz czas łaski, oto teraz dzień zbawienia” (2 Koryntian 6:2).

4. Żniwa zawsze się kończą

„Żniwo minęło, lato się skończyło”, a może należysz do tych, o których powiedziano: „A my nie jesteśmy zbawieni”? Jakież to straszne! Czy wiesz, co dzieje się z niezebranym ziarnem? Pozostaje na polu i ginie. Czy to naprawdę twój los? Czy naprawdę zginiesz? Czy to konieczne? Co za tragedia!

Słuchaj, mój przyjacielu, jeśli Duch Święty już cię nie pociąga, to czas żniw minął. Jeśli przebudzenie minęło, a ty nie jesteś zbawiony, to dla ciebie czas żniw minął. Jeśli nie troszczysz się już o zbawienie swojej duszy i jesteś obojętny, to dla ciebie minął dzień żniw. Jeśli Duch Święty cię już nie wzywa, Bóg cię już nie zaprasza, a twoje serce jest zimne i zatwardziałe, to dla ciebie żniwo minęło. Czy pamiętasz Słowo Boże: „Duch mój nie będzie walczył z człowiekiem na wieki” (Rdz 6,3)? Tak, nadchodzi czas, kiedy Duch Święty przestaje działać, ponieważ Mu się opierałeś. Zasmuciłeś Go swoją upartą odmową. Dla ciebie żniwo minęło, a lato się skończyło. Ale jeśli przyjmiesz Chrystusa dzisiaj, nie będzie za późno. Jeśli nie, to nadejdzie czas, gdy będziesz wśród tych, którzy mówią: „Żniwo minęło, lato się skończyło, a my nie jesteśmy zbawieni”.

Czy to twoje przeznaczenie? Nie jest to konieczne, ale może się spełnić, jeśli będziesz postępować tak, jak dotychczas. „Człowiek, który kark swój usztywnia, gdy go karcą, nagle zostaje złamany i nie ma dla niego ratunku” (Księga Przysłów 29:1). O, przyjdź! „Połóż całą swoją nadzieję w Panu Jezusie, a będziesz zbawiony”. Czy jesteś gotów to zrobić? Zrób to teraz!

PIĘĆ WAŻNYCH FAKTÓW

Chciałbym zwrócić waszą uwagę na pięć faktów. Są one tak ważne, że ich zignorowanie jest równoznaczne z celowym ignorowaniem ostrzeżeń nieomylnego Słowa Bożego i alarmów boskiej prawdy. Dlatego: bądźcie ostrożni! Mamy do czynienia z pytaniami o wieczność.

Fakt pierwszy: Nie wszyscy zostaną zbawieni.

Nie ma powszechnego zbawienia: jedni będą zbawieni, a inni zginą. Nie dajcie się zwieść! Niech was nikt nie zwodzi! Na pewno nadejdzie dzień, kiedy ziarno zostanie oddzielone od plew, owce od kozłów, a ludzie zostaną umieszczeni – niektórzy po prawej, inni po lewej stronie. „Nie obchodzi mnie to!” – mówią uniwersaliści. Ale uroczyste stwierdzenie Pisma Świętego powtarza się raz po raz, a jedyne pytanie brzmi: czy będziesz wśród zbawionych, czy wśród potępionych?

Aby wzmocnić moje twierdzenie, chciałbym zacytować przypowieść o pszenicy, chwaście i sieci. Nie możemy się spierać o ich rozumienie, ponieważ sam Pan je wyjaśnił. Pszenica, jak nam mówi, to dzieci Boże, a chwast to dzieci diabła. Słudzy chcieli pójść i wyrwać chwast, a zostawić pszenicę, ale Chrystus powiedział: „Pozwólcie obojgu rosnąć razem aż do żniwa. A w czasie żniwa powiem żeńcom: «Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zbierzcie do mojego spichlerza»” (Mt 13,30). Jak długo mieli rosnąć razem? Do żniwa. Kiedy nastąpi żniwo? Pod koniec wieku. A kiedy ono nastąpi, chwast i pszenica, dzieci szatana i dzieci Boga, będą razem na polu. Gdyby wszyscy mieli być zbawieni, chwast musiałby zamienić się w pszenicę, ale widzimy, że tak się nie dzieje. Chwasty pozostają chwastami, związanymi w snopki i spalonymi.

