Życie Zwycięstwa
Nasz YouTube - Biblia w formacie wideo i inne materiały.
Ernst ModersohnŻycie ZwycięstwaSpis treściPrzeszłość, która nie została uporządkowana Nie po to, by się cieszyć, ale by być posłusznym Zwycięstwo nad codziennymi trudnościami Co mówi Pismo Święte?Kiedy ludzie mówią, że w życiu dzieci Bożych następuje przejście od zwycięstwa do zwycięstwa, od siły do siły, zazwyczaj uważają, że nie jest to ani trzeźwy, ani biblijny pogląd. Dlatego podjąłem się dogłębnego badania. Czy naprawdę słuszne jest mówienie o życiu dzieci Bożych jako o zwycięskim? Kto może rozstrzygnąć tę kwestię? Tylko Biblia, Słowo Boże, może na nią odpowiedzieć. Dlatego musimy najpierw zadać sobie pytanie: co mówi Pismo Święte? W Księdze Ezechiela 36:26-27 Pan składa następującą obietnicę: „Dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza. Z waszego ciała usunę serce kamienne, a dam wam serce z ciała. Ducha mojego dam do waszego wnętrza i sprawię, że będziecie postępować według moich nakazów, przestrzegać moich praw i je wykonywać”. Jeśli Bóg prowadzi nas do przestrzegania Jego przykazań i Jego ustaw, czyż nie jest to życie pełne zwycięstwa za zwycięstwem? Nieprzestrzeganie Jego przykazań, nieprzestrzeganie Jego ustaw – to życie pełne porażki. Ale przestrzeganie Jego przykazań, posłuszeństwo Jego Słowu i Jego woli – to życie pełne siły za siłą, zwycięstwa za zwycięstwem. I to jest życie, które Pan obiecuje nam przez proroka. To, co jest obietnicą proroka Ezechiela, jest dobrze znanym doświadczeniem życiowym w Psalmie 84. Psalmista mówi w wersecie 8: „Idą z mocy w moc”. Ponieważ przechodzą z jednej mocy w drugą, osiągają zwycięstwo za zwycięstwem. Tylko jeśli przechodzimy z mocy w moc, jeśli doświadczamy nieustannego napływu Ducha Świętego, możemy osiągać zwycięstwo za zwycięstwem. W każdym razie to doświadczenie wzbogaciło samego psalmistę; nie był to rzadki wyjątek, lecz reguła obowiązująca dzieci Boże: „Idą z mocy w moc”. Psalm 118 również o tym świadczy. W wersetach 15 i 16 czytamy: „Głos radości i zbawienia rozbrzmiewa w domach sprawiedliwych: prawica Pańska czyni wielkie dzieła! Prawica Pańska wznosi się wysoko, prawica Pańska czyni wielkie dzieła!” W wielu domach i sercach dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej! Często odczuwałem potrzebę, by trafnie odnieść to słowo do obecnych warunków: w domach wierzących słychać narzekanie i łzy, bo prawica szatana triumfuje, bo prawica szatana jest wywyższona. Czyż nie dlatego, że tak wiele dzieci Bożych narzeka na zmęczenie, nieustannie opłakuje porażki, które szykuje im wróg? Gdzie są radosne okrzyki zwycięstwa w domach sprawiedliwych? Każdy, kto śpiewa pieśń zwycięstwa, jest podejrzany o czary. Nie, skoro sprawiedliwi Starego Testamentu śpiewali o zwycięstwie, to i my powinniśmy czynić to samo, my również musimy czynić to samo! Oni przecież nie znali cudownego odkupienia, którego Pan dokonał dla nas na krzyżu. Przed nami przecież krzyż Golgoty! Potrafimy śpiewać zupełnie inaczej niż sprawiedliwi Starego Testamentu: „Prawica Pańska działa cuda!”. Wiemy, że wyrwał On moc szatanowi na Golgocie, że zatriumfował tam nad mocą ciemności. Tak, tak właśnie powinno być: „Głos radości i zbawienia w mieszkaniach sprawiedliwych!”. A Dawid śpiewa w Psalmie 23 o obfitej i przepełnionej łasce Bożej: „Pan jest moim pasterzem, niczego mi nie braknie”. Niczego! Zbyt chętnie wyrzucamy sobie przesadę. Ale Biblia niczego nie wyolbrzymia. A skoro mówi: „niczego mi nie braknie”, to znaczy, że naprawdę niczego mi nie zabraknie! Jeśli Pan stał się naszym Pasterzem, a my owcami Jego pastwiska, to niczego nam nie zabraknie – ani w życiu fizycznym, ani zewnętrznym, ani wewnętrznym. Żadnego braku! Psalmista mówi to samo, używając innych słów, kilka wersetów dalej. Mówi: „Mój kielich przelewa się”. Nie ma w tym żadnej przesady. Kielich jest pełny. I nie tylko pełny, ale wręcz przelewa się. Przepełniona łaską jest życiem zwycięstwa. Można to również powiedzieć o innych fragmentach Starego Testamentu, takich jak: „Wtedy twój pokój stałby się jak rzeka” (Izajasz 48,18). Sam widzisz w swojej Biblii, jak wiele fragmentów mówi o zwycięskim życiu wierzących. Przyjrzyjmy się kilku istotnym fragmentom Nowego Testamentu. Oto słowa wypowiedziane przez samego Jezusa: „Ja przyszedłem, aby [owce] miały życie i miały je w obfitości” (J 10,10). Jaki jest zatem cel Jego misji? Życie i obfitość. Czy już to posiadasz? Być może już masz życie, ale czy masz również obfitość? Otwórz 2 List do Koryntian 2:14. Paweł mówi tam: „Lecz Bogu niech będą dzięki, który zawsze daje nam zwycięstwo w Chrystusie”. Co zatem? Czy zwycięstwo w Chrystusie jest stałe? Tak, dokładnie tak mówi. Stałe zwycięstwo! Ale na tym właśnie polega zwycięskie życie. Nieprzypadkowo greckie słowo użyte w tym miejscu przez Pawła ma dwojakie znaczenie. Oznacza ono zarówno „zwyciężać nad czymś”, jak i „sprawiać, że odnosimy zwycięstwo”. Dlatego werset ten można również przetłumaczyć następująco: „Dzięki niech będą Bogu, który sprawia, że odnosimy zwycięstwo nad sobą w Chrystusie”.To jest kluczowe. Nigdy nie osiągniemy punktu, w którym Bóg pozwoli nam nieustannie triumfować, jeśli najpierw nie odniesie nad nami całkowitego zwycięstwa.Dlatego dzieciom Bożym tak często brakuje życia pełnego zwycięstwa, ponieważ stawiają Bogu rozmaite przeszkody, ponieważ Bóg nie osiągnął jeszcze całkowitego zwycięstwa nad wszystkimi ich sprzecznościami i całym ich oporem. Jeśli jednak całkowicie poddamy się Panu, jeśli On zdoła nad nami zatriumfować, osiągniemy stan, w którym obdarzy nas zwycięstwem w Chrystusie. To absolutna prawda. Pomińmy kilka rozdziałów w tym samym Liście do Koryntian. Oto, co znajdujemy w rozdziale 9,8: „A Bóg może zlać na was obficie wszelką łaskę, abyście, mając zawsze wszystkiego pod dostatkiem, mogli hojnie łożyć na wszelkie dobre uczynki”. Cóż to za królewskie słowo! „Ale Bóg może!” – tak pisze apostoł. Musiał zaobserwować i doświadczyć, zarówno osobiście, jak i poprzez doświadczenia innych, że Bóg jest prawdziwie potężny. Co Bóg może uczynić? „Ubogacić nas wszelką łaską” – oznacza łaskę wszelkiego rodzaju. Mówić z łaską, ale też milczeć z łaską; wyznawać z łaską, ale też znosić to wyznanie z łaską; znosić z łaską, ale też działać i pracować z łaską – z łaską wszelkiego rodzaju.A cała ta łaska jest dla nas dostępna nie w nieznacznej mierze, ale w wielkiej obfitości.Wystarczy, że przyjdziemy i skorzystamy z tej pełni łaski. Jakie będą wtedy konsekwencje? Będziemy mieli pełnię. Całkowitą dostateczność! Nie dostateczność w kilku konkretnych dziedzinach, ale dostateczność we wszystkim! Wtedy niczego nam nie zabraknie. Będziemy mieli obfitość, tak jak powiedział Jezus. Jakie są dalsze konsekwencje? „Abyśmy mogli czynić wszelkie dobre uczynki”. Czyż nie jest to życie zwycięstwa, które opisuje tu apostoł? Mówi o tym życiu w następujący sposób: „Ale Bóg może…”. A w Liście do Efezjan pisze o życiu zwycięstwa dzieci Bożych, mówiąc: „I nas, którzy umarliśmy na skutek występków, razem z Chrystusem przywrócił do życia – łaską bowiem jesteście zbawieni – i razem z Nim wskrzesił, i razem z Nim posadził w okręgach niebieskich w Chrystusie Jezusie”. Tak, jeśli przeczytamy wszystkie Pisma Starego i Nowego Testamentu bez uprzedzeń i stronniczości, to będziemy zmuszeni powiedzieć, że mówią one o życiu zwycięskim jako takim. Pisma Święte mogą oczekiwać od nas takiego życia, ponieważ oczekują go nie dzięki naszym wysiłkom i staraniom, ale dzięki zwycięstwu Jezusa Chrystusa na Golgocie, dzięki doskonałemu wybawieniu. Gdybyśmy mieli żyć zwycięskim życiem wyłącznie dzięki własnym wysiłkom, ponieślibyśmy wieczną stratę. Ale to życie osiągamy nie dzięki naszym wysiłkom i staraniom, ale dzięki mocy zwycięstwa, które Jezus Chrystus osiągnął i wywalczył dla nas, i możemy i musimy je sobie przyswoić przez wiarę. Jego zwycięstwo jest również naszym zwycięstwem. Skoro Pismo Święte wymaga od wierzących zwycięskiego życia, jak już widzieliśmy, czy kiedykolwiek byli tacy, którzy takie życie prowadzili? Na to pytanie częściowo już odpowiedzieliśmy w tym rozdziale. Chcielibyśmy jednak poruszyć je jeszcze raz. Czy apostołowie wiedli zwycięskie życie? Przykłady i obrazy biblijnePod koniec ósmego rozdziału Listu do Rzymian Paweł wymienia wszystkie trudności, z którymi się zmagał. To właśnie one doprowadziły wielu do upadku i sprawiły, że wielu odeszło od Jezusa. Mówi: „Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Ucisk, ucisk, prześladowanie, głód, nagość, niebezpieczeństwo czy miecz?”. Cóż za lista! Każda z tych rzeczy, które Paweł tu wymienia, jest przerażająca. Ale co Paweł mówi dalej? „Lecz we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował”. Nie ma najmniejszej sugestii, że apostoł mógłby porzucić Pana, bo musiałby znosić takie trudności. Nie ma śladu wyrzeczenia się Pana. Nie, on idzie od zwycięstwa do zwycięstwa. Nie, on wytrwał, ale nie z trudem i nie z trudem; pokonał wszystkie trudności zwycięsko i po królewsku. Jak tego dokonał? Czy miał dość siły? Nie! Mówi nam, co uczyniło go zwycięzcą. Zwyciężył wszystko „mocą Tego, który nas umiłował”. Bądź zwycięzcą dzięki łasce i mocy Jezusa.Oto doświadczenie Pawła. Dlatego nie boi się przyszłości, niezależnie od tego, jak mroczna i groźna może mu się wydawać. „Jestem bowiem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani wysokość, ani głębokość, ani żadne inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym”. On się nie boi, bo wie:Łaska, która mnie niosła i chroniła w przeszłości, będzie mi towarzyszyć w przyszłości. Dlatego w 2 Liście do Koryntian 12,9-10 mówi: „Wystarczy ci mojej łaski, bo moc moja w słabości się doskonali. Dlatego najchętniej będę się chlubił słabościami, aby moc Chrystusa zamieszkała we mnie. Dlatego jestem zadowolony ze słabości, z obelg, z ucisków i trudności dla Chrystusa. Bo kiedy jestem słaby, wtedy jestem mocny”. Któż jest w stanie zachować dobre nastawienie w tak trudnej sytuacji? Tylko ten, kto całkowicie ufa Panu, kto jest całkowicie przekonany, że łaska Boża mu wystarczy. Więc Paweł staje przed nami i twierdzi, że wiedzie zwycięskie życie. Pokonanie tego wszystkiego – to jest zwycięskie życie. A co z Piotrem? Czy składa on takie samo świadectwo jak Paweł? W 2 Liście Piotra 1:3 czytamy: „Jego Boska moc obdarowała nas wszystkim, co jest potrzebne do życia i pobożności, przez poznanie Tego, który nas powołał przez chwałę i cnotę”. To bardzo ważne słowo, na które musimy zwrócić uwagę. Dzięki wiedzy, czyli żywej komunii z Jezusem Chrystusem, otrzymujemy wszystko, co niezbędne do życia i pobożnego postępowania. Ale czymże jest „pobożność”, jeśli nie życiem pełnym zwycięstwa? Dalej mówi: „Przez które darowane nam zostały niezwykle cenne i największe obietnice, abyście przez nie stali się uczestnikami Boskiej natury”. „Nie sposób wyobrazić sobie potężniejszych słów: «Stańcie się uczestnikami Boskiej natury!» Ale w tym przypadku wykluczone jest jakiekolwiek potknięcie. Nie ma niedostatku w uczestnictwie w boskiej naturze. W boskiej naturze jest tylko nadmiar. Zupełnie oczywiste jest, że Piotr nie pisałby w ten sposób i nie mógłby zwracać się w ten sposób do swoich czytelników, gdyby sam nie został wzbogacony przez doświadczenie, o którym tutaj pisze. Tak więc Piotr także składa świadectwo i mówi o tym, co stanowi pobożne życie, a także o tym, w jaki sposób przyjęcie „drogocennych obietnic” czyni nas „uczestnikami Boskiej natury”. Zwróćmy się teraz do Jana. Czy on również składa świadectwo o tym samym? Pisze w 1 Liście Jana 3:22: „Przestrzegamy Jego przykazań i czynimy to, co miłe jest w Jego oczach”. Z jaką spokojną pewnością siebie o tym mówi! Te słowa wcale nie brzmią, jakby chciał powiedzieć coś nadzwyczajnego. O nie! Spokojnie i rzeczowo świadczy, że „przestrzegamy Jego przykazań”. Czyż nie jest to spełnienie obietnicy zawartej w Księdze Ezechiela 36: „A Ja sprawię, że będziecie postępować według moich przykazań?”. Mamy tu człowieka, który przyznaje, że postępuje według Bożych przykazań. Następnie dodaje: „Jego przykazania nie są uciążliwe” (5:3). Tylko ten, kto wiedzie zwycięskie życie, jest zdolny do pisania w ten sposób; to jest jasne. Pójdźmy o krok dalej. On nie tylko mówi: „Przestrzegamy Jego przykazań” – czyli, że jesteśmy posłuszni – ale mówi również: „I czynimy to, co jest miłe w Jego oczach”. A to jest coś więcej.Posłuszeństwo jest odpowiedzią na słowo; to, co miłe, dzieje się bez słowa. To, co miłe, nie oczekuje ani rozkazów, ani instrukcji; spełnia niewypowiedziane pragnienia, odczytuje pragnienia w oczach. Dziecko, które się podoba, pragnie sprawiać radość swoim rodzicom. Jan o tym świadczy: „Czynimy to, co podoba się Jemu”, a to oznacza nic innego, jak tylko sprawianie radości naszemu Panu i sprawianie Mu radości. Tak więc Jan swoim świadectwem zgadza się z Pawłem i Piotrem. A co z Jakubem? Zaczyna swój list od niezwykłego słowa: „Bracia moi, miejcie to za najwyższą radość, gdy wpadacie w rozmaite próby”. Różnorodne pokusy – i czysta radość? Jak to pogodzić? Każdy, kto doświadczył różnych pokus, wie, co czuje człowiek w takie dni. Czy naprawdę można się „radować” i tylko radować? Różnorodne pokusy to najróżniejsze pokusy. Ale kto nie zna takich dni, kiedy dzieje się „wszystko, co możliwe”? Wtedy wydaje się, że wszystko zaprzysięgło nas ekscytować i irytować. Jedna niedopuszczalna rzecz goni drugą. Wtedy wszystko się miesza i zaciera. I w takich przypadkach mamy się cieszyć? Jestem pewien, że gdyby ktoś dziś wypowiedział takie słowa, usłyszałby: „Nie wiesz, co się dzieje w życiu codziennym!”