Syn marnotrawny

Nasz YouTube - Biblia w formacie wideo i inne materiały.

Strona chrześcijańska

Kanał aktualizacji witryny

Biblioteka multimediów Blagovestnik.Org

w Telegramie -

t.me/BlagovestnikOrg

Biblia wideo online

Rosyjska Biblia Audio online

Pismo(recenzje)

Kroniki ostatnich czasów

Ukraińska Biblia Audio

Ukraińska Biblia Audio

ukraiński

Audio-Biblia

Książki wideo

Musical

albumy wideo

Książki(A-G)

Książki(D-L)

Książki(M-O)

Książki(P-R)

Książki(SS)

Książki(T-Ya)

Nowe książki(A-Z)

Fonogramy-aranżacje

(*.mid i *.mp3),

Karaoke

(*.kar i *.divx)

Młodzież Jezusa

PiosenkaEwangelista

stara sekcja

Bezpłatne pobieranie mp3

Archiwum muzyczne

Moduły

dla „Cytatów”

Broszurydla tych, którzy szukają Boga

Szkoła niedzielna,

przybory

dla dzieci,

rozrywkowyprzybory

Lista zasobów

Usługi Blagovestnik.Org

Archiwa:

Biuletyny(1)

Biuletyny(2)

Kazania(1)

Kazania(2)

Spurgeon(1)

Spurgeon(2)

Spurgeon(3)

Spurgeon(4)

Mapa witryny:

Odczyty

Interpretacja

Literatura

Wiersze

Pobierz mp3

Wideo online

Archiwa

Wszystko inne

Dane kontaktowe

Wesprzyj witrynę

Często zadawane pytania

Nasz główny kanał w serwisie Telegram.
Nasza grupa VK: „Chrześcijańska Biblioteka Mediów”.
Nasze aktualności znajdziesz w naszej grupie WhatsApp.

C.G. Spurgeon

Syn marnotrawny

Pewien człowiek miał dwóch synów; młodszy z nich rzekł do ojca: „Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada”. Ojciec podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn zebrał wszystko i wyjechał w dalekie strony, gdzie roztrwonił swój majątek, żyjąc rozpustnie. Gdy zaś wszystko wydał, nastał wielki głód w owym kraju i on zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł więc i przystał do pewnego obywatela owego kraju, który wysłał go na swoje pola, żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek omłotem, którym żywiły się świnie, lecz nikt mu nic nie dawał. Wtedy opamiętał się i rzekł: „Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja ginę z głodu! Wstanę i pójdę do mojego ojca i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw niebu i wobec ciebie i już nie jestem godzien nazywać się twoim synem. Uczyń mnie jednym ze swoich najemników”. Wstał i poszedł do ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; pobiegł, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw niebu i wobec ciebie i nie jestem już godzien nazywać się twoim synem. Ojciec rzekł do swoich sług: Przynieście najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi; przyprowadźcie tuczone cielę i zabijcie je; i będziemy jeść i weselić się, bo ten mój syn był umarły, a ożył; zaginął, a odnalazł się. I zaczęli się weselić.

Łukasza 15:11-24

Nadwyżka chleba

DOSZEDŁ DO SWOJEGO

„Opamiętawszy się…” Słowa te można odnieść do osoby, która obudziła się po omdleniu, nie zdawała sobie sprawy ze swojej sytuacji i nie potrafiła się z niej wydostać, ale teraz oprzytomniała, wróciła do świadomości i działania.

Głos, który budzi umarłych, obudził syna marnotrawnego; wizje duchowego letargu zniknęły; jego szalone, ale urzekające sny rozwiały się, a on odzyskał przytomność.

Te słowa można również odnieść do kogoś, kto został uzdrowiony z szaleństwa. Syn marnotrawny był jak szaleniec, ponieważ grzech jest największym szaleństwem.

Zaciemnił umysł, myląc gorycz ze słodyczą, a słodycz z gorzkim, światło z ciemnością, a ciemność ze światłem; zranił swoją duszę tak, jak opętani przez złego ducha ranią swoje ciała, uderzając o kamienie i kalecząc się nożami. Szaleniec nie rozpoznaje siebie jako szaleńca, ale jeśli się otrząśnie, ubolewa nad swoim stanem. Tak więc, powróciwszy do prawdziwego i jasnego rozumu, syn marnotrawny opamiętał się.

Istnieje legenda o czarodziejce Kirke, która zamieniała ludzi w świnie.

Niewątpliwie, ten młody człowiek, o którym mowa w przypowieści, upadł na ten sam poziom. Zniżył swoją ludzką godność do poziomu zwierzęcia; jadał ze świniami. Ludzka natura polega na miłości do rodziny, poszanowaniu prawa i dbaniu o własne interesy. Ten młody człowiek jednak stał się jak zwierzęta.

Być może i dzisiaj wśród czytelników tej broszury są ludzie, którzy znajdują się w podobnym stanie omdlenia – Panie, wskrześ ich!

Być może są ludzie moralnie zepsuci – niech Pan ich uzdrowi, niech niebiański Lekarz położy swoją orzeźwiającą dłoń na ich rozgrzanym czole i powie im: „Chcę, abyś został oczyszczony”.

Być może są tacy, którzy oddali na pierwszym miejscu starą ludzką naturę – niech Ten, który niszczy dzieła diabła, uwolni ich spod władzy szatana i da im siłę, by stali się synami Bożymi. Jemu niech będzie cała chwała!

Miłosierdzie jest tylko u Boga

Kiedy syn marnotrawny opamiętał się, uświadomił sobie dwa fakty: że jego ojciec miał chleba pod dostatkiem i że on, jego syn, umierał z głodu. Niech te dwie myśli całkowicie wypełnią twoje serce, jeśli nadal nie jesteś zbawiony, ponieważ są to niezwykle ważne, niezmienne prawdy. To nie fantazja, sen ani majaczenie osoby chorej psychicznie, nie wytwór chorej wyobraźni, ale niezaprzeczalna prawda, że ​​w domu naszego Ojca Niebieskiego jest obfitość dóbr, których grzesznik potrzebuje. Nigdzie indziej nie znajdzie błogosławieństwa ani nie otrzyma przebaczenia. Ale Pan ma wielkie miłosierdzie i nikt nie może zakwestionować tej cudownej prawdy.

Prawdą jest również to, że bez Boga grzesznik zginie. On już ginie i zginie na zawsze. Wszystko, co ma wartość w jego istnieniu, zostanie zniszczone, a on sam pozostanie ohydą spustoszenia: drapieżne ptaki będą gnieździć się w ruinach jego upadłej istoty na wieki wieków.

Oby te prawdy zostały w pełni zrozumiane w sercach wielu nienawróconych ludzi! Niestety, grzesznicy zapominają, że miłosierdzie można znaleźć tylko w Bogu, mając nadzieję znaleźć je gdzie indziej. Próbują zaprzeczyć upokarzającemu faktowi swojej beznadziejnej sytuacji i szukają jakiejś tajemnej drogi ucieczki. Wierzą, że nie są tak źli, jak mówi Biblia. Przynajmniej jeśli są źli teraz, mogą się poprawić później. Niestety, moi przyjaciele, co mamy zrobić z tymi, którzy dobrowolnie zamykają oczy na prawdę, która jest zbyt oczywista i przytłaczająca? Wzywam tych z was, którzy w wierze zbliżają się do tronu Bożego, aby zanieśli modlitwę, aby On teraz nawiedził nienawrócone serca i objawił im znaczenie tych dwóch prawd: z Bogiem jest obfitość miłosierdzia; bez Boga jest zniszczenie. Jeśli grzesznik przyjdzie do Jezusa Chrystusa z tą świadomością, wkrótce otrzyma wolność dzieci Bożych.

BÓG KOCHA MIŁOŚĆ

Dzisiaj chciałbym skupić się przede wszystkim na pierwszej i, moim zdaniem, najważniejszej myśli syna marnotrawnego, która skłoniła go do powiedzenia: „Wstanę i pójdę do mojego ojca”. To nie głód skłonił go do tej decyzji, ale trzeźwa myśl: „Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba!”. Sytość, dostatek, a nawet nadmiar w domu jego ojca sprawiły, że zatęsknił za domem.

Wiele, wiele dusz zaczęło szukać Boga, widząc i wierząc, że On ma w sobie mnóstwo miłosierdzia. Pragnę jasno przedstawić każdemu grzesznikowi bogactwo Bożego miłosierdzia i łaski w Chrystusie Jezusie, mając nadzieję, że Pan znajdzie swoich synów, że zaufają tym słowom i słysząc o obfitości chleba w domu Ojca, powiedzą: „Wstanę i pójdę do Ojca”.

A zatem, przede wszystkim, zatrzymajmy się na obfitości błogosławieństw, jakie znajdziemy w domu Ojca. Czego teraz potrzebujesz, przebudzony grzeszniku? Na każdą potrzebę Bóg ma pełne i obfite zaopatrzenie – „chleb i obfitość”. Doświadcz tego. Najpierw spójrz na samego Ojca. Każdy, kto Go zgłębia, od razu zobaczy, że Jego miłosierdzie nie ma granic, Jego łaska nie zna granic.

„Jaka jest natura i charakter Wszechmogącego? Czy jest surowy, czy kochający?” – zapytał ktoś.

Pismo Święte odpowiada na to pytanie i mówi o Nim nie tylko jako o kochającym Ojcu, ale także, że On sam jest miłością, że Jego istotą jest miłość. Nie chodzi o to, że miłość mieszka w Bogu, ale o to, że sam Bóg jest miłością. Czy można wyraźniej wykazać, że miłość Boga jest nieskończona? Nie da się zmierzyć Boga; twoja wyobraźnia nie ogarnie wszystkich Jego atrybutów, nie określi wymiarów Jego miłości ani nie pojmie jej pełni.

Pamiętajcie tylko, że jak niebiosa górują nad ziemią, tak Jego drogi górują nad naszymi drogami, a Jego myśli nad naszymi myślami. Jego łaska trwa na wieki. On przebacza nieprawość i pomija występek resztek swego dziedzictwa. Nie gniewa się na wieki, bo ma upodobanie w miłosierdziu. „Ty, Panie, jesteś dobry i miłosierny, i hojny w miłosierdziu dla wszystkich, którzy Cię wzywają”. „Twoje miłosierdzie sięga aż do niebios”. „Pan jest bardzo miłosierny i litościwy”.

BÓG MA MOC ZBAWIĆ

Jeśli wydaje ci się, że sama miłość Boża nie wystarczy do twojego zbawienia, to pamiętaj, że Ojciec, do którego zwraca się grzesznik, ma tyle samo mądrości, co miłosierdzia.

Być może twoja sytuacja jest szczególnie poważna. Ale Ten, który cię stworzył, może cię również uzdrowić. Czyż Ten, który stworzył ucho, nie może uleczyć go z głuchoty? Czyż Ten, który ukształtował oko, nie może przywrócić mu wzroku, jeśli jest ślepe? Nie ma nieszczęścia, z którego Pan nie mógłby cię wybawić. Jego niezrównana mądrość nie może okazać się bezsilna wobec złożoności twojego życia.

W Ojcu nie może zabraknąć mocy. Czyż nie wiecie, że Ten, który stworzył ziemię i rozpostarł nad nią niebiosa jak namiot, w którym ludzie mogą mieszkać, nie ma granic dla swojej mocy i nie ma granic dla swojej siły?

Jeśli potrzebujesz wszechmocy, by wyrwać się z bagna, w którym tkwisz, jest ona gotowa na twoje zbawienie, jeśli wezwiesz Wszechmogącego o siłę. Nawet jeśli potrzebujesz mocy, która stworzyła światy i podtrzymuje fundamenty wszechświata, cała ta moc zostanie skierowana ku twojemu dobru, jeśli tylko z wiarą będziesz szukać miłosierdzia z ręki Boga przez Jezusa Chrystusa. Żadna z Jego mocy nie będzie przeciwko tobie; miłość będzie panować we wszystkim, a każdy atrybut Boga będzie współdziałał w twoim zbawieniu.

Bóg oszczędza grzesznika

Kiedy myślę o grzechu, nie pojmuję, jak grzesznik może być zbawiony. Ale kiedy myślę o Bogu i zaglądam w Jego serce, wtedy rozumiem, jak chętnie On przebacza.

„Spójrzcie na Jego serce” – mówi ktoś.

- Jak mogę to zrobić?

- Czyż nie otworzył przed tobą serca? Pytasz:

- Gdzie i kiedy? Odpowiem:

- Tam, na Golgocie, na krzyżu.

Kto zajmował pierwsze miejsce w Boskim sercu? Jego Umiłowany, Jednorodzony Syn. A On wziął swojego Jednorodzonego Syna i przybił Go do krzyża, ponieważ, ośmielę się powiedzieć, kochał grzeszników bardziej niż Syna. Nie oszczędził Syna, ale oszczędza grzesznika. Wylał swój gniew na swojego Syna i uczynił Go zastępcą grzeszników, aby mógł obdarzyć swoją miłością winnych, którzy zasłużyli na Jego gniew.

O duszo, jeśli zginiesz, to nie dlatego, że brak ci miłosierdzia, mądrości czy mocy Bożej; nie dlatego, że On nie ma dla ciebie współczucia lub nie jest w stanie cię ocalić.

Jeśli zostaniesz wygnany, to nie dlatego, że Najwyższy nie usłyszał twojego wołania o przebaczenie lub odrzucił twoją wiarę w Niego. Twoja własna krew spadnie na twoją głowę, jeśli twoja dusza zginie. Jeśli umierasz z głodu, to dlatego, że sam pragniesz śmierci, bo w domu Ojca Niebieskiego jest „chleb i obfitość”.

DOSTAŁEŚ ZBAWICIELA

Przejdźmy teraz do kolejnej myśli, która wszystko jeszcze bardziej rozjaśni. Pomyślmy o Synu Bożym, który jest prawdziwym chlebem życia dla grzeszników. Grzeszniku! Mówię do ciebie osobiście: potrzebujesz Zbawiciela. Możesz być pocieszony, wiedząc, że Bóg, który nie może się mylić, przygotował dla ciebie Zbawiciela.

Zastanów się, kim jest Zbawiciel? On jest samym Bogiem. Jezus, który przyszedł z nieba dla naszego odkupienia, nie był aniołem, inaczej balibyśmy się zrzucić na Niego cały ciężar naszych grzechów. Nie był człowiekiem, inaczej mógłby być jedynie zastępcą jednego człowieka. Ale był prawdziwym Bogiem prawdziwego Boga, który był z Ojcem od początku. I przyszedł, aby nas zbawić. Jak może być miejsce na wątpliwości? Oświadczam przed wami, że gdyby moje grzechy były dziesięć tysięcy razy cięższe niż są, i gdybym dodał do nich grzechy całej tej kongregacji, mógłbym powierzyć je wszystkie Jezusowi od chwili, gdy uświadomiłem sobie, że On jest Chrystusem – Synem Bożym.

On jest potężnym Bogiem i swoimi przebitymi rękami może zabrać nasze grzechy: On wyrzuca grzech, wrzucając go w głębiny morza.