Podobnie jest z siecią. Łowi ona w morzu zarówno dobre, jak i złe ryby. Siecią Królestwa Bożego jest widzialny Kościół i wierzcie mi, są w nim złe ryby, ale dopiero pod koniec wieku złe ryby zostaną oddzielone od dobrych – a zatem nie wszyscy będą zbawieni: „Syn Człowieczy pośle swoich aniołów i zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia oraz tych, którzy czynią nieprawość, i wrzucą ich w piec ognisty. Wtedy sprawiedliwi zajaśnieją jak słońce w królestwie Ojca swego. Tak będzie przy końcu wieku: wyjdą aniołowie i oddzielą złych od sprawiedliwych” (Mt 13,41-42.49). Oddzieli ich jednych od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów, i postawi owce po swojej prawej stronie, a kozły po swojej lewej. Wtedy Król powie tym po swojej prawicy: „Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, odziedziczcie królestwo przygotowane dla was od założenia świata”. Potem powie tym po lewicy: „Idźcie precz ode mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom. I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego” (Mt 25, 32–34. 41. 46). Pan zapowiada, że ​​aniołowie oddzielą niegodziwych od sprawiedliwych. Owce postawi po swojej prawicy, a kozły po lewicy, i do jednych powie: „Pójdźcie, błogosławieni”, a do innych: „Idźcie precz ode mnie, przeklęci”. Dlatego nastąpi oddzielenie i nie wszyscy zostaną zbawieni. Pytam was ponownie: „Czy będziecie wśród zbawionych, czy wśród zatraconych?”

Fakt drugi: Większość umrze.

„Wchodźcie przez ciasną bramę! Bo szeroka jest brama i przestronna droga, która wiedzie na zatracenie, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą”. „Wielu” nie oznacza „niewielu”. „Wielu” oznacza „wielu”! „Ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest tych, którzy ją znajdują” (Mt 7,13-14). „Niewielu” nie oznacza „wielu”. „Niewielu” oznacza „niewielu”! Na szerokiej drodze będzie wielu, a na wąskiej – niewielu. Ale wy wołacie: „Jak Bóg miłości może skazać większość na wieczne potępienie? Z pewnością większość zostanie zbawiona, a tylko znikoma mniejszość, najwięksi grzesznicy wszystkich wieków, zginie”. Nie, mój przyjacielu, większość zginie. Pozwól, że zadam ci jedno pytanie: czy był kiedyś taki czas, kiedy Bóg miłości, o którym mówisz, pozwolił zginąć większości? – Był! Podczas wielkiego potopu ocalało tylko osiem osób! Dobrzy i źli, starzy i młodzi, nawet noworodki – wszyscy zginęli w wodach potopu! Skoro Bóg uczynił to raz, czyż nie moglibyśmy sobie wyobrazić, że mógłby to uczynić ponownie? Wiemy, że uczynił to ponownie w Sodomie i Gomorze. Ilu zostało tam uratowanych? Troje! Cała reszta zginęła. Zatem, skoro Bóg pozwolił, by stało się to dwa razy, może to uczynić po raz trzeci i tak się stanie. Wiemy, że zdecydowana większość ludzi odrzuci Jezusa Chrystusa i zginie.

Szeroka droga wciąż jest zatłoczona, a niewielu podąża wąską. Siedem milionów Chińczyków, pięć milionów Hindusów – zdecydowana większość mieszkańców Francji i południowej Europy – nie wie prawie nic o Ewangelii. Można by zapytać: „No dobrze, ale co z chrześcijańską Ameryką?”. Wtedy większość prawdopodobnie znalazłaby się na wąskiej drodze.

Naprawdę? Powiem wam, że połowa Amerykanów nigdy nie postawiła stopy w kościele i nie nazywa siebie chrześcijanami. Gdybyście poszli do kościoła w niedzielny wieczór, kiedy wszyscy powinni tam być, policzylibyście obecnych i porównali ich z populacją miasta, i zobaczylibyście, że nie ma ich aż tak wielu. Większość Amerykanów spędza czas poza kościołem. Sprawdźcie sami. Większość nie podąża wąską ścieżką. To jedyny moment, kiedy chcę być z mniejszością. Z kim ty jesteś?

Fakt trzeci: Nieodrodzeni nie zostaną zbawieni

To niezwykle tragiczny fakt. Tłumy, które z ufnością wyczekują nieba, obudzą się, gdy będzie za późno, by odkryć, że nigdy nie narodziły się na nowo. Szatan trzymał przepaskę na ich oczach aż do samego końca, a gdy było za późno, spadła im z oczu i zdali sobie sprawę, że nigdy nie zostały zbawione. Uświadomienie sobie, że twoja nadzieja opierała się na fałszywym fundamencie, że jesteś niezbawiony, oszukany i wiecznie zgubiony, przerazi cię! Drzwi miłosierdzia zostaną przed tobą zamknięte, a wtedy zawołasz gorzko: „Za późno! Za późno!”. Według Słowa Bożego, jedni budują dom na skale, inni na piasku. Oba domy wyglądają atrakcyjnie, gdy świeci słońce. Ale gdy uderzy nagła burza, dom na skale wytrzyma napór, ale dom na piasku, pozbawiony solidnego fundamentu, zawali się (Mt 7,24-27).

Tak będzie w owym dniu. Wielu, którzy sądzili, że zbudowali solidną budowlę, odkryje, że fundamenty ich budowli zostały zachwiane i rozsypane. Czy ty, mój przyjacielu, budujesz swoją ufność na solidnej skale – Jezusie Chrystusie – czy na ruchomych piaskach własnych zasług?