. W przeciwnym razie nie powiedziałbyś tego. Ale jak Jakub mógł coś takiego powiedzieć? Mógł to zrobić, ponieważ wiedział z doświadczenia, że takie dni dają wspaniałe okazje do uwielbienia Pana i udowodnienia, że Jego łaska jest wystarczająca w każdej sytuacji. Kiedy inni „starają się ze wszystkich sił”, dzieci Boże pokazują, co potrafi łaska. Korzystają z okazji, by dać światu przykład tego, kim jest Jezus i co może uczynić. Jest oczywiste, że Jakub nie mógłby napisać tych słów, gdyby nie wiedział z własnego doświadczenia i nie nauczył się poprzez różne pokusy, jak radować się przy każdej okazji do wychwalania Pana. Jakub zatem również potwierdza tę prawdę. A Juda? Wystarczy przeczytać jedno słowo z krótkiego Listu Judy. Werset 24 brzmi: „Temu zaś, który może was ustrzec od upadku i stawić nienagannych przed obliczem swojej chwały z radością wielką, jedynemu mądremu Bogu, Zbawicielowi naszemu, przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego, chwała i majestat, moc i władza przed wszystkimi wiekami, teraz i na wieki”. „Temu zaś, który może was ustrzec od upadku…” On jest w stanie stawić nas nienagannych przed obliczem swojej chwały, z radością. Jeżeli jesteśmy przekonani, że słowa te zostały wypowiedziane i napisane przez apostołów, natchnionych Duchem Świętym, to jesteśmy całkowicie wolni od wszelkich magicznych przesady, od pustych przechwałek, gdyż przed nami jest wyraźne świadectwo tych ludzi, w których mieszkała i działała moc Boża, którzy mocą z góry przeżyli życie zwycięstwa dla chwały Pana w obliczu bezbożnego świata wrogiego Chrystusowi. Jeśli zadamy sobie pytanie, czy byli ludzie, którzy przeżyli takie życie? A jeśli jesteśmy przekonani o prawdziwości tych słów, to rzeczywiście żyli takim życiem. Ale jeśli oni byli zdolni do takiego życia, to czyż my nie jesteśmy do tego zdolni? I czyż ich Zbawiciel nie jest także naszym Zbawicielem? Tak jak apostołowie wiedli życie pełne zwycięstwa, o czym świadczyło ich własne świadectwo, tak samo czynił Kościół wczesnochrześcijański. Czytamy, że Pan codziennie dodawał zbawionych do Kościoła. Nie mogło być inaczej. Tam, gdzie dzieci Boże żyją życiem pełnym zwycięstwa, zawsze następuje ożywienie. Najpotężniejszym i najbardziej przekonującym głoszeniem zawsze było i pozostaje głoszenie świętego postępowania, głoszenie uczynków. Jak to się stało, że wczesny Kościół postępował w tak święty sposób? „Trwali oni w nauce apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwie”. Oto odpowiedź. Trwali w codziennej i godzinnej komunii z Panem. W ten sposób otrzymywali siłę. Jednak tam, gdzie Kościół rośnie, a ludzie się nawracają, wróg robi wszystko, co w jego mocy, aby temu przeszkodzić. Nie pragnie, aby dzieci Boże żyły zwycięskim życiem. Widzimy to już na przykładzie wczesnego Kościoła. Niedługo potem pojawili się Ananiasz i Safira. Wtedy „wzbudziło to szemranie wśród hellenistów, że ich wdowy były zaniedbywane przy codziennym zaspokajaniu potrzeb”. Wkrótce wszystko zaczęło się walić, bo nie czuwali i nie modlili się, nie trzymali straży, bojąc się podstępów i zdrady wroga. I kusił ich na różne sposoby. Zwróćmy zatem uwagę na przeszkody w zwycięskim życiu. Być może Pan chce ci coś powiedzieć i pokazać, dlaczego w twoim życiu jest tak mało zwycięstw i tak wiele porażek. Jakie przeszkody stoją na drodze do zwycięskiego życia? Przeszłość, która nie została uporządkowanaAbsolutnie niemożliwe jest zwycięskie życie, jeśli nasza przeszłość nie jest uporządkowana tak, jak pragnie tego Bóg. Historia kradzieży dokonanej przez Achana stanowi dla nas cenną lekcję w tym temacie. Pomimo zakazu, Achan ukradł część łupów zdobytych w Jerychu. Nikt o tym nie wiedział oprócz Pana. Kiedy Jozue wysłał oddział, by zdobyć Aj, Izraelici zostali pokonani przez mieszkańców Aj. Oddział powrócił w dzikiej ucieczce, pozostawiając na polu bitwy trzydziestu sześciu zabitych. Wtedy Jozue rozdarł szaty i upadł na twarz: „O Panie! Cóż mam powiedzieć, skoro Izrael odwrócił się od swoich wrogów? Kananejczycy i wszyscy mieszkańcy kraju usłyszą o tym i otoczą nas, i zgładzą nasze imię z ziemi”. Lecz oto odpowiedź Boga: „Powstań! Czemu upadłeś na twarz? Izrael zgrzeszył i złamał moje przymierze, które im zawarłem. Zabrali to, co obłożone klątwą, ukradli, ukryli i umieścili wśród swoich dóbr”. Dopóki klątwa nie zostanie zdjęta, nie będzie zwycięstwa. Klątwa musi zostać zdjęta! Nawet dzisiaj możemy być wzbogaceni takimi doświadczeniami. Dopóki klątwa ciąży nad naszym życiem, nie możemy osiągnąć zwycięstwa. Nawet nie próbujcie żyć takim życiem, dopóki nie uporządkujecie swojej przeszłości w sposób podobający się Bogu! Klątwa musi zostać zdjęta! Na czym polega ta klątwa? Opowiem wam kilka historii, tylko kilka z wielu, których doświadczyłem. Wiecie, niezliczone dzieci Boże cierpią w życiu pod wpływem tej klątwy. Często są to tak zwane „drobiazgi”. Ale nawet one mogą mieć katastrofalne skutki. Wystarczy, że coś dostanie się do naszych oczu, a nagle mamy paskudną infekcję oka. Nawet drobne rzeczy mogą wyrządzić ogromne szkody w naszym życiu. A te „drobiazgi” uniemożliwiają nam prowadzenie udanego, zwycięskiego życia. Pewien praktykant, sprzątając sklep, uderzył miotłą w okno. Powiedział szefowi, że to wiatr wybił okno! To była drobnostka, ale pozbawiła go spokoju na siedemnaście lat, ciążąc mu na sumieniu, aż w końcu poszedł do tego samego szefa i wyznał wszystko. Uczennica ukradła z szuflady jedynie garść stalowych długopisów. W tamtych czasach, gdy dzieci kupowały zeszyty, oferowano im dwa stalowe długopisy „za darmo”. Pewnego dnia do sklepu wszedł tłum uczniów. Sprzedawca pchnął pudełko z długopisami w stronę dziecka i powiedział: „Weź jeden dla siebie”. Dziecko skorzystało z „okazji” i wbiło długopis głęboko do szuflady. W ten sposób zgarnęło trzydzieści dwa długopisy. Ale te trzydzieści dwa stalowe długopisy tak bardzo dręczyły jej sumienie, że mimo iż była już mężatką, nie mogła zaznać spokoju, dopóki w końcu nie uporządkowała sprawy. „Kto był obecny, kiedy to się stało?” – pytali rodzice po powrocie do domu. Córka kategorycznie zaprzeczyła. Jednak nie uwierzyli jej i ukarali ją bardzo surowo. Każdy cios zdawał się uderzać w służącą w kuchni. A jednak nie przyznała się do popełnienia tego złego czynu. Dopiero znacznie później przyznała się do wszystkiego. Dziewczynka dawno zapomniała, że została ukarana, ale służąca cały czas odczuwała ból tych ciosów. Ale nie tylko drobiazgi mogą sprowadzić na czyjeś życie wielkie przekleństwa. Nie, to wcale nie drobiazg, gdy wieśniaczka dodaje wody do mleka. To zasługuje na surową karę. Nie, to nie jest drobnostka, jeśli ktoś ukrywa rzeczy podczas pożaru domu, a później twierdzi, że się spaliły, żeby ubezpieczyciel pokrył stratę. To nie jest drobnostka. To oszustwo. Ta kobieta myślała, że jest sprytna, mówiąc, że jej córka ma zaledwie cztery lata, podczas gdy ona miała już pięć, żeby móc podróżować pociągiem ze zniżką. Oszukała więc kolej, żeby dostać bilet ze zniżką. Ale ta kobieta okazała się złodziejką. Jeszcze gorzej, gdy kobieta bierze zapałkę i podpala strzechę swojego domu, żeby dostać pieniądze z ubezpieczenia. Przecież to celowe podpalenie. A za to przestępstwo grozi więzienie. Ileż zbrodniczych przysiąg! To nie są drobiazgi. W ten sposób człowiek zamyka przed sobą niebo, a otwiera piekło, kłamią i wzywa Boga, by poświadczył prawdziwość swoich słów. O, ileż przekleństw ciąży na ludzkich sercach! Czy i na twoim? Czy to ty posiadasz niesprawiedliwą własność? Czy twoje sumienie obciążają kłamstwa? Błagam cię, uporządkuj swoje sprawy poprzez otwartą, szczerą spowiedź! Nawet jeśli oznacza to dla ciebie skruchę i upokorzenie. I nawet jeśli czujesz gorycz, uporządkuj swoją przeszłość. Dopóki tego nie zrobisz, nie znajdziesz spokoju. Sam to wiesz. Za każdym razem, gdy zbliżasz się do Boga w błogosławionej godzinie, gdy twoje życie wewnętrzne się wznosi, pojawia się wróg i mówi: „Ty? Chcesz być pobożny? Chcesz chodzić do kościoła? Ty? Ale jesteś złodziejem! Jesteś kłamcą!”. I czujesz, jak coś krępuje twoje życie wewnętrzne. Jakże często, jakże często ta stara historia wyłaniała się w twoich wspomnieniach, a ty wciąż jej nie uporządkowałeś! Sam stoisz na drodze do własnego spokoju i szczęścia, nigdy nie porządkując swojej przeszłości. Kiedy Duch Święty dotknie palcem rany, wiedz, że nie cofnie jej, dopóki nie uporządkujesz wszystkiego. Wiem to z własnego, bolesnego doświadczenia. Dlatego teraz, kiedy Pan ponownie przemówi do ciebie i wezwie cię do uporządkowania swojego życia, nie odkładaj tej sprawy dłużej! To bardzo poważna sprawa. Jeśli nie uporządkujesz swojej przeszłości, nie pozbędziesz się klątwy ciążącej nad twoim życiem, a w takim przypadku nie odniesiesz zwycięstwa, a co gorsza, sprowadzisz klątwę na społeczeństwo, na wspólnotę, do której należysz. Grzech Achana był przyczyną śmierci trzydziestu sześciu osób, które zginęły w Aj. Zginęli z powodu jego kradzieży. Tak więc grzech jednego dziecka Bożego, jeśli nie doprowadził go wcześniej do porządku, sprowadza klątwę na całe społeczeństwo. Kiedyś, podczas kazania ewangelizacyjnego, doświadczyłem, że moje słowa trafiały w próżnię. Starałem się, ale bezskutecznie. Spotkania nie rosły, jak zwykle, ale stawały się coraz rzadsze. Myślałem nawet o rezygnacji. Ale pewnego wieczoru, podczas spotkania wieczornego, zapytałem: „Co właściwie się dzieje? Czy wszystko tu w porządku?”. I zacząłem mówić o ukrytej klątwie. Trafiłem w sedno. Zaraz po spotkaniu przyszli i otrząsnęli się ze swojego starego brudu. Jakże ciężkie czasy musieli znosić ci uczestnicy spotkań! Potem zabraliśmy się za porządkowanie wszystkich tych starych historii. I od razu wszystko się zmieniło! Spotkania stały się liczniejsze. Musieliśmy zburzyć mur, żeby pomieścić ludzi. Przybywali z daleka i szeroka. Rozpoczęło się przebudzenie, które skłoniło mnie do pozostania dłużej, niż pierwotnie planowałem. Co uniemożliwiło błogosławieństwo? Tajemna klątwa tych, którzy jeszcze nie uporządkowali swojej przeszłości. Dlatego, jeśli nie chcesz pozbawiać błogosławieństwa otaczających cię ludzi, uporządkuj swoją przeszłość. Powiem ci to całkiem poważnie: zwycięskie życie jest absolutnie niemożliwe, dopóki nie uporządkujesz swojej przeszłości. Ciało PanaJeśli zapytamy, dlaczego wiele dzieci Bożych nie może osiągnąć zwycięskiego życia, doświadczenie podsunie nam następującą odpowiedź: ponieważ wielu z nich nie oddało jeszcze swojego fizycznego życia Bogu. W 1 Liście do Koryntian 6:13 Paweł wyraża bardzo ważną myśl: „Ciało... jest dla Pana, a Pan dla ciała”! Na zakończenie tego samego rozdziału mówi: „Drogę bowiem z was kupiono. Chwalcie więc Boga w ciele waszym i duchu waszym, które są Boże”. Zostaliśmy kupieni za cenę. Należymy całkowicie do Pana dzięki Krwi, która została za nas przelana. I nasze ciało również należy do Niego. Nasze ciało jest powołane, by być świątynią Ducha Świętego. Ale tu pojawia się sedno sprawy: wiele dzieci Bożych nie oddało jeszcze swojego życia fizycznego Panu. Skupimy się na trzech ważnych obszarach. Pierwszym jest jedzenie i odżywianie. Drugim tematem będzie odzież, a trzecim seks. 1. Żywność i żywienieJedzenie i odżywianie są ważne. Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się nad prawdziwym znaczeniem jedzenia i odżywiania? Jedzenie, które spożywamy, daje nam siłę do życia i wypełniania naszych obowiązków. Mamy więc wiele powodów, by być wdzięcznym za jedzenie, które mamy każdego dnia, za to, że możemy być dobrze odżywieni, gdy tak wielu ludzi na świecie głoduje. Ponieważ jedzenie i picie są tak istotne, wróg miał w tym swój udział od samego początku. Jak grzech pojawił się na świecie? Adam i Ewa złamali Boże przykazanie i zjedli zakazany owoc. Aby sprawdzić ich posłuszeństwo, Bóg dał im przykazanie. Brzmiało ono: „Nie wolno wam z niego jeść!”. Jednak Adam i Ewa okazali się chciwi. Złamali Boże przykazanie, zjadając zakazany owoc. W ten sposób grzech wkroczył na świat. Ileż grzechów popełniono w tym regionie! Izaak był starcem Bożym. Ale potem, wbrew Bożemu nakazowi, postanowił pobłogosławić Ezawa. Dlaczego? Ponieważ jadł dziczyznę z apetytem. Starszy Izaak okazał się żarłokiem. Ale ileż nieszczęść sprowadziło to na niego i jego dom. Ezaw sprzedał swoje pierworództwo za miskę soczewicy. To trwa do dziś. W tej dziedzinie jest tyle obżarstwa, tyle chciwości i grzechu. Ale coś jeszcze straszniejszego dzieje się, gdy pijemy, niż gdy jemy. Liczba pijących jest znacznie większa. Dla wielu jedzenie i picie są w centrum życia. Biblia definiuje ten fakt jednym słowem: „Ich Bogiem jest ich brzuch”. Ale brzuch nie należy do Szatana. Należy do Boga. 2. UbraniaApostołowie Paweł i Piotr w swoich listach zwracają uwagę na to, że ubiór stanowi dla kobiet wielkie zagrożenie: przywiązują zbyt dużą wagę do wyglądu. Rozpieszczają i ozdabiają swoją zewnętrzną stronę, podczas gdy wewnętrzny człowiek, ukryta osoba serca, jak mówi Piotr, jest zapomniany i zaniedbany. Bóg oczekuje, że kobiety nie będą przeceniać swoich fryzur, biżuterii i ubrań ani nie będą poświęcać im zbyt wiele uwagi. Jeśli chcemy żyć zwycięsko, nie możemy przeceniać tych trzech rzeczy. Nie oznacza to, że chrześcijanka może lub powinna ubierać się w przestarzały sposób lub być niedbała w swoim wyglądzie. Pomiędzy przecenianiem a niedocenianiem leży właściwa droga, która zbiega się ze zwycięskim życiem. 