Rozważ, co uczynił Jezus, Syn Boży. On, sam Bóg, błogosławiony na wieki, opuścił swój tron ​​i zastępy niebieskie i zstąpił do jaskini i żłobu! Tam leżał; Jego matka owinęła Go w pieluszki i karmiła. Nieskończony przyszedł jako dziecko. Niewidzialny ukazał się w ciele. Wszechmogący był słaby – i to wszystko dla nas.

O nieskończona i bezgraniczna łaskawość! Skoro Bóg Odkupiciel czyni to dla naszego zbawienia, czyż można uznać za niewiarygodne, że jest w stanie zbawić przestępcę spośród przestępców?! Czyż może być coś niemożliwego dla Tego, który zstąpił z nieba na ziemię dla odkupienia?!

NIE MOŻNA NIE WIERZYĆ W CHRYSTUSA

Nie zatrzymuj się w zadziwieniu, lecz idź dalej. Czy widzisz Boga, który jest ponad wszystkim, błogosławiony na wieki, który żył wśród ludzi przez ponad trzydzieści lat, znosząc ich słabości, biorąc na siebie ich choroby, dzieląc ich smutki; Jego stopy były zmęczone wędrówką po Palestynie, Jego ciało często cierpiało z głodu i pragnienia; Jego kolana zginały się w nocnej modlitwie, Jego oczy napełniały się łzami; Jezus Chrystus, tak jak my, był kuszony we wszystkim – cudowny, niepojęty widok!

Wcielony Bóg mieszka wśród grzeszników i toleruje ich sprzeczności! Jakaż chwała płynie z Jego łagodności! Chwała, która powinna uczynić wiarę w Niego nieuniknioną.

O Ty, który chodziłeś po morzach i wskrzeszałeś umarłych, jak możemy wątpić w Twoją moc odpuszczania grzechów?! Czyż nie powiedziałeś, kiedy kazałeś paralitykowi wziąć swoje łoże: „Cóż jest łatwiej: powiedzieć: «Odpuszczają ci się twoje grzechy», czy powiedzieć: «Wstań i chodź»?” (Mt 9,5). Zaprawdę, On zbawia tych, którzy przez Niego przychodzą do Boga!

Mógł odpuszczać grzechy za życia na ziemi, a teraz, w chwale, tym bardziej. Został wywyższony, by stać się Księciem Pokoju i Zbawicielem, by prowadzić do pokuty i odpuszczenia grzechów.

CHRYSTUS CIERPIAŁ ZA GRZESZNIKÓW

Ale głównym dowodem na to, że Chrystus Jezus „miał chleb i obfitość”, jest krzyż. Pójdź za mną przez chwilę, a raczej idź za Nim do Getsemani. Czy widzisz krople krwawego potu spadające na ziemię? Czy potrafisz wyobrazić sobie Jego mękę przed Herodem i Piłatem? Czy potrafisz śledzić całą Jego bolesną podróż przez Jerozolimę? Czy twoje serca zniosą moment Jego przybicia do krzyża i Jego cierpienia na nim? To tylko pozory.

I któż potrafi opisać głębię wewnętrznego cierpienia? Żaden język nie zdoła tego oddać, żadna wyobraźnia nie zdoła tego pojąć. Wieczny Bóg złożył grzechy na Chrystusa, a tam, gdzie był grzech, wybuchł gniew. „Spodobało się Panu Go zmiażdżyć i zesłać na Niego cierpienie” (Izajasz 53:10). Ten, który umarł na krzyżu, był Jednorodzonym Synem Bożym. Czy potrafisz znaleźć granicę zasługi śmierci takiego Zbawiciela?

KREW CHRYSTUSA JEST NIEZMIERNIE POTĘŻNA

Wiem, że niektórzy ograniczają znaczenie Krwi Jezusa w swoich systemach teologicznych. Gdybym miał taki system, porzuciłbym go. Nie mogę, nie śmiem nawet rozważać takiej myśli, ponieważ wydaje mi się to graniczyć z bluźnierstwem. W skończonym dziele Chrystusa widzę cały ocean zasług; mój „wodomierz” nie sięga dna, moje oko nie widzi brzegu.

Krew Chrystusa zawiera w sobie wystarczającą moc, by zbawić nie tylko ten świat, ale dziesięć tysięcy światów, gdyby przekroczyły prawo Stwórcy. Jeśli uznamy nieskończoność, nie będzie granic. Jeśli Osoba Boska zostanie poświęcona, niedopuszczalne jest mówienie o granicach zasługi; miary i granice nie mają zastosowania do Boskiej Ofiary. W zadośćuczynieniu Jezusa Chrystusa jest „chleb i obfitość”, jak pisze Apostoł do Tymoteusza: „…który jest Zbawicielem wszystkich ludzi, a zwłaszcza wierzących” (1 Tm 4,10).

DUCH ŚWIĘTY PROWADZI DO POKUTY

Przejdźmy teraz do niezwykle ważnego i radosnego studium trzeciej Osoby – Ducha Świętego. Ten, kto wierzy w Trójcę i ją miłuje, dzierży klucz do teologii. Omówiliśmy już Ojca i Syna; teraz omówmy Ducha Świętego. Wszyscy czcimy Go zbyt mało, a jednak On raczy zstąpić na ziemię i zamieszkać w naszych sercach; pomimo naszej niewierności, pozostaje ze swoim ludem.

Grzeszniku, potrzebujesz nowego życia i świętości. Jedno i drugie jest ci niezbędne, abyś osiągnął niebo. Jak możesz je mieć? Duch Święty jest nam dany i zapewniony w przymierzu łaski, a w Nim masz wszystko, czego potrzebujesz „w obfitości”. Czy jest coś niemożliwego dla Ducha Świętego? On jest boski; nic nie może przewyższyć Jego mocy.

Spójrz, co On już uczynił! Unosił się nad otchłanią i chaosem i uporządkował wszystko; całe piękno stworzenia powstało pod Jego twórczym tchnieniem (Rdz 1,2). My sami musimy wyznać wraz z Elihu: „Duch Boży mnie stworzył, a tchnienie Wszechmogącego ożywiło mnie”.

Pomyślcie o wielkim dziele Ducha Świętego w dniu Pięćdziesiątnicy, kiedy niewykształceni ludzie zaczęli mówić obcymi językami, których wcześniej nie znali, a języki ognia, które spoczęły nad nimi, rozpaliły ogień w ich sercach i dały im gorliwość i nieustraszoność, których wcześniej nie mieli.

Rozważmy działanie Ducha Świętego na człowieka takiego jak Saul. Ten prześladowca chrześcijan marzył o dręczeniu świętych Bożych w Damaszku, a kilka minut później słyszysz, jak pyta: „Kim jesteś, Panie?”, a potem: „Co chcesz, abym uczynił?”. Jego serce się odmieniło. Duch Boży go odnowił; w jednej chwili twardy diament przemienił się w miękki wosk.

Wielu z nas jest żywym przykładem tego, co potrafi Duch Święty. I z własnego doświadczenia zapewniamy was, że nie ma wewnętrznego zła, którego On nie mógłby pokonać, nie ma pożądliwości ciała, której nie mógłby ujarzmić, nie ma zatwardziałości uczuć, której nie mógłby złagodzić.

Czy jest coś zbyt trudnego dla Pana? Czy Duch Pański ma swoje ograniczenia? Zaprawdę, żaden grzesznik nie może pozostać poza zasięgiem miłosierdzia, jeśli Duch Święty raczy stać się sprawcą ludzkiego nawrócenia.

O grzeszniku, jeśli giniesz, to nie dlatego, że Duchowi Świętemu brakuje odwagi, Krwi Chrystusa brakuje mocy, ani Ojcu brakuje miłości. Giniesz, ponieważ nie wierzysz w Chrystusa, ponieważ trwasz w świadomym oporze i ponieważ odrzucasz ofiarowany ci „chleb w obfitości”.

WIELKI ZBAWICIEL

Jeszcze kilka myśli, które pokażą obfitość Bożej łaski i miłosierdzia. Zauważmy, że przez wieki Bóg powoływał proroków jednego po drugim, a po Apostołach następowali męczennicy, wyznawcy, pastorzy, ewangeliści, nauczyciele – wszyscy oni byli po kolei posyłani przez Pana. A jakie było ich posłannictwo, co mieli objawić ludziom? Wszyscy mieli jeden cel – wskazać na wielkiego Wybawiciela. Mojżesz, prorocy i wszyscy prawdziwi posłańcy Boga mówili o Nim.

Czy myślisz, grzeszniku, że Bóg rozpoczął to dzieło od drobiazgów? Czy naprawdę posłał swoje sługi, żeby zaprosili cię do stołu, na którym nie byłeś przygotowany? Czy naprawdę powtarzał swoje zaproszenie tobie i innym tyle razy, nie mając dla ciebie żadnego zaopatrzenia? Och, to niemożliwe! Bóg nie daje się wyśmiewać i nie będzie szydził z biednych, potrzebujących dusz. Jego miłosierdzie wystarcza nawet w najtrudniejszych sytuacjach.

Pamiętajcie również, że Panu spodobało się objawić swoją chwałę w Ewangelii. Ludzie gorliwie szukają chwały, a Bóg jest równie zazdrosny o swoją chwałę.

Co wybrał dla chwały swego imienia?

Nawrócenie i zbawienie ludzi, prawda?

Kiedy zamiast cierni wyrosną cyprysy, a zamiast pokrzyw mirt, będzie to chwałą Pana, znakiem wiecznym i niezachwianym. Czy myślisz, że Bóg może zasłużyć na imię, zbawiając małych grzeszników z małym Zbawicielem? O, Jego najczystsza, święta Krew może zmyć plamy czarne jak piekło. On przebacza grzesznikom, którzy byli najgłupsi z głupców.

Czy wśród moich czytelników jest jakiś były wielki buntownik, który ma prawo głośno chwalić Pana, bo jego zbawienie zadziwi anioły i wprawi w zakłopotanie demony? Mam nadzieję, że tak.

O ty, poniżony, skalany grzeszniku, bliski zagłady, jeśli ten głos do ciebie dotrze, błagam cię, przyjdź i doświadcz, że Boże miłosierdzie nie dorównuje twojemu grzechowi, ale go przewyższa. Jeśli jesteś Goliatem wśród grzeszników, wiedz, że Bóg jest potężny, by wyzwolić cię z wrogości i uczynić swoim przyjacielem, swoim najmiłościwszym i najwierniejszym sługą, bo wielkie przebaczenie budzi wielką miłość.

Wielkość Bożego miłosierdzia jest taka: „Gdzie grzech się rozmnożył, tam łaska jeszcze obficiej się rozlała” (Rz 5,20). Czy ty, grzeszniku, myślisz, że Jezus Chrystus zstąpił z nieba dla małego czynu i obdarowania niewielką dawką łaski?

Czy myślisz, że poszedł na Golgotę i poniósł śmierć oraz doświadczył całej grozy rozłąki z Bogiem po to, aby uczynić coś zwyczajnego i przygotować wąskie, ograniczone, częściowe zbawienie, takie, jak wyobraża to sobie twoja niewiara?

Nie! Mówimy o monumentalnym dziele, ale byłoby to niczym w porównaniu z trudem Chrystusa, który dokonał dziesiątek tysięcy cudów. Czy naprawdę będziesz umniejszać Chrystusa tak bardzo, że uznasz, iż Jego dzieło nie wystarczy, by cię zbawić?

Gdybym miał władzę, by wybrać najbardziej nieuczciwego, oszukańczego, pijaka, niegodziwego człowieka, czciciela wszystkiego, co ziemskie, cielesne, demoniczne, powtórzyłbym mu wezwanie, które przed chwilą skierowałem, i błagałbym go, by zbliżył się do Jezusa, by mógł nabrać przekonania o mocy odkupieńczej Krwi Chrystusa, która może go obmyć i oczyścić.

Wzywam go teraz, aby przyszedł i upadł do drogocennych stóp Odkupiciela, i sprawdził, czy mu odpowie: „Nie mogę cię zbawić; zgrzeszyłeś ponad moją moc”. Nigdy, nigdy, nigdy to się nie stanie, bo On jest potężny, by zbawić tych, którzy do Niego przychodzą (Hbr 7,25). On jest Zbawicielem, i to wielkim Zbawicielem! Chrystus będzie miał chwałę proporcjonalną do wielkiej łaski, jaką wylewa na największych grzeszników. On ma przebaczenie „w obfitości”.

Te słowa, „nadmiar chleba”, które wybrałem jako temat mojej rozmowy, powinny, moim zdaniem, być mottem Ewangelii. Wierzę w częściowe zbawienie i w to, że Chrystus oddał życie za swoje owce. Ale, jak już powiedziałem, nie wierzę w ograniczenie mocy zbawienia, bo inaczej jak mógłbym odważyć się przeczytać słowa Jana: „On jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy, i nie tylko za nasze, lecz również za grzechy całego świata” (1 J 2, 2). Jest pewna część dla wybranych, ale jest też „nadmiar”. Wierzę w miłość do wybranych, która ich zbawi, mając „nadmiar chleba”; ale wierzę również w bezgraniczne miłosierdzie, które ma „nadmiar chleba”.

Nasza jałmużna dla ubogich zaspokaja jedynie najpilniejsze potrzeby; ale kiedy Bóg karmi rzesze, rozdaje żywność z królewską hojnością. Nasze podlewanie wystarcza tylko na najlepsze ulice, a kiedy chmury niebieskie zbierają się nad morzami żyznych pól, nawadniają wszystkich spragnionych. Boże miłosierdzie nie zna granic; triumfuje nawet nad sądem.

„Chleba jest pod dostatkiem” – uczyń taki napis na domu miłosierdzia, a potem niech każdy głodny, przeczytawszy go, wejdzie śmiało i bez żadnego skrępowania będzie spożywał chleb łaski Bożej.

BÓG MA OBFITOŚĆ SZCZĘŚCIA

Przejdźmy teraz do innego rozumowania syna marnotrawnego.

Według naszego tekstu, w domu jego ojca nie tylko było mnóstwo chleba, ale nawet najemnicy mieli go pod dostatkiem. Myślę, że syn marnotrawny rozumiał, że nawet najskromniejsi słudzy jego ojca najedli się do syta i wciąż mieli mnóstwo zapasu.

Jak mamy to rozumieć? Najniższe ze stworzeń Bożych, które nie zgrzeszyły przeciwko Niemu, niczego nie brakuje i cieszą się obfitością szczęścia.

Nawet najniższe zwierzęta wyrażają radość. Obserwuj, jak muszki fruwają w słońcu; posłuchaj radosnego ćwierkania wróbli, gdy przelatują z miejsca na miejsce.

Ten, który troszczy się o ptaki i owady, z pewnością zatroszczy się również o ludzi. Bóg, który słyszy krzyk kruków, czyż nie usłyszy skruszonego grzesznika? On daje radość owadom, ale czy naprawdę chce, żebym był nieszczęśliwy? Ten, który otwiera swoją hojną dłoń i zaspokaja potrzeby wszystkich żywych istot, otworzy ją przede mną i odpowie na moją potrzebę, jeśli będę szukał Jego oblicza.

Ale nie mogę uważać tych niższych istot za najemników. Kogo więc znajdę wśród ludzi? Wyjaśnię to w ten sposób. Najbardziej zdesperowani grzesznicy, którzy przyszli do Chrystusa, znaleźli miłosierdzie „w obfitości”, a najmniejsi ze świętych, mieszkający w domu Pańskim, znajdują miłość „w obfitości”.