„Nie każdy, kto Mi mówi: «Panie, Panie», wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Wielu powie Mi w owym dniu: «Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy w Twoim imieniu i nie wypędzaliśmy złych duchów w Twoim imieniu i nie czyniliśmy wielu cudów w Twoim imieniu?» Wtedy oświadczę im: «Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode Mnie wy, którzy czynicie bezprawie»” (Mt 7,21-27).

O, moi przyjaciele! Czy to was czeka? Czy szatan zaślepił wasze oczy? Czy jesteście oszukani? Wy, którzy słuchaliście Ewangelii przez całe życie? Wy, którzy wychowaliście się w chrześcijańskich domach, uczęszczaliście do szkółki niedzielnej, byliście aktywnymi członkami kościoła – czyż opieraliście się na fałszywym fundamencie? Czy za późno odkryjecie, że nigdy nie byliście zbawieni? Pamiętajcie, wielu, którzy czekają na zbawienie, zginie, a wy możecie być wśród nich.

Fakt czwarty: Po śmierci nie ma zbawienia.

W Słowie Bożym czytamy o wielkiej przepaści, która jest, po pierwsze, ustalona. Oznacza to, że nigdy nie zostanie usunięta, lecz utwierdzona na zawsze. Po drugie, nikt nie może przejść z jednej strony przepaści na drugą. Dlatego nie będzie drugiej szansy na zbawienie, pomimo tego, co mówią Świadkowie Jehowy. Jeśli ty, mój przyjacielu, umrzesz niezbawiony, pozostaniesz niezbawiony. Biblia nie oferuje nawet promyka nadziei tym, którzy odrzucają Chrystusa w tym życiu. Nie ma nadziei po śmierci, nie ma drugiej szansy na zbawienie. I dlaczego miałaby być? Jeśli świadomie odmawiasz przyjęcia Chrystusa teraz, dlaczego Bóg miałby ci dawać kolejną szansę w życiu przyszłym? Czy śmierć może cię zmienić? Jeśli jesteś teraz przeciw Bogu, będziesz przeciw Niemu wtedy. Cierpienie może wydawać ci się nieprzyjemne, ale nie zmienisz zdania. Jeśli nie chcesz być zbawiony teraz, nie będziesz chciał być zbawiony później.

Wyobraź sobie, że ofiarujesz mi prezent świąteczny, a ja go odrzucę i rzucę ci nim w twarz. Czy wrócisz na następne święta z prezentem dla mnie? Jeśli nadal mnie kochasz, zrobisz to. Ale załóżmy, że podepczę drugi prezent i powiem ci, że go nie chcę. Czy wrócisz po raz trzeci z prezentem? Nie sądzę. Ale z jakiegoś powodu wyobrażasz sobie, że pomimo wielokrotnego odrzucania Chrystusowej oferty zbawienia, Boża łaska musi być niewyczerpana. Bóg musi przychodzić do ciebie raz po raz, oferując ci nową szansę na zbawienie. To absurd! Dlaczego miałby to robić? Chcę cię ostrzec, że nadejdzie dzień, kiedy Bóg przestanie oferować ci swoje zbawienie.

Jeśli ty, mój przyjacielu, opuścisz to życie bez Chrystusa, nigdy Go nie przyjmiesz. Zginiesz na wieki, bo po śmierci nie ma zbawienia.

Fakt piąty: To może być twoja ostatnia szansa.

„Tak, chcę być chrześcijaninem i na pewno kiedyś nim zostanę” – powiedział mężczyzna do przyjaciela – „ale najpierw chcę cieszyć się życiem”. „Dobrze” – odparł przyjaciel – „ciesz się życiem, a chrześcijaninem możesz zostać później”. „Ale kiedy jest najlepszy moment, żebym to zrobił?” – zapytał pierwszy mężczyzna z ekscytacją w głosie. „Och, pięć minut przed śmiercią” – odpowiedział spokojnie przyjaciel. „Ale nie wiem, kiedy umrę!” – wykrzyknął mężczyzna. „Może nie zostało mi nawet pięciu minut życia?”. „W takim razie czas zostać chrześcijaninem jest teraz” – powiedział przyjaciel.

„Nie przechwalaj się jutrem, bo nie wiesz, co dzień przyniesie” (Prz 27,1). Możesz jeszcze mieć okazję, ale pamiętaj, że nadejdzie czas, kiedy jej zabraknie, i wtedy będziesz musiał podjąć ostateczną decyzję. I teraz, mój niezbawiony przyjacielu, może nadszedł ten czas. Tak jak prawdą jest, że Bóg żyje i że nadejdzie czas na ostatnie spotkanie, ostatnie kazanie i ostateczną decyzję, tak prawdą jest również, że dla Boga nie ma „jutra”. Jego Słowo mówi: „TERAZ jest dzień zbawienia” (2 Kor 6,2). Boży czas jest TERAZ! A ty pytasz: „Dlaczego okazja do zbawienia miałaby być ostatnią?”