3. Życie seksualneJeżeli cokolwiek w naszym życiu ma znaleźć się pod kontrolą i kierownictwem Ducha Świętego, to w pierwszej kolejności jest to obszar naszego życia seksualnego. Jakże wzniosłe i święte jest to królestwo, z woli Boga! Obdarzył nas On swoją cząstką mocy twórczych, abyśmy mogli kontynuować życie na ziemi. Ale co wróg zrobił z tym regionem! Jak bardzo go zepchnął w dół, w nieczystość! W żadnej innej dziedzinie życia nie ma tylu grzechów, co w tej. Nieczystość i niemoralność można by nazwać grzechem naszego ludu, i nie tylko naszego. Grzech ten, niosąc ze sobą spustoszenie i zamęt, rozciąga się nawet na kręgi wierzących chrześcijan i przenika nawet do ich domów. Życie pełne zwycięstwa jest oczywiście całkowicie niemożliwe, dopóki pozostaje się niewolnikiem własnych żądz i namiętności. Płynięcie z prądem i życie pełne zwycięstwa są nie do pogodzenia. Jaki pożytek z konferencji i tygodni ewangelizacyjnych, jeśli nasze małżeństwa i rodziny nie znajdują się pod kontrolą i przewodnictwem Ducha Świętego! Nie ma sensu rozmyślać o zwycięskim życiu, dopóki ten łańcuch nie zostanie zerwany. Czy nie zaniesiesz go do Pana, aby On mógł go zerwać? On zrywa wszelkie więzy. I uwalnia również tych, którzy są „mocno spętani”! Pomyśl, że Jezus przelał swoją Krew na Golgocie, aby dokonać twojego wyzwolenia z niewoli. Możesz być wolny. Być może kiedyś śpiewałeś: „Panie, ofiarowuję Ci wszystko, co moje – moje ciało, moją duszę, mojego ducha; przyjmij mnie całego!”. Czy to naprawdę twoja decyzja? Czy jesteś gotowy oddać swoje ciało, duszę i ducha? Czy jesteś gotowy oddać wszystko? Wtedy błogosławiona szansa na prowadzenie błogosławionego, owocnego i zwycięskiego życia otworzy się również przed tobą. Dlatego twoje ciało jest świątynią Ducha Świętego! Największy wrógCzy wiesz, kto jest największym wrogiem twojego zwycięskiego życia? Czy wiesz, kto zadaje nam najwięcej porażek? Wiele dzieci Bożych o tym nie wie! Jeszcze nie rozpoznały tego wroga w całym jego niebezpieczeństwie. Naszym największym wrogiem jesteśmy my sami. Czy pamiętasz, że gdy w twoim duchowym życiu zdarzały ci się porażki, to czy leżała u ich podłoża twoja własna wina?"I"? O, jakie trudności, jaka nieakceptowalność moja własna"I"! Kiedy coś mi się naprawdę podobało, moje „ja” od razu zaczynało mnie ekscytować, choć przekonywałem sam siebie: „Nienawidzę tego! Co w tym osobistego? Zabroń sobie i odwróć się od tego!” Czy te głosy nie brzmią ci znajomo? Nie, bardzo znajomo! Kiedy czyjeś ego zaczyna go podniecać, rozbudzać w nim pożądanie, staje się rozdrażniony. Wtedy zazwyczaj człowiek czuje się urażony, znieważony, poruszony, a potem milknie. Staje się boleśnie wrażliwy i poruszony. Ileż jest w naszym języku słów wyrażających niemal to samo! Ale co z tego wynika? Że to aż nazbyt powszechne! Jak straszliwą przemoc wyrządza człowiekowi, a nawet dzieciom Bożym, nasze „ja”! Dlaczego jest tak mało zwycięskich dzieci Bożych? Ponieważ panowanie ego jest zbyt wielkie! Czy to smutne? Kiedy człowiek się irytuje, traci jasność umysłu. Widzi wiele rzeczy w mroczniejszym, bardziej złowrogim świetle, niż jest to w rzeczywistości. Ale potem wypowiada słowa, które powodują wiele gorzkiego cierpienia. Albo pisze listy, których później żałuje. Albo podejmuje decyzje, które okazują się brzemienne w skutki na resztę życia i pociągają za sobą najpoważniejsze konsekwencje! Kiedy ogarnia go irytacja, oddaje się goryczy. Nawet najmniejsza rzecz wystarczy, by go rozpalić. Jeśli coś nieumyślnie się wydarzy, natychmiast wybucha. I wtedy wypowiada ostre, okrutne słowa. Ileż żon cierpi z powodu okrucieństwa swoich wierzących mężów! Albo człowiek ogarnia chorobliwa wrażliwość, która we wszystkim dostrzega zło, wszystko przypisuje sobie, nawet niewinne uwagi uważa za wyrzuty. I człowiek staje się milczący i pełen urazy. Och, to bardzo smutny rozdział, rozdział o zniewoleniu, w którym znajduje się wiele dzieci Bożych z powodu własnego „ja”. Jakże to utrudnia życie jednostkom, dzieciom Bożym! I jak wpływa na życie całego społeczeństwa! Ileż nieporozumień i napięć powstaje w życiu wspólnot, i to tylko dlatego, że dominuje to „ja”. Człowiek nie może wypowiedzieć ani słowa, nie może ustąpić, odmawia zmiany poglądów – i spór się kończy! Jeśli ludzkie „ja” jest tak groźnym wrogiem zwycięskiego życia, w jaki sposób możemy uwolnić się od tej straszliwej tyranii? Nie tak, jak zazwyczaj próbują to osiągnąć! Większość ludzi próbuje uwolnić się od tyranii własnego ego, decydując się nie poddawać się jej dłużej. Ktoś na przykład postanawia: Nie będę już wybuchał! Nie chcę być tak boleśnie wrażliwy! Nie będę się już irytował! Nie będę już uważał wszystkiego, co dzieje się wokół, za zło! Ale co z tych wszystkich decyzji i zamiarów wynika? Nic tylko porażka! Wiem to dobrze z własnego doświadczenia, jak i z doświadczenia innych. Próbując pokonać własne ego, człowiek wzbogaca się o bolesne doświadczenie: „Niczego nie osiągnę własnymi siłami!”. Człowiek postanawia nie być już podniecony – a jednak staje się jeszcze bardziej podniecony niż wcześniej. Człowiek postanawia nie być już podrażniony – a jednak nadal jest podrażniony jak wcześniej. To samo dzieje się z bolesną wrażliwością i to samo dzieje się ze wszystkim innym. Jest powód do rozpaczy. Tak bardzo chciałoby się zapewnić sobie zwycięstwo. Człowiek modli się i walczy o zwycięstwo – i ponosi jedną porażkę za drugą. I wtedy rozumie smutną prawdę z siódmego rozdziału Listu do Rzymian: „Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię zło, którego nie chcę”. W końcu, gdy człowiek zmęczy się zmaganiem i modlitwą bez osiągnięcia sukcesu, składa broń. Traci odwagę i popada w rozpacz. Dochodzi do wniosku, że nie ma sensu walczyć, że nie ma innej drogi. Ileż dzieci Bożych ze smutkiem porzuciło wszystko. Leżą na poboczu wąskiej ścieżki, zmęczone i wyczerpane. Straciły nadzieję, że ich życie może być inne. Ale są też inni, którzy nie uważają się za złamanych i pokonanych. Żyją tak, jakby ich życie było słuszne, jakby innego życia w ogóle nie było. Każdy, kto mówi im o życiu pełnym zwycięstwa, wydaje się pijany i oczarowany. „Tak, młodzi! Mówią tak, bo jeszcze nie znają życia, bo jeszcze niczego nie doświadczyli. Jak dorosną, to będą mówić inaczej!” Nie będzie jednak zwycięskiego życia, dopóki nasze własne „ja” będzie nad nami triumfować. To pewne! Ale jak wtedy możemy uwolnić się spod panowania tego „ja”? Niektórzy twierdzą, że trzeba ukrzyżować to „ja”. Ale czy to naprawdę możliwe? Czy pragnienie ukrzyżowania samego siebie nie wydaje się absurdalne: aby ukrzyżować siebie, potrzeba rąk, a te trzeba przybić do krzyża? Czyż nie stwarza to nowej próby samodzielnego działania? Boję się właśnie, że coś w moim życiu może zależeć ode mnie osobiście i od moich czynów. Nie, nie jesteśmy zdolni do ukrzyżowania samego siebie. I – dzięki Bogu – nie mamy takiej potrzeby. Ono już zostało ukrzyżowane! Otwórzmy również List do Rzymian 6:6. Czytamy tam: „Wiedząc, że nasz stary człowiek został z Nim ukrzyżowany, aby ciało grzechu zostało unicestwione, abyśmy już dłużej nie byli niewolnikami grzechu”. Jak zatem mamy to rozumieć? Czy nasz stary człowiek został już ukrzyżowany? Czy naprawdę został ukrzyżowany z Chrystusem? „Nasz stary człowiek” to nasze własne ja, nasza odziedziczona grzeszna natura, którą odziedziczyliśmy po Adamie. „Stary człowiek” nie jest taki sam u każdego. Twój stary człowiek może bardzo różnić się od mojego starego. Ale niewątpliwie jest to stara grzeszna natura, którą odziedziczyliśmy, która kształtuje się w nas i znajduje w nas swój wyraz. U jednej osoby „słaba strona” jest bardziej widoczna pod jednym względem, u innej pod innym. Jeden jest ograniczony pod jednym względem, inny pod innym. Różni ludzie doświadczają tego wszystkiego inaczej. Jeden jest bardziej skłonny do wrażliwości, inny do surowości, do bezduszności. Jeden jest bardziej przywiązany do ciała, inny do chciwości. Stary człowiek nabrał szczególnego wyrazu w każdym z nas. Musimy więc walczyć z własną naturą i charakterem, ale w tej walce zawsze pozostajemy pokonani. Ale Dobra Nowina głosi wam: „Nasz stary człowiek został razem z Nim ukrzyżowany!” Kręcisz głową: „Tak, słyszałem już tę dobrą nowinę, ale niestety, nie mam już wiary!”. Czy moje stare ja naprawdę mogłoby zostać ukrzyżowane razem z Chrystusem? Wtedy nie mogłoby mnie już dłużej tyranizować! Ale każdego dnia daje mi niezbity dowód, że wciąż żyje! Jeśli tak rozumujesz, popełnisz ten sam błąd, co wielu. Chciałbyś wiedzieć, że twoje stare „ja” już zostało uśmiercone, żebyś mógł w to uwierzyć. Ale to nie jest Boża droga. Najpierw musisz uwierzyć, a dopiero potem wiedzieć. Nie ma innego sposobu na osiągnięcie błogosławieństwa Bożego, jak tylko poprzez samą wiarę. I musicie również przyjąć z wiarą fakt, który Paweł wam oferuje; musicie w to uwierzyć, ponieważ jest to napisane. Czy to rozumiecie, czy pojmujecie, czy nie, musicie w to uwierzyć! Powiedzcie Panu: „Panie, Twoje Słowo mówi mi, że mój stary człowiek został ukrzyżowany z Tobą. Ale nie mogę tego zrozumieć ani pojąć. A jednak chcę w to uwierzyć. Panie, dziękuję Ci, że mój stary człowiek został ukrzyżowany z Tobą, abym odtąd nie służył już grzechowi. Panie, dziękuję Ci za to z całego serca!” Jeżeli już podjąłeś taki krok wiary, jeżeli wiarą przyjąłeś fakt: mój stary człowiek został ukrzyżowany razem z Chrystusem, to powiem ci, że wówczas sam się o tym przekonasz na podstawie doświadczenia. Musisz tylko chronić się przed błędem, który popełnia tak wielu. Nie powinieneś myśleć, że jesteś już ponad wszystkimi górami, że nie ma już dla ciebie pokus ani prób. One z pewnością istnieją. Przecież nigdy nie znikają całkowicie. Pierwszy krok wiary nie kończy dzieła. Po pierwszym kroku wiary musi nastąpić wiele kolejnych kroków; musisz przejść całą drogę wiary, musisz kroczyć wiarą. W końcu konieczne jest przechodzenie od wiary do wiary. Konieczne jest przechodzenie od jednej próby do drugiej. Ale w każdej próbie musimy liczyć się z faktem, że moje stare ja jest ukrzyżowane z Chrystusem, że nie ma już ani prawa, ani mocy, by mnie tyranizować. Apostoł wyraża tę myśl w Liście do Rzymian 6,11: „Tak i wy uważajcie siebie za umarłych dla grzechu, a za żyjących dla Boga w Chrystusie Jezusie, Panu naszym”. Kiedy pojawiają się pokusy – z powodu irytacji, przejawów szczególnej wrażliwości lub z jakiegoś nieznanego powodu – należy z wiarą uznać fakt, że nie muszę już ulegać pokusom: Jezus wyzwolił mnie z mojego starego ja. Teraz nie muszę już żyć z własnej woli; teraz mogę żyć z Jezusem, który umarł za mnie i zmartwychwstał. Jeśli w pokusach zwrócimy wzrok ku krzyżowi i Ukrzyżowanemu, wtedy odniesiemy zwycięstwo. Będziesz o tym wiedział. Musisz uwolnić się od własnego „ja”. Dopóki się od niego nie uwolnisz, nie możesz być prawdziwie wolny. Wcześniej, śpiewając psalm: „Jaka to radość być zbawionym, Panie, przez Twoją Krew”, dokonaliśmy małej zmiany. Śpiewaliśmy: „Jaka to radość być wolnym!”. Słowo „zbawiony” traci dla nas znaczenie. Mogę sobie wyobrażać, że jestem „zbawiony”, ale jeśli zbawienie nie doprowadzi nas do punktu, w którym będziemy prawdziwie „wolni”, wyzwoleni od naszego własnego „ja”, to nie jesteśmy jeszcze zbawieni w pełnym tego słowa znaczeniu. Czy jesteś wolny? Czy jesteś wolny od wpływów własnego ego? Jeśli jeszcze nie jesteś wolny, to życie pełne zwycięstwa jest dla ciebie całkowicie niemożliwe. Musisz być zbawiony i wolny. I będziesz, jeśli z wiarą przyjmiesz ofiarę, którą Jezus złożył za ciebie na krzyżu. Dlatego nie musimy już sami się zbawiać. Jesteśmy zbawieni. Wystarczy, że uwierzymy. Każdy, kto próbuje walczyć z własnym ego, z dobrymi intencjami i całym swoim skupieniem, profanuje i dewaluuje krzyż i słowo o krzyżu: „Wykonało się!”. Nie mamy już potrzeby, by się zbawiać. Chwała Bogu za to! Jesteśmy zbawieni. Jesteśmy zbawieni od naszego starego ja i od naszego ja. Dlatego możemy zawołać: „Tak, jestem zbawiony! Jestem zbawiony nie przez uczynki, W ten sposób możemy uwolnić się od naszego najgorszego wroga, od naszego własnego „ja”. W ten sposób możemy wieść zwycięskie życie na gruncie zwycięstwa dokonanego odkupienia, patrząc na krzyż i Ukrzyżowanego. Chwała Bogu i dziękczynienie Mu za krzyż Golgoty, za całkowite, darmowe i wieczne zbawienie, którego Jezus dokonał dla nas! Nie po to, by się cieszyć, ale by być posłusznymTo bardzo ważna kwestia i musimy ją jasno zrozumieć. Wielu nie osiąga zwycięskiego życia po prostu dlatego, że jeszcze nie zrozumieli, że jesteśmy na ziemi nie po to, by się cieszyć, lecz by być posłusznymi. Oczywiście, podążając za Panem, możemy się też czymś cieszyć. W przeciwnym razie psalmista nie mógłby powiedzieć: „Skosztujcie i zobaczcie, jak dobry jest Pan!” (Psalm 34:9); jeśli ktoś nie potrafi skosztować, nie potrafi się nim cieszyć. Ten, kto jest pewien odpuszczenia grzechów, może prawdziwie cieszyć się życiem. A jakże chwalebnym i błogosławionym darem jest pokój z Bogiem! Każdy, kto z powodu choroby lub innych poważnych przyczyn nie mógł spędzić dłuższego czasu w komunii z dziećmi Bożymi, ale później otrzymał możliwość spotkania się z nimi i wspólnego rozważania Słowa Bożego, wie, jaka to radość! Doświadcza wtedy tego, o czym Dawid mówi w Psalmie 23: „Pokrzepia moją duszę”. Ale jakkolwiek prawdziwe by to wszystko nie było, prawdą jest również, że jesteśmy na ziemi nie dla przyjemności, lecz posłuszeństwa. Ci, którzy pragną tylko wiecznej radości, nigdy nie osiągną zwycięskiego życia. Chrześcijanie, którzy pragną tylko wiecznej radości, są ciężarem i obciążeniem dla innych. Paweł pisze do Tesaloniczan: „...jak nawróciliście się od bożków do Boga, aby służyć Bogu żywemu i prawdziwemu” (1 Tes. 1:9). Skontaktuj się z nami, aby służyć! Tak więc to nie Bóg jest tu dla nas, lecz my jesteśmy tu dla Boga. Wiele lat temu przyszedł do mnie pewien mężczyzna, który niedawno się nawrócił. Był bardzo poruszony i powiedział, że jest gotów ponownie wyrzucić chrześcijaństwo za burtę. Kiedy zapytałem go o powody tej gotowości, opowiedział mi następującą historię. Miał wiele zmartwień, ale nigdzie nie mógł znaleźć schronienia. Zaczął więc modlić się do Pana, aby się nim opiekował i aby otrzymał to schronienie, ale schronienie nigdy nie nadeszło. Zaczął się więc zastanawiać, czy nie żyje w niewłaściwy sposób. Okazuje się, że Pan nie może usłyszeć jego modlitw! Powiedziałem mu wtedy: „Cieszę się, że ci się to przytrafiło, bo okazało się, że miałeś błędne wyobrażenia o swojej relacji z Bogiem. Myślałeś: skoro zwróciłem się do Boga, Bóg jest na ziemi wyłącznie dla mnie. Myślałeś: wystarczy, że naciśniesz przycisk, a Bóg natychmiast się pojawi i zapyta cię, jakie są twoje pragnienia. Nie, wcale tak nie jest! Bóg nie jest tu dla nas, ale my jesteśmy tu dla Boga. Jesteśmy powołani, by być narzędziami w Jego rękach, by być do Jego dyspozycji”. Nic dziwnego, że ten brat miał takie błędne przekonania; ale smutne jest to, że nawet dzisiaj wiele dzieci Bożych cierpi na tę samą chorobę. Zawsze chcą tylko otrzymywać. Bóg jest zmuszony być do ich dyspozycji, aby spełnić ich pragnienia. Kiedyś w ciągu dwóch dni otrzymałem dwa różne listy opisujące podobne relacje. Młoda wierząca kobieta po śmierci męża wróciła do matki, ale brakowało jej tam towarzystwa. Napisała i poprosiła o modlitwę, aby Pan obdarzył ją wspólnotą z dziećmi Bożymi w mieście, w którym mieszkała. Potrzebowała wsparcia i rozwoju. Otrzymałam drugi list od córki, która była tymczasowo hospitalizowana i w tym czasie zwróciła się do Pana. Po zakończeniu pobytu w szpitalu wróciła do domu. Ale nigdzie nie mogła znaleźć wspólnoty z dziećmi Bożymi. Pomyślała więc: Muszę zobaczyć, jak mogę znaleźć wspólnotę z dziećmi Bożymi tutaj. W następną niedzielę odwiedziła chorą, rozmawiała z nią, przeczytała jej coś z Biblii i modliła się z nią. Kiedy, żegnając się, zapytała, czy może ją ponownie odwiedzić, chora ucieszyła się. „O tak, to była prawdziwa niedziela!”