Weź najnikczemniejszych grzeszników i zobacz, jak miłosiernie Pan ich traktuje, gdy do Niego wracają. Czyż sam, nienawrócony, nie nazwałeś innych, którzy byli równie źli, a może nawet gorsi z wyglądu, niż ty? Ale oni się nawrócili, a ty nie; a kiedy się nawrócili, jakie było ich świadectwo? Czy Krew Chrystusa mogła ich oczyścić? O tak, nie tylko ich oczyścić, ale także dodać im piękna – nie ich, oczywiście. Byli kiedyś nadzy; czy Chrystus mógł ich przyodziać? Czy było w Nim wystarczająco dużo sprawiedliwości, by ich przyodziać? O tak, co więcej, otrzymali królewską szatę. Kiedy widziałeś to w innych, czyż nie pragnąłeś przyjąć szaty sprawiedliwości dla siebie?

My również przyszliśmy do Chrystusa pełni grzechu, tak jak ty, i czuliśmy się zagubieni i zagubieni, ale jaka czuła miłość nas powitała! Wolałbym stanąć przed tobą i płakać z czułością na wspomnienie tego, niż mówić o tym teraz. Moja dusza rozpływa się z wdzięczności, gdy myślę o nieskończonym Bożym miłosierdziu wobec mnie w chwili, gdy zwróciłem się do Jego współczucia. O, dlaczego i ty nie przyjdziesz? Niech Duch Święty czule cię pociągnie! Doświadczyłem, że On ma chleb, miłosierdzie i przebaczenie w obfitości. Przyjdź, przyjdź, biedny grzeszniku, jest miejsce i dla ciebie!

Jeśli grzesznik składa takie świadectwo, to z pewnością poniesie je również najmniejszy ze świętych. Gdybyśmy mogli zwrócić się do wierzącego w Boga, nawet tego słabego w wierze i niemal obcego Kościołowi, do kogoś, kto czasami zadaje sobie pytanie: „Czy naprawdę jestem dzieckiem Bożym?” i jest gotów być najemnikiem, choćby po to, by należeć do Boga, i zapytać go: „Jak Pan postąpił z tobą?” – co by odpowiedział?

Tak, masz wiele smutków, lęków i wątpliwości, ale czy potrafisz narzekać na Pana? Kiedy szukałeś u Niego codziennej łaski, czy On cię odrzucił? Kiedy cierpiałeś wiele smutków, czy On odmówił ci pocieszenia? Kiedy znalazłeś się w rozpaczliwej sytuacji, czy odmówił ci pomocy? Sam Pan pyta: „Czy stałem się spustoszeniem dla Izraela?” (Jr 2,31).

Złóżcie świadectwo przeciwko Panu, Jego ludowi, jeśli macie do tego prawo. Słuchajcie, niebiosa, i słuchajcie, ziemio! Niech każdy ze sług Bożych, który odkrył w Nim surowego pana, przemówi. Wśród aniołów przed tronem Jahwe i wśród odkupionych na ziemi, jeśli ktokolwiek może powiedzieć, że doznał niesprawiedliwości lub okrucieństwa, niech podniesie głos! Ale coś takiego nie istnieje.

Nawet diabeł, mówiąc Bogu o Jego słudze, powiedział: „Czyż Hiob boi się Boga za darmo?” (Hi 1,9). Oczywiście, że nie! Czy Bóg pozwoli swoim dzieciom służyć Mu na próżno?! Zapłaci im w całości, a oni również zaświadczą, że przy Jego stole jest „chleb i pod dostatkiem”.

Jeśli Jego chleba używają ci, którzy kiedyś byli wielkimi grzesznikami, a teraz są jedynie zwykłymi świętymi, to oczywiście skłoni to także ciebie, grzesznika, do powiedzenia: „Wstanę i pójdę do Ojca mego”, ponieważ Jego najemnicy „mają nadmiar chleba”.

Bóg okazał miłosierdzie wielu ludziom

Zauważ również, że przypowieść o synu marnotrawnym mówi o rzeszy tych, którzy „mają pod dostatkiem chleba”. „Iluż najemników ma mój ojciec!” – woła syn marnotrawny. Myśli o tym, ilu ich jest, licząc ich. Myśli o tych, którzy doglądają trzody, pilnują wielbłądów, pasą owce, pracują na polu i wokół domu; przebiega ich przez myśl: jego ojciec zajmował ważną pozycję w kraju i utrzymywał wielu służących, a wszyscy mieli pod dostatkiem chleba. „Czemu miałbym umierać z głodu? Jestem sam i choć mój głód wydaje się nienasycony, to przecież tylko jedna osoba potrzebuje nakarmienia, podczas gdy mój ojciec karmi setki, a nawet tysiące. Czemu miałbym umierać?”

A ty, przebudzony grzeszniku, być może dziś świadomy swojego grzechu i ubóstwa, pomyśl o rzeszy, na którą Bóg już wylał swoje miłosierdzie. Pomyśl o niezliczonych zastępach w niebie: gdybyś miał się tam dziś udać, nie zliczyłbyś tych, którzy zasiadają wokół tronu, tak jak nie zliczysz gwiazd ani ziaren piasku w morzu. Przybywają ze wschodu i zachodu i zasiadają z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem, i wciąż jest dla ciebie miejsce.

Ale pomyślcie nie tylko o tych w niebie, ale także o tych na ziemi. Niech będzie błogosławiony Bóg! Jego wybrani na ziemi są liczni w milionach i wierzę, że nadejdą jaśniejsze dni niż teraz, kiedy wielka rzesza pozna Zbawiciela i będzie się Nim radować. Miłość Ojca nie jest dana nielicznym, ale ogromnej rzeszy. W niebie będą niezliczone dusze; a człowiek może policzyć wiele. Gdybyśmy wzięli Newtona i innych wielkich matematyków, naliczyliby wielu, ale tylko Bóg może policzyć swoich odkupionych.

Grzeszniku, zagubiony i błądzący, bez względu na to jak wielkie są twoje grzechy, miłosierdzie Boga, które rozciąga się na miliony ludzi, może objąć także ciebie.

Morze żywi wieloryby i mnóstwo gadów; czy kiedykolwiek przyszłoby ci do głowy powiedzieć: „Wyleje z brzegów, jeśli spróbuję się wykąpać?” Słońce zalewa cały wszechświat światłem; czy wyobrażasz sobie, że jego światło zgaśnie, jeśli jeden z jego promieni wypędzi z ciebie ciemność? Jeśli „opamiętasz się”, taka myśl będzie niemożliwa; z ufnością przypomnisz sobie bogactwo miłosierdzia twojego Ojca, a twoje własne ubóstwo cię nie zaniepokoi.

JEDEN KROK DO ŚMIERCI

Przypomnijmy sobie jeszcze kilka słów do tych, do których Bóg kieruje dziś zbawcze orędzie. O wy, którzy od dawna słyszeliście i znacie Ewangelię w teorii, ale nie macie mocy w sercach, pozwólcie, że przypomnę wam o waszej sytuacji. Bo giniecie. Na życie Pana, jest tylko jeden krok między wami a śmiercią; jeden oddech między wami a piekłem.

Grzeszniku, gdyby twoje serce przestało teraz bić – a istnieje tysiąc powodów, dla których mogłoby się to stać – wpadłbyś w płomienie gniewu Bożego. Czy potrafisz to spokojnie rozważyć? Gdybyś wisiał na skraju przepaści, ryzykując upadek w każdej chwili, nawet nie pomyślałbyś o śnie; wręcz przeciwnie, byłbyś strasznie zmartwiony. Niech Bóg obdarzy cię wystarczającą ilością rozsądku i zrozumienia, byś się martwił, aż znajdziesz sposób na ucieczkę przed gniewem Bożym.

Pamiętaj, że giniesz, umierasz z głodu, zanim zdążysz zjeść przygotowany posiłek. Cóż za straszna głupota upierać się przy umieraniu z głodu dzień po dniu w trakcie uczty, podczas której inni cieszą się wszelkimi wygodami.

Z DALA - WSZYSTKIE STRACHY

Ale słyszę, jak mówisz: „Obawiam się, że nie mam prawa zbliżać się do Jezusa”. Zapytałbym cię wtedy: „Czy masz prawo tak mówić, zanim zostałeś odrzucony? Czy kiedykolwiek próbowałeś zbliżyć się do Chrystusa? Czy On cię odrzucił? A jeśli nie zostałeś odrzucony, dlaczego oczekujesz odrzucenia? Czy to dobrze z twojej strony? Nie, nie jest. Czyniąc tak, obrażasz Chrystusa, który objawił swoje serce na krzyżu”.

Czy możesz powiedzieć: „Nie należę do tych, dla których przygotowano miłosierdzie”? Kto ci to powiedział? Czy wstąpiłeś do nieba i poznałeś tam tajemnicę boskiego wybrania? Czy Pan wydał na ciebie ten wyrok: „Idź i oddaj się rozpaczy, nie będę miał nad tobą litości”?

Jeśli powiesz mi, że Pan to powiedział, nie uwierzę. Jego słowa są zapisane w Jego świętej Księdze, prawdziwym słowie świadectwa, i nie wspominają ani jednego pokornego grzesznika, który zostałby wykluczony z Bożego miłosierdzia.

Po co wymyślasz takie kłamstwa, pozornie potwierdzając swój własny los? Wręcz przeciwnie, jest tyle słów wzywających cię do przyjścia do Chrystusa! Ani jeden grzesznik nigdy nie został przez Niego odrzucony! Skoro On sam umarł, aby zbawić grzeszników, jak odrzuci tych, którzy przychodzą do Niego po zbawienie?!

Mówisz: „Boję się przyjść do Chrystusa”. Czy to prawda? Słyszałem o żeglarzu, który miał słabe wykształcenie, ale dobrze znał miłosierdzie Pana Jezusa Chrystusa i jak radosny i spokojny był, gdy miał umrzeć.

„Czy nie boisz się stanąć przed Wielkim Sędzią?” – zapytała jego żona.

„Czy mogę bać się Tego, który za mnie umarł?” – odpowiedział jej. Dlaczego więc miałabyś bać się Chrystusa, który umarł za grzeszników? Wszelki lęk powinien zniknąć na myśl o Jego Krwi, przelanej za bezbożnych. Sam fakt Jego śmierci daje ci powód, by wierzyć, że cię przyjmie. Co więcej, słyszałaś Jego słowa: „Tego, kto przychodzi do Mnie, nie wyrzucę”. Pod żadnym pozorem, pod żadnym pozorem, bez powodu, nigdy! „Nie wyrzucę go!” – głosi oryginał. „Nie wyrzucę go”.

Mówisz, że to zbyt piękne, by w to uwierzyć; szaleństwem jest oceniać Boga według własnych kryteriów i wyobrażać sobie, że jeśli coś jest zbyt dobre dla ciebie, który to otrzymujesz, to jest również zbyt dobre dla Boga, który to daje. Niech sam ogrom tej nowiny przekona cię o jej prawdziwości, bo ogrom może pochodzić tylko od samego Boga.

„Kto jest Bogiem tak przebaczającym jak Ty? Albo kto ma tak nieograniczone miłosierdzie?”

Ewangelia zapewnia nas, że Bóg odpuszcza wielkie grzechy ze względu na wielkiego Zbawiciela, i jest to prawdą, ponieważ jest On wielkim Bogiem.

Jak zareaguje na to każdy z Was, czytający te słowa? Myślę, że ta dobra nowina obudzi tych, którzy niemal zapadli w sen rozpaczy.

Wyobraź sobie statek w niebezpieczeństwie na morzu: marynarze wypompowują wodę, ale bezskutecznie: wyciek wciąż rośnie, aż w końcu poddają się i siedzą w całkowitej rozpaczy. Nagle pojawia się kapitan z dobrą nowiną: „Wiatr zmienia kierunek, musimy pompować mocniej, wyciek da się zatamować”. Zobacz, jak wszyscy z radością zabierają się do pracy, bo przed nimi jest nadzieja.

Duszo, jest nadzieja i dla ciebie. Nadzieja, cudowna nadzieja dla złodzieja, pijaka i rozpustnika!

„Nie ma nadziei” – mówi Szatan. Kłamco, odejdź, dla ciebie naprawdę nie ma nadziei. Ale dla upadłego człowieka, nawet jeśli jest uwikłany w grzech po szyję i nawet jeśli stoi u bram śmierci, dopóki żyje, jest nadzieja. W Zbawicielu jest nadzieja dla najbardziej beznadziejnych dusz.

Oto przykład, który może dodać otuchy grzesznikowi. Kilka lat temu prawnik, kładąc rękę na ramieniu biednego woźnego, powiedział:

- Przyjacielu, czy wiesz, że jesteś spadkobiercą ogromnego majątku, przynoszącego dziesiątki tysięcy rubli rocznie?

- Co mówisz? - odpowiedział.

- Tak! Właśnie otrzymałem tę wiadomość i jestem pewien, że się nie mylę, należy ona do ciebie.

Dozorca natychmiast rzucił miotłę i pobiegł za prawnikiem.

Czy to cię dziwi? Jak ktokolwiek mógłby zapomnieć o miotle, skoro takie dziedzictwo nagle wpadło mu w ręce? Modlę się do Boga, aby nawet biedni grzesznicy, oddani ziemskim przyjemnościom, słysząc, że jest dla nich nadzieja i że mogą być dziedzicami Królestwa Bożego, porzucili zwodnicze uciechy grzechu i szukali czegoś wyższego i lepszego.

Czyż to nie oczyściłoby ich umysłów? Kiedy syn marnotrawny powiedział: „Wstanę i pójdę do ojca”, od tej chwili zmienił się.

„W jaki sposób?” – zapytasz.

Porzucił świnie, wino i rozpustę. Nie pomyślał, żeby zabrać to wszystko ze sobą. To było niemożliwe. Wszystko to porzucił i choć nie mógł przynieść niczego dobrego, przynajmniej nie próbował jednocześnie trwać w grzechu i przyjść do Chrystusa.

Zakończę tą uwagą. Jest to jedyne ograniczenie szerokiego powołania Ewangelii.

Obawiam się jednak, że niektórzy z was błędnie zinterpretują dobrą nowinę i wykorzystają ją ku zgubie swoich dusz.

„Bóg jest tak miłosierny, Jego łaska jest rozdawana hojnie, będę grzeszyć, aby łaska mogła się wzmóc” – mówisz.

Jeśli poważnie się nad tym zastanawiasz, przypominam ci, że nie ma łaski dla takich ludzi. „Sprawiedliwy jest wyrok na takich” – głosi jedyne i natchnione słowo, i odnosi się ono do ciebie (Rz 3,8).

Dusza w potrzebie, winna i pragnąca Zbawiciela, jest wezwana do wiary w Jezusa, to znaczy do wiary w Jego odkupieńczą ofiarę, do wiary, że On bierze twoje grzechy i niszczy je.

Powierz Mu swoją duszę, aby ją zbawił! Zaufaj Chrystusowi całkowicie, a zostaniesz przebaczony w tej samej chwili; zostaniesz zbawiony natychmiast i raduj się, że usprawiedliwiony przez wiarę, masz pokój z Bogiem w Chrystusie Jezusie, naszym Panu.

O przyjdź, przyjdź, przyjdź! Przyjdź teraz do odkupieńczej Krwi!