Po pierwsze: życie jest niepewne i zmienne

Pewnego dnia, podczas nabożeństwa w Kościele Ludowym, zobaczyłem młodą dziewczynę z przodu, która nie odpowiedziała na wezwanie do pokuty. Po zakończeniu nabożeństwa, wracając do domu, zobaczyłem tłum ludzi i kilku policjantów. Zatrzymałem samochód i podszedłem bliżej, żeby zobaczyć, co się stało. Ciało dziewczyny, która była na nabożeństwie, leżało pod kołami tramwaju. Była martwa. Czy wiedziała, że ​​nigdy więcej nie usłyszy kazania i nie będzie miała szansy na zbawienie? Oczywiście, że nie. Miała nadzieję, że będzie na nabożeństwie w następną niedzielę, jak zawsze. Myślała, że ​​ma przed sobą jeszcze wiele czasu. Ale nadszedł dla niej koniec.

Czy pamiętasz bogacza? Czy wiedział, że nigdy więcej nie zobaczy zachodu słońca, że ​​ta pamiętna noc była jego ostatnią? – Oczywiście, że nie. Położył się spać i snuł plany na przyszłość, oczekując spełnienia wszystkich swoich pragnień. Ale w ciemności nocy usłyszał głos Boga: „Głupcze! Tej nocy zażądają od ciebie twojej duszy”. To nie ja nazwałem bogacza głupcem, ale Bóg. Na czym polegała jego głupota? – Zaopatrzył się we wszystko na to doczesne życie i nie myślał o przyszłości. Dlatego Bóg nazwał go głupcem. Miał ostatnią szansę, by się uratować. O głupcze! Jak możesz nie myśleć o przemijaniu życia? Czy ty, jak ten głupiec, odłożysz swoją decyzję, aż Bóg odbierze ci życie? O człowieku, następny pociąg, którym pojedziesz, może być twoim ostatnim, a staniesz przed obliczem Stwórcy! Ulica, którą przekroczysz, stanie się twoim grobem. Nawet gdy w twojej głowie rodzą się plany wspaniałej przyszłości, głos Boga, którego nie znasz, może do ciebie przemówić: „Głupcze! Jeszcze tej nocy zażądają od ciebie twojej duszy…” (Łk 12,20). Albo: „W tym roku umrzesz…” (Jer 28,16).

Po drugie: Chrystus powróci ponownie

Nie wiem, kiedy Chrystus przyjdzie, ale wiem, że na pewno przyjdzie ponownie, a Jego przyjście będzie sądem nad wszystkimi niezbawionymi. Żyjąc na ziemi, Chrystus wielokrotnie powtarzał: „Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny, o której Syn Człowieczy przyjdzie” (Mt 25,13). Przyjacielu? Czy chciałeś, aby Chrystus przyszedł dziś wieczorem? A może chcesz wołać do skał i gór, aby upadły i ukryły cię przed Jego obecnością? Czy myśl o Jego powtórnym przyjściu napawa cię lękiem? „My, którzy pozostaniemy przy życiu, będziemy porwani w powietrze, na spotkanie Pana” – mówi Apostoł Paweł (1 Tes 4,17). Czy zostaniesz porwany, czy pozostawiony? Nie wiesz, kiedy Chrystus przyjdzie ponownie, ale pamiętaj, że stanie się to w mgnieniu oka i nie będzie czasu na przygotowania.

Dlatego przypominam ci, że dzień, w którym przeczytasz te słowa, może być twoim ostatnim. Chrystus nadchodzi; czy jesteś gotowy na spotkanie z Nim?

Po trzecie: Duch Boży nie będzie wzywał wiecznie

„Bardzo się zasmuciłem… Bóg odstąpił ode mnie…” (1 Samuela 28:15). To najsmutniejsze słowa, jakie Saul kiedykolwiek wypowiedział. Kiedy żona lub dzieci nas opuszczają, to straszne. Ale kiedy Bóg nas opuszcza, wtedy wszelka nadzieja znika. Powiem wam jednak, że Bóg nigdy nas nie opuszcza, dopóki my nie opuścimy Jego. Nie opuści cię, dopóki ty nie opuścisz Jego. To straszne, gdy ojciec lub mąż cię opuszcza, ale kiedy Bóg cię opuszcza, jesteś w naprawdę beznadziejnej sytuacji. Muszę powtórzyć: Bóg nigdy cię nie opuści, dopóki ty nie opuścisz Jego.