. Wtedy chora zapytała: „Czy nie moglibyśmy się umówić, kiedy pani przyjdzie? Mogłabym wtedy zaprosić więcej przyjaciół”. Umówiły się na spotkanie w następną niedzielę. Kiedy siostra przyszła ją odwiedzić, spotkała tam osiem kolejnych kobiet. W ten sposób odwiedzała tę chorą kobietę w każdą niedzielę i tak narodziła się wspólnota. Teraz siostra poprosiła o modlitwę za nią i jej pracę. Jaka była różnica między tymi dwiema kobietami, które żyły w zupełnie podobnych okolicznościach? Pierwsza chciała mieć. Chciała się rozwijać i wzrastać. A Bóg miał jej w tym pomóc. Druga zaczęła od dawania. Poddała się Bogu. A Bóg ją pobłogosławił i obdarzył ją wspólnotą, podczas gdy pierwszej, o ile wiem, wciąż jej brakuje. Chrześcijanie, którzy pragną jedynie przyjemności, chrześcijanie, którzy nie chcą służyć, są ciężarem. Uczęszczają do kościoła tak samo, jak inni chodzą na koncerty czy do teatru, oczekując zbudowania i religijnej przyjemności. A jeśli, ich zdaniem, nie znajdują zbudowania, na jakie zasługują, krytykują swoich braci. „On nic nie daje. Po co miałbym chodzić do kościoła?”. Czyż nie dlatego tak wielu kaznodziejów jest zmęczonych? Tacy chrześcijanie im nie pomagają, nie służą im, chcą tylko otrzymywać. Wszystko powinno istnieć wyłącznie dla nich. I biada im, jeśli nie otrzymają szacunku i uwagi, na jakie zasługują! Paweł pisze w 2 Liście do Koryntian 2:9: „A to właśnie napisałem, aby doświadczyć, czy we wszystkim jesteście posłuszni”. Czy jesteś posłuszny we wszystkim? Często jednak pytanie to nie jest traktowane na tyle poważnie, by w pełni słuchać Boga.Wielu ludzi pyta: czy Bóg może w końcu żądać ode mnie czegoś, co przekracza moje siły? Nigdy! Bóg nigdy nie zleca nam misji, nie wyposażając nas najpierw w nią i nie obdarzając swoją łaską. Każda posługa jest obdarzona niezbędną łaską. Możecie być tego pewni. Bóg nigdy nie zleca nam misji, która przekracza nasze możliwości i siły. Nigdy nas nie zawstydza. Po prostu bądźmy Mu posłuszni i zostawmy wszystko, co nastąpi, w Jego rękach. Konsekwencje nie są naszą sprawą. Naszym zadaniem jest posłuszeństwo. Chciałbym przy okazji podkreślić jeszcze trzy krótkie słowa, które okazały się dla mnie bardzo ważne w moim życiu i posłudze.Te trzy słowa to: całkowicie, chętnie, natychmiast.Na tym powinno polegać nasze posłuszeństwo, jeśli chcemy przynieść chwałę Panu i radość Jemu. Musimy być Mu całkowicie posłuszni. Nie stanie się tak, jeśli będziemy wypełniać Jego polecenia tylko w takim zakresie, w jakim przynoszą nam korzyści, a resztę pozostawimy przypadkowi. Nie, musimy być Mu posłuszni całkowicie i bezwarunkowo. I to chętnie! Jeśli będziemy Mu posłuszni niechętnie, tylko obciążymy siebie! Wtedy życie w zwycięstwie będzie ponad nasze siły. I ostatnie słowo, które chciałbym podkreślić, to słowo „natychmiast”. Musimy być Mu posłuszni natychmiast, a nie tylko wtedy, gdy jest to dla nas wygodne. Tylko nie odkładajcie Jego poleceń na później. Odkładając je, łatwo je porzucić. A zatem, całkowicie, chętnie, natychmiast. Jeśli nasze posłuszeństwo Jemu jest właśnie takie, to przyniesiemy radość naszemu Panu. To było również posłuszeństwo Jezusa. Jezus był do dyspozycji Ojca. Czy poszedł do Getsemani, czy na Golgotę, był posłuszny. Mógł powiedzieć: „Ojcze, wolę Twoją, chętnie spełnię”. Mógł powiedzieć: „Moim pokarmem jest pełnić wolę Tego, który Mnie posłał”. Cały Jego sposób myślenia i usposobienie można wyrazić dwoma prostymi słowami: „Tak, Ojcze!”. Dlatego Jego życie okazało się zwycięskie; chętnie wypełniał wolę Ojca; na każde polecenie mówił tylko: „Tak, Ojcze!”. Niech Pan pomoże nam, aby słowa z 2 Kor 2,9 głęboko zapadły w nasze serca, abyśmy mogli napisać nad naszym życiem: „Bądźcie posłuszni we wszystkim!” Niech więc Bóg obdarzy nas swoją łaską w kwestii naszego posłuszeństwa,abyśmy byli Mu posłuszni – całkowicie, chętnie i natychmiast. Życie z łaskiNie da się osiągnąć zwycięskiego życia dzięki własnej sile i zdolnościom. Jeśli chcemy osiągnąć zwycięskie życie, musimy żyć z łaski.Jan mówi nam: „A z Jego pełni wszyscyśmy otrzymali, łaskę po łasce” (1,16). Tak, to jedyna droga. Z 2 Listu do Koryntian 12,9 dowiadujemy się, że sama łaska wystarczy do zwycięskiego życia. Czytamy: „Wystarczy ci mojej łaski”. Do wszystkich potrzeb, do wszystkich relacji, potrzebna jest tylko jedna rzecz:łaska! Ale nawet łaska ma swoje trudności. Życie z łaski wymaga spełnienia pewnych warunków.Zanim będziemy mogli żyć łaską i czerpać z pełni Pana łaskę po łasce, musimy stać się zubożali i zbankrutowani.Dopóki będziemy reprezentować jakąś wielkość, dopóki będziemy o tym wiedzieć, nie będziemy w stanie osiągnąć łaski. Dlatego też dzieło Boże w nas prowadzi nas do ubóstwa i bankructwa, abyśmy mogli skorzystać z łaski. „Dlaczego Pan zmagał się z Jakubem?” – zapytał mnie kiedyś ktoś. Odpowiedziałem mu pytaniem sprostowującym: „Dlaczego On zmaga się z nami dzisiaj?”. Ta sama walka, którą Jakub stoczył wtedy, ma miejsce w naszym życiu dzisiaj. On zmaga się z nami, abyśmy stali się biedni i mali. Dąży do tego, abyśmy mogli korzystać z bogactw Jego łaski. Och, jak długo Jakub opierał się Bogu! Ciągle uciekał się do nowych sztuczek i podstępów. Ale tej nocy Jakub w końcu zrozumiał, że Bóg ma dla niego konkretne cele. Bóg uszkodził biodro Jakuba. Ale biodro jest podstawą naszej siły. To jego własna siła była tym, czego Jakub długo się trzymał i co sprzeciwiał Bogu. Ale tej nocy ta siła została zdruzgotana. Jakub zginąłby wtedy, gdyby nie uchwycił się Pana: „Nie puszczę Cię, dopóki mi nie pobłogosławisz!”. Wtedy został przywrócony do życia, ale już nie własną siłą; Bóg go wskrzesił! Tak jak Jakub, tak i my. My również pokładamy wielką ufność w naszych własnych zdolnościach, w naszej wiedzy, w tym, co posiadamy i co mamy. Ale Bóg rozpaczliwie potrzebuje to wszystko zmiażdżyć. Jest zmuszony odebrać nam to wszystko. Czy kiedykolwiek doświadczyłeś podobnej chwili w swoim życiu? Czy Pan kiedykolwiek uderzył cię w staw uda? A może nadal jesteś w pełni świadomy swojej siły i pewny siebie? W naszym życiu wszystko musi się dziać w taki sposób, abyśmy byli zmuszeni dosięgnąć granic naszych możliwości, w przeciwnym razie nigdy nie osiągniemy pełni łaski, nigdy z niej nie skorzystamy. Oczywiście, godzina, w której przyjdzie nam tego wszystkiego doświadczyć, jest bardzo bolesna; ale ta godzina jest też godziną radości, bo wtedy będziemy mieli dostęp do pełni łaski Bożej, która jest nam ofiarowana tutaj na ziemi, która na nas czeka. Tak, nasze potrzeby są ogromne, ale Jego pełnia jest o wiele większa; On ma wszystko, czego potrzebujemy. Ma łaskę do komunikacji z przełożonymi, łaskę do komunikacji z równymi sobie, łaskę do komunikacji z podwładnymi. Ma łaskę do komunikacji między mężem a żoną. Ma łaskę do komunikacji między żoną a mężem, z dziećmi, z domownikami. Ma łaskę dla obojga sąsiadów. Ma łaskę na dni zdrowia i na dni choroby. Ma łaskę do milczenia i do rozmowy. Ma łaskę do cierpienia i do jego znoszenia. Ma łaskę wszelkiego rodzaju i na wszystkie okazje życiowe. Czy jesteśmy wdzięczni, że możemy czerpać łaskę za łaską z Jego pełni? Skarby chwały są do naszej dyspozycji. Możemy przychodzić każdego dnia i brać, co tylko potrzebujemy. Niestety, nie przychodzimy do Pana wystarczająco często. Wręcz przeciwnie, im częściej przychodzimy, tym więcej radości Mu przynosimy i tym większą chwałę Mu oddajemy. Tylko w ten sposób nasze życie może być zwycięskie, jeśli nie będziemy już niczego oczekiwać od naszych własnych sił i możliwości, ale całkowicie zdamy się na pełnię łaski Pana. Piotr napisał następujące słowa: „Wszystkie wasze troski przerzućcie na Niego”. On sam nie zawsze tak postępował. Wcześniej przerzucał je na siebie; wcześniej liczył tylko na własne siły. „Choćby wszyscy zgrzeszyli z Twojego powodu”, powiedział, „ja nigdy nie zgrzeszę”. Ale jakże się zawstydził! Zmuszany był do uświadomienia sobie, przez strumienie łez, że nie znał samego siebie. Teraz nie pokładał już nadziei w sobie, lecz wyłącznie w Panu. I musimy osiągnąć taki stan. Ale pod tym względem wciąż wiele nam brakuje. Wciąż wymagamy od siebie zbyt wiele. Przeszkodą na naszej drodze nie jest nasza słabość, lecz siła. Często, na spotkaniach modlitewnych, kiedy słyszałem brata lub siostrę modlących się: „Panie, wzmocnij mnie!” – myślałem, że taka modlitwa nie zawsze jest prawdziwa. W takich chwilach powtarzałem sobie, że Pan zna nasz stan i wysłucha naszej modlitwy właściwie. Takie modlitwy często są fałszywe. Wręcz przeciwnie, powinniśmy modlić się częściej w ten sposób: „Panie, pomnóż moją słabość i kruchość, abym stał się niczym, abym nie mógł już nic zrobić, ale obdarz mnie wszystkim, czego potrzebuję, Twoim doskonałym darem!”. O, jak bardzo potrzebujemy łaski! Tylko łaski i łaski na wszystko. W miarę jak dorastałem, coraz bardziej rozumiałem, jak bardzo jesteśmy niezbędni dla zachowania łaski. Nie wiedziałem tego wcześniej. Kiedy się nawróciłem, myślałem, że wraz z moim nawróceniem wszystko w moim życiu było już przesądzone. Wszystko inne przyjdzie naturalnie. Ale potem zobaczyłem, jak wiele dzieci Bożych przeżywa rozbicie okrętu; zobaczyłem, że nawet słudzy Boży czasami się potykają, zbaczając z właściwej drogi, i wtedy zacząłem rozumieć, że muszę modlić się coraz więcej o zachowanie łaski. Nie możemy podążać naszą życiową drogą, jeśli łaska nas nie ocali i nie będzie nas chronić. Jeśli nie żyjemy łaską, nigdy nie osiągniemy zwycięskiego życia. Dzięki Bogu za Jego nieustającą wierność. Tak, On jest wierny. Jest gotów nas ocalić, jeśli tylko zechcemy, by On nas ocalił. Jakże często mówiłem Mu rano: „Panie, nie wiem, co przyniesie ten dzień, ale wiem, że nie jestem jeszcze wystarczająco dojrzały, by sprostać zadaniom i wymaganiom tego dnia. Ale wiem też, że mi pomożesz”. A potem modliłem się o Jego łaskę. To jedyny sposób, żeby przetrwać życie. I tylko w ten sposób. Każdy, kto uważa, że może coś zrobić, że jest kimś, wkrótce będzie zmuszony zdać sobie sprawę, że się myli. Oto zasada panująca w Królestwie Bożym: „Pokornym łaskę daje”. Ale kto jest pokorny? Ten, kto nie myśli o sobie, kto niczego od siebie nie oczekuje. Nasze okoliczności mogą być bardzo trudne, jednak łaska może je pokonać. Łaska nas chroni. Łaska pomaga nam pokonać wszelkie przeszkody. Tak, potrzebujemy łaski itylko jedna łaska! Bądź świadomy celuPod koniec 9. rozdziału Pierwszego Listu do Koryntian Paweł porównuje życie chrześcijańskie do wyścigu. Mówi: „Czyż nie wiecie, że gdy zawodnicy biegną na stadionie, wszyscy biegną, lecz tylko jeden zdobywa nagrodę? Tak biegnijcie, abyście ją zdobyli. Wszyscy zawodnicy we wszystkim się powstrzymują. Oni, aby zdobyć wieniec znikomy, my zaś – nieznikomy”. Jeśli chcemy być zwycięzcami i żyć zwycięskim życiem, musimy być świadomi swojego celu. Ci, którzy chcą wygrać na igrzyskach olimpijskich, powstrzymują się od wszystkiego, nawet od przyjemności, które są w zasadzie dozwolone. Nie mogą się obciążać, bo inaczej stracą nagrodę. Przygotowują się do zawodów tygodniami i miesiącami: hartują się, trenują i powstrzymują się od wielu rzeczy, aby zwyciężyć. A nagroda? Cóż za chwała być zwycięzcą olimpijskim! Czego byś nie zrobił dla takiej chwały? Ale czy nie powinniśmy być gotowi na hartowanie się i ćwiczenie, jeśli mówimy o prawdziwie wspaniałej nagrodzie? Niestety, wielu traktuje życie chrześcijańskie zbyt lekko. Wielu uważa, że najpierw muszą się poniżyć! Naprawdę? Czy to naprawdę konieczne? Wierzę, że świat wystarczająco nas poniża swoimi pytaniami i wymaganiami. Wierzę, że powinniśmy się oczyścić, a nie poniżać. Pan Jezus Chrystus posłużył się obrazem winorośli i jej gron. Mówi o potrzebie przycinania i oczyszczania winorośli, aby przynosiła obfite owoce. Jednak liście i pędy mogą być tak piękne! Absolutnie. Ale to właśnie one muszą zostać przycięte. Właściciel winorośli