Duchu Święty, zmuś ich, by przyszli, aby dom Ojca był zapełniony! Amen, amen.

PUNKT ZWROTNY

„Wstał i poszedł do swego ojca.”

Łukasza 15:20

OD SŁÓW DO CZYNÓW

Ten werset wskazuje na prawdziwy punkt zwrotny w życiu syna marnotrawnego. Wiele już wcześniej skłoniło go do podjęcia tej decyzji, a wcześniej pojawiały się zachęcające sygnały, ale ten moment był prawdziwym punktem zwrotnym w jego życiu i bez niego pozostałby na zawsze synem marnotrawnym, ani nie doznałby przebaczenia, ani nie zostałby przywrócony do życia. Dlatego może on służyć nam nie jako lekcja, lecz jako ostrzeżenie.

„Wstał i poszedł do swego ojca.”

Zauważmy, że słowa te mówią o działaniu: „wstał i chodził”.

Syn marnotrawny już opamiętał się, ale teraz musiał udać się do ojca. Spoglądał wstecz, rozważał przeszłość i dostrzegł marność wszelkich przyjemności tego świata. Rozważał swoją relację z ojcem i wszystko, co go czekało, gdyby pozostał w dalekiej krainie. Rozważał, co powinien zrobić i jaki będzie tego skutek, i natychmiast przeszedł od refleksji do działania.

Drodzy Czytelnicy, czy wkrótce podejmiecie taką decyzję? Cieszę się, gdy rozważacie swoją przyszłość i wierzę, że wiele już zostało osiągnięte, jeśli zwracacie uwagę na swoje ścieżki, bo nierozważność gubi wielu wędrowców na drodze do wieczności, a przez nią nieostrożni wpadają w studnię cielesnej arogancji i giną w niej.

Ale wielu z was zbyt długo tkwiło w „rozważaniach”; czas podjąć kolejny, bardziej praktyczny krok. Najwyższy czas, by przejść do działania, bo w dziele pojednania z Bogiem pierwsze myśli są najlepsze.

Kiedy twoje życie wisi na włosku, a piekło już się przed tobą otwiera, drugorzędne myśli są zbędne! Najrozsądniej jest pójść za pierwszym impulsem – uchronić się przed nadchodzącym niebezpieczeństwem i przylgnąć do Chrystusa.

Niektórzy z was, do których teraz się zwracam, myśleli tak intensywnie, że się boję: będziecie myśleć, aż zginiecie. Niech Bóg, z pomocą swojej łaski, odwróci was od myśli ku wierze, inaczej wasze myśli zamienią się w nieśmiertelnego robaka, który będzie was dręczył.

Syn marnotrawny przeżywał okres głębokiego żalu z powodu opuszczenia domu ojca; ubolewał nad swoją nieokiełznaną rozrzutnością, ubolewając nad tym, że syn tak bogatego ojca upadł tak nisko, że zmuszony był pasć świnie w obcym kraju. Teraz jednak przeszedł od żalu do skruchy i stara się wyjść z tego stanu, nad którym tak długo płakał.

Jaki pożytek z pokuty, jeśli nadal grzeszymy? Jaki pożytek z tego, że ktoś mówi, że żałuje swojego grzesznego postępowania, ale nadal grzeszy? Cieszymy się, gdy grzesznicy żałują swoich grzechów i opłakują stan, w jaki grzech ich pogrążył, ale jeśli nie pójdą dalej, te żale doprowadzą ich jedynie do wiecznego żalu w piekle. Gdyby syn marnotrawny pozostał bierny w przygnębieniu lub poddał się w milczącym żalu, zginąłby daleko od domu ojca, podobnie jak być może ci, których żal za grzechy prowadzi do dumnej niewiary i świadomego zwątpienia w Bożą miłość.

Ale syn marnotrawny okazał się mądry, otrząsnął się z rozpaczy i z niezachwianą determinacją „wstał i poszedł do swego ojca”.

O wy, zgorzkniali w duchu, kiedyż staniecie się na tyle mądrzy, by uczynić to samo? Kiedy wasze refleksje i żale ustąpią miejsca praktycznemu posłuszeństwu Ewangelii?

Syn marnotrawny nie poprzestał na podjęciu decyzji. Werset, który mówi „pójdę”, jest piękny, ale ten, który mówi „poszedł”, jest jeszcze lepszy. Intencje są dobre, jak pąki kwiatów, ale czyny są lepsze; są owocami. Cieszymy się, gdy słyszymy, jak postanawiasz: „Nawrócę się do Boga”, ale aniołowie w niebie nie radują się z intencji; zarezerwowali swój śpiew dla grzeszników, którzy prawdziwie się nawrócili.

Wielu, jak syn z przypowieści, mówiło: „Idę, panie”, ale nie poszło. Jesteś równie szybki w zapominaniu, jak i w podejmowaniu decyzji.

Każde pełne mocy kazanie, każda śmierć w twojej rodzinie, każdy pogrzeb w twoim sąsiedztwie, każde przekonanie sumienia, każdy dotyk choroby prowadzi cię ku zamiarowi poprawy, ale twoje obietnice pozostają niespełnione, twoja skrucha wyczerpuje się w samych słowach.

Twoja cnota jest jak rosa, która o poranku lśni na każdym liściu i źdźble trawy, lecz gdy tylko gorące słońce obficie zaświeci na polu, znika i pozostawia pole suche.

Oszukujesz zarówno swoich przyjaciół, jak i własne dusze. Być może wielokrotnie powtarzałeś sobie: „Kiedy wrócę do domu, padnę na kolana”, ale po drodze zapomniałeś, kim jesteś, a grzech znów cię opętał.

Czy nie wahałeś się wystarczająco długo? Czy nie okłamałeś Pana wystarczająco? Czyż, jako mędrcy, nie przejdziecie teraz od zamiarów do wielkiego czynu, który dotyczy waszej duszy? Jesteś na tonącym statku, a łódź ratunkowa zbliża się do was, ale aby zostać zbawionym, samo postanowienie wejścia do łodzi nie wystarczy; z pewnością utoniecie, jeśli nie wcielicie swoich zamiarów w czyn.

NATYCHMIASTOWE ROZWIĄZANIE

„Wstał i poszedł do ojca”. Zauważmy, że ta decyzja syna marnotrawnego była natychmiastowa i bez dalszej dyskusji. Nie wrócił do obywateli kraju, w którym mieszkał, mówiąc: „Dodajcie mi jeszcze pensję, bo odejdę”. Taka rozmowa wszystko by zepsuła, bo nic nie powiedział swojemu dawnemu panu, a uciekając, złamał umowę.

Chciałbym, aby wszyscy grzesznicy zerwali więzy ze śmiercią, zerwali przymierze z piekłem i znaleźli zbawienie w Jezusie, który wita wszystkich, którzy do Niego przychodzą. Nie potrzebujemy pozwolenia, by porzucić służbę grzechowi i diabłu, nie potrzeba miesięcznej refleksji; natychmiastowe działanie jest najwyższą mądrością.

Lot nie zatrzymał się, by poradzić się króla Sodomy w sprawie opuszczenia jego włości, ani nie zapytał zarządcy, czy rozsądnie byłoby szybko uciec z domu w towarzystwie anioła. On i jego rodzina uciekli jednak z miasta. Tylko jego żona obejrzała się i zatrzymała, a to kosztowało ją życie! Ten słup soli jest wymownym świadectwem dla nas, byśmy nie wahali się, gdy nakazuje nam się uciekać, by ratować życie.

Grzeszniku, czy naprawdę chcesz stać się słupem soli? Czy będziesz się wahał, aż gniew Boży całkowicie cię przytłoczy? Czy będziesz gardził Bożym miłosierdziem, aż dosięgnie cię Jego sąd? Powstań, człowieku, i póki czas miłosierdzia jeszcze trwa, biegnij w kochające ramiona, które są gotowe cię objąć.

WŁÓŻ WYSIŁEK

Nasz werset mówi, że syn marnotrawny wstał, to znaczy, podjął wysiłek i, że tak powiem, się przebudził. Najwyraźniej przedtem spał, ukołysany niedbalstwem i pewnością siebie. Niczym Samson na kolanach Dalili, był niedbały, bierny i rozluźniony. Ale teraz, budząc się z letargu, podnosi oczy, przepasuje biodra, otrząsa się z uroku, który go zaczarował, natęża każdą uncję sił, wstaje całym sobą i nie szczędzi wysiłków, aż wróci do ojca.

Człowiek nie może zostać zbawiony, będąc w półśnie. „Królestwo niebieskie doznaje gwałtu i gwałtownicy je porywają”. Miłosierdzie nie przytępia nas, lecz wręcz przeciwnie, podnosi.

Och, oczywiście, że warto podjąć wysiłek, by uniknąć wiecznego potępienia! Warto wytężyć wszystkie swoje zdolności, wolę, siły i uczucia i powiedzieć: „Nie mogę zginąć, nie chcę tego, postanowiłem znaleźć miłosierdzie w Jezusie Chrystusie”.

Najstraszniejsze jest to, że jesteś tak leniwy, obojętny i pozwalasz, by twoje życie toczyło się, jak mu się podoba. Grzech uczynił cię głuchym i niemym. Śpisz na skraju otchłani i zapominasz, że grozi ci piekło. Mówisz: „Pośpię jeszcze trochę, pośpię jeszcze trochę, poleżę jeszcze trochę z założonymi rękami” – i tak śpisz dalej, podczas gdy twój los nigdy nie śpi.

Niech Bóg sprawi, że się obudzisz. Nie w mojej mocy jest, by cię obudzić, ale niech sam Pan cię obudzi, bo jesteś w poważnym niebezpieczeństwie. Gdyby ustał twój oddech lub krążenie, zginąłbyś. Twoje życie nie jest silniejsze niż pajęczyna, ale cała twoja przyszłość zależy od tego, jak je spędzisz.

Gdybyś był mądry, nie dałbyś swoim oczom zasnąć, dopóki nie znalazłbyś Boga i nie miałbyś pewności przebaczenia. Och, kiedy w końcu zaczniesz działać?! Jak długo minie, zanim uwierzysz w Pana Jezusa? Jak długo będziesz tańczył nad otchłanią piekła? Jak długo będziesz gniewał żywego Boga?

IDŹ DO BOGA

Po drugie, widzimy, że dusza nawiązuje tu autentyczny kontakt z Bogiem. „Wstał i poszedł do ojca swego”. Nie miałoby sensu jego wstawanie, gdyby nie poszedł do ojca. Właśnie tego potrzebuje grzesznik i do tego zachęca go Duch Święty: iść prosto do Ojca, czyli do Boga.

Ale niestety, bardzo często, gdy ludzie są zdezorientowani i nie wiedzą, co robić, spieszą się do przyjaciół po radę lub szukają kazań – krótko mówiąc, uciekają się do wszystkiego, tylko nie do Boga. Ale syn marnotrawny postąpił lepiej: poszedł do ojca.

A dla ciebie, grzeszniku, będzie to wspaniały dzień, jeśli zrobisz to samo. Idź prosto do Boga przez Jezusa Chrystusa. Idź do swojego Ojca. Odepchnij nawet anioła, jeśli będzie próbował odwieść cię od Pana. Bez zwłoki idź teraz do Boga przez Jezusa Chrystusa.

Czy uważasz, że najpierw trzeba odprawić jakiś rytuał? Syn marnotrawny nie spodziewał się tego; wstał i natychmiast poszedł do ojca.

Grzeszniku, musisz przyjść do Boga, a drogą do Niego jest Chrystus. Idź do Niego, powiedz Mu, że popełniłeś błąd, wyznaj swoje grzechy i oddaj Mu swoje życie. Wołaj: „Ojcze, zgrzeszyłem, przebacz mi w imię Chrystusa”.

PUSTE WYMÓWKI

Niestety, wiele dusz w swoich duchowych zmaganiach nie wyciąga ręki do innych, lecz patrzy na siebie. Siedzą i wzdychają: „Chcę pokutować, chcę lepiej zrozumieć, czego potrzebuję, chcę się ukorzyć”. O człowieku, powstań! Zostaw siebie i idź do Ojca.

„Ach, mam tak mało nadziei, moja wiara jest tak słaba, jestem przepełniony lękiem”. Co oznaczają nadzieja lub lęk, gdy jesteś daleko od Ojca? Twoje zbawienie nie leży w twoich własnych wysiłkach, ale w łasce Bożej. Nie znajdziesz ukojenia, dopóki nie porzucisz swoich nadziei i lęków i nie spoczniesz w ramionach swojego Ojca.

„Tak, ale chcę przezwyciężyć moją skłonność do grzechu, chcę przezwyciężyć pokusy”. Wiem, że tego pragniesz. Chcesz najlepszych ubrań, ale nie chcesz ich otrzymać od Ojca; nie chcesz przyjść w łachmanach, jak żebrak, i otrzymać wszystkiego z miłującej ręki Pana; ale musisz porzucić tę dumę i zwrócić się do Boga takim, jakim jesteś, inaczej zginiesz na wieki.

Musisz zapomnieć o sobie, a jeśli sobie przypomnisz, to tylko po to, by uświadomić sobie, jak beznadziejnie niegodziwy jesteś i jak niegodny miana syna Bożego. Porzuć siebie, jak porzuca się tonący statek, z którego wody nie warto wylewać, i zaufaj szalupie ratunkowej, czyli miłosierdziu i łasce Boga. Pomyśl o Bogu, swoim Ojcu, o Nim i Jego ukochanym Synu, jedynym Pośredniku i Zbawicielu synów ludzkich. Cała nadzieja w ucieczce od siebie i schronieniu się w Ojcu.

Być może mówisz sobie: „Podążę drogą miłosierdzia i w ten sposób znajdę Boga”. Powiadam ci, jeśli tak zrobisz i odmówisz bezpośredniego zwrócenia się do Boga, droga miłosierdzia stanie się dla ciebie drogą zniszczenia.

„Czekam, aż sadzawka się poruszy” – powie ktoś, jak chory, który czekał 38 lat, aż woda się poruszy. W takim razie ostrzegam cię, że będziesz tam leżeć aż do śmierci. Chrystus nie nakazuje ci tam leżeć. Mówi: „Weź swoje łoże i chodź”, „Uwierz w Pana Jezusa Chrystusa, a będziesz zbawiony”. Musisz iść do Ojca, a nie do sadzawki Betesda czy jakiegokolwiek innego miejsca rozmaitych rytuałów.

„Ale będę się modlić” – mówisz. Dlaczego? Czy możesz oczekiwać, że Pan cię wysłucha, skoro sam Go nie słuchasz? Twoja modlitwa będzie przyjęta, gdy spoczniesz na łonie Ojca, ale modlitwy płynące z nieposłusznego, niewierzącego serca są kpiną. Takie modlitwy cię nie zbawią, gdy zamiast zwrócić się do Boga, zwrócisz się do nich.

Wyobraź sobie, że syn marnotrawny usiadłby przy korycie pełnym orzeszków i powiedział: „Pomodlę się tutaj”. Jak by mu to pomogło? Albo gdyby usiadł i zapłakał. Co by mu to dało? Modlitwa i płacz były czymś dobrym, kiedy przyszedł do ojca, ale nie mogły zastąpić tego przyjścia. Grzeszniku, masz do czynienia z Bogiem. Spiesz się do Niego szybko. Nie patrz na siebie, na swoje czyny ani na to, co inni mogą dla ciebie zrobić.