Istnieje grzech niewybaczalny, którego sam Bóg nie może odpuścić. Ten grzech to ostateczne odrzucenie Pana Jezusa Chrystusa. W zeszłą niedzielę odpowiedziałeś „nie” na zaproszenie do przyjścia do Chrystusa, a dziś powiedziałeś „nie” ponownie. Ale pewnego wieczoru możesz powiedzieć „nie” po raz ostatni, a ten wieczór może nadejść dzisiaj. Ani ty, ani ja nie wiemy, kiedy będzie nasz ostatni dzień. Tylko Bóg wie. Jeśli to twoja ostatnia szansa i powiesz „nie” po raz ostatni dzisiaj, to nigdy więcej nie będziesz miał okazji, ponieważ popełniłeś grzech niewybaczalny. Przyjdziesz ponownie na spotkanie w przyszłą niedzielę i z zachwytem będziesz słuchał Słowa Bożego, ale kiedy nadejdzie wezwanie, nie będziesz miał pragnienia, by odpowiedzieć, nie będziesz miał pragnienia, by przyjąć Chrystusa: „Duch mój nie będzie walczył z człowiekiem na wieki” (Rdz 6,3).

Późno!

Moody miał grupę młodych mężczyzn, którym głosił Ewangelię i pozyskał niemal wszystkich dla Chrystusa. Ale jeden pozostał na dystans. Pewnego dnia Moody przemówił do niego, namawiając go do podjęcia poważnej decyzji. „Słuchaj, panie Moody” – powiedział młodzieniec – „jadę na zachód, a kiedy się wzbogacę, wrócę i przyjmę Chrystusa”. Po tych słowach odwrócił się i odszedł. Kilka tygodni później młody mężczyzna ciężko zachorował i trafił do szpitala. Moody, natchniony przez Pana, odwiedził go i ponownie namawiał do przyjęcia Chrystusa. Ale i tym razem mężczyzna odmówił: „Panie Moody” – powiedział słabym głosem – „nie umrę. Wyzdrowieję i, jak powiedziałem, pojadę na zachód, a kiedy wrócę, zostanę chrześcijaninem”. Z ciężkim sercem Moody odszedł. Młody mężczyzna rzeczywiście wyzdrowiał i ruszył energicznie w stronę Moody’ego. Wyciągając rękę, powiedział: „Przyszedłem się pożegnać, bo w końcu jadę na zachód”. Moody, kładąc dłoń na ramieniu młodego mężczyzny, namawiał go, by i tym razem przyjął Chrystusa. Młody mężczyzna wpadł w złość i, odpychając dłoń pastora, powiedział: „Panie Moody, proszę nigdy więcej nie rozmawiać ze mną o zbawieniu mojej duszy. Obiecałem panu, że podejmę decyzję po powrocie, a nie wcześniej, a teraz – żegnaj!”. Serce Moody'ego zamarło na te słowa i opadł na krzesło z całkowitym rozczarowaniem.

Tej nocy obudziło go głośne pukanie do drzwi. Wyglądając przez okno, zobaczył kobietę owiniętą w szal. „Och, panie Moody, proszę szybko do nas przyjść, mój mąż jest śmiertelnie chory. Proszę się pospieszyć!” – krzyknęła z rozpaczą.

Moody natychmiast rozpoznał żonę młodego mężczyzny, z którym niedawno rozmawiał. „Moja wizyta będzie bezcelowa. Dziś po południu twój mąż w końcu odmówił ze mną rozmowy. Przekroczył granicę…”. Ale jego żona natarczywie błagała Moody'ego, żeby przyszedł. Moody ubrał się i wyszedł. Wchodząc do pokoju, Moody zobaczył młodego mężczyznę leżącego na plecach z szeroko otwartymi i niewidzącymi oczami. Zbliżając się, usłyszał tylko dwa słowa: „Za późno! Za późno!”. Klęcząc przy łóżku, Moody otworzył Biblię i zaczął się modlić, ale młody mężczyzna nie zwracał na niego uwagi. Wpatrywał się tylko w sufit i powtarzał: „Za późno, za późno!”. Moody próbował odzyskać przytomność, ale nie otrzymał odpowiedzi. Kilka minut później młody mężczyzna zmarł ze słowami na ustach: „Za późno!”.

Przyjacielu, być może jeszcze nie popełniłeś grzechu niewybaczalnego. Może nie jest dla ciebie za późno, ale ostrzegam cię – strzeż się odrzucenia Boga po raz ostatni. Duch Boży może przestać cię wzywać, a jeśli to zrobi, stracisz ostatnią szansę na zbawienie. Och, gdybyś tylko posłuchał mojego ostrzeżenia i teraz, zanim będzie na zawsze za późno, przyjął Chrystusa jako swojego osobistego Zbawiciela. Czy chcesz to zrobić? Zrób to teraz!

NAJWIĘKSZE OPOWIADANIE HISTORII NA ŚWIECIE

Wiele lat temu afrykański wódz odwiedził królową Wiktorię w Anglii. Odjeżdżając, zadał jej jedno pytanie: „Wasza Wysokość, jaki jest sekret wielkości Anglii?”. „Biblia!” – odpowiedziała natychmiast królowa.