nie jest zainteresowany liśćmi; chce gron. Jednak liście i pędy pozbawiają winorośl i jej grony ich witalnej siły i soku. Jeśli pędy pozostaną na winorośli, grona będą małe i skarłowaciałe. Dlatego należy je usunąć. To samo dzieje się w naszym życiu wewnętrznym. Musimy wiedzieć, dlaczego jesteśmy na ziemi i czego naprawdę pragniemy. Jesteśmy tutaj, aby przynosić owoce dla naszego Boga. To wielki cel w życiu, który musimy zrozumieć. Dlatego musimy wyeliminować wszystkie niepotrzebne rzeczy. Każdy, kto wierzy, że musi słuchać i oglądać każdy program radiowy i telewizyjny, aby móc osądzać i mówić o wszystkim, przyniesie wiele owoców, ale niewiele. Każdy, kto wierzy, że musi być wszędzie, aby wyrobić sobie opinię, jedynie rozproszy i rozproszy swoją energię; nie przyniesie żadnych owoców. Uważam, że jedno krótkie powiedzenie jest bardzo ważne dla naszego zrozumienia. Brzmi ono: „Kto nie przyczynia się do postępu, jest przeszkodą”. Wcale nie chciałbym uważać tego czy tamtego za grzech czy przestępstwo. Ale jeśli chcemy wypełnić Boże zamierzenia, musimy się ograniczyć. Ileż dzieci Bożych utrudnia sobie życie wiary różnorodnością swoich działań! Okazuje się, że można się zatracić w trudzie ku chwale Pana; często stajemy się w tym trudzie bardzo nerwowi. I co ostatecznie z tego trudu wynika? Mówią, że w dniu Pięćdziesiątnicy Piotr wygłosił kazanie, które doprowadziło do pokuty około trzech tysięcy dusz. Dziś wygłasza się ponad tysiąc kazań, a mimo to nikt nie pokutuje ani nie nawraca. To prawda. Ale dlaczego kazanie Piotra było tak potężne? Wraz z innymi braćmi modlił się przez dziesięć dni o dar Ducha Świętego. Jak Paweł doszedł do tak potężnej i skutecznej pracy? Spędził około trzech lat na Pustyni Arabskiej. To nie był czas stracony, te dziesięć dni i lata na arabskiej pustyni – o nie! Tam, w ciszy, apostołowie zostali odziani w moc, która później miała się objawić w życiu publicznym. Musimy się tego nauczyć. „Mniej staje się więcej” – można to powiedzieć o niektórych pracach i niektórych pracownikach w Królestwie Bożym. Musimy po prostu, niczym soczewka, skupić całą swoją energię na jednym punkcie. Pod przewodnictwem Ducha Świętego musimy skupić się na celu. Starożytni Grecy opowiadali o córce króla, która była znakomitą biegaczką. Kiedy przybył nowy człowiek, wolny człowiek, został zmuszony do rywalizacji z nią. Kiedy go pokonała, jego życie się odmieniło. Ale pokonała wszystkich. Ale wtedy przybył nowy książę, aby ją oczarować. Przedstawiono mu warunki i postanowił z nią konkurować. Wkrótce okazało się, że go wyprzedziła. Wyciągnął wtedy złotą kulę i położył ją na ścieżce u stóp księżniczki. Nie mogąc się oprzeć, schyliła się i ją podniosła. Książę, który właśnie przybył, wykorzystał opóźnienie, aby ją wyprzedzić. W ten sposób pokonał księżniczkę. Wróg jest bardzo skłonny zrobić nam to samo. Kiedy mamy dobry rozbieg, rzuca nam piłkę pod nogi. Iluż to przez niego zostaje zatrzymanych! Bądźmy zdeterminowani i pozostańmy przy tym! Jeśli chcemy wygrać, pamiętajmy, że wymaga to naszego pełnego zaangażowania. Pamiętajmy więc: jeśli chcemy zwyciężyć, jeśli chcemy pozostać zwycięzcami, to powinniśmy wyryć na swoim życiu następujący napis:celowy. Wypróbowany w trudnościachKiedy ludzie mówią o życiu pełnym zwycięstwa, często odpowiadają w następujący sposób: „Tak, i chętnie bym żył życiem pełnym zwycięstwa, ale w moich okolicznościach jest to całkowicie niemożliwe. Moja sytuacja jest tak trudna, że takie życie jest całkowicie niemożliwe!” Byłoby czystym szaleństwem, gdyby ktokolwiek myślał, że on również mógłby wieść zwycięskie życie, gdyby jego okoliczności nie były tak trudne. Właśnie w takich okolicznościach zwycięskie życie musi się objawić i zamanifestować. Czy kiedykolwiek zastanawialiśmy się nad przesłanką zawartą w wyrażeniu „zwycięskie życie”? Zwycięstwo można osiągnąć tylko wtedy, gdy poprzedza je walka. Ale czy można oczekiwać zwycięstwa jako takiego, gdy nie ma walki, trudności? Tylko wtedy, gdy stale odnosimy zwycięstwa w zmaganiach naszego codziennego życia, możemy osiągnąć zwycięskie życie. Ale aby to się stało, potrzebne są właśnie trudności naszego codziennego życia. Gdybyśmy mieli możliwość wyboru własnej ścieżki życiowej, obawiam się, że wielu byłoby na tyle nierozsądnych, by pragnąć wygodnej i przyjemnej ścieżki, takiej, która nieustannie prowadziłaby nas przez kwitnące łąki i zacienione lasy. Nie musielibyśmy wspinać się na strome urwiska ani przemierzać głębokich, ponurych dolin. Ale czy osiągnęlibyśmy cokolwiek na ścieżce takiej jak przyjemny spacer? Jest to bardzo wątpliwe. I to rzeczywiście prawda. Rodzice często są tak zajęci usuwaniem wszelkich trudności z życia swoich dzieci, aby mogły „naprawdę dobrze mieć” i wieść łatwe życie. Bóg nie postępuje w ten sposób z każdym z nas. Bóg prowadzi nas przez próby i trudności. W nich hartujemy się, kształtujemy; w nich stajemy się niezłomni, silni, odważni i zdolni do zwycięstwa. „A wiemy, że Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu tym, którzy Go miłują” (Rz 8,28), pisze Paweł. W następnym wersecie mówi o dobru, ku któremu wszystko współdziała: dobro to ma być upodobnione do obrazu Syna Bożego. Zatem wszystko, bez wyjątku i bez różnicy, powinno służyć i przyczyniać się do upodobnienia się do obrazu Jezusa. Jaki to „obraz Jezusa”? To obraz Baranka. Zarówno w Starym, jak i Nowym Testamencie Jezus jest nazywany Barankiem. Wszystkie baranki, począwszy od baranka paschalnego w Egipcie, po te składane w ofierze w Izraelu, były symbolami i pierwowzorami Baranka Bożego. Oto wielki plan Boga: On działa celowo, aby przemienić nas na swoje podobieństwo. Dlatego do tego celu musi przyczyniać się wszystko, a przede wszystkim nieprzyjemności i trudy życia, i nie tylko smutki i choroby, które w sposób szczególny dotykają nas zesłane przez Pana, ale także przeciwności i trudności, którym poddają nas ludzie. Ci niemili ludzie, nad którymi wielokrotnie wzdychałeś i na których narzekałeś, również należą do tego „wszystkich”. Właściwie, to oni należą do tego „wszystkich” przede wszystkim. Jak wiele zawdzięczamy tym ludziom, tak nieprzyjemnym i niesympatycznym dla nas. Oni po prostu stają się naszymi „dobroczyńcami”. Gdyby nie było takich nieprzyjemnych ludzi, czy mielibyśmy szansę na duchową przemianę poprzez pokorę, cierpienie i znoszenie trudności? Pamiętaj, że Bóg chce posłużyć się ludźmi, którzy są dla ciebie niemili, aby przekształcić cię na obraz podobny do obrazu Syna Bożego. Czy zatem możesz się irytować z powodu tych ludzi? Czy nie powinieneś nauczyć się przyjmować tych ludzi bezpośrednio z rąk Boga i dziękować Bogu za nich? Gdy tylko zaczniemy dziękować Bogu za wszystko i zawsze, jak mówi List do Efezjan 5:20, ci ludzie przestaną być dla nas utrapieniem. Wtedy nie zostaniemy pokonani, lecz zmartwychwstaniemy. Zwycięstwo będzie nasze. Przeczytajmy ponownie List do Rzymian 8:28, kontynuując do końca rozdziału. Cóż za historia zmagań i zwycięstw rozwija się przed nami! Paweł musiał znosić smutki, lęki, nieszczęścia, prześladowania i wszelkiego rodzaju trudności. Ale czy powiedział, że w jego sytuacji nie mógłby wieść zwycięskiego życia?! O nie! To właśnie na tle mrocznego tła jego smutków i cierpień słowa jaśnieją i promieniują jeszcze jaśniej: „Lecz we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował” – i dlatego nikt „nie będzie mógł nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym”. Nie, trudności nie mogą oddzielić nas od Boga i Jego miłości, wręcz przeciwnie, przybliżają nas do Niego, dają nam błogosławione okazje do oddawania Mu chwały. Och, gdybyśmy tylko mogli to zrozumieć i pojąć! Jakże często dzieci Boże narzekają na to, co muszą znosić! Ale w ten sposób tylko znieważają naszego Pana! Nie, nie narzekajmy na nasze trudności; skupmy się raczej na celu i uznajmy, że Bóg pragnie nas przemienić na obraz Chrystusa w ten sposób, że pragnie nas przygotować i pobłogosławić w ten sposób. Kiedy to uznamy, nauczymy się dziękować za to wszystko, a nie narzekać. Ale właśnie w tym momencie zaczniemy pokonywać wszystkie nasze trudności. Tak, jesteśmy zobowiązani pokazać całemu światu życie zwycięstwa. Jak świat może uwierzyć w rzeczywistość Chrystusa, w chwałę Bożego usynowienia, jeśli nie widzi chrześcijan, którzy żyją życiem zwycięstwa? Świat tego oczekuje, i ma do tego pełne prawo. Jesteśmy zobowiązani do ukazania tego życia również wierzącym. Wśród nich jest wielu słabych, słabszych i zrozpaczonych, którzy potrzebują silnego wsparcia, na które mogą liczyć, przykładu, który będzie dla nich wzorem. Paweł pisze do młodego Tymoteusza, że musi być przykładem dla wszystkich wierzących. To jest nasze powołanie, to jest nasze zadanie. Życie w Kościele Bożym dzisiaj byłoby o wiele lepsze, gdyby było więcej takich przykładów. Takie samo życie zawdzięczamy ukrzyżowanemu i zmartwychwstałemu Jezusowi Chrystusowi: Jego zwycięstwo musi być widoczne w naszym życiu. Co więcej, jesteśmy winni szatanowi takie życie, które pokazuje mu, że jego królestwo dobiega końca, że odkupienie już nastąpiło. Czytając pierwszy rozdział Księgi Hioba, widzimy, jak szatan podważa prawość Hioba i jego bojaźń Bożą. Czyż nie dlatego Bóg wydaje Hioba w ręce szatana, aby pokazać mu, że Hiob był prawdziwie pobożnym i nieskazitelnym człowiekiem? Musimy zatem również pokazać szatanowi, że dzięki dokonanemu przez nas odkupieniu jesteśmy w stanie wieść zwycięskie życie, że grzeszni ludzie, znajdując się na ziemi zwycięstwa odniesionego na Golgocie, mogą stać się zwycięzcami. Zawdzięczamy to życie całemu światu.W Liście do Rzymian 8:19 Paweł pisze: „Bo stworzenie z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych”.Cały wszechświat czeka na ostateczne objawienie się dzieci Boga, które będą żyć życiem zwycięzców. Gdybyśmy tylko zdawali sobie sprawę z odpowiedzialności, jaka na nas ciąży przed Bogiem i ludźmi! Wszyscy oczekują od nas zwycięskiego życia.Czy świat będzie czekał na to na próżno? Walka wiaryChrystus nabył dla nas doskonałą wolność, o czym przypomina nam Paweł: „Stójcie więc mocno w tej wolności, ku której nas wyzwolił Chrystus” (Gal. 5:1).Sami nie możemy i nie powinniśmy zdobyć wolności, ale musimy wkroczyć w wolność, którą Chrystus dla nas nabył.To z pewnością niebiblijne, ale ujawniłoby nasze niedostateczne zrozumienie dzieł Chrystusa, gdybyśmy powiedzieli młodym chrześcijanom, którzy dopiero co uwierzyli w odpuszczenie grzechów: „Teraz musicie walczyć i zmagać się, i uzbroić się po zęby, bo wkroczyliście w walkę z grzechem, szatanem, światem i ciałem”. Czy to prawda? Czy naprawdę muszę sam podejmować walkę z tymi potężnymi siłami? Czy odkupienie naprawdę oznacza jedynie odpuszczenie grzechów? A potem nadchodzi ta walka na śmierć i życie, walka, w której z góry wiem, że moi wrogowie zatriumfują, pozostawiając mi jedynie rozpaczliwy krzyk serca zmęczonego walką i śmiercią: „Nędzny ja człowiek! Któż mnie wybawi?” Czy Syn Boży, ponosząc doczesne trudy w Getsemani i na Golgocie, nie osiągnął swojego celu? Czyż ja, pomimo mojego wyzwolenia, muszę pozostać związany, by w śmierci zostać uwolniony z łańcuchów i kajdan, które krępują mnie i uciskają dniem i nocą? Ale czyż ja, ze wszystkich ludzi, jestem najbardziej nieszczęśliwy! Spodziewałem się całkowitego wyzwolenia zgodnie ze Słowem Bożym; czyż mam teraz pozostać w niewoli? Latami tęskniłem za wolnością; czyż mam pozostać niewolnikiem? Dniem i nocą tęskniłem za spokojem i ciszą; czy mój los w zmartwieniach i lękach jest naprawdę taki? Czy to naprawdę prawda? Nie, nigdy! Walka skończona, zwycięstwo odniesione, wyrzuty sumienia ukojone, moc grzechu złamana. Otrzymaliśmy pokój i wolność dzięki zadośćuczynieniu dokonanemu przez Jezusa Chrystusa. Moim zadaniem jest przyjąć to całkowite wyzwolenie z dziecięcą wiarą, a następnie uznać się za całkowicie wyzwolonego i wyzwolonego, zdolnego powiedzieć wraz z Zinzendorfem szatanowi, grzechowi, ciału i światu: „Nie mam z tobą nic wspólnego, a ty nie masz nic wspólnego ze mną”. To jest dobra walka, którą toczy wiara, a ta walka jest obiecanym zwycięstwem.Jeżeli mimo to człowiek nadal walczy i zmaga się z samym sobą, jest to tylko walka ciała, a jej wynikiem jest klęska.Sami nie jesteśmy w stanie osiągnąć trwałego zwycięstwa nad choćby jednym grzechem, nawet najdrobniejszym; musimy wejść w zwycięstwo osiągnięte przez Chrystusa, jeśli chcemy żyć zwycięskim życiem. Dlatego modlimy się niepoprawnie, prosząc: „Panie, wyzwól mnie z tego grzechu i z tej niewoli”. Możesz modlić się w ten sposób przez wieczność i nadal nie zostać wybawionym. Przecież Chrystus usłyszał cię i wyzwolił 20 wieków temu! Wyzwolenie już się dokonało; wystarczy uwierzyć. Zwycięstwo zostało odniesione; wystarczy w nie wejść. Słowo Boże, wyrażając „wejdź do zwycięstwa”, odnosi się do tych działań, w których człowiek postępuje tak, jakby zwycięstwo było w zasięgu ręki, jak to miało miejsce w przypadku Jozafata (2 Kronik 20), który nakazał zaśpiewać pieśń zwycięstwa, gdy wróg wciąż stał przed nim, lub Dawida, który zawołał do Goliata: „Dziś Pan wyda cię w moje ręce” (1 Sm 17,46). Ale Goliat nie był jeszcze w rękach Dawida. Podobnie Jezus zwyciężył nad mocami śmierci przy grobie Łazarza, wznosząc oczy ku niebu i dziękując Ojcu za to, że zawsze Go słuchał. Co prawda, nie otrzymał jeszcze dowodu, że Ojciec Go wysłuchał! To samo wydarzyło się podczas nakarmienia czterech i pięciu tysięcy ludzi. Wziął chleby, odmówił dziękczynienie, zaczął je łamać i łamał, aż lud się nasycił. To właśnie oznacza „wejdź do zwycięstwa”. Fałszywe wysiłkiCałkowicie błędne jest ciągłe udzielanie ludziom dobrych rad: „Musisz się modlić!” w każdej sytuacji i sprawie. W takich przypadkach wygląda to tak, jakby próbowali ukryć swoją niewiedzę dobrym uczynkiem. Musimy zostawić wszystko na swoim miejscu: modlić się tam, gdzie powinniśmy, i wierzyć tam, gdzie powinniśmy wierzyć. Mojżesz modlił się tam, gdzie powinniśmy wierzyć, po prostu wierzyć, a Bóg powiedział do niego, po tym, jak leżał twarzą do ziemi przez cały dzień: „Wstań! Czemu leżysz twarzą do ziemi?”. To ostra nagana. Och, ileż modlitw jest odmawianych, których Bóg nie może wysłuchać! I tak myślą, jakim cudem jest ten modlący się człowiek, kiedy musi zmagać się z Bogiem! Ale czy nasz Bóg rzeczywiście jest okrutnym człowiekiem, któremu absolutnie wszystko musi zostać wyrwane z serca i wyrwane z rąk? Jestem głęboko przekonany, że nie musimy błagać Boga, aby był dla nas miłosierny i łaskawy, abyśmy mogli cieszyć się Jego błogosławieństwami; ale Bóg jest zmuszony błagać nas, abyśmy zaufali Mu jak dzieci i, jak dzieci, czerpali z Jego pełni. Spojrzenie zwrócone ku Bogu z wiarą obdarza nas nieporównywalnie więcej niż dzień zmagania się z Bogiem w jakiejś wyimaginowanej wierze. Zdarza się, że człowiek modli się pięknie, a nawet pozornie z wiarą, jak Jakub w Jabbok (Rdz 32), ale niestety często nie ufa Bogu i nie opiera się na ani jednym Jego słowie; gdyby Jakub naprawdę wierzył w to, o co się modlił, nie wstałby z kolan i nie wziąłby sprawy w swoje ręce; nie zachowywałby się tak, jakby Bóg nie istniał. To była walka ciała. Ludzie tacy jak Jakub muszą podążać za Penielem, gdzie ich ciało zostanie zmiażdżone, gdzie Bóg ich dotknie, gdzie ostatecznie położą kres własnym wysiłkom, gdzie, niczym chromi, będą trzymać się Boga i wołać: „Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz”. Na tej ścieżce człowiek staje się prawdziwym wojownikiem, zmagającym się z Bogiem, nie idąc od porażki do porażki, ale od zwycięstwa do zwycięstwa, od siły do siły. Jednak dopiero gdy Bóg zmaga się z nami i nas przezwycięży, my możemy zmagać się z Nim. Tylko skruszeni mogą bowiem osiągnąć trwałe zwycięstwo nad wrogiem. Poniżej chcielibyśmy szczegółowo omówić to życie zwycięstwa nad szatanem, grzechem, światem i codziennymi trudnościami. Zwycięstwo nad szatanemOtrzymaliśmy zwycięstwo nad Szatanem! Bo Chrystus go pokonał. Wyszedł zwycięsko z tej gigantycznej walki. Zostaliśmy wyzwoleni spod panowania ciemności, spod władzy Szatana; zostaliśmy wyzwoleni spod władzy Tego, którego niewolnikami byliśmy przeznaczeni, i od lęku przed śmiercią przez całe życie.Szatan ma nad nami prawa, bo grzesząc, sprzedaliśmy się mu.Przez każdy grzech, który popełniamy, dajemy szatanowi nowe prawa i roszczenia do nas, stając się jego prawnymi dłużnikami.Sami siebie więzimy i posyłamy w niewolę, dobrowolnie oddając Szatanowi prawo, aby nad nami panował.Ale potem przyszedł Chrystus i odkupił nas swoją Krwią, niszcząc nasz podpis pod przysięgą, który świadczył przeciwko nam.Wyprowadził nas z więzienia i niewoli, dając nam życie i doskonałą wolność. Napisano bowiem: „Jeśli więc Syn was wyzwoli, prawdziwie wolni będziecie”.(Jana 8:36). Oczywiście nie możemy zapominać, że nasze zwycięstwo wiąże się z pewnymi warunkami, które musimy dobrowolnie zaakceptować, ponieważ Biblia nie składa obietnic bezwarunkowych. Przyjrzyjmy się trzem kluczowym. 1. Całe nasze przeszłe życie musi zostać poddane odkupieńczej mocy Krwi Jezusa; musimy być całkowicie okryci Jego Krwią. Nasze przeszłe życie musi zostać doprowadzone do doskonałego porządku pod Krzyżem. W przeciwnym razie Szatan, niczym podstępny kupiec, będzie nam ciągle przedstawiał nowe rachunki, twierdząc, że nie zostały jeszcze zapłacone. Ale my mamy w rękach prawdziwy pokwitowanie, świadczące o zapłacie każdego rachunku: Kolosan 2:13 i wiele innych. W Apokalipsie 12:11 czytamy o świętych: „A oni zwyciężyli go krwią Baranka i słowem swojego świadectwa!”. To wcale nie oznacza, że walczyli z nim; nie, ale oznacza to, że byli nieustannie obmywani i oblewani Krwią Baranka, tak że kiedy przyszedł Szatan, nie znalazł w nich żadnej skazy ani skazy, na którą mógłby wskazać palcem, żadnego miejsca, w którym mógłby ich zaatakować lub zranić. W latach nastoletnich często przypominała mi się następująca historia. W zamkowym gaju, między dwiema lipami, leżał gigantyczny smok. Wszelkie próby zabicia go okazały się daremne, dopóki Zygfryd nie zmierzył się z nim i śmiertelnie go zranił, tak że jego krew popłynęła i zabarwiła cały obszar na krwistoczerwony kolor. W tym momencie Zygfrydowi powiedziano, że skóra każdego, kto wykąpie się w smoczej krwi, będzie odporna na każdą śmiercionośną broń. Postanowił więc wykąpać się w tej krwi. Podczas kąpieli liść lipy spadł z drzewa i tak mocno przywarł do jego pleców, że mały fragment pozostał nietknięty przez smoczą krew, dzięki czemu łatwo go przebić. Wszyscy jego wrogowie próbowali go na próżno zniszczyć: pozostał bez szwanku. Ale wtedy odkryli ten wrażliwy punkt. Dopiero wtedy byli w stanie zniszczyć Zygfryda. Mamy źródło, które uodparnia nas na wszystkie ogniste strzały szatana. To źródło, o którym mówił prorok Zachariasz: drogocenną Krew Jezusa Chrystusa, w którą musimy nieustannie zanurzać się z wiarą i która musi nas całkowicie okryć. W przeciwnym razie możemy mówić szatanowi o jej odkupieńczej i oczyszczającej mocy, ile chcemy, ale jeśli nie zostaniemy przez nią faktycznie obmyci, to znaczy, jeśli nie zostaniemy przez nią oczyszczeni, on po prostu będzie się z nas śmiał i nas oszuka. 2. Nigdy nie wolno nam poddawać się jarzmu ciemności, co oznacza, że nasze serca i życie, zarówno w działaniu, jak i w chodzeniu, muszą być całkowicie przejrzyste. Nic, co należy do ciemności, nie może być w was wykryte, bo tron szatana jest w ciemności (Ef 6,12). Ile miejsca zajmuje w was ciemność, tyle miejsca i ziemi zagarnął w was szatan, który zresztą słusznie nazywa swoją własnością. To jest powód, dla którego wielu wciąż jest dręczonych przez szatana. Nigdy nie zostali całkowicie oczyszczeni, nigdy w pełni nie ujawnili swoich mrocznych uczynków, nigdy nie wyznali swoich grzechów, jeszcze nie opanowali słów z Listu Jakuba 4,8-10, a zatem nie są jeszcze w stanie czynić tego, o czym mówi Jakub w Liście 4,7. Szatan wciąż podąża ich śladami. I dlaczego? Nadal ma nad nimi władzę. Jeszcze nie wyznali wszystkich swoich grzechów. Od dawna uważają się za wierzących, a zatem pobożnych. Czy naprawdę muszą zaczynać od nowa od wyznania swoich grzechów? Czy to naprawdę konieczne? Tak, jest! Takie grzechy są jak małe uchwyty, za które szatan może cię nieustannie chwytać i potrząsać, ile dusza zapragnie. Są jak haki wbite w ciebie, na które może z łatwością zarzucić linę, by cię związać, ile dusza zapragnie. Dlatego muszą zostać odcięte, odcięte, nawet jeśli później staniesz się kaleką (Mk 9,45-47). W ten sposób jesteś w nieporównywalnie lepszej sytuacji! Nie wstydź się wyznawać swoich grzechów, nie wstydź się! Muszą zostać ujawnione, aby światło mogło je potępić! „Ale wszystko, co jest objawione, staje się jawne dzięki światłu” (Ef 5,13). Ci, którzy wstydzą się wyznać swoje grzechy, pozostają pod tą samą zasłoną co Szatan, ale w takim przypadku nie ma mowy o życiu pełnym zwycięstwa. Prawdziwe nawrócenie to potępienie przed Bogiem, przed duchami i przed ludźmi. Musimy jednak znieść to potępienie. Ci, którzy się tego wstydzą, będą obciążać się wiecznością. Nic nie osiągniemy, jeśli będziemy mogli powiedzieć: „Tylko Bóg wie!”. Ale nasz grzech został ujrzany przez wiele innych oczu. Dlatego musimy wyznać go nie tylko Bogu, ale także światu duchowemu. Rozważmy historię Hioba. W Księdze Hioba (rozdział 11:14-19) znajdujemy doskonałą wskazówkę dotyczącą zwycięskiego życia. Czytamy w niej: „Jeśli nieprawość jest w twojej ręce, a ty ją odrzucisz, i nie pozwolisz, by nieprawość zamieszkała w twoich namiotach, wtedy podniesiesz twarz nieskalaną, będziesz silny i nie ulękniesz się. Wtedy zapomnisz o swoim żalu, będziesz go wspominał jak wody, które płyną. Twoje życie będzie jaśniejsze niż południe, będziesz świecił jak zorza. Będziesz odpoczywał, bo jest nadzieja; będziesz chroniony i będziesz spał bezpiecznie. Będziesz leżał, a nikt cię nie zatrwoży, a wielu będzie zabiegać o twoją łaskę”. 3. Nie wolno nam walczyć z Szatanem ani prowokować go samouwielbieniem. Ci, którzy z nim walczą, nie rozumieją nic z walki. Nie możemy z nim walczyć; jest dla nas zbyt potężny. Nasza pozycja wobec niego nie jest aktywna, lecz pasywna; to znaczy, nasza walka z nim nie jest aktywna, lecz pasywna. Izraelita nie walczył z aniołem zagłady; jedynie namaścił odrzwia krwią baranka, szukając schronienia za nimi i ufając Bogu. Musimy szukać schronienia w Jezusie i Jego krwi. Tak jak słup ognia oddzielił Izraela od Egipcjan, tak Jezus musi stanąć między nami a niszczycielem. Nie trzeba dodawać, że to „trwanie w Chrystusie” nie odnosi się, jak wielu uważa, jedynie do odpuszczenia grzechów i do tej komunii z Nim, kiedy człowiek czasem patrzy na Niego, czasem dziękuje Mu, wzdycha do Niego, czasem próbuje o Nim myśleć, regularnie czyta Biblię, modli się, a czasem okazuje pobożne uczucia. Trwać w Jezusie oznacza być z Nim jedno we wszystkim. A ta jedność z Jezusem zaczyna się na Krzyżu, co oznacza, że zostaliśmy ukrzyżowani z Chrystusem, pogrzebani z Nim i zmartwychwstali z Nim. Musimy stać się tymi, których już nie widać ani nie słychać, którzy są ukryci w Jezusie, którzy umarli dla wszystkiego, co nie jest Chrystusowe. Nikt nie może mieć udziału w umarłych, nawet sam szatan.W takim stopniu, w jakim praktykujesz to w swoim życiu, w takim stopniu dobrowolnie oddajesz szatanowi władzę nad sobą. W takim stopniu, w jakim żyjesz dla siebie, w takim stopniu twoje życie staje się przekleństwem, życiem poświęconym szatanowi.Ci, którzy żyją dla siebie, kuszą szatana, aby on ich kusił. Ale w takim stopniu, w jakim weszliście w komunię z Jezusem przez śmierć, w takim stopniu weszliście w komunię z Nim w życiu, ani o włos więcej. Nie osiągniecie niczego więcej; ani modlitwa, ani wiara wam nie pomogą. Dla dziecka Bożego o wiele bardziej konieczne jest zajęcie pewnego stanowiska niż po prostu stanie w modlitwie. To jest walka wiary. Wszystko inne jest walką własnej woli i ciała, kiedy człowiek na chwilę zaczyna myśleć, że ma siłę walczyć z szatanem, ale później boi się służącej, jak Piotr. Nic nie złości szatana bardziej niż pragnienie, by stać się silniejszym od niego. Jeśli spotka nas poza miastem ucieczki, zaczyna straszliwie się mścić. Stąd biorą się te niewiarygodnie straszne, grzeszne upadki. Objawienie 12:11 mówi o trzech broniach, których musimy użyć przeciwko temu potężnemu wrogowi, jeśli chcemy wyjść zwycięsko z tej bitwy: 1) dzieci Boże pokonują go Krwią Chrystusa; 2) słowem swojego świadectwa; 3) mocą poświęcenia życia w Jego służbie. Zwycięstwo nad grzechemNastępnie musimy odnieść zwycięstwo nad grzechem! Syn Boży prawdziwie uwolnił nas od mocy grzechu jako winy, którą on stwarza. To, co było całkowicie poza naszą mocą, Bóg sam dokonał i przeklął grzech w ciele. Kiedy mówię tu o grzechu, wcale nie mam na myśli naszej przeszłości, splamionej wszelkiego rodzaju grzechami – bo każde dziecko z przeszłości Boga jest okryte Krwią Chrystusa. Mam raczej na myśli grzech, który codziennie próbuje wykorzystać nasze członki jako swoje organy, aby wywierać swoją moc w naszych śmiertelnych ciałach. Kiedy mówię dziecku Bożemu: „Jesteś już wolny od wszelkiej winy za grzech; Jezus uwolnił cię od niego, oddając swoje życie na krzyżu jako ofiarę za grzech”, jest ono zdolne do radowania się i wiary w to. Jeśli pójdę o krok dalej i powiem: „Jesteś również wolny od mocy grzechu, przed którą uciekasz każdego dnia”, spojrzy na mnie ze smutkiem i wyzna: „Niestety, ja jeszcze nie mam takiego doświadczenia! Owszem, walczę z grzechem, czasem nawet z sukcesem, ale nie odniosłem jeszcze trwałego zwycięstwa. Do tej pory nie znalazłem tego, co obiecuje Biblia i co niektórzy już posiadają. Nie wiem nawet, czy chrześcijanin może osiągnąć pełne odkupienie w tym życiu”. Drogie dziecko Boże! Ja też kiedyś byłem w takiej samej sytuacji jak ty. Ale nie chciałem poprzestać na częściowym odkupieniu i wyzwoleniu. Pragnąłem pełnej wolności obiecanej przez Pismo Święte, więc walczyłem aż do rozlewu krwi. Ale walczyłem na próżno, bo nie rozumiałem znaczenia słów: „Sprawiedliwy z wiary żyć będzie”. Wszystko, co posiada, posiada tylko przez wiarę, ale traci to wszystko, gdy tylko przestanie wierzyć. Nawet teraz przypominam sobie tę chwilę, kiedy stanąłem na kolanach przed Bogiem i poważnie rozważałem pytanie: czy powinienem nadal postępować tak, jak postępowałem, czy powinienem odstąpić od wiary? Zrozumiałem już wystarczająco dużo o chrześcijaństwie, by być nieszczęśliwym. Nie potrzebowałem już niczego, nawet życia pełnego wzlotów i upadków, grzeszenia w jednej chwili i pokutowania w następnej. Doszedłem do stanu, w którym zacząłem wątpić w całkowite wyzwolenie, patrzyłem z nieufnością na tych, którzy o nim mówili i przekonywałem samego siebie, że oni również nie mają całkowitego wyzwolenia, że posiadają je w teorii, ale nie w praktyce. Lecz Bóg, bogaty w miłosierdzie, okazał mi miłosierdzie i obdarzył mnie światłem przez Ducha Świętego i Słowo, tak że dziś mogę powiedzieć: mój pokój i odpoczynek są o wiele głębsze niż moje wcześniejsze zmartwienia i lęki. Stało się to tak: przeczytałem szósty rozdział Listu do Rzymian i w tej właśnie chwili, jakby światło z góry zstąpiło na ten rozdział. To, co długo wydawało mi się ciemne i ukryte, nagle stało się przejrzyste, tak jasne, czyste i cenne, że wydało mi się nową Ewangelią. Każdy werset tego rozdziału wydawał mi się zmęczonym i wyczerpanym człowiekiem, jak kawałek chleba niebieskiego, promień światła z nieba. Siedziałem i jadłem, jak Jonatan jadł miód w lesie, a mój wzrok stawał się coraz wyraźniejszy. To było tak, jakby słońce mnie oświeciło: tutaj i tylko tutaj leży ścieżka, którą idzie się od zwycięstwa do zwycięstwa; tylko tutaj można odkryć sekret zwycięskiego życia! Chrześcijanin nie może żyć, nie może śpiewać o zwycięstwie w namiotach sprawiedliwych, nie rozumiejąc szóstego rozdziału Listu do Rzymian. Jestem głęboko przekonany, że szatan pragnie jedynie ukryć przed nami te prawdy o zwycięskim życiu. Nie ma nic przeciwko głoszeniu ludziom uświęcenia, ignorując jednocześnie prawdy z tego rozdziału. Jest pewien, że ci, którzy szukają uświęcenia, wkrótce znużą się swoją drogą. Wszak nie ma nic bardziej męczącego niż zmaganie się z własną cielesną siłą o to, o co walczył święty Syn Boży. A taki stan jest bardzo niebezpieczny: znużenie czyni człowieka głuchym. Całe nauczanie o uświęceniu możemy wyrazić słowami Pawła: „Jeśli umarliśmy z Nim, z Nim też żyć będziemy” (2 Tm 2,11). W takim stopniu, w jakim osiągnęliśmy wspólnotę z Jezusem przez śmierć, w takim stopniu osiągniemy wspólnotę z Jezusem przez życie. Dlatego dla prawdziwego dziecka Bożego konieczne jest, aby zostało pogrzebane z Chrystusem, aby mogło stawić czoła wszystkiemu wokół siebie, już martwe dla świata. Ale to właśnie jest centralne przesłanie szóstego rozdziału Listu do Rzymian: nasz stary człowiek został ukrzyżowany z Chrystusem; wraz z Nim umarliśmy dla grzechu, a zatem jesteśmy od niego uwolnieni i dlatego musimy zachować ten stan wiarą. To współukrzyżowanie z Chrystusem nie powinno jednak oznaczać, że musimy ponieść rzeczywistą śmierć i że staliśmy się odporni na pokusy i grzech. Nie! Chodzi tu o odpowiedni stan wiary. Werset 11 wyraźnie na to wskazuje, gdzie czytamy: „Czytaj!”. Dopiero potem następuje zwycięska walka wiary, która sama w sobie niczego nie osiąga, lecz wkracza w to, co już zostało osiągnięte, i w tym trwa. Współukrzyżowanie oznacza pozostawanie bezczynnym! Człowiek wiszący na krzyżu może jeszcze przez jakiś czas żyć, ale nie jest już w stanie nic zrobić rękami i nogami. Jeśli ukrzyżowany zostanie zdjęty z krzyża, a jego życie zostanie oszczędzone, może powrócić do aktywności. To samo dzieje się z ukrzyżowanym z Chrystusem. Gdy tylko opuści swój stan, to znaczy stan bycia z Chrystusem, powraca do tego, czym był wcześniej. Nasz stary człowiek był niejako zamrożony. Pozostawiony w tym stanie, będzie jak gdyby całkowicie martwy; Jeśli jednak zostanie ono wyrwane z tego stanu, obudzi się do życia. W Chrystusie, Synu Człowieczym, który jest Głową ludzkości, umarliśmy dla grzechu. Ale, jak wspomniano powyżej, stan ten można utrzymać przez wiarę. Możemy pozostać w tym stanie tylko tak długo, jak długo, przez wiarę, uważamy się za umarłych dla grzechu. Przecież nie umieramy każdego dnia, ale tak jak Chrystus raz umarł dla grzechu, tak i my umarliśmy z Nim. Jeśli jesteśmy zmuszani do ciągłego umierania, to musimy nieustannie doświadczać żądła śmierci, a to jest bardzo bolesne. Ten, który został ukrzyżowany z Chrystusem, mówi: „Podpisałem wyrok śmierci na starego człowieka. Nie mam już nic wspólnego z tym, co do niego należy”. Musimy również nauczyć się cierpliwości i pamiętać, że nawet Abraham, ojciec wierzących, musiał nauczyć się ufać Bogu, a jego życie doświadczało wzlotów i upadków. Jednak ta świadomość nie powinna być dla nas poduszką pocieszenia, ale raczej źródłem pocieszenia w chwilach przygnębienia i rozpaczy. Nie możemy zapominać, że dzieci Boże rodzą się jako małe dzieci, które muszą dorosnąć i być wychowywane. Na marginesie należy wspomnieć o kilku kwestiach, których nie możemy pominąć, jeśli chcemy osiągnąć trwałe zwycięstwo nad grzechem. 1. Musimy stanowczo postanowić porzucić wszystko, co w jakikolwiek sposób jest związane z grzechem. Nie wystarczy po prostu opłakiwać zbezczeszczoną świątynię naszych serc. Pojęcie „grzechu” obejmuje zarówno nasze ciało, jak i nasze „ja”. „Dążenie ciała jest wrogie Bogu” (Rz 8,7), a nasze „ja” jest już przeklęte, splamione grzechem, a każdy, kto jest z nim związany, jest również z nim związany. Życie „ja” i życie w grzechu są nierozłączne. Dlaczego więc wielu nie osiąga zwycięstwa nad grzechem? Nadal kochają grzech. Postępują jak Saul: oszczędzają najlepsze owce i woły. Nie podążają za Duchem. Na tej drodze, jak Saul, tracą namaszczenie lub stają się niezdolni do jego otrzymania.Posłuszeństwo Duchowi jest drogą do Jego pełni.Jeśli ktoś potrzebuje światła, Bóg mu go udziela zgodnie z prawem: „Kto ma, temu będzie dodane, i nadmiar mieć będzie”.Nawet dzisiaj Bóg nadal obdarza swoim światłem, jeśli tylko znajdzie odpowiednie naczynia. Do jakich naczyń może wstąpić Duch Święty? To ludzie, którzy dzięki Duchowi Świętemu, który w nich mieszka, nie chcą być wielcy, którzy nie chcą być wielcy w Królestwie Bożym, ale świadomie uważają się za zera, jednocześnie demonstrując pragnienie duchowego rozwoju, a pod każdym innym względem stale słabnąc.(J 3,30), którzy weszli i nadal wchodzą w komunię z Chrystusem przez Jego Krzyż i śmierć, którzy składają całą swoją ofiarę na ołtarzu. Bóg zsyła swój ogień tylko na ołtarz, na którym ofiara już została złożona. Ogień jest uwarunkowany ofiarą. O Tym, który posiadał Ducha ponad wszelką miarę, powiedziano: „…który przez Ducha Świętego złożył Bogu samego siebie jako nieskalaną ofiarę” (Hbr 9,14). Czy jesteś gotowy złożyć ofiarę? Tym bardziej Bóg jest gotowy zesłać swój ogień.Duch Święty jest dany tylko tym, którzy są Mu posłuszni. Bez Ducha Bożego niemożliwe jest osiągnięcie zwycięstwa nad ciałem.List do Rzymian 8 mówi nam, że Duchem Świętym uśmiercamy uczynki ciała. Oznacza to, że Duchem Świętym utrzymujemy nasze ciało w stanie śmierci. Duch Święty świadczy nam, że ciało jest nam bezużyteczne, że nie mamy po nim niczego oczekiwać, że podlega rozkładowi. Próba pokonania ciała własną energią to czyste szaleństwo: w takim przypadku ciało walczy z ciałem, ale jest całkowicie jasne, że rezultatem tej walki jest jedynie porażka. Jeszcze większym szaleństwem jest gloryfikowanie ciała. Ale nie jesteśmy już dłużni ciału. Ukrzyżowanie Chrystusa uwalnia nas od służenia ciału. Dopiero w grobie, w tym ciemnym miejscu, nasze stare „ja” musi pozostać, zapomniane przez nas samych i przez innych. Wielu odczuwa jakiś rodzaj zobowiązania, czy to wobec własnego ciała, czy wobec innych. Ten, kto się przed nim kłania, jest wrogiem Jezusa. Żyć dla siebie to być Jego wrogiem! O zwycięzcy powiedziano: „Zwyciężyli go przez krew Baranka i nie umiłowali życia swego aż do śmierci” (Ap 12,11), co oznacza, że zaparli się siebie. Jeśli chcę się zaprzeć siebie, muszę powiedzieć: „Mnie już nie ma!”. Służenie ciału prowadzi do śmierci.Zamiast być naczyniem Ducha, stajemy się zniekształceniem chrześcijanina, a to zniekształcenie odpycha nienawróconych, przeraża przebudzonych, przyciąga zepsute elementy i pozostaje pod tym samym płaszczem grzechu. 2. Naprawdę potrzebujemy być pod łaską, jak mówi List do Tytusa 2:11. Cała nasza istota musi być przeniknięta łaską i nią ogrzana, aby gdy nas dopadną pokusy, nie znalazły w nas gruntu. Tak jak śnieg padający w maju na rozgrzaną już ziemię zamienia się w wodę, tak zimne podmuchy nieprzyjaźni, surowych osądów i pogardy wobec bliźnich nie powinny już znaleźć odpowiedniego gruntu w naszych rozgrzanych sercach. Bo to jest łaska, jeśli „znosimy uciski, cierpiąc niesprawiedliwie” (1 P 2:19). Jeśli znamy łaskę, oszczędzimy sobie i innym wielu porażek. 3. Musimy być pod przewodnictwem Ducha, czyli postępować w Duchu. „Postępujcie w Duchu, a nie spełnicie pożądania ciała” (Ga 5,16). Niewątpliwie możemy dostrzegać oznaki wzburzenia, ale kiedy się pojawią, musimy sobie powiedzieć: „Umarłem dla was!”. To jest grunt, na którym można osiągnąć zwycięstwo. Nie czekaj na moment, gdy ogień w nas zapłonie, lecz raczej zabij wszelkie oznaki wzburzenia, podepcz głowę złych pożądliwości, wyłup oko, jeśli wciąga nas w zło, odetnij nogę, jeśli prowadzi nas do upadku. Możemy ułatwić sobie życie lub je utrudnić, w zależności od tego, jak walczymy. Ten, kto postępuje w Duchu, staje się zwycięzcą. On zna sytuację, w którą może nas wpędzić jeden ruch, nielegalna myśl lub kuszące spojrzenie. Zwycięstwo nad światemZwycięstwo nad grzechem oznacza również zwycięstwo nad światem. W końcu istotą świata jest grzech. „Bo każdy, kto narodził się z Boga, zwycięża świat; a tym zwycięstwem, które zwyciężyło świat, jest nasza wiara” (1 J 5,4). Wiara zjednoczyła nas z Synem Bożym, z Jego Krzyżem. Nieustannie powracamy do tej chwili, ponieważ najważniejsze jest naśladowanie Jezusa. Tylko ci, którzy ukrzyżowali się dla świata, jak uczynił to Paweł, są w stanie zwyciężyć świat. Jego pożądliwości nie mogą go już przyciągać, a jego nienawiść nie może go już odpychać. Ten, który został ukrzyżowany z Jezusem, umarł dla tego, co jest życiem świata: pożądliwości ciała, pożądliwości oczu i pychy życia” (J 2,16). Już tego nie potrzebuje. Po pierwsze, nie ma już organów do tego, ponieważ umarli z Chrystusem i są podtrzymywani w tej śmierci wiarą, a po drugie, posiada coś o wiele lepszego w Jezusie, który jest prawdziwym życiem. W Chrystusie naprawdę posiadamy wszystko, co świat rzekomo posiada. Ten, kto jest z Nim, jest zawsze nasycony; ten, kto trwa w Jego Duchu, nigdy nie pragnie. Ten, kto narodził się z Boga, żyje przez Boga. Podobnie jak nasz zewnętrzny człowiek, wzięty z ziemi, ten, kto narodził się z Boga, może żyć tylko przez Boga. Bóg jest miłością. Ten, kto żyje przez Boga, otrzymuje od Niego miłość, miłość staje się jego życiem, a zatem jest pewną mocą w życiu, w świecie. Posiada to, czego świat nie ma, a czego świat z natury pragnie. Miłość jest zwycięską bronią, za pomocą której podbija świat. Wiele dzieci Bożych ma bardzo wypaczone pojęcie o tym, co to znaczy zwyciężyć świat. Z reguły nie są jeszcze wolne od istoty świata, od jego pożądliwości i pokus, i wierzą, że uwolnią się od tego, nienawidząc wszystkiego, co nazywa się światem. Tak, naprawdę istnieje świat, którego musimy nienawidzić z głębi duszy i z którym nigdy nie wolno nam iść na kompromis.Ale istnieje również świat zagubiony, który należy kochać z całym żarem naszej miłości. Bóg tak umiłował ten świat, że mógł oddać za niego swojego jednorodzonego Syna. Jezus tak umiłował ten świat, że nie oszczędził dla niego życia.Apostołowie umiłowali ten świat i z miłości do niego oddali swoje życie na krzyż i pal. Nasz Pan nie był obojętny wobec tego świata; nosił go w swoim sercu. Jego ostatnie słowa skierowane były do tego świata (Mt 28,19; Mk 16,15; Łk 24,47; J 17,18.21; Dz 1,8). Uczniowie zostali napełnieni mocą Ducha Świętego, aby służyć temu światu. Bez Ducha Świętego bowiem byliby pozbawieni miłości i dlatego niezdolni do służenia światu.Kiedy Jezus powiedział: „Wy jesteście światłością świata” (Mt 5,13), nie miał na myśli tego, że powinniśmy wykorzystywać światło, które mamy, do wyszukiwania skaz i wad tego świata.Kiedy powiedział: „Jesteście solą ziemi”, nie oznaczało to, że powinniśmy wypowiadać wobec świata kąśliwe słowa. Światło nie może świecić bez odbicia i rozproszenia; sól nie może solić bez rozpuszczenia. Dlatego nie możemy służyć światu w żaden inny sposób, nie możemy go podbić inaczej, jak tylko poprzez poświęcenie i wyrzeczenie. Jezus uczynił nas królami; mamy panować, ale teraz mamy panować na kolanach, sprawując nasze panowanie. Pewien młody mężczyzna powiedział mi niedawno: „Musiałem się nawrócić, bo modlitwy mojej matki towarzyszyły mi dniem i nocą”. Matka pokonała syna, ale tylko na kolanach. Miłość jest silniejsza niż śmierć, potężniejsza niż piekło; wielkie wody nie są w stanie jej zatopić.Miłość płonie Węgle na głowach naszych wrogów. Tylko jedna broń może być użyta przez dzieci Boże w walce z wrogami, a tą bronią jest miłość. Jezus uczynił nas kapłanami. Kapłani muszą nosić innych w swoich sercach. Ile dusz nosisz w swoim sercu? Może jeszcze żadnej? Wtedy, dziecko Boże, bardzo się nad tobą użalam! O co się modlisz? Czy zawsze modlisz się tylko za siebie? Ale czy to wszystko nie jest straszliwie zgubne dla twojego życia wewnętrznego, jeśli postępujesz tylko w ten sposób? Zobacz, jak Abraham stanął przed Bogiem, pokłonił się Mu i wstawił się za Sodomą! Wierzę, że oprócz gotowości do poświęcenia syna Bogu, był On również zadowolony z tego wstawiennictwa za Sodomą. Wynika to przynajmniej z więzi przyjaźni wspomnianej w kolejnych wersetach. Co uczyniło życie Dorothei Trudel tak szczęśliwym i zwycięskim? Była kapłanką. Nosiła w sercu zarówno przyjaciół, jak i wrogów. Jej ostatnie trzy godziny na ziemi były godzinami intensywnej modlitwy i kapłańskiego wstawiennictwa. Hudson Taylor przyjął do swego serca całe Chiny, z ich 400 milionami mieszkańców. A teraz Bóg mu coś dał. W ciągu 30 lat założył ponad 120 stacji misyjnych, gdzie pracowało ponad 700 misjonarzy; w ten sposób udało mu się rozpalić światło w całych Chinach, a ten mały płomyk stał się prawdziwą pochodnią, oświetlającą całe Chiny. Livingstone, jeden z najbardziej błogosławionych misjonarzy w Afryce, zmarł na kolanach. Powiedzcie mi, drogi bracie i droga siostro, czyż to wszystko nie powinno nas pogrążyć w proch? Czy nie powinniśmy żałować letniej posługi kapłańskiej i lewickiej, abyśmy teraz z taką bezdusznością omijali zagubionych i nieszczęśliwych? Dlaczego smutek ludzi nie przysparza nam teraz smutku? Dlaczego nie płaczemy nad ślepotą otaczających nas ludzi? Czy możemy powiedzieć, jak powiedział kiedyś Piotr: „Co mam, to wam daję” (Dz 3,6). Czy można o nas powiedzieć to samo, co o Maryi: „Uczyniła, co mogła” (Mk 14,8)? Jezus powiedział: „Oto przyjdę wkrótce, a zapłata moja jest ze mną” (Ap 22,12). Ale czy otrzymamy nagrodę, jeśli nie będziemy pracować? „Kto żnie, otrzymuje zapłatę i zbiera plon na życie wieczne” (J 4,36). Czy wykonujemy taką pracę na wieki? Czy zbieramy snopy do niebiańskich stodół? O Abrahamie powiedziano: „I zbudował tam ołtarz” (Rdz 12,7; 13,18). O Locie powiedziano: „Lot… miał trzody, woły i namioty” (Rdz 13,5; 13,12). Co powiedziano o nas? Nie przechodźmy obojętnie obok tej prawdy! My, jako uczniowie, mamy zadanie; jest nim kontynuowanie dzieła Jezusa na ziemi i dokończenie go. Mamy współpracować w odkupieniu naszych braci i sióstr. Czyż nie czujemy głębokiego wstydu, czytając o Nehemiaszu, który dzień i noc pozostawał nagi, nie zaznał odpoczynku ani kąpieli i nie tęsknił za wytchnieniem, dopóki mury nie zostały ukończone? A przecież mógł on jedynie układać w murach martwe kamienie; my natomiast powinniśmy wnosić żywe kamienie do duchowej świątyni. Dlaczego jesteśmy tak powolni? Czyż nie powinniśmy powiedzieć tych samych słów co Estera: „Jeśli znalazłam łaskę w twoich oczach, królu, niech będzie mi dane życie moje i mój lud” (Est 7,3)? Kiedy będziemy mogli osiągnąć taką pozycję? Kiedy będziemy ludźmi, którzy opanowali samych siebie, którzy nie żyją już dla siebie, lecz dla Tego, który został za nich ukrzyżowany i zmartwychwstał? Zwycięstwo nad codziennymi trudnościamiNa zakończenie chciałbym zaoferować Państwu kilka wskazówek i podpowiedzi, jakJak możemy żyć wiarą w codziennych zmaganiach? Po pierwsze: Bądźmy prości! Bądźmy czyści!„Jeśli twoje oko jest szczere, całe twoje ciało będzie napełnione światłem” (Mt 6,22). Bycie czystym oznacza patrzenie tylko na jedną rzecz, obcowanie tylko z Jezusem i kierowanie się tylko Nim. Abraham był czysty: myślał tylko o Bogu i Jego obietnicach. Im bardziej potrafisz stać się dzieckiem przed Bogiem, tym lepiej.Jeśli będziesz traktować Boga jak dziecko, dowiesz się, że On traktuje cię jak ojca. Naucz się robić wszystko jak dziecko, nawet największe rzeczy i czyny. Bądź dzieckiem wobec innych; bądź dzieckiem wobec Boga, nawet gdy upadniesz. Dzieci wołają matkę, gdy upadną. Pamiętaj, że odwieczne prawo mówi: „Przyjdź i oczyść się, gdy jesteś nieczysty” (Lb 19).Chrześcijaństwo biblijne jest bardzo proste.Bóg wymaga od nas tylko jednego: posłuszeństwa. Resztę Bóg robi sam.Wtedy odpowiedzialność, o której niektórzy mówią, nie jest wielka. Ponosimy wielką odpowiedzialność tylko wtedy, gdy robimy wszystko sami. Dziecko ma tylko jedną odpowiedzialność – być posłusznym. Tylko dzieci mogą iść naprzód w Królestwie Bożym. Tylko słabi ludzie są zdolni zrozumieć Boga w Jego mocy. Musimy stać się jak Beniaminici, którzy mieszkają między ramionami Boga (Pwt 33,12). Mali ludzie znajdują miejsce w objęciach Boga. On nie może objąć wielkich, tych, którzy są wielcy w swoim duchu, swojej sile, swojej energii. Nie bój się całkowitego poddania się Bogu. Bądź pewien, że powierzasz swoją pracę najlepszym rękom. Częściowe poddanie się tylko obciąża życie, podczas gdy całkowite poddanie się tylko je rozjaśnia. Nie postępuj jak wielu, którzy oddają się Bogu tylko dla pozorów, bo taka jest moda, ale którzy przy pierwszej okazji buntują się przeciwko Panu i Nauczycielowi. To są ludzie, którzy pragnęli błogosławieństwa, ale jednocześnie chcieli pozostać swoimi własnymi panami, jak Issachar. Udał się do Ziemi Obiecanej, aby oddać cześć Bogu, ale wkrótce powrócił do rozkoszy Egiptu, radując się w swoich chatach i skarbach, które wydobył z ziemi. Dlatego nie był synem, lecz pozostał jedynie sługą (Rdz 49,14; Pwt 33,18). Zostaw wszystko Bogu!Naucz się powierzać swoje okoliczności Bogu i pozwól im trwać tak długo, jak długo Panu podoba się wypełnić twoje zadanie. Bądź głęboko przekonany, że nikt nie może zasłonić ci słońca, jeśli Bóg tak zechce, aby nad tobą świeciło. Z Panem wszystko dzieje się w swoim czasie. On ma dzień i godzinę na wszystko; musisz tylko poczekać. Dopóki człowiek wierzy, że musi się bronić, usprawiedliwiać i porządkować swoje sprawy, będzie jedynie siał chaos. Słuchaj Ducha! On jest niebiańskim Eliezerem, który prowadzi cię przez pustynię tego życia na spotkanie niebiańskiego Izaaka. Tam, gdzie Duch jest zasmucony, miłość i radość wyraźnie słabną. Pozostawia wiele twojej wolnej woli, ale zwraca twoją uwagę na wiele rzeczy. Tylko w kilku przypadkach możemy zdefiniować prowadzenie Ducha Świętego jako „podpowiadające” w naszym rozumieniu tego słowa. Człowiek uczy się rozumieć łagodne działanie Ducha Świętego tylko wtedy, gdy jest czysty; wtedy zaczyna rozumieć Jego wskazówki i nie przeszkadza Jego działaniu swoimi opiniami i niewiarą. Jednak w wielu przypadkach Słowo jest dla nas ważne: „Cokolwiek twoja ręka napotka, aby to zrobić, czyń to z całej siły” (Księga Koheleta 9,10). W wielu przypadkach znajdujemy Boże prowadzenie w Jego Słowie, więc na próżno czekać na wewnętrzny głos. Naucz się liczyć z Jezusem nawet w największych kłopotach i trudnościach! On chce być dla nas wszystkim. Dla Niego nic nie jest wielkie ani małe, łatwe ani trudne. Filip szanował to, co miał, a Andrzej szanował to, co mieli inni, ale obaj musieli dojść do wniosku, że nie mogą dłużej tak żyć. Jezus szanował Ojca i dlatego zawsze odnosił sukcesy i zawsze miał wystarczająco dużo tego, co Mu pozostało (J 6). Nawet w skrajnych przeciwnościach musimy okazać się dziećmi Bożymi, dziećmi Ojca Niebieskiego. Jezus powiedział: „Aby widzieli wasze dobre uczynki” (Mt 5,16). Świat nie może wyjść poza to, co widzi. Najlepiej uczymy ludzi wierzyć naszą własną wiarą. Świat jest przekonany, że Bóg jest surowy. Musimy pokazać im, że Bóg jest miłością. Bóg zniża się do człowieka w cudowny sposób. SakramentJeśli jesteśmy przekonani o konieczności prowadzenia zwycięskiego życia, ponieważ zawdzięczamy to Bogu i ludziom, jeśli ogarnia nas to pragnienie, co powinniśmy zrobić? Nie ma zwycięskiego życia bez zadośćuczynienia, którego Jezus Chrystus dokonał na krzyżu. Tylko na ziemi Golgoty możemy wieść zwycięskie życie. Nie mówimy o tym wystarczająco często! Ale kiedy już znajdziemy się na tej ziemi, jak możemy pozostać zwycięzcami? Wykorzystując środki łaski, które dał nam Bóg. W Dziejach Apostolskich czytamy o kościele w Jerozolimie: „Trwali oni w nauce apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach” (Dzieje Apostolskie 2:42). Pierwszym środkiem łaski jest nauka apostołów!Mówimy dziś: Słowem Bożym, które mamy w Biblii. Absolutnie niemożliwe jest prowadzenie zwycięskiego, błogosławionego, pełnego mocy i owocnego życia bez wiernego czytania Słowa Bożego. To oczywiste. Nie trzeba tego podkreślać. A jednak trzeba to powiedzieć. Nauczyło mnie tego doświadczenie. Jest słowo, które często słyszeliśmy w latach powojennych. Mam na myśli „niedożywienie”. Jeśli ktoś jest niedożywiony – to znaczy, jeśli brakuje mu składników odżywczych – to nie powinniśmy być zaskoczeni, jeśli zachoruje. Brakuje mu sił, by się oprzeć. Wielu ludzi nie znalazłoby się w takiej sytuacji, gdyby kierowali się Słowem Bożym. „Jakiż jest układ między Chrystusem a Belialem? Albo co łączy wierzącego z niewierzącym?” (2 Koryntian 6:15). Gdyby człowiek zawsze miał światło Słowa Bożego, nie podążałby wieloma okrężnymi drogami. Słowo Boże daje nam siłę. Im bardziej się nim karmimy, tym bardziej rośnie nasza odporność na grzech. A tej siły potrzebujemy szczególnie, jeśli chcemy zwyciężyć nad pokusami i trudami codziennego życia. Jak możemy osiągnąć zwycięskie życie, jeśli nie korzystamy ze środków łaski, które dał nam Bóg, aby wzrastać i umacniać się w naszym życiu wewnętrznym? Kościół w Jerozolimie nie tylko trzymał się nauki apostołów, ale także wspólnoty. To drugi środek łaski dany nam przez Boga.Jakże to wspaniałe, gdy dzieci Boże mogą być ze sobą w społeczności! Gdy mogą razem studiować Słowo i klęczeć w modlitwie! Ale jak niewielu korzysta z takiej okazji! Z błahych powodów wierzący często pozostają poza Kościołem i z dala od wspólnoty. Komunię ze świętymi można zaniedbać tylko na krótko, być może z powodu choroby lub z powodu życia w martwym duchowo środowisku, aby nauczyć się korzystać z tej okazji, z tego środka łaski. Uczestniczyłem w konferencjach w innych krajach. Jakże bracia tam cenią tę wspólnotę! Ileż podróży muszą odbyć, aby uczestniczyć w takiej uczcie i nabrać nowych sił i odwagi! Uczestniczyłem w jednym spotkaniu, na które goście przybyli po siedmiogodzinnej podróży. Siedem godzin tu, siedem godzin z powrotem – to cały dzień. A jednak nie uważali tego za zbyt wysoką cenę za zachętę i wspólnotę! Och, jakże często u nas jest zupełnie odwrotnie! Ileż lenistwa i odkładania spraw na później jest w uczęszczaniu na studia Słowa Bożego i nabożeństwa! Ale tak bardzo potrzebujemy wspólnoty ze sobą! Wyobraź sobie, że na polu jest tylko jeden kłos zboża. Co się z nim stanie, gdy zawieje na niego silny wiatr? Złamie się i spadnie na ziemię. Zdecydowanie! Ale wyobraź sobie, że na polu jest nie tylko jeden kłos zboża, ale setki tysięcy, a nawet więcej. Co się więc z nimi stanie, gdy zawieje na nie silny wiatr? Będą się chwiać, przechylając się z jednej strony na drugą, ale nie złamie się ani nie spadnie na ziemię. Jeden kłos będzie pochylał się w stronę kolejnego, który podtrzyma pierwszy. W ten sposób kłosy będą się wzajemnie wspierać. To obraz błogosławieństw płynących ze wspólnoty. Właśnie w ten sposób służymy sobie nawzajem. W ten sposób każdy z nas otrzymuje błogosławieństwa i pomoc w życiu wewnętrznym. Być może ktoś jest wewnętrznie zmęczony i wyczerpany. Ale potem słyszy, jak inni, w podobnych okolicznościach, wiodą zwycięskie życie, i to go zachęca i wzmacnia. I wtedy ta osoba z radością podąża swoją drogą! Jeśli chcesz wieść zwycięskie życie, musisz trwać we wspólnocie, tak jak czynili to pierwsi chrześcijanie w Jerozolimie. Nie rezygnuj ze wspólnoty z błahych powodów! Potrzebujesz jej. Nie możesz jej uniknąć bez narażania swojego życia wewnętrznego! To niewątpliwie prawda! Nawet wśród wierzących są tacy, którzy wolą żyć dla siebie, ale nie potrafią osiągnąć zwycięskiego życia! Oczywiście, rzadko muszą znosić wewnętrzne sprzeczności; potrafią podążać za własnymi myślami i opiniami, a to może być dla nich nawet radością. Jednak nie są wolni od własnej niekonsekwencji, pozostając w życiu dla siebie.Nauczyć się znosić i wytrzymywać siebie nawzajem to wielkie zwycięstwo; nie, nie jest zwycięstwem żyć dla siebie. Jeśli wycofamy się z komunikacji, wyrządzimy wielką krzywdę i zniszczymy nasze życie wewnętrzne. Potrzebujemy komunikacji. Zaniedbanie jej doprowadzi do tragicznych konsekwencji. Niech Bóg pomoże nam pozostać wiernymi i trwać we wspólnocie w korzystaniu z tego środka łaski, tak jak to czynili wierzący w Jerozolimie! Trzecim środkiem łaski w Jerozolimie było „łamanie chleba”, czyli Wieczerza Pańska, jak ją później nazwano.Wiedzieli, że Wieczerza Pańska zawiera w sobie szczególną moc, dlatego też gorliwie w niej uczestniczyli, początkowo nawet codziennie. Czym jednak z biegiem czasu stało się łamanie chleba! Jakże niewiele przypomina Wieczerza Pańska w wielu miejscach do prostego łamania chleba opisanego w Ewangelii. Wieczerza upamiętniająca mękę Chrystusa, sprawowana przez dzieci Boże, jest ucztą, dzięki której wierzymy i otrzymujemy odpuszczenie grzechów, ale możemy je otrzymać i przyjąć jedynie przez wiarę w przelaną Krew Jezusa Chrystusa, przygotowując się i postanawiając raz na zawsze zerwać z grzechem. Ale kto z nas postanowił już zerwać z grzechem i żyć wyłącznie dla Boga? Pragniemy wykorzystać każdą nadarzającą się okazję, by celebrować Wieczerzę Pańską w gronie dzieci Bożych. To nasz wspaniały przywilej; w ten sposób możemy wejść w społeczność z naszym wywyższonym i zmartwychwstałym Panem, a społeczność z Nim obdarza nas społecznością między sobą. Jakże Wieczerza Pańska umacnia nas i dodaje otuchy w naszej dalszej wędrówce wąską ścieżką, mocą tego pokarmu! W takich przypadkach słowa „Pokrzepia moją duszę” wydają się szczególnie prawdziwe! I ostatnia rzecz, o której tu mowa, to modlitwa! To również środek łaski, i to wcale nie najmniej ważny. Zwycięskie życie jest możliwe tylko wtedy, gdy nasze życie stanie się życiem modlitwy. Życie pełne modlitwy to nic innego jak tylko modlitwa. Wielu modli się rano, w południe, wieczorem i w szczególnych okolicznościach, ale niestety nie wiedzie życia pełnego modlitwy.Czym zatem jest życie modlitewne? Wierzący w tym przypadku wkracza w nadchodzący dzień razem z Panem i razem z Nim go przeżywa. Życie modlitewne nie oznacza ciągłego klękania i odmawiania modlitw. Nikt nie jest w stanie żyć w ten sposób.Ale to oznacza, że musimy być w ciągłym kontakcie z Panem, w modlitewnej łączności z Nim, prosić Go o wszystko, oczekiwać wszystkiego od Niego, powierzać wszystko w Jego ręce z wdzięcznością, nie podejmować żadnych decyzji bez Niego, bez konsultacji z Nim, bez proszenia Go o radę.Kiedy czujesz, że jakaś rozmowa cię poruszy, jeśli zasieje niepokój w twoim sercu, to zwróć się w modlitwie do Pana i proś Go, aby cię strzegł, aby wylał olej Ducha Świętego na wzburzone strumienie twojego serca i aby ono się uspokoiło. Gdy nie będziesz już mógł wypowiadać niczego innego poza imieniem, które jest ponad wszelkie imiona, gdy będziesz mógł jedynie wołać: „Jezu!”, wtedy będziesz wiedział, że „imię Pana jest mocną wieżą; chroni się do niej sprawiedliwy i jest bezpieczny” (Prz. 18:10). Niech modlitwa stanie się naturalnym oddechem twojej duszy, dzięki czemu nie będziesz mógł żyć bez modlitwy, a twoje życie będzie zwycięskie i błogosławione. Czy pragniesz osiągnąć zwycięskie życie, przeżyć to życie? Poddaj się więc raz jeszcze, całkowicie, ciałem i duszą, swojemu Panu i proś Go o łaskę, by zawsze i we wszystkim Go wielbić! |