Punkt zwrotny w zbawieniu: „Wstał i poszedł do ojca swego”. Musi istnieć prawdziwy, żywy i szczery kontakt między twoją biedną, winną duszą a Bogiem. Musisz uznać, że istnieje Bóg, któremu wszystko może zostać objawione; rozmowa między twoją duszą a Bogiem musi rozpocząć się przez Jezusa Chrystusa, bo tylko przez Niego mamy dostęp do Boga. Przychodząc w ten sposób do Boga, mówimy Mu, że jesteśmy winni i potrzebujemy usprawiedliwienia; wyrażamy pragnienie pojednania z Nim i wstydzimy się, że zgrzeszyliśmy przeciwko Niemu; pokładamy ufność w Jego Synu i jesteśmy zbawieni.

O duszo, zwróć się do Boga: nie ma znaczenia, że ​​twoja modlitwa jest niedoskonała, że ​​zawiera błędy, jak błąd w prośbie syna marnotrawnego: „Uczyń mnie jednym ze swoich najemników”. Słowa modlitwy nic nie znaczą, jeśli zwracasz się do Boga całym sercem. „Tego, kto przychodzi do mnie, nie wyrzucę” – mówi Chrystus; a On zawsze żyje, aby wstawiać się za tymi, którzy przychodzą do Boga przez Niego.

Oto wielka nauka chrześcijańska. Nie naucza, że ​​musisz zbliżyć się do Boga bocznymi drzwiami, ani że pół tuzina sług Bożych musi zapukać do ciebie, zanim zostaniesz wysłuchany; nie, naucza, że ​​musisz przyjść do Boga sam, bez żadnego pośrednika poza Jezusem Chrystusem; przyjdź taki, jaki jesteś, bez zasług i dobrych uczynków. Zaufaj Chrystusowi, a twoje grzechy zostaną odpuszczone.

ZOSTAW SWOJĄ WOLĘ

Po trzecie, ten akt syna marnotrawnego ujawnił całkowite poddanie się. Jego dumna niezależność i samowola całkowicie zniknęły. Wcześniej domagał się swojej części majątku i chciał nią dysponować według własnego uznania, ale teraz był gotów nawet dołączyć do szeregów najemników. Miał dość swojej samowoli i znużył się wyobcowaniem, jakie stworzyła ona między nim a Bogiem. Jego główną myślą stało się wyeliminowanie tego wyobcowania poprzez pokorny powrót, ponieważ zdawał sobie sprawę, że wraz z tym wszystkie jego nieszczęścia natychmiast się skończą. Pragnął powrotu do swojej dawnej pozycji syna – to znaczy do pozycji zależności i miłującego poddania.

Popełnił największy błąd, oddalając się od ojca i teraz to rozumie. Rezygnuje ze swojej wolności, niezależności, możliwości mówienia i myślenia, co mu się podoba, i pragnie być pod kochającą kontrolą i mądrym przewodnictwem ojca. Grzeszniku, czy jesteś na to gotowy? Jeśli tak, chodź, Ojciec pragnie przygarnąć cię do swojego łona.

NIE WYMYŚLAJ SIĘ

Syn marnotrawny porzucił wszelkie myśli o usprawiedliwianiu się, bo powiedział: „Zgrzeszyłem”. Wcześniej powiedział: „Mogę robić, co chcę ze swoim majątkiem: kto mi będzie dyktować, jak go rozporządzać? Jeśli marnuję młodość, to wszyscy młodzi ludzie robią to samo. Przynajmniej byłem hojny – nikt nie może temu zaprzeczyć; nie byłem hipokrytą. Jestem szczerze mówiąc człowiekiem światowym i o wiele bardziej życzliwym niż mój starszy brat, choć wydaje się cudowny”.

Ale teraz syn marnotrawny nie chce się już chlubić. Z jego ust nie wydobywa się ani jedno słowo samouwielbienia; ze smutkiem przyznaje: „Zgrzeszyłem wobec nieba i wobec was”.

Grzeszniku, jeśli chcesz być zbawiony, ty również musisz zejść ze swojej wyniosłej pozycji i uznać swoją nieprawość. Przyznaj się do grzechu i nie próbuj umniejszać swoich przewinień; nie usprawiedliwiaj się ani nie udawaj lepszego, niż jesteś, lecz pokornie uznaj swoją winę i oddaj się w ręce Jezusa.

Przyznaj się do winy, człowieku, i powiedz Ojcu, że gdyby nie Jego miłosierdzie, byłbyś teraz w piekle. Spraw, by twoje poczucie winy wydawało się gorsze, niż jest w rzeczywistości, jeśli potrafisz, bo głębia twojego grzechu jest większa, niż możesz sobie wyobrazić.

Kiedy człowiek trafia do szpitala, nie ma sensu twierdzić, że jego stan jest lepszy niż jest w rzeczywistości; nie spowoduje to, że otrzyma on lepszą pomoc; wręcz przeciwnie, im poważniejszy jest jego stan, tym więcej uwagi lekarz mu poświęci.

O grzeszniku, obnaż przed Panem rany swojego grzechu, straszliwe strupy swojej nieprawości i zawołaj: „Boże, zmiłuj się nade mną, grzesznikiem”. To jedyna mądra droga. Odrzuć pychę i samousprawiedliwianie się i odwołaj się do niezasłużonego miłosierdzia Bożego, a odniesiesz sukces.

TWOJA WADA JEST WIELKA

Zauważ, że syn marnotrawny tak bardzo się uniżył, że uznał miłość ojca za okoliczność pogłębiającą jego winę. Wnioskuję to z jego słów: „Ojcze, zgrzeszyłem”. Znaczenie słów „zgrzeszyłem” jest niejako wzmocnione przez słowo „Ojcze” postawione przed nim.

„O kochający Panie, złamałem Twoje przykazania; jesteś kochającym, czułym i miłosiernym Bogiem, a ja postąpiłem niegodziwie i niesprawiedliwie przeciwko Tobie. Byłeś dla mnie kochającym Ojcem, a ja jestem nieżyczliwym i haniebnym zdrajcą, buntującym się bez powodu. Przyznaję się do tego szczerze, pokornie i z wieloma łzami. O, gdybyś był tyranem, mógłbym się na to usprawiedliwić, ale Ty jesteś kochającym Ojcem, a to pogłębia moją winę wobec Ciebie”. Słodko jest słyszeć takie wyznanie, gdy spływa ono na łono Ojca.

W swojej skrusze syn marnotrawny oddał Ojcu wszystkie swoje prawa i przywileje, mówiąc: „Nie jestem godzien nazywać się twoim synem”. Mógł powiedzieć: „Zgrzeszyłem, ale nadal jestem twoim synem”. I wielu z nas uznałoby to za słuszne. Był jednak na to zbyt pokorny i uznał, że nie jest już godzien nazywać się synem.

Grzesznik jest prawdziwie skruszony, gdy uświadamia sobie, że gdyby Bóg nie okazał mu miłosierdzia i nie odrzucił go na zawsze, byłoby to całkowicie sprawiedliwe. Dusza, która przestaje rozumować i poddaje się sprawiedliwemu sądowi Bożemu, jest bliska pokoju serca i przebaczenia.

Grzeszniku, błagam cię, jeśli pragniesz znaleźć pokój, idź i pokłoń się u stóp krzyża, gdzie Bóg spotyka takich jak ty, i powiedz: „Boże, oto jestem, uczyń ze mną, co Ci się podoba. Nie złożę Ci ani jednego słowa przeprosin ani obrony, by zmniejszyć moją winę. Jestem całkowicie nosicielem wszelkiego brudu i grzechu, o zmiłuj się nade mną! Nie mam żadnych praw, bo zbuntowałem się przeciwko Tobie. Jestem całkowicie zniszczony przez Twoją sprawiedliwość. Uciekam od tej sprawiedliwości i szukam schronienia w ranach Twojego Syna. Według ogromu Twojego wielkiego miłosierdzia, zmaż moją nieprawość”.

Syn marnotrawny poświęcił się ojcu tak całkowicie, że nie stawia już żadnych warunków. Prosi o akceptację i zadowala się pracą najemną; jest gotów być wśród sług, jeśli tylko zostanie mu wybaczone. Nie szuka samousprawiedliwienia, w którym mógłby się ukryć. Jest gotów być wszystkim, czego zapragnie jego ojciec, jeśli tylko będzie mógł przebywać w jego domu. W jego duszy nie ma ukrytej urazy do ojca; jest całkowicie podporządkowany jego woli.

Pan nigdy nie zmiażdży duszy, która w pokorze zgina się u Jego stóp. On pochyli się i powie: „Powstań, dziecko, powstań, przebaczam ci. Idź i nie grzesz więcej. Umiłowałem cię odwieczną miłością”. Chodźmy, wróćmy do Pana, bo On uderzył, ale On też uzdrowi, On powali i podniesie, i nie ugasi tlącego się knota.

A MAŁO WIARY RATUJE

Po czwarte, zauważ, że czyn syna marnotrawnego ujawnił pewną miarę wiary w ojca. Mówię „mając na myśli odrobinę wiary”. Odrobina wiary zbawia duszę. Powiedział: „W domu mojego ojca jest chleb i dostatek”. Grzeszniku, czy nie wierzysz, że Bóg może cię zbawić, że w Jezusie Chrystusie może zaspokoić każdą twoją potrzebę?! Czy nie jesteś gotów powiedzieć: „Panie, jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić”?!

Syn marnotrawny wierzył w gotowość ojca do przebaczenia. Gdyby nie miał nadziei na przebaczenie, nigdy nie wróciłby do ojca; gdyby nie był pewien, że ojciec nigdy się do niego nie uśmiechnie, nie poszedłby do niego.

Grzeszniku, wierz, że Pan jest miłosierny, bo to prawda. Uwierz Jezusowi Chrystusowi, że On nie pragnie śmierci grzesznika, ale abyś się nawrócił i żył! Bo na życie Pana, to prawda i nie wierz kłamstwom diabła. Pan kocha okazywać miłosierdzie i odpuszczać grzechy, gdy grzesznik się do Niego zwraca.

Syn marnotrawny wciąż wierzył w gotowość ojca, by go pobłogosławić. Był pewien, że ojciec zrobi dla niego wszystko, co możliwe, bo powiedział: „Nie jestem godzien nazywać się twoim synem; uczyń mnie jednym ze swoich najemników”. W ten sposób docenił dobroć ojca i uznał, że nawet bycie najemnikiem jest czymś dobrym. Był gotów przyjąć skromną pozycję, choćby po to, by pozostać pod opieką tak życzliwego patrona.

Biedny grzeszniku, czy nie wierzysz, że Bóg okaże ci miłosierdzie, nie łamiąc przy tym swojej sprawiedliwości? Jeśli w to nie wierzysz, to przynoszę ci dobrą nowinę: Jezus Chrystus, Jego Syn, umożliwił Bogu, pozostając sprawiedliwym, usprawiedliwienie skruszonego grzesznika. On przebacza niegodziwym, usprawiedliwia bezprawnych i przyjmuje najbardziej grzesznych ze względu na swojego Syna, Jezusa Chrystusa.

O duszo, uwierz w nieskończenie cenne odkupienie dokonane ofiarą Syna Bożego; uwierz, że jest ono wystarczająco potężne również dla ciebie. Twoje zbawienie leży jedynie w przyjęciu tego odkupienia, w przylgnięciu do krzyża Chrystusa. W ten sposób czcisz Boga. Nie możesz Go czcić w żaden inny sposób. Czcisz Go, jeśli wierzysz, że On może cię zbawić, nawet ciebie! Prawdziwa wiara to wiara w Boże miłosierdzie z głębi własnej niegodności.

Syn marnotrawny poszedł do ojca, wiedząc, że nie jest już godzien nazywać się synem, a mimo to powiedział: „Ojcze”. Wiara ma zdolność dostrzegania mroku grzechu, a jednocześnie uznawania, że ​​Bóg może oczyścić duszę i uczynić ją bielszą niż śnieg. Język wiary nie mówi: „Jestem małym grzesznikiem, więc Bóg może mi wybaczyć”.

Wiara woła: „Jestem wielkim grzesznikiem, skazanym na śmierć, a jednak bezgraniczne miłosierdzie Boga może mi przebaczyć, a Krew Chrystusa może mnie oczyścić!”. Wierz w Boga, nawet jeśli wszystko w tobie mówi: „On nie może cię zbawić, On cię nie zbawi”. Wierz w Boga, niezależnie od gór grzechu.

Postępuj jak John Bunyan, który powiedział o sobie, że czując strach przed swoimi grzechami i należną im karą, uciekł w ramiona Boga i powiedział: „Choćby miał miecz w ręku, wolałbym rzucić się na jego ostrze, niż pozwolić Mu mnie powstrzymać i od siebie odepchnąć”. Postępuj tak samo, biedny grzeszniku. Zaufaj swojemu Bogu. Nie ufaj nikomu innemu, zaufaj tylko Jemu, a otrzymasz błogosławieństwo.

WIARA RODZI MIŁOSIERDZIE

Cudowna jest moc wiary! Wiąże Jego sąd i przywołuje Jego miłosierdzie. Chciałbym to wyjaśnić na przykładzie. Pewnego dnia wszedłem do ogrodu i zobaczyłem psa bawiącego się wśród kwiatów. Wiedziałem, że ten obcy pies jest kiepskim ogrodnikiem, więc rzuciłem w niego kijem, żeby go przegonić. Ale ten pies mnie pokonał i zawstydził: złapał kij, przyniósł go do mnie i merdając ogonem, położył go u moich stóp. Myślisz, że mógłbym go uderzyć albo przegonić po tym? Nie, na pewno go pogłaskałem. Pies pokonał człowieka.

A jeśli ty, biedny grzeszniku, masz wystarczająco dużo zaufania do Boga, by przyjść do Niego takim, jakim jesteś, to nie leży w Jego boskiej naturze, by cię odrzucić. W prostej wierze tkwi potężna moc, która pokonuje boską Istotę. Tylko uwierz w Niego, tak jak objawia się w Jezusie Chrystusie, a znajdziesz zbawienie.

PRZYJDŹ TAKI JAKI JESTEŚ

Nie mam czasu ani energii, by dalej rozwodzić się nad tym tematem, więc po piąte, zauważę tylko, że ten syn marnotrawny przyszedł do ojca taki, jaki był. Nie mogę opisać szczegółowo, jak wtedy wyglądał, ale wyobrażam sobie, że jego wygląd nosił ślady ciągłego karmienia świń, a jego ubranie nie mogło być eleganckie, kiedy zrywał dla nich łuski z drzew. A jednak przyszedł taki, jaki był. Oczywiście, mógł poświęcić czas na umycie się i ogarnięcie. Ale nie, powiedział: „Wstanę”, i gdy tylko to powiedział, wstał i poszedł do ojca.

Każda minuta, którą grzesznik spędza z dala od Boga, starając się stać się lepszym, powoduje, że grzeszy jeszcze bardziej, ponieważ najstraszniejszym grzechem jest oddzielenie się od Boga i im dłużej człowiek w tym trwa, tym bardziej grzeszy.