Biblia to najwspanialsza książka na świecie. Żaden człowiek nie może uważać się za wykształconego, dopóki nie przeczyta Biblii. Czytam ją codziennie od pięćdziesięciu lat i będę ją czytał, dopóki nie zobaczę mojego Pana twarzą w twarz. Radzę ci, abyś zrobił to samo. Dla mnie ta księga jest cenniejsza niż wszystkie książki na świecie. To mój pokarm i napój. Im więcej ją studiuję, tym bardziej ją kocham. Nie ma na świecie drugiej takiej książki. To Księga Boga. Kiedy ją czytam, Bóg mówi do mnie. Słyszę Jego głos. Czytając ją, ludzie są zbawieni; dzięki niej żyją. Jest naszym jedynym autorytetem. Albo powstrzymuje nas od grzechu, albo grzech powstrzymuje nas od jej czytania.

Najważniejszą księgą Biblii jest Ewangelia Jana. Najważniejszym rozdziałem tej Ewangelii jest rozdział trzeci, a najważniejszym wersetem – szesnasty. Brzmi on: „Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”. To jest najwspanialsza opowieść. To, mój przyjacielu, jest sednem Ewangelii. Więcej dusz zostało zbawionych dzięki temu wersetowi niż dzięki jakiemukolwiek innemu wersetowi w Biblii. Został przetłumaczony na więcej języków niż wszystkie inne wersety w Biblii razem wzięte. Zawiera najwspanialszy wyraz Bożej miłości. Ten werset zawiera cztery powiedzenia odnoszące się do Bożej miłości.

Po pierwsze: „Tak bowiem Bóg umiłował świat”

„BÓG TAK UMIŁOWAŁ…” Zbawienie zaczyna się od Boga. Nie masz z tym nic wspólnego. Zanim się urodziłeś, Bóg przygotował dla ciebie zbawienie. Nie myśl, że możesz odkryć Boga. Bóg objawia się; nikt Go nie odkrywa. Nigdy tego nie zrobisz. Bóg robi pierwszy krok. „BÓG TAK UMIŁOWAŁ…” To małe słowo „tak” wiele mówi. Wyjaśnia wszystko, co nastąpiło później, wszystko, co Chrystus wycierpiał za ciebie, wszystko, co Bóg wycierpiał, dając ci Chrystusa. Wszystko, co dla ciebie uczynił i wszystko, co dla ciebie przygotował, stało się, ponieważ TAK cię UMIŁOWAŁ. „BÓG TAK UMIŁOWAŁ…” Pogańscy bogowie to bogowie strachu i nienawiści. Nasz Bóg jest Bogiem miłości. Poganie boją się swoich bogów. My kochamy Naszego Boga.

Ich bogowie są bogami sądu, mocy i okrucieństwa, wszyscy nastawieni na własną szkodę. Nasz Bóg również jest Bogiem sądu i mocy, ale przede wszystkim jest Bogiem miłości, który szuka naszego dobra. Bóg nie kocha grzechu w człowieku, ale kocha człowieka. Nie kochasz choroby swojego dziecka, ale kochasz swoje dziecko. Miłość Boga jest niepojęta. Jego miłość jest niepojęta, a jednak prawdziwa. Chcę, żebyś wiedział, mój przyjacielu, że Bóg cię kocha. Kocha cię bez względu na to, co zrobiłeś i jak bardzo zgrzeszyłeś. Zawsze będzie cię kochał, bez względu na twój stosunek do Niego.

„Tak bowiem Bóg umiłował świat…”. Świat jest pełen buntowników, którzy odwrócili się od Boga, ale Bóg kocha ich pomimo ich buntu. Biblia mówi: „Bóg zaś okazuje nam swoją miłość przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami” (Rz 5,8). Inny werset mówi, że „gdyśmy byli jeszcze bezsilni, w odpowiednim czasie Chrystus umarł za bezbożnych” (w. 6). Bóg kocha nie tylko dobrych, ale i złych. Kiedy Chrystus został przybity do krzyża, modlił się: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23,34). Taka miłość jest boska; jest większa niż ludzka. Pomimo naszej wrogości, Bóg nas kocha. Bóg kocha ciebie.

Cóż za cudowna, niezrównana miłość! Gdyby Bóg zniszczył ludzkość, jak w potopie czy Sodomie i Gomorze, moglibyśmy to zrozumieć, bo tak właśnie czynią ludzie. Ale nie Bóg. Jego miłość przebacza. Bóg jest miłosierny. Kocha nieprzyjemnych, grzesznych, zbuntowanych. Taka miłość jest nadprzyrodzona. Tylko Bóg potrafi tak kochać. Gdyby kochał tylko życzliwych, miłych i posłusznych, moglibyśmy to zrozumieć, bo z natury kochamy tych, którzy kochają nas.

Kochamy naszych przyjaciół – to jest miłość ludzka. Bóg kocha swoich wrogów. Kocha nieposłusznych i grzesznych, a taka miłość jest dla nas niepojęta. Przekracza nasze pojęcie. Pamiętacie, jak ojciec syna marnotrawnego kochał go głęboko, mimo że zhańbił go swoim niegodziwym życiem. Ojciec czekał na niego z otwartymi ramionami: „Dlatego mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się” (Łk 15,24). Cóż za powitanie! Taka jest miłość Boga!

Po drugie: „Że dał swego jednorodzonego Syna”

„Albowiem tak Bóg umiłował świat, że DAŁ…” Miłość wymaga poświęcenia. Miłość wzywa do działania. Musi się ukazać, objawić.

To samo dotyczy ludzkiej miłości. Bóg dowiódł swojej miłości tym, co dał. „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał”. Mógł posłać anioła lub archanioła, ale tego nie zrobił. Posłał swojego Syna, swojego najbliższego i najdroższego. Nic nie mogło dowieść Jego miłości większej i lepszej niż ofiarowanie swojego Jednorodzonego Syna. Ziemski ojciec oddałby wszystko, co ma, zanim poświęciłby swojego syna. Pamiętaj, że Bóg mógł oszczędzić swojemu Synowi krzyża, ale pozwolił Mu cierpieć i nie pomógł Mu w Jego najstraszniejszej godzinie. Czy jako ojciec mógłbyś pozwolić swojemu synowi znosić straszliwe cierpienie, wiedząc, że masz moc, by mu pomóc i go od niego uwolnić? Czy mógłbyś patrzeć na cierpienie swojego syna i nie próbować mu pomóc? To niemożliwe! Nie ma ojca na świecie, który mógłby stać i obojętnie patrzeć, jak źli ludzie wbijają gwoździe w ręce i stopy jego syna, i nie próbować go ratować. Ale Bóg to zrobił. Pozwolił swojemu Synowi umrzeć, kiedy mógł Go uratować. Taka miłość przekracza ludzkie pojęcie. To właśnie czyni Bożą miłość tak cudowną. To nie jest miłość ludzka, lecz Boża. Miłość Boga jest tak wielka, że ​​mógł patrzeć na cierpienie i śmierć Swojego Syna i wiedząc, że może Go zbawić, nie próbował. Taka miłość przewyższa wszelkie pojmowanie. Bóg uczynił to, ponieważ cię kochał. Aby cię zbawić. Pozwolił umrzeć Swojemu Synowi. Pamiętasz, że Izaak został ocalony od śmierci, ponieważ gdy Abraham miał go pociąć, Bóg zainterweniował: „Abrahamie! Abrahamie! ... nie podnoś ręki na chłopca” (Rdz 22,11-12). Ale gdy Jezus w agonii zawołał: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” (Mt 27,46), żaden głos Mu nie odpowiedział. Bóg odwrócił twarz i pozwolił Swojemu Synowi umrzeć w samotności. Aby cię zbawić, poświęcił Swojego Syna. O, jak wielka jest Jego miłość!

Po trzecie: „Każdy, kto w Niego wierzy”

To zdanie wyraża trzy ważne prawdy w trzech słowach. Słowo „każdy” mówi o powszechności Bożego zbawienia. Jest ono dane mnie, tobie i wszystkim ludziom na świecie. Obejmuje ono zarówno najgorszych grzeszników, jak i najbardziej moralnych ludzi. Niezależnie od tego, kim ktoś jest i co uczynił, słowo „każdy” obejmuje również jego. Apostoł Piotr uważał, że dotyczy to tylko Żydów, a Bóg musiał mu dać szczególną wizję, aby zachęcić go do dotarcia do pogan. Miłość Boga jest powszechna, podobnie jak Jego zbawienie. Jest ono doskonałe zarówno dla Żydów, jak i pogan. Błagam was, przyjdźcie do Niego. Nie macie się czego obawiać.

Cokolwiek zrobiłeś i kimkolwiek jesteś, Bóg oferuje ci zbawienie, tak jak każdemu innemu na świecie. Każdy może przyjść: pijacy, rozpustnicy, mordercy, prostytutki, kłamcy, złodzieje, narkomani, bluźniercy. Bóg mówi: „Każdy”.

Drugie słowo brzmi: „Kto w Niego WIERZY…”. Wiara jednoczy grzesznika z Bogiem. Wiara oznacza zaufanie Bogu w Jezusie Chrystusie. Oznacza całkowite poleganie na Nim. To słowo o działaniu. Nie ma nic wspólnego z twoim umysłem. Nie mówi, że musisz wierzyć w pewne cechy Jezusa Chrystusa. Mówi, że musisz Go przyjąć: „Złóż całą swoją ufność w Panu Jezusie Chrystusie, a będziesz zbawiony”. Musisz Mu zaufać, tak jak ufasz windzie, gdy do niej wsiadasz, statkowi, gdy masz zamiar przepłynąć ocean, czy pociągowi, gdy dokądś zmierzasz. Zapomnij o swoim umyśle. Nie ma znaczenia, w co wierzysz, ani w co nie wierzysz. Odważ się powierzyć wszystko Jezusowi Chrystusowi. Powierzyłeś Mu całe swoje życie, teraz nadszedł czas na działanie, które prowadzi do zbawienia.

Nie uczynki, bo nie możesz nic zrobić, aby zasłużyć na zbawienie (Ef 2,9). Żadne twoje modlitwy i posty cię nie zbawią. Całe twoje chodzenie do kościoła i ceremonie religijne są bezużyteczne. Pokuta, wyrzeczenia, wyczerpanie fizyczne, pielgrzymki – wszystkie uczynki spełzną na niczym, bo nie jesteś zbawiony przez uczynki, ale przez wiarę.

Trzecie słowo, „w Niego”, mówi oczywiście o Jezusie Chrystusie. „Każdy, kto w Niego wierzy”. Nie martw się o swoją wiarę, bo nie ma znaczenia, czy wierzysz mało, czy dużo. Pomyśl o przedmiocie swojej wiary, a twoja wiara może być tak mała jak ziarnko gorczycy. Zapomnij o swojej wierze; pomyśl o Tym, któremu się powierzyłeś. Zaufaj Osobie i niech tą Osobą będzie Pan Jezus Chrystus. To nie twoja wiara cię zbawia, ale Pan Jezus Chrystus. Jeśli zaufasz niewłaściwej osobie, nie będziesz zbawiony. Jeśli zaufasz religii lub kościołowi, nie będziesz zbawiony. Jeśli zaufasz dobrym uczynkom, moralności, nie będziesz zbawiony. Ale jeśli zaufasz całkowicie Chrystusowi, On cię zbawi! „Uwierz w Pana Jezusa Chrystusa, a będziesz zbawiony!” „Złóż całą swoją ufność w Chrystusie, a będziesz zbawiony”.

Po czwarte: „On nie zginął, ale miał życie wieczne”.

Te słowa niosą w sobie dwie myśli. Po pierwsze, jesteśmy zbawieni od czegoś – „Nie zginąłem”. Jesteśmy zbawieni od śmierci. Po drugie, coś nam dano – „ale mamy życie wieczne”. Otrzymujemy Życie. Zginąć oznacza umrzeć na zawsze, być oddzielonym od Boga na zawsze. To jest śmierć duchowa.

Słowo Boże mówi, że „ludzie są umarli w grzechach swoich i występkach” (Ef 3,1) i potrzebują zmartwychwstania do życia. Jezus powiedział: „…pomrzecie w grzechach swoich, bo jeśli nie uwierzycie… pomrzecie…” (J 8,24). Innymi słowy, jeśli nie przyjmiesz życia wiecznego, odejdziesz z tego świata taki, jakim jesteś – „umarły w grzechach swoich i występkach”.

Przyjrzyj się owocom i warzywom, które zebrałeś. Są piękne i zdrowe, ale wkrótce zaczną się psuć i gnić, bo oddzieliły się od drzewa, na którym rosły.

Tak jest z tobą. Zewnętrzny wygląd nie ma znaczenia. Jesteś już martwy i giniesz, a czeka cię wieczna zagłada. Nie ma nadziei i nie możesz być zbawiony, jeśli nie zostaniesz odrodzony przez Boga i wszczepiony w Krzew Winorośli (J 15,5). Bóg chce cię ocalić od śmierci i oferuje ci życie wieczne, a ja przychodzę do ciebie dzisiaj jako Jego ambasador, niosąc ci przesłanie życia, Życia wiecznego! Oferuję ci Boże życie wieczne. Czy chcesz je przyjąć, czy wolisz pozostać duchowo martwy? Czy chcesz przyjąć to chwalebne, niezniszczalne Życie, które Bóg ci oferuje? Decyzja należy do ciebie.

Taka jest, mój przyjacielu, miłość Boga. Czyż nie jest cudowna? Jak niezrównana łaska! Jakże wspaniałe objawienie! Jak możesz się od niej odwrócić? Jak możesz ją zlekceważyć? Co powiesz, gdy staniesz przed Bogiem? Bóg może wybaczyć wszystko, ale nie odrzucenie swojej miłości. Świadomie odrzucając miłość Boga, odrzucasz Jego jednorodzonego Syna, Jezusa Chrystusa.

Błagam cię, nie popełniaj tego świadomego grzechu. Bóg wciąż cię kocha. „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”. Ten jeden werset wystarczy, by udowodnić, że Bóg cię kocha. Ten werset Pisma Świętego jest sednem całej Ewangelii. Tak bowiem Bóg cię umiłował, że Syna swego Jednorodzonego dał, abyś nie zginął, ale miał życie wieczne.

Nadszedł czas, abyś otworzył swoje serce i przyjął Pana Jezusa Chrystusa jako osobistego Zbawiciela.