Próba czynienia dobrych uczynków z dala od Boga jest jak złodziej próbujący uporządkować skradzione dobra, zamiast po prostu je zwrócić. Ta sama pycha, która oddziela ludzi od Boga, jest widoczna w ich złudnej nadziei na doskonałość, gdy odmawiają powrotu do Niego. Ich fundamentalnym błędem jest to, że są daleko od Boga; i bez względu na to, co robią, dopóki ten dystans nie zostanie wyeliminowany, nie będą w stanie odnieść sukcesu. Musimy zacząć od zmartwychwstania i powrotu do Tego, od którego odeszliśmy.

Syn marnotrawny musiał wrócić do domu w takim stanie, w jakim był, bo nic innego nie mógł zrobić. Doszedł do takiego ubóstwa, że ​​nie stać go było nawet na kawałek materiału, żeby naprawić ubranie, ani na mydło, żeby się umyć. I to wielkie miłosierdzie, gdy człowiek duchowo jest tak zubożony, że jedyne, co może zrobić, to zwrócić się do Boga jak żebrak, gdy nie potrafi ani pokutować, ani uwierzyć bez Boga i czuje, że jest na zawsze zgubiony, jeśli Bóg się nad nim nie zmiłuje. Nasza mądrość powinna polegać na zwracaniu się do Boga absolutnie we wszystkim.

Od syna marnotrawnego nie żądano niczego poza powrotem do ojca. Kiedy winne dziecko biegnie do ojca, im bardziej płacze, tym lepiej. Kiedy żebrak prosi o jałmużnę, im gorzej jest ubrany, tym lepiej. Łachmany i łachmany to najlepsze ubranie dla żebraka.

Kiedyś dałem żebrakowi buty, bo był bosy, a potem widziałem, jak je zdejmował, wychodząc z bramy, chcąc znowu chodzić boso. Były z lakierowanej skóry, a jaki żebrak by w nich wyglądał? Oczywiście, wymienił je na stare, dziurawe buty, które bardziej mu pasowały.

Grzesznik również zasługuje na to, by być w łachmanach, gdy odwołuje się do Bożego miłosierdzia. Im gorzej wygląda, tym lepiej. Nie odkładaj tego więc na później; przyjdź do Niego taki, jaki jesteś.

„Czy nie powinniśmy czekać na pomoc Ducha Świętego?” – pytasz. Umiłowani, kto chce powstać i pójść do Ojca, już ma Ducha. To Duch Święty namawia nas do powrotu do Boga, podczas gdy duch ciała lub diabeł nas powstrzymuje.

BÓG MOŻE CIĘ PRZYPROWADZIĆ DO DOMU

A co z wami, grzesznicy? Co myślicie o sobie, wciąż błąkając się z dala od domu Ojca? Ja nie mogę was znaleźć, ale mój Nauczyciel tak. On przeznaczył to kazanie dla was. I z radością wysłucham modlitwy:

„Boże, bądź miłościw mnie, grzesznikowi”. Ale jeśli ludzie nie są skłonni cię wysłuchać, Pan słyszy wołanie twojej duszy. Pozostań chwilę w ciszy i powiedz: „Panie, chcę przyjść do Ciebie. Już zbliżyłeś się do mnie przez Jezusa Chrystusa. Moja dusza pragnie Ciebie: weź mnie i uczyń mnie tym, kim powinienem być. Przebacz mi i przyjmij mnie”.

Kiedy to nastąpi, w twoim życiu nadejdzie punkt zwrotny, niezależnie od tego, gdzie jesteś: w sklepie, fabryce, kościele, namiocie – nieważne! Najważniejsze to przyjść do Boga w Chrystusie, poświęcić Mu swoje życie i wiernie Mu służyć.

NAJWIĘKSZA ZMIANA

I ostatnia rzecz, jaką chciałbym powiedzieć o tekście, który analizujemy, to to, że decyzja syna marnotrawnego wywołała w nim głęboką przemianę. Stał się potem nowym człowiekiem.

Pijaki i nierządnice, straciliście już swojego towarzysza! Odszedł do Ojca, a towarzystwo Ojca i wasze jest zupełnie niekompatybilne. Człowiek, który powraca do Boga, porzuca domy publiczne i domy hazardu.

Możesz być pewien, że jeśli chrześcijanin żyje w nieczystości, jest daleko od Boga; może dużo mówić o Bogu, ale społeczność z Bogiem i nieczystość są nie do pogodzenia. Jeśli trwasz w społeczności z Chrystusem, nigdy nie będziesz miał społeczności z uczynkami ciemności.

Syn marnotrawny odmienił się pod każdym względem. Przybywszy do ojca, wyzbył się wszelkiej pychy. Nie chełpił się już niczym własnym; cała jego chwała była w przebaczającej miłości ojca. Nie chełpił się już tym, co miał, bo zrozumiał, że ma tylko to, co otrzymał od ojca. Teraz korzystał z Bożej hojności i żywił się dzień po dniu królewskimi darami ze stołu Króla królów. Pycha zniknęła, a jej miejsce zajęło zadowolenie.

Zadowolił się rolą najemnika w domu ojca; teraz jest jeszcze szczęśliwszy, będąc znów członkiem rodziny. Kocha ojca nową miłością; nie potrafi wypowiedzieć jego imienia bez powiedzenia: „Przebaczył mi wszystko, całkowicie mi przebaczył i rzekł: »Przynieście mu najlepszą szatę, dajcie mu pierścień na rękę i sandały na nogi«”.

Od dnia powrotu syn marnotrawny czuje się związany z domem ojca i odnajduje największą radość w przymierzu miłosierdzia: „Włożę bojaźń moją w ich serca i nie odstąpią ode Mnie”. Wierzę, że Pan pragnie przywołać wielu do Siebie, nawet dzisiaj. Często jestem zdumiony, jak kieruje moje słowa do tych, którzy nie przyjęli prawdy.

Słowo Boże wywarło ogromne wrażenie na młodym mężczyźnie. Jego ojciec był wyznawcą jednej ze starożytnych religii Wschodu, a młodzieńca naturalnie niepokoiła myśl o tym, jak ojciec potraktuje go, jeśli nawróci się na chrześcijaństwo. Oceń sam, jak trafne było kazanie, które usłyszał na zgromadzeniu: „A co, jeśli twój ojciec odpowie ci surowo?”. Ten młody człowiek powiedział mi, że dziękował Bogu za te słowa i miał nadzieję, że przetrwa każdą próbę, niezależnie od tego, jak bardzo ojciec go prześladował.

Czuję, że dziś zwracam się bezpośrednio do niektórych z was w dokładnie ten sam sposób.

Powiesz: „Czy mogę teraz pójść do Boga taki, jaki jestem, i oddać się Jemu przez Jezusa Chrystusa? Czy On mi przebaczy?”

Drogi bracie lub droga siostro, kimkolwiek jesteś, przyjdź do Niego bez wahania. Wiem, że On zawsze przyjmuje biednych grzeszników i dlatego przyjmie ich teraz.

Najgorsze, czego się obawiam, to to, że nie powiesz: „Pomyślę o tym”.

Nie myśl, po prostu działaj. Nie ma potrzeby długiego namysłu. Idź prosto do Boga. Czyż natura nie nakazuje stworzeniu żyć w pokoju ze swoim Stwórcą? Czyż nie jest to nakaz twojego sumienia? Czy głos w tobie nie nalega: „Idź do Boga przez Jezusa Chrystusa”?

Głód powiedział synowi marnotrawnemu: „Idź do domu”. Chleb był drogi, jedzenia było mało, był głodny, a wszystko mówiło mu: „Idź do domu, idź do domu”. Kiedy poszedł do swojego dawnego przyjaciela w mieście po pomoc, jego karcące spojrzenie mówiło: „Dlaczego nie idziesz do domu?”

Nadchodzi czas dla grzeszników, gdy nawet ich starzy towarzysze zdają się mówić: „Nie chcemy cię widzieć, jesteś zbyt smutny i nieszczęśliwy. Czemu nie wrócisz do domu?”

Kiedy syn marnotrawny zerwał strąki i spróbował je zjeść, zatrzeszczały i powtórzyły: „Wracaj do domu”.

Całe jego osłabione ciało krzyczało: „Wracaj do domu”.

Wtedy przypomniał sobie twarz i łagodne spojrzenie ojca i zdawało mu się, że słyszy jego głos: „Wracaj do domu”.

Pamiętał obfitość chleba w domu swego ojca, a każdy kawałek zdawał się szeptać do niego: „Wracaj do domu”.

Wyobraził sobie służących siedzących przy stole i zajadających obfity posiłek, a każdy z nich zdawał się patrzeć na pustynię i mówić do niego: „Wracaj do domu”.

Wszystko mówiło: „Idź do domu”.

Tylko diabeł szepnął: „Nie wracaj, walcz! Lepiej umrzeć z głodu, niż się poddać. Giń dzielnie!”

Ale on nie uległ diabłu, bo opamiętał się i rzekł: „Nie, wstanę i pójdę do mojego ojca”.

O, gdybyś i ty był tak mądry! Grzeszniku, czy naprawdę warto popadać w potępienie z powodu pychy?! Poddaj się, człowieku! Precz z pychą!

Nie będzie ci trudno się poddać, jeśli będziesz pamiętać o kochającym Ojcu, który oddał się za nas w osobie swojego ukochanego Syna. Słodko jest poddać się takiemu Przyjacielowi. Kiedy położysz głowę na Jego piersi i poczujesz ciepły pocałunek na policzku, poczujesz, jak słodko jest płakać za grzechy, jak słodko jest za nie żałować, a jeszcze słodsze jest usłyszeć od Niego:

„Zmyję twoje przestępstwa jak gęstą chmurę i twoje grzechy jak chmurę”.

Choć wasze grzechy będą jak szkarłat, jak śnieg zbieleją; choć będą czerwone jak purpura, staną się białe jak wełna.

Niech Pan sprawi, aby to samo przydarzyło się wielu z Was, którzy czytacie tę broszurę.

Jemu należy się za to cała chwała, ale i moje serce będzie się radować, ponieważ nie żywię wobec was żadnych starszych, braterskich uczuć, lecz przeciwnie, odczuwam największą radość na myśl o tym, że będę się radował razem z wami, gdy uznacie mojego Pana i Nauczyciela i zasiądziemy razem przy świętym stole, radując się Jego miłością.

Niech Pan cię błogosławi w swoim imieniu. Amen.

SPOTKANIE Z SYNEM MARNOTRAWNYM

Syn marnotrawny, opamiętawszy się, rzekł: „Wstanę i pójdę do mego ojca... i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw niebu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem...”

Łukasza 15:17-19

Oto on przed nami: uosobienie nędzy, głodu i nędzy. Jego ubranie wisi w strzępach, a on sam jest równie żałosny w środku, jak na zewnątrz. Jest pogardzany w oczach porządnych ludzi, którzy wspominają go z niemiłym uczuciem. Pragnie powrotu do domu ojca, ale to pragnienie nie wystarcza, by zmienić swoją sytuację.

Żadne życzenie samo w sobie nie zmyje jego brudu ani nie naprawi jego łachmanów. Czegokolwiek by sobie nie życzył, wciąż jest tym samym brudnym, zhańbionym uciekinierem z domu rodziców: doskonale zdaje sobie z tego sprawę, bo „opamiętał się”.

„JESTEM NAJGORSZY ZE WSZYSTKICH”

Gdybyśmy powiedzieli o nim to wcześniej, byłby wściekły. Ale teraz nie możemy go opisywać w tak czarnych barwach.

Wśród westchnień i łez zapewnia nas, że jest gorszy, niż się wydaje, i że nikt nie może poznać całej głębi jego upadku i nieczystości jego postępowania. Roztrwonił swój majątek z nierządnicami, wzgardził hojną miłością swego ojca i odrzucił jego mądre kierownictwo; pił grzech jak wodę.

I oto stoi on, mimo że uświadomił sobie wszystko, tak jak go opisałem, bo chociaż powiedział: „Zgrzeszyłem”, ta świadomość nie zmazała jeszcze jego winy.

Przyznaje, że nie jest godzien nazywać się synem, i jest to prawdą; jednakże jego niegodność nie zostaje zmazana przez samą świadomość tego, co zrobił.

Uważa, że ​​nie ma prawa do miłości ojca. Jeśli ojciec zamknie mu drzwi przed nosem, postąpi słusznie: jeśli ojciec nie wypowie ani jednego słowa poza wyrzutem, nikt nie będzie mógł go winić, bo jego syn zachował się tak okropnie. Syn nie protestuje: zdaje sobie sprawę, że jeśli zostanie wyrzucony, dostanie to, na co zasługuje.

ROZMYŚLNY OBRAŹCA BOGA

Syn marnotrawny być może stanowi zapowiedź życia wielu z was. Zdajecie sobie sprawę ze swojej niegodności i grzeszności, ale sama świadomość nie poprawi waszej sytuacji. Kierując się uczuciami, nigdy nie będziecie w stanie się usprawiedliwić.

Walczysz o Boga ze wszystkich sił, a jednak zdajesz sobie sprawę, że jesteś całkowicie niegodny prosić o cokolwiek z Jego świętych rąk ani niczego z nich nie otrzymywać. Jeśli twoja dusza trafi do piekła, Jego sprawiedliwy osąd uzna ją za sprawiedliwą, podobnie jak twoje sumienie. Widzisz swoje łachmany i brud, pragniesz być lepszy, ale to cię nie czyni lepszym, nie masz już prawa do Bożego miłosierdzia; stoisz tu dziś jako świadomi grzesznicy Bożego miłosierdzia, miłości i świętości. Modlę się, abym mógł być posłańcem Boga do takich z was.

BEZSILNOŚĆ GRZESZNIKA

„A gdy był jeszcze daleko…” W tym wersecie pojawiają się dwie myśli. Po pierwsze, że wielu, którzy szukają zbawienia, jest daleko od Boga; po drugie, że miłosierdzie Ojca wobec nich jest nieograniczone.

Syn marnotrawny był bardzo daleko od Boga, a to dlatego, że brakowało mu sił. Ten biedny młodzieniec długo głodował i doszedł nawet do punktu, w którym z radością jadł łuski, którymi żywiły się świnie, ale nie chciały mu ich dać. Był tak wychudzony z głodu, że każdy krok wydawał mu się jak trzy.

Grzesznik jest tak daleki od prawdy, że nie jest w stanie sam przyjść do Boga. Z trudem wykorzystuje siłę, którą dał mu Bóg. Bóg dał mu moc pragnienia zbawienia, ale temu pragnieniu zawsze towarzyszy głęboki żal za grzechy. Dotarł do punktu, w którym wyczerpał wszystkie swoje siły i teraz może jedynie paść do stóp Chrystusa i powiedzieć: Nie mam na to sił; mogę je znaleźć tylko u stóp Chrystusa.

POWRÓT JEST ZAWSZE TRUDNY

Grzesznik jest daleko od Boga – dlatego brakuje mu odwagi. Pragnie zobaczyć ojca, ale gdyby ojciec przyszedł do niego teraz, mógłby uciec. Sam odgłos kroków ojca podziałałby na niego jak na Adama w Ogrodzie Eden: schowałby się za drzewami, aby to nie on wołał do ojca, ale ojciec musiałby wołać do niego: „Gdzie jesteś, biedny, zagubiony grzeszniku, gdzie jesteś?”. Brak odwagi jeszcze bardziej wydłuża dystans, bo każdy krok wydaje mu się zbliżaniem do śmierci.

„Och” – mówi grzesznik – „minie dużo czasu, zanim ośmielę się mieć nadzieję na miłosierdzie, bo moje grzechy mnie przerastają”.

Być może ty też jesteś zdezorientowany i przerażony? Twoje modlitwy wydają się wszystkim, tylko nie modlitwami. Kiedy myślisz o Bogu, twoją duszę wypełnia lęk i uświadamiasz sobie, jak daleko jesteś od Niego; wydaje się niemożliwe, żeby cię usłyszał i zwrócił uwagę na twoje słowa. Jesteś daleko, biorąc pod uwagę trudną drogę do pokuty.

John Bunyan w swoim dziele „Wędrówka pielgrzyma” opowiada, że ​​Christian miał ogromne trudności z powrotem do altany, aby zabrać zwój.

Każdy odstępca tego doświadczył, a skruszony grzesznik wie, że płacz za grzechem jest jak płacz za jedynakiem. Tonący nie odczuwa cierpienia; mówi się nawet, że to przyjemne uczucie; ale kiedy człowiek powraca do życia, krew zaczyna krążyć, nerwy odzyskują wrażliwość, a potem w ciele zaczyna się rodzaj agonii: ale to agonia życia, a nie śmierci.

Biedny, skruszony grzesznik czuje więc, że koniec drogi jest bardzo daleko. Jeśli będzie musiał znosić przez miesiąc to, co przeżywa teraz, będzie to straszne. A jeśli będzie musiał przejść kilka kilometrów z takim trudem, to ta droga będzie bardzo trudna.

„GRZECH WCIĄŻ MNĄ WŁADZA”

Człowiek zbliżając się do Boga napotyka wiele przeszkód.

Zastanówmy się, dlaczego droga grzesznika do powrotu jest tak długa. Wydaje mi się, że słyszę mężczyznę mówiącego:

„Przestałem pić i nie mogę już siedzieć tam, gdzie kiedyś siedziałem godzinami. Dzięki Bogu, nigdy więcej nie będę włóczył się po ulicach i oddawał rozwiązłości, której nienawidzę. Nie łamię już siódmego dnia i nie chodzę do kościoła. W miarę możliwości powstrzymuję się od przeklinania i używania wulgaryzmów, ale wciąż jestem bardzo daleko od tego.

Czuję, że nie mogę poddać się Chrystusowi, ponieważ wciąż nie wiem, jak panować nad swoimi namiętnościami. W tym tygodniu mój były przyjaciel zatrzymał mnie i porozmawiał ze mną. Poczułem, że stary człowiek wciąż jest we mnie silny, a moje dawne pożądliwości mnie opanowały.

Pewnego dnia znowu przekląłem. Byłem pewien, że się spóźniłem, ale tak naprawdę nie. Kiedy czytam o świętych i obserwuję prawdziwych chrześcijan, czuję, że moje zachowanie jest tak niespójne i tak odmienne od tego, jakie powinno być, i uświadamiam sobie, że wciąż jestem bardzo daleko od Boga.

Drogi przyjacielu, naprawdę jesteś daleko i nawet jeśli pragniesz przyjść do Pana poprzez własną sprawiedliwość, nigdy Go nie osiągniesz, ponieważ nie można Go znaleźć w ten sposób. Jezus Chrystus jest drogą. On jest jedyną prawdziwą, wierną i doskonałą drogą do Boga. Kto patrzy na Jezusa, widzi Ojca, ale kto patrzy na siebie, popada w rozpacz. Droga do nieba dla śmiertelnika wiedzie nie przez Górę Synaj, lecz przez Golgotę; prowadzi ona do chwały; tajemne ścieżki prowadzą tam przez rany Chrystusa.

„Słabo znam siebie i Boga”

Grzesznik jest daleko od Boga również dlatego, że Go nie zna.

„Wcześniej” – mówisz sobie – „uważałem się za eksperta w teologii; znałem każdą doktrynę jak własną kieszeń. Słuchając kazania, mogłem je krytykować w każdym punkcie. Teraz zdaję sobie sprawę, że moja krytyka jest jak osąd ślepca o obrazie, bo nie mam duchowego światła. Teraz czuję się głupio. Wiem, czym jest grzech, ale tylko częściowo. Nie jestem dostatecznie świadomy całej nikczemności ludzkiego zachowania.

Słyszałem prawdę o odkupieniu dokonanym przez Chrystusa i dziękuję Bogu, że w pewnym stopniu ją znam, lecz pełna godność i chwała odkupieńczej ofiary Chrystusa nie są jeszcze przeze mnie w pełni zrozumiane.

Świadomość grzesznika sprowadza się teraz do tego, że zamiast studiować Pismo Święte, musi zacząć od alfabetu, jak dziecko w szkole.

„Nadal jestem daleko od Boga, bo jestem nieświadomy i szalony, a kiedy zastanawiam się nad głębią Boga, przypominam sobie zwierzę”.

Biedna duszo, biedny błądzący bracie! Nie dziwię się, że tak się czujesz, bo niewiedza człowieka cielesnego jest naprawdę straszna i tylko Bóg może dać ci światło; ale może je dać teraz, a przepaść między tobą a Nim w kwestii wiedzy zniknie, a ty będziesz mógł teraz poznać wraz ze wszystkimi świętymi, co jest wysokością i głębokością, i pojąć miłość Chrystusa, która przewyższa wszelką wiedzę.

"NIE WIEM JAK POKUTOWAĆ"

Z drugiej strony, wielu z tych, którzy szukają zbawienia, jest daleko. Mam na myśli pokutę.

„Ach”, powie ktoś, „nie wiem, jak mam pokutować, jak należy. Gdybym mógł mieć tak skruszone serce, jakie widziałem u niektórych ludzi, oddałbym wszystko za pełne skruchy westchnienia. Jakże byłbym wdzięczny, gdyby moja dusza była jak wiele wód, a moje oczy płynęły strumieniami łez!”

O, gdybym tylko mógł poczuć to samo, co celnik, który bijąc się w pierś, zawołał: „Boże, bądź miłościw mnie, grzesznikowi!”

Niestety, słuchałem Słowa Bożego przez lata i poczyniłem tak niewielkie postępy, że choć uznaję jego prawdy, nie odczuwam ich. Przyznaję się do swojego grzechu i czasami żałuję, ale moja skrucha jest tak słaba, że ​​wymaga ponownego żalu.

Och, gdyby Pan wziął najcięższy młot i zmiażdżył moje serce, każdy złamany kawałek oddałby Mu chwałę! Pragnę całkowitej skruchy. Jakże pragnę poczuć się zagubionym i zaznać tęsknoty za Chrystusem, której nigdy nie można odrzucić. Lecz moje serce jest twarde jak żelazo i zimne jak lód; odmawia, odmawia, by się ukorzyć, choć miłość Boża je do tego zmusza. Prędzej roztrzaskałby się diament, niż moja dusza by się ukorzyła. Panie, rozbij je, rozbij je!

Biedaku, widzę, że jesteś naprawdę daleki, ale czy wiesz, że gdyby Pan ukazał ci się dzisiaj i powiedział: „Ukochałem cię miłością wieczną”, twoje serce pękłoby w jednej chwili? Niezależnie od tego, jak bardzo jesteś daleki, gdyby Pan przebaczył ci takiemu, jakim jesteś – zatwardziałemu i zimnemu – czy nie upadłbyś na kolana i nie wychwalał wielkiej miłości, którą cię umiłował, gdy byłeś martwy w grzechach i przewinieniach?

"NIE MAM WIARY"

Pewien grzesznik powiedział mi kiedyś: „Jestem daleko od Boga, bo, że tak powiem, prawie nie mam wiary”. Każdej niedzieli słucham kazania o wierze i myślę, że wiem, czym ona jest, ale nie mogę jej osiągnąć. W pełni rozumiem, że Bóg niczego ode mnie nie oczekuje: ani pragnień, ani czynów, ani uczuć; wiem, że Chrystus jest gotowy przyjąć największego grzesznika z samego piekła, jeśli tylko zechce przyjść i jak małe dziecko zaufać Mu.

Próbowałem tego: czasami myślałem, że mam wiarę, ale patrząc na moje grzechy, popadałem w takie wątpliwości, że wydawało mi się, że w ogóle jej nie mam. Były jasne chwile, kiedy mogłem śmiało powiedzieć: „Moja wiara nie opiera się na niczym innym, jak tylko na Krwi i sprawiedliwości naszego Pana Jezusa Chrystusa”.

Ale kiedy czuję, że moje żądze się we mnie buntują, słyszę głos: „Filistyni nadchodzą przeciwko tobie, Samsonie!” – i natychmiast popadam w rozpacz. Nie mam wiary, jakiej pragnę, jestem od niej daleki i boję się, że nigdy jej nie będę miał.

Tak, rozumiem twoje trudności, bo sam przez to przeszedłem. Ale Pan jest dawcą wiary. On udziela skruchy i rozgrzeszenia, i On może dać ci wiarę, której pragniesz, i pewność, że On zrobił dla ciebie wszystko.

Grzesznik z pewnością czuje się osamotniony we wszystkim. Nieważne, o czym z nim porozmawiasz, i tak uświadomi sobie swoją niekompetencję.

Jak dobrze Chrystus przedstawił ten stan w przypowieści o synu marnotrawnym, mówiąc, że „był on jeszcze daleko”; cały w łachmanach, brudzie, w niełasce, obcy w domu swego ojca, lecz zwrócony ku ojcu twarzą, pragnąc jak najszybciej powrócić do domu.

NIE DOSTATECZAJ SIĘ ZE ŚWIADOMOŚCI GRZECHU

Jeśli uznasz się za grzesznika, możesz otrzymać życie wieczne. Czujesz się daleki od tej pocieszającej nadziei; ja również boję się o ciebie, gdy jesteś w tym stanie. Niestety, wielu dotarło do tego punktu, a potem wróciło. Pamiętaj, że dążenie do Boga nie zmieni cię na tyle, abyś został zbawiony. Musisz znaleźć Chrystusa.

Pamiętaj, że nie wystarczy powiedzieć „Wstanę”, nie wystarczy nawet wstać; nie odpoczywaj, dopóki twój ojciec cię nie przytuli i nie ubierze w najlepsze szaty.

Obawiam się, że popadniesz w samozadowolenie i powiesz sobie: „Jestem w dobrej sytuacji; kaznodzieja powiedział, że wielu jest w takiej sytuacji przed zbawieniem. Na tym poprzestanę”.

Drodzy przyjaciele, ten stan jest dobry jako przejście, ale zbawienie wymaga czegoś więcej. Nigdy nie zadowalajcie się świadomością grzechu i faktem, że nie jesteście tym, kim powinniście być.

Człowiek nie pozbywa się gorączki, będąc świadomym jej obecności w sobie; świadomość to dobry znak, dowód na to, że jest świadomy; ale nie wyzdrowieje, jeśli będzie świadomy choroby. Dobrze, że jest tego świadomy, bo inaczej nie wezwie lekarza; ale sama świadomość go nie wyleczy.

Wiedza, że ​​umierasz z głodu, podczas gdy w domu twojego ojca chleba jest pod dostatkiem, nie zaspokoi twojego głodu; potrzebujesz czegoś więcej. Jesteś daleko i błagam cię, pamiętaj o niebezpieczeństwie pozostania tam, gdzie jesteś, lub utraty tego uczucia, które teraz masz. Mogłoby to doprowadzić do rozpaczy. Niektórzy popełnili samobójstwo ze świadomości oddalenia od Boga, ponieważ nie odważyli się spojrzeć na Zbawiciela.

Będziemy modlić się do Boga, aby druga część wersetu Ewangelii spełniła się dla wielu z was, aby odwrócenie się i rozpacz stały się niemożliwe dzięki przyjściu Boga, odzianego w miłosierdzie, wychodzącego naprzeciw waszej grzesznej duszy i dającego wam radość i pokój w wierze.

BÓG ZAWSZE CIĘ WIDZI

A teraz, z Bożą pomocą, z szacunkiem rozważymy bezgraniczne miłosierdzie Ojca Niebieskiego.

W przypowieści o synu marnotrawnym czytamy: „Gdy jeszcze był daleko, ujrzał go jego ojciec”. To prawda, widział go przez cały czas. Bóg widzi grzeszników w każdym stanie i okolicznościach. Patrzy z miłością na biednego, nieszczęsnego grzesznika opisanego w przypowieści, nie z pobłażliwością, lecz z litością.

Ojciec widział, jak jego syn trwonił majątek z nierządnicami; głęboko mu współczuł, gdy syn z radością napełniał brzuch omłotem, którym żywiły się świnie; teraz jednak patrzy na niego z czułą miłością i troską.

„Ojciec go widział”. Cóż za widok dla ojcowskich oczu! Jego syn, syn marnotrawny, który zhańbił imię ojca – oto i on! Jest brudny od tułaczki. Jego ubranie jest znoszone i podarte, ale Ojciec nie odwraca się od niego ani nie próbuje o nim zapomnieć, lecz skupia na nim całą swoją uwagę.

BÓG CHCE CIĘ ZBAWIĆ

Grzeszniku, czy wiesz, że Bóg widzi cię w tej właśnie chwili, gdy czytasz tę broszurę? Nie ma w twoim sercu pragnienia, którego On by nie dostrzegł, ani łzy w twoim oku, której by nie dostrzegł. Widział twoje ukryte grzechy, słyszał twoje przekleństwa i bluźnierstwa, a mimo to kochał cię.

Mógłbyś stać się gorszym odstępcą, a jednak On naznaczył cię w swojej księdze miłości, pragnie cię zbawić, a Jego kochające spojrzenie podąża za tobą wszędzie.

Czyż to nie pocieszające? Dlaczego syn marnotrawny nie mógł widzieć ojca? Czy to łzy uniemożliwiły mu widzenie? A może ojciec miał lepszy wzrok niż syn?

Grzeszniku, nie możesz zobaczyć Boga, bo nie wierzysz; jesteś cielesny i ślepy, ale On cię widzi. Łzy skruchy przesłaniają ci wzrok, ale twój Ojciec, który widzi wyraźnie, czuwa nad tobą z miłością; miłość jaśnieje w każdym Jego spojrzeniu.

Posłuchajcie: „Ojciec go widział!” To nie był jakiś obojętny obserwator. Nie patrzył na niego tak, jak mężczyzna patrzyłby na syna przyjaciela: z litością i życzliwością. Patrzył tak, jak potrafi tylko ojciec. Jaką bystrą wizję ma rodzic!

Znałem młodego mężczyznę, który przyjechał do domu na krótkie wakacje. Jego matka nic nie słyszała o zachowaniu syna, a mimo to powiedziała mężowi: „Coś jest nie tak z naszym Iwanem;

Nie wiem dokładnie co, ale chyba wpadł w złe towarzystwo”. Poczuła to. Jej ojciec też coś zauważył, ale nie potrafił wyjaśnić co dokładnie, ale i on miał powody do zmartwień.

A my mamy Ojca, który widzi wszystko i który ma tyle miłości, co wiedzy. Widzi na wskroś swojego syna, jakby był ze szkła. Czyta w jego sercu nie tylko smutną historię jego brudnej twarzy i dziurawych butów, ale także stan jego duszy.

Biedny grzeszniku! Nie musisz zdawać sprawy Bogu, On już wszystko wie; nie musisz prosić ani starać się zmiękczyć Jego serca, On widzi wszystko: wystarczy, że obnażysz swoje rany i powiesz:

„Ojcze, Ty widzisz wszystko. W jednej minucie przeczytałeś całą moją mroczną historię. Ojcze, zmiłuj się nade mną”.

BÓG DOŚWIADCZYŁ TWOJEGO BÓLU

Kolejną myślą wartą uwagi jest Boskie współczucie. „Gdy go ujrzał, wzruszył się głęboko”. Czyż litość nie oznacza również współczucia? Czyż nie polega na wczuciu się w położenie cierpiącego i odczuwaniu jego bólu?

Można by rzec, że ojciec wziął na siebie łachmany syna i poczuł litość, jaką syn marnotrawny mógłby czuć wobec siebie. Możesz tylko częściowo zrozumieć, czym jest prawdziwe współczucie, jeśli wyobrazisz sobie, że twój własny syn, którego nigdy nie spodziewałeś się ujrzeć żywego, wrócił do ciebie.

Niedawno widziałem młodego mężczyznę, który wyglądał bardzo podobnie do syna marnotrawnego. Te same ślady grzechu na twarzy i ciele, te same podarte ubrania, ten sam nędzny wygląd. Zapukał do moich drzwi. Zrozumiałem, co było nie tak i nie zawracałem mu głowy niepotrzebnymi pytaniami. Zhańbił rodzinę nie raz, nie dwa, ale wiele razy. W ciągu pięciu tygodni roztrwonił prawie cztery tysiące rubli i został bez grosza. Teraz potrzebuje chleba i obawiam się, że musi spać ukradkiem w parku, przez co nabawił się reumatyzmu, na który prawdopodobnie będzie cierpiał aż do śmierci. Włóczy się po ulicach całymi dniami jak włóczęga.

Napisałam do jego znajomych, opowiedziałam im o jego sytuacji, ale oni nie chcą go znać; i nie dziwi mnie to, znając jego zachowanie. Nie ma ojca ani matki.

Danie mu więcej pieniędzy, niż potrzebuje na chleb, byłoby marnotrawstwem. Najwyraźniej upadł tak nisko, że nie potrafi już przezwyciężyć swoich nałogów.

Chciałem, żeby przetrwał jeszcze jedną próbę. Jestem pewien, że byłoby to dla niego zbawienne: gdyby jego ojciec żył. A co do biedaka, jak mi wyznał, źródło miłości już wyschło...

Kiedy o nim myślę, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że gdyby był moim synem, a ja jego ojcem, i gdyby przyszedł do mnie w takim samym stanie, w jakim go zastałem u moich drzwi, niezależnie od tego, jaką zbrodnię popełnił, rzuciłbym mu się na pierś i obsypałbym pocałunkami: najstraszniejszy grzech nie jest w stanie zgasić iskier ojcowskiej miłości.

Mógłbym żałować jego przyjścia na świat i nazwałbym go wraz z Dawidem: „Synu mój, Absalomie! Synu mój, synu mój, Absalomie! O, gdybym umarł za ciebie, Absalomie!” (2 Sm 18,33), ale nie mógłbym wyrzucić go z domu ani odmówić nazywania go synem. Jest moim synem i będzie nim aż do śmierci. Prawdopodobnie czujesz, że gdyby był twoim synem, zrobiłbyś to samo.

Pan czuje to samo do ciebie, swojego wybranego, skruszonego dziecka. Jesteś Jego dzieckiem, mam taką nadzieję, tak myślę. Twoje pragnienie Jego osoby daje mi powód, by wierzyć, że jesteś jednym z Jego dzieci, a Pan, patrząc z nieba, zna twoje myśli.

Cóż mogę powiedzieć? „Jak ojciec lituje się nad dziećmi, tak Pan lituje się nad tymi, którzy się Go boją” (Psalm 103:13). On zlituje się nad tobą i przyjmie cię w swoje ramiona. Nie bój się, w tym wersecie czytamy: „Zlitował się nad nim”.

BÓG WYCHODZI NA CIEBIE

Zwróć też uwagę na szybkość Bożej miłości. Jest napisane: „Biegał”. Prawdopodobnie przechadzał się po dachu swojego domu, wypatrując syna marnotrawnego. Aż pewnego ranka jego bystre spojrzenie dostrzegło w oddali żałosną postać. Gdyby nie był ojcem, nigdy nie rozpoznałby w niej syna – tak bardzo się zmienił! Ojciec wpatrywał się i wpatrywał, aż w końcu powiedział sobie: „To on! Ale co z nim zrobił głód i cierpienie!”.

Mój ojciec schodzi na dół i zdaje mi się, że widzę go zbiegającego po schodach. Słudzy idą do okien i drzwi, żeby zobaczyć, dokąd idzie ich pan, i pytają: „Dokąd tak pędzi mój pan? Dawno tak szybko nie biegł”. Oto i on, biegnie nie drogą – to by było dalej – ale najkrótszą drogą, po linii prostej. I zanim mój syn zdążył go zauważyć, jest już przy nim, rzuca mu się na szyję, całuje go i obejmuje.

Przypominam sobie młodego człowieka, który roztrwonił swój majątek i został przyjęty w ten sam sposób. Oto on przed wami – to ja. Siedziałem w małej kaplicy, nieświadomy, że mój Ojciec mnie widzi; niewątpliwie byłem bardzo daleko od Niego. Czułem potrzebę Chrystusa, ale nie wiedziałem, co zrobić, aby zostać zbawionym. Chociaż znałem Pismo Święte, byłem całkowicie nieświadomy planu zbawienia: uczono mnie tego w młodości, ale nadal nic nie wiedziałem. Coś czułem, ale moja dusza nie znajdowała w niczym ukojenia.

Nie sądzę, żeby ktokolwiek mógł czuć się tak daleko od Boga, jak ja w tamtym momencie. A jednak w jednej chwili, dosłownie w jednej chwili, gdy tylko usłyszałem te słowa: „Nawróćcie się do Mnie, a będziecie zbawieni”, gdy tylko zwróciłem wzrok na ukrzyżowanego Chrystusa, poczułem całkowite pojednanie z Bogiem i pewność, że moje grzechy zostały odpuszczone. Nie mogłem już dłużej oddalać się od Ojca. Pojednanie dokonało się w jednej chwili, a On rzucił mi się na szyję i pocałował mnie.

Mam nadzieję, że to samo przydarzy się Tobie dzisiaj, zanim zamkniesz tę książeczkę, zanim powrócisz do swoich wątpliwości, lęków, westchnień i łez.

Mam nadzieję, że Bóg miłości wybiegnie ci na spotkanie, rzuci ci się na szyję i ucałuje.

MIŁOŚĆ BOŻA NIE MA GRANIC!

Skupiając się na uważności, współczuciu i punktualności mojego ojca, nie zapominajmy o jego bliskości. „Upadł mu na szyję i pocałował go”. Sam tego doświadczyłem i nie potrafię opisać, jakie to cudowne: „upadł mu na szyję”!

Gdyby stanął z daleka i powiedział: „Iwanie, chciałbym cię pocałować, ale jesteś zbyt brudny; nie wiem, co masz pod tymi brudnymi szmatami, a teraz nie mam ochoty rzucić ci się na szyję, jesteś za daleko ode mnie. Kocham cię, ale okazywanie miłości ma swoje granice. Kiedy będziesz w najlepszej formie, wtedy będę ci okazywał miłość, ale teraz nie mogę, jesteś zbyt zły”. Ale nie, ojciec rzucił się synowi na szyję, zanim się umył – w tym tkwi cud!

Rozumiem, że Pan kocha i zna duszę obmytą Krwią Chrystusa. Ale jak może On spaść na kark nikczemnego grzesznika, który stoi przed Nim, biednego, nędznego, brudnego i marnotrawnego? Bóg pada mu na kark i całuje go – cudowna tajemnica miłości! Zasłona opadnie z naszych oczu, jeśli pamiętamy, że Pan patrzy na grzesznika nie takim, jakim jest, ale takim, jaki jest, ukryty w Chrystusie. Zauważ, jak blisko grzesznika jest Pan.

Opowiadają o słynnym męczenniku, do którego w więzieniu podszedł głęboko zrozpaczony człowiek, pragnący ukoić duszę poprzez pokutę. Męczennik spojrzał na niego surowo i zaczął go surowo upominać. Biedny grzesznik uciekł i cierpiał, aż znalazł łagodniejszego sługę Bożego, który słuchał go ze łzami w oczach.

Niewątpliwie męczennik miał czystą, kochającą duszę, ale surowość jego zachowania odrzuciła skruszonego. Nasz Ojciec Niebieski nie ma takich manier. On z radością wita syna marnotrawnego. Nie mówi grzesznikowi „wróć” ani „precz”, lecz pada mu na szyję i całuje go.

Bóg przyjmuje skruszonych

Z tego gestu ojca można wysnuć jeszcze jedną miłą pociechę: całując syna, ojciec potwierdził łączącą go z nim więź i powiedział do niego: „Mój synu”.

Ten pocałunek oznaczał również przebaczenie. Ojciec nie mógł pocałować syna, gdyby był na niego zły; wybaczył mu, wybaczył mu całkowicie. Było w tym coś więcej niż tylko przebaczenie: ponowne przyjęcie. Ten pocałunek zdawał się mówić:

"Przyjmuję cię z powrotem do swego serca jako godnego syna i oddaję ci wszystko, tak jak uczyniłem to z twoim starszym bratem – dlatego cię całuję."

Był to również pocałunek zadowolenia – cieszył się synem bardziej niż widokiem pól, tuczonych stad i wszystkich skarbów. Cieszył się z powrotu biednego syna marnotrawnego! Z pewnością wszystko to zawierało się w ojcowskim pocałunku.

A gdyby dziś mój Ojciec i wasz Ojciec spotkali was skruszonych, dałby wam w tej właśnie chwili odczuć, że jesteście Jego dziećmi, a wracając do domu, zawołalibyście już: „Abba Ojcze!”

Poczujesz, że twoje grzechy zostały odpuszczone, każdy z nich odrzucony przez Boga; poczujesz się zaakceptowany. Patrząc z wiarą na Chrystusa, zobaczysz, że Bóg cię akceptuje, ponieważ Chrystus, twój Zastępca, jest godzien miłości i radości Ojca.

Ty sam będziesz się radował w Panu, bo Pan raduje się tobą, i usłyszysz głos spokojny: „...Pan ma w tobie upodobanie” (Iz 62,4).

Potrzeba niezwykle czułego i współczującego serca, aby oddać pełnię czułości tych słów Ojca Niebieskiego. Nie potrafię w pełni oddać piękna Bożej miłości. Mam nadzieję, że On sam poruszy twoje serce i doświadczysz na własnej skórze, jak dobry jest Pan. Ale jeśli Pan zechce posłużyć się mną jak pędzlem, aby wyryć obraz w twoim sercu, będę szczęśliwy.

Jeśli ktoś powie: „Nie potrzebuję opisu, bo nawróciwszy się do Chrystusa, opowiedziałem Mu o wszystkich moich przeżyciach i prosiłem Go, aby odpowiedział na moje powołanie, teraz Mu wierzę i będę kontynuował swoją drogę z radością”, to ja również będę się cieszył!

W RAMIONACH BOGA

Podsumowując, chcę powiedzieć, że syn marnotrawny, choć daleko, po powrocie do domu otrzymał przebaczenie i adopcję nie stopniowo, ale natychmiast. Nie proszono go, by najpierw wszedł do stodoły i spał na klepisku, ani by od czasu do czasu jadł obiad ze służbą w kuchni, a potem siadał na końcu stołu i stopniowo się do niego zbliżał. Nie, ojciec objął go i ucałował od pierwszej chwili; natychmiast stał się mu tak bliski, jak to tylko możliwe.

W ten sposób dusza, która wierzy, staje się od pierwszej chwili tak droga i bliska Bogu, jakby nigdy nie zgrzeszyła. Staje się prawdziwym dziedzicem niezgłębionych bogactw Chrystusa, przygotowanych dla niej przez kochającego Ojca przed założeniem świata.

Cóż za cud! Ze stodoły prosto w ramiona ojca; po chrząknięciu zwierząt, by usłyszeć czułe słowa ojca; kilka dni temu jadł łuski, a teraz przy suto zastawionym stole czuł czułe pocałunki ojca. Co za zmiana, i to tak szybko! W jednej chwili syn odzyskał wszystkie swoje dawne prawa.

NA ZAWSZE Z BOGIEM JAKO SYN!

Zauważ też: tak jak nie było stopniowości w akceptacji syna, tak nie było też nigdzie żadnych warunków. Nie przebaczono mu pod warunkiem, że zrobi to czy tamto. Nie, nie było tu żadnych „jeśli” ani „ale”: został ucałowany, ubrany i uczczony bez żadnych warunków. Nie zadawano pytań; jego ojciec natychmiast odrzucił jego grzechy i przyjął go bez wyrzutów i moralizatorstwa. Nie była to akceptacja warunkowa. Był wykluczany z jednej i wykluczany z drugiej. Pozwolono mu nazywać się synem, nie uznając najpierw swojej niższości. Ubrano go w najpiękniejszą szatę, nałożono mu pierścień na rękę, okuto i zasiano, by zjeść tuczone cielę.

Bóg zatem przyjmuje bezwarunkowo nawet grzesznika. Osoby, które pokutują, nie są drugorzędne. Dla nich nie ma stopniowej ani warunkowej akceptacji; od razu stają się dziećmi Bożymi.

Ojciec nie przyjął syna na chwilę. Nie pocałował go, mówiąc: „Żal mi cię, więc teraz idź, gdzie chcesz”. Nie, ojciec powiedział mu to samo, co starszemu bratu: „Synu, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, co mam, należy do ciebie”. Z przypowieści wiemy, że syn marnotrawny nie odzyskał majątku, ponieważ go roztrwonił. Ale Pan mówi w swoim Słowie, że daje tę samą nagrodę robotnikom, którzy przychodzą rano i pod koniec dnia. Oznacza to, że każdy dostąpi zbawienia: zarówno ten, który długo błądził, jak i ten, który zawsze był blisko Ojca i nigdy nie złamał ani jednego z Jego przykazań.

Księga proroka Zachariasza zawiera niezwykły fragment: „Ekron będzie jak Jebusyta” (9,7). Oznacza to, że Bóg kocha zarówno nawróconych Filistynów, jak i rdzennych mieszkańców Jerozolimy w równym stopniu; dzikie gałęzie wszczepione w winorośl mają te same zalety, co naturalne. Bóg czyni dziedziców śmierci dziedzicami życia wiecznego i przyznaje wszystkim równe prawa, tak jakby nigdy Go nie zawiedli ani nie zbłądzili daleko. W oczach Boga zawsze byli dziedzicami łaski, ponieważ On nieustannie czuwał nad swoimi dziećmi.

Jakże pragnę, aby Pan w swoim bezgranicznym miłosierdziu przyprowadził dziś do Swojego wiecznego Domu wielu swoich wędrujących synów!

Ostatnie wezwanie

nadal to słychać,

O nieostrożny grzeszniku,

Dlaczego nadal się